Wyniki wyszukiwania dla zapytania: Akcja Burza we Lwowie


| NIE BYLO. Nawet jednego miasta calego nie objelo.
    Owszem było. Objęlo nie tylko jedno miasto - vide Lwów czy Wilno, a
także inne skoordynwoane działania partyzanckie. Ty rozumiem chcesz
wyróżnić jeden element (wyzwolenie Warszawy) nazwany "Powstaniem
Warszawskim" od całego planu działań? Zaraz się dowiem, że Powstanie
Styczniowe i Listopadowe też nie było ogólnopolskie, bo jakiegoś tam
fragmentu naszego kraju (w jakich granicach?) nie objęło. Tak to można
rozwijać do absurdu, w czym widzę kilka osób się tutaj lubuje.


Cos Ci sie myli niestety. Z akcji Burza wyszlo pare odosobnionych zrywow,
ktorych nikt nie swientuje. Nie prubuj na sile zmieniac rzeczywistosci. Czym
byla a czym miala byc Burza? Kiedy sie i gdzie zaczela? I co z tego i jak
jest swientowane? Opowiadasz bajki ot co. Powstanie Listopadowe czy
Styczniowe nie bylo paroma w zaden sposob niezwiazanymi wystapieniami. To
pierwsze bylo regularna wojna (ktora zreszta mozna bylo wygrac), to pierwsze
szerokozakrojonymi dzialaniami zbrojnymi. I nikomu nie przychodzi do glowy
zeby wyodrebniac z nich jakies jedno zdazenie  a powstanie Warszawskie jest
traktowane odrebnie czy Ci sie to podoba czy nie.

Boruta



Nic specjalnego...

Wydarzenia w Polsce
1666 - W bitwie pod Mątwami wojska rokoszan dowodzone przez Jerzego Lubomirskiego pokonały armię królewską Jana Kazimierza.
1867 - W Łodzi zainstalowano gazowe oświetlenie ulic i placów.
1930 - Banderę z żaglowca Lwów przekazano na Dar Pomorza.
2006 - Wrocławska Hala Ludowa, została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego.

Wydarzenia na świecie
634 - Wojska muzułmańskie pokonały oddziały Bizantyjczyków pod Adżnadajn w Palestynie.
1260 - Mendog pobił Krzyżaków nad Durbą.
1832 - Amerykański badacz Henry Schoolcraft odkrył źródło Missisipi
1878 - Zakończył się kongres berliński.
1897 - Guglielmo Marconi otrzymał w USA patent na telegraf bez drutu (No. 586,193).
1908 - Po raz pierwszy w igrzyskach olimpijskich wzięły udział kobiety.
1919 - Miał miejsce pierwszy transatlantycki przelot balonem.
1943 - Adolf Hitler wydał rozkaz wstrzymania ofensywy na łuku kurskim.
1944 - Oddział Aleksandra Krzyżanowskiego w ramach akcji "Burza" zdobył Wilno.
1949 - Papież Pius XII wydał dekret nakładający ekskomunikę na członków partii komunistycznych.
1971 - W Maroku stracono dziesięciu oficerów wysokiej rangi za udział w nieudanym zamachu stanu.
1977 - W Nowym Jorku miała miejsce wielka 25-godzinna awaria elektryczności.
1985 - Na stadionach Wembley w Londynie i JFK w Filadelfii odbył się koncert Live Aid.

1. najlepiej wywalić esbeków, pezetpeerowców i bedzie gites
2. wybuchły nie przez Polaków, tylko przez kilku "możnowładców"- szlachców, którzy byly sk******* a nie szlachcicami i za dużo sobie poczynali, a Ukraina w owym czasie była dziurą o minimalnym zasiedleniu, jedynymi powaznymi miastami był Kijów i Lwów, tak to stepy i nic, Rzeczpospolita Trojga Narodów to była najwspanialsza rzecz jaką mozna było sobie wymarzyc, która upadła przez głupich wspomnianych szlachciców, jak myślisz że Ukraina była niepolska tylko kozacka to sie mylisz, Lwów obok Wilna, Krakowa i rzecz jasna Warszawy to jedt najbardziej polskie z polskich miast, co powiesz o obronie Lwowa 1918-20, o akcji Burza we Lwowie, wtedy cały Lwów tak jak Warszawa w 44 głosno ryknął kim jest, po co istnieje, i za co bedzie po wsze czasy walczył, a to że "wielka" tójka nas sprzedała, Ukraina przez większą częśc współczesnej historii była zdecydowanie bardziej Polska niz Rosyjska
3.dużo wcześniej nim powstała Moskwa była Ruś Kijowska, i ciągły spór o Grody Czerwienskie wiec chyba mylisz Rusie, księstwa itp

szanuje historie od samych początków, Ty jej chyba nie rozumiesz

To ja mam pytanie dotyczące Akcji "Burza" we Lwowie/okręgu lwowskim AK.
Jak się nazywał dowódca jednego z oddziałów AK, walczących o Lwów, który nie był przed DWŚ obywatelem RP i jakiej był narodowości? Pytanie dodatkowe: jak się nazywał dowodzony przez niego oddział i skąd się ów człowiek wziął w AK i Lwowie?


Może mała podpowiedź:
był podoficerem rez. artylerii, od kwietnia 1942r. w AK początkowo w Rzeszowie, a od maja 1943r. we Lwowie. Min. brał udział na początku grudnia 1943r. w nieudanej próbie odbicia więźniów w Rawie Ruskiej, rozbił placówkę Kripo w Żółkwi pod koniec roku, Na początku 1944r. zorganizował oddział samoobrony we wsi Stanisławówka pod Mostami Wielkimi. Po napadach UPA na okoliczne miejscowości przeprowadził akcję odwetową 7 marca 1944r. na ukraińską wieś Błyszczywody. Brał udział w akcji odwetowej ``Nieszpory`` przeciw policjantom ukraińskim we Lwowie. Mianowany ppor. cz. wojny 3 maja 1944r. Po ``Burzy`` powrócił do Rzeszowa, gdzie w Zgrupowaniu ``Warta``objął dowództwo kompanii ``D-26``po aresztowanym 29 maja 1945 por. Józefie Bissie.

O własnie, Strategosie, o to mi chodziło!
Już wtedy zaczynano (tak w Polsce, jak i na emigracji) rozpatrywac walkę o niepodległość - przeciwko Sowietom - jako proces długotrwały, a żeby przejąć "rząd dusz" nad obywatelami potrzebna była odpowiednia legitymacja. W ówczesnej sytuacji została już tylko Warszawa jako miejsce zdobycia takowej; przecież początkowo cały Plan "Burza" miał do tego dążyć, ale okazało sie, że ani Wilno, ani Lwów, ani inne mniejsze akcje nie daja odpowiedniej podstawy do pokazania, że legalne polskie władze działaja na polskiej ziemi. Walki zbrojnen w Warszawie - symbolu oporu - nie dało się stłumić; to, co można było zrobić z walkami we Lwowie i Wilnie, nie mogło (i nie udało się ) zrobić w Warszawie.

Przypuszczam też, że bez PW AK rozpadłaby sie sama do zimy nawet bez rozkazu Komendanta Głównego (jak zrobił to Okulciki) rozwiązującego AK. Przecież po odwołaniu mobilizacji i rozwiązaniu dużych zgrupowań leśnych (gdy rozkazano ponowne zakonspirowanie się) w praktyce AK się rozsypała. Zołnierze poczuli się oszukani, że nie idą w bój, pozostali tylko ci najwytrwalsi, którzy walczyli jeszcze do lat 50-tych, ale oni nie stanowili większego zagrożenia - bo nie było już MASOWOŚCI ruchu. Bez PW taki rozkład mógłby nastąpić szybciej - bo widzianoby, że BEZ WALKI ODDAJE SIĘ ROSJANOM WSZYSTKO, a żołnierze mają siedzieć w domu i czekać - na co? znowu? czekali już 5 lat...
Powyższe to taki mój prywatny dodatek zainspirowany rozważaniami nad długofalowymi skutkami PW; może kogoś zainteresuje.
BTW: Strategosie, będziesz w weekend u Archanioła, oczywiście? Ja tez

Zasadniczo są dwie szkoły historyczne: warszawska i krakowska. Ta pierwsza pochwala koncepcję powstańczą, ta druga - nie.
Jako przedstawiciel tej drugiej mogę do listy "zewnętrznych winnych" dodać winnych wewnętrznych: Komendę Główną AK i gen. Bora - Komorowskiego. Oni wiedzieli od kuriera Jana Nowaka - Jeziorańskiego, że Powsanie nie uzyska żadnej pomocy z Zachodu (a więc lądowania SBSpad gen. Sosabowskiego i wsparcia z powietrza ze strony naszych dywizjonów), ani ze Wschodu (co raczej dziś jest oczywiste - Stalin chciał się pozbyć AK rękami Niemców). KG wiedziała również o tym, jaką politykę względem AK i Delegatury Rządu prowadzi Stalin (choćby doświadczenia 27 Wołyńskiej Dywizji AK, czy z walk AK o Lwów). Mimo to zdecydowano się na Powstanie (czy na kontynuowanie Akcji Burza). Inaczej mówiąc, winien jest polski narodowy romantyzm, który prezentowali szczególnie gen. Bór - Komorowski i gen. Okulicki. Podobno więcej rozsądku miał... gen. Monter - Chruściel (pewnie dlatego, że doskonale wiedział, czym dysponuje), ale jemu jedynie wydano rozkaz, który wykonać musiał.

Grzegorz, mowisz ze widzisz Warszawe w kontekscie calej Burzy - do ktorej to Warszawa, jezeli dobrze pamietam, zostala wlaczona juz w trakcie akcji. Jednak do rzeczy - ciekawi mnie Twoje zdanie na nastepujacy temat:
Dlaczego, widzac reakcje wkraczajacych do Wilna,Lwowa Rosjan (internowanie odpowiedzialnych za wyzwalanie miast ak-owcow, zsylanie ich, itd.) - mimo to podjeto decyzje o wybuchu powstania? Pomijam kwestie tego, ze we Lwowie i Wilnie powstania wybuchaly w momencie, jak NIemcy sie wycofywali z miast, a Rosjanie nie zaczeli do nich wchodzic - czyli najlepszy mozliwy "timing".
Do rzeczy - na jakiej podstawie liczono, ze zakladajac sukces powstania w warszawie, akurat tutaj Rosjanie zachowaja sie inaczej?
Ktos wczesniej zapytal: "a skad wiadomo, ze Rosjanie by nie wymordowali warszawiakow?" ano - znowu przyklad wczesniejszych miast w ramach akcji Burza - tam tego nie robili, dlaczego mieliby w Warszawie...
Z przyjemnoscia poznam zdanie madrzejszych od siebie.

p.s.
Przepraszam wszystkich mieszkancow Warszawy za LS - jego poglady naprawde nie sa pogladami typowego Warszawiaka. Ja sie ciesze, ze sa tu ludzie z calej Polski i chca tu mieszkac wiedzac, jak niechetnie "warszawa" jest postrzegana w Polsce.

Witam,
Tak jak pisalem w sms-ach akcja gorska dobiegla konca. Na szczyt weszly trzy osoby z 15 osobowego skladu-1 uczestnik wyprawy i dwojka organizatorwo. Dodatkowo 4 osoby podjely atak, lecz z powodu trudnych warunkow muieli zawrocic z ok. 6500 m.n.p.m.
Ja dotarlem do wyokosci 5700m.n.p.m. (5900m).
Moge tylko napisac, ze to bardzo trudna gora, a w poloczeniu z opadem sniegu, wiatrem, burza, to bardzo, bardzo trudna.
Cala wyprawa to masa doswiadczen i walki z samym sobo, tym raze gora okazala sie lepsza, ale po dzis dzien mam slowa A.Lwowa: "zwyciezyc znaczy przezyc". Uwierzcie mi wiec, ze czuje sie zwyciezaco.
Ciesze sie rowniez, ze juz jestem po i moge teraz wypoczywac w cieplym miescie Osz. Dwa tygodnie akcji gorskiej z "obcymi" twarzami, to tez jest wyzwanie.
Tak jak pialem, jestesmy juz w Osz, dzisiaj byly zakupy pamiotek i odpoczynek nad miecowym basenem. Jutro chyba ruszamy juz do Biszkeku i za 3 dni wylot.
pzd i dziekuje za trzymanie kciukow.
arek
p.s. mam nadzieje ze po powrocie bedzie dane to opowiedziec bardziej i pokazac kilka fotek

powtarza też mniej lub bardziej świadomie kilka moich pomysłów

I moich i moich
A tak naprawdę, to przeca dawno temu napisałem:
20 lipca 44' Hitler ginie w zamachu. Stauffenberg daje rozkaz do rozpoczęcia operacji "Walkiria"- puczu oficerów Wehrmachtu skierowanego na zakończenie wojny. Zaczynają się tarcia między Wehrmachtem a SS. Chodzą pogłoski, że część czołowych gestapowców aresztowano.
21 lipca: Dowództwo AK tylko czekało na taką chwilę: drukarnie w ramach akcji "N" drukują ogromną liczbę ulotek (po niemiecku) mówiących o rychłym końcu III Rzeszy. Stołeczna AK następnego dnia ma osiągnąć stan bojowy. Oddziały Radomskiego AK maszerować mają na W-wę. Jest to tym łatwiejsze, że na skutek tarć między Wehrmachtem a SS, na skutek niepewnej sytuacji Niemiec, Niemcy raczej myślą o pospiesznym opuszczeniu tych terenów niż o walkach z Polakami.
22 lipca: niemiecki komendant gen. Stahel ucieka z W-wy wraz z większością niemieckich urzędników. Gestapowcy palą akta na Szucha. Godzina "W" wyznaczona na godz. 22-gą. Sztab AK nawiązuje kontakt z Niemcami w celu zaproponowania wyjścia niemieckich wojsk z W-wy.
AC zajmuje Lwów i Lublin.

itd. i dalej i dalej- reszta w pierwotnym Halcie

Małe przyspieszenie pewnego projektu technologicznego i bomba Heisenberga uderza w miejsce przebywania Józka. Będący tak czy siak silniejsi sowieci mają pietra i wstrzymują ofensywę, przynajmniej do momentu, aż otrzęsą się z szoku. Ot, tak na przykład. Władzę obejmuje jakiś dupek, np. Maleńkow, który nie wiedząc co robić decyduje się na stworzenie polskiego "bufora".

No i to też jest jakieś, niezłe rozwiązanie.

Ugoda, bo ja wiem, von Witzleben - Maleńkow przewiduje stworzenie między obiema stronami terenu buforowego.

Tylko czy bufor zakładałby podział na demokratyczną RP i komunist. PRL?

Polska zachodnia powinna raczej wynikać z trochę alternatywnej formy operacji "Burza".

Ot co. Wyzwolenie via "Burza", to jedyne racjonalne rozwiązanie. Choć też obecne w "starym" Halcie

Andrzej, możesz podać jakieś źródła? Imponujące wyliczenia, to spalenie biblioteki


będzie problem - nie wszystie książki mam tu w Krakowie (do tego zapewne wolicie wiarygodne i polskie źródła, a nie to co wydają obecnie pod Lwowem skini z UNSO ;-p)

zresztą u nas dziwne wydawnictwa też sie pojawiają jest np ksiązeczka taka: Saładiak Andrzej "pamiątki i zabytki kultury ukraińsie w Polsce" (facet niekiedy bredzi jak potłuczony)

**************************************************************

ale to co mam i mogę cytować od ręki:

- (nie tem okres niestety): Piotr Paszkiewicz "pod berłem Romanowów; sztyka rosyjska w warszawie 1815-1915 podaje na stronie 203 że przy udziale wojska polskiego, pod koniec lat 30-tych na kresach wschodnich zburzono ponad sto czynnych(!!!) cerkwi prawosławnych.

-Kazimierz Stopa "Ziemia wojsławicaka; jej dzieje pamiątki ludzie" wspomina akcję spalenia cerkwi w Sielcu i Leszczanach (niedaleko wojsławic) (str 126) (ok 1931?)

-Kazimierz Stopa "ziemia wojsławicka w czasie wojny i okupacji" podaje relację o brutalnej pacyfikacji przez polską policję wsi Olszanka i Bończa (str. 43) (1936 rok) (niszczenie mienia, bicie ludności pałami, burzenie domów w Bończy spalenie częsci wsi).

wsie te miały znaczną przewagę ludności ukraińskiej - jako powod akcji podano istnienie tam struktur KPZU (istnieć istnialy. jak wszędzie).

TE AKCJE PRZEPROWADZANO NA TERENIE obenego POWIATU CHEŁMSKIEGO.
w Wojewodztwie Wołyńskim było gorzej.

- Józef Buszko, "Historia Polski 1864 - 1948" - tego znowu nie mam na półce - ale opisywal tam pacyfikacje wojskowe przed wyborami w 1931 roku.

jest i kilkutomowe wydawnictwo "dzieje konfliktów ukraińsko polskich" - gdzie można sobie sporo o wybitnie parszywych sprawach doczytać - tam dla odmiany jest sporo i o tym co robili ukraińcy jeszcze przed wojną.

o spaleniu biblioteki w wojsławicach mam relacje czloków rodizny - Stopa pomija ten temat milczeniem. (Domyślam się dlaczego)

w wojslawicach bodaj w 1938 roku rozebrano kaplicę prawosławną p.w. M.Boskiej Kazańskiej - nie pozwolono jej odbudować - ale unitów zostawiono w spokoju.

http://www.wojslawice.fabryka.pl/ potem wejść ul Grabowiecka/cerkiew św. Onufrego

I jest gdzieś tekst międzywojennego prawa budowlanego w sieci? Szukałem autorskiego, nic nie znalazłem


czytalem o tym jakiś artykuł - ale lata temu.

w przeciwieństwie do Stama, który nie bardzo wie jak poruszać się z piłką po flance.


Stam to srodkowy obronca. Na wahadlowego obronce sie nie nadaje, bo jest:
a. za wolny
b. za malo przebojowy
c. za malo drybluje

a zaspales na meczu l'pool vs man utd ?albo na arsenal vs lpool?albo na aresnal vs man utd ?albo na dzisiejszym totenhamie ?zasypales na wszystkich meczach chelsea vs l'poolu w ostatnich latach w LM ?


Ogladam C+Sport juz od 10 lat mniej wiecej, kiedy to kupilismy dekoder przez slynnym meczem repry na Wembley za Wojcika. I sledze kazda lige zagraniczna i stwierdzam, ze Premier League jest najlepsza. Walka, zacietosc, akcja za akcje, nie ma zmiluj. Graja ostro, walcza, gra ma odpowiednie tempo. Akcje przenosza sie z jednego pola karnego pod drugie; nie ma kalkulacji (tylko mi nie pisz o Chelsea).

Seria A jest totalnie boringowa i mam prawo miec takie zdanie. Dawno zadnego dobrego meczu nie widzialem w Serie A. Raz, ze graja powolutku i kalkuluja niesamowice, a dwa, ze komentarz panow L. i M. to DNO po prostu.

Poza tym zawsze we wszelkich konkursach wyzsze miejsca zajmuja zawodnicy ofensywni, strzelajacy bramki, asystujacy, ktorzy najbardziej sa widoczni w meczu, stad Gila zapewne bedzie mial wyzsze miejsce.


Jesli by tak bylo to zadnego plebiscytu nie wygralby przykladowo MALDINI. Zawodnikiem ofensywnym nie jest, bramek nie strzela, albo strzela jak na lekarstwo, asyst nie notuje, widoczny z racji pozycji boiskowej tez nie jest. Juz nie mowie, ze taki Lew Jaszyn badz tez Sepp Maier nie zostali by rowniez nigdy wyroznieni, ale to historia. Dla mnie np. pilkarzem zeszlego roku jest LAMPARD. Wszyskim, ktorzy zaczna sie tu burzyc, odpowiadam: mam prawo do takiego pogladu, a kibicem Chelsea nie jestem tylko Arsenalu. Tyle.

Stan BCH na 30.06.1944r. według sprawozdania Kom.Gł. BCH płk Franciszka Kamińskiego złożonego na Kongresie PSL w Warszawie 19.II.1946r:
ogółem 157.848 ( w tym oddziały taktyczne - scalone lub przeznaczone do scalenia z AK - 112.829).
Okręgami:
I Wa-wa miasto - nie było
II Wa-wa województwo 11316 (11316)
III Kielce 35012(23935)
IV Lublin 49828 (35414)
V Łódź 6807 (6807)
VI Kraków 44970 (23542)
VII Białystok 836 (836)
VIII Wołyń 2833 (2833)
IX Lwów 5618 (5618)
X Poznań 628 (628)
P.S.
Przeczytałem jeszcze raz uważnie ( mam nadzieję, że "ze zrozumieniem") twój pierwszy post. Myślę że:
- nijak się ma do siebie liczba uzbrojonych i liczba "zorganizowanych" ( patrz uzbrojenie garnizonu warszawskiego AK 1 sierpnia 1944)
- nijak się do siebie ma liczba akcji i liczba "zorganizowanych" ( przyczyna jak wyżej, na dodatek, myślę, że mamy wszyscy trochę "wypaczoną" wizję podziemia ( z góry przepraszam byłych AKowców i nie tylko). Przyczyna tego "wypaczenia" to, że jakieś 70-80% publikacji, wspomnień, filmów na ten temat dotyczy albo "Burzy" albo Powstania, albo działalności oddziałów partyzanckich, Kedywu, wywiadu, bo co tu pisać o konspiracyjnej "prozie życia"; szkoleniu, szukaniu ludzi, organizowaniu lokali, najprostszego sprzętu, unikaniu wpadek, wtyczek, wywózki na roboty itd. i czekaniu na rozkaz, który często nigdy nie nadszedł.
- no i ta cytowana już przeze mnie "reguła płk Bokszczanina"
Myślę, idąc za twoją myślą, że rzeczywiście ciekawa by była dyskusja na temat stosunku liczby zaprzysiężonych do aktywnie działających, do przewidzianych do "zmobilizowania" potencjalnych członków, walczących czynnie przez jakiś dłuższy czas do mobilizowanych do pojedynczych akcji itd. Ale ja nawet nie próbuję spekulować na ten temat.

A ja wygrałem konkurs historyczny Akcji "Burza" Lwów-Rzemyśl w ramach ogólnopolskiego rajdu pieszego szlakami akcji "Burza"

Wywołanie Powstania i wogóle cała akcja Burza była poltycznie wymierzona w Stalina nikt nie kalkulował czy jest nią zainteresowany czy nie. Sądzono, że tak jak to się stało na Wołyniu, w Wilnie, Lwowie i na Lubelszczyźnie, dowództwo Armii Czerwonej wykorzysta koniukturalnie wspóldziałanie z AK dla własnych interesów a następnie zrobi to co zrobić musiało... Niemniej jednak panowało przekonanie, że Armia Czerwona nie zawaha sie wykorzystać przewagi jaką stwarzało Powstanie na bezpośrednim zapleczu oddziałów I-rzutowych, nawet we wrześniu cały świat przecierał oczy ze zdumienia patrząc jak Armia Czerwona pozwala bezkarnie zajmować zdobyte wcześniej przez AK gotowe przyczółki w W-wie (Powiśle, Żoliborz, Czerniaków). Taka bezczynność Armii Czerwonej była nie do przewidzenia tym bardziej , że jak wspomniałem - wcześniej sowieci nie wahali się współdziałać z AK.

Jeśli chodzi o ośrodek decyzyjny w sprawie Powstania to było nim wyłącznie dowództwo AK. Londyn jasno się w tej kwestii wypowiedział pozostawiając sprawę decyzji o podjęciu lub nie walki wyłącznie w gestii dowództwa AK. To tylko tak żebyś wiedział gdzie wymierzyć swój oskarżycielski paluch.

Powstanie w pewnym sensie było gestem rozpaczy, swojego rodzaju rzutem na taśmę. Twierdzę, że nie można było nie próbować. Jakoś dziwnie jestem przekonany, że gdyby Powstanie nie wybuchło dzisiaj byście wszyscy pisali długie posty z uzasadnieniem dlaczego właśnie należało je wywołać. Historia nie chadza prostymi ścieżkami nie wszystko da się przewidzieć w oczach tych "zbrodniczych" decydentów istniał cień szansy dla Rzeczpospolitej dla tego cienia warto było zaryzykować, nie wybaczono by im poddania się bez walki. Nawet my byśmy im tego nie wybaczyli. Sukces w walce "na pstrym koniu jeździ" zbyt wiele czynników o nim decyduje by sprowadzać go tylko do suchych liczb i techniki. Gdyby tak było czyż Chodkiewicz poważyłby się na uderzenie na Szwedów pod Kircholmem, a Żółkiewski na Rosjan pod Kłuszynem?

A wogóle weles to jak już wcześniej Ci mówiłem - gdybyśmy jako ludzkość kierowali sie tym Twoim pozornie realitycznym światopoglądem to byśmy siedzieli na drzewach i wpierdalali banany. Może rzeczywiście byłoby łatwiej...

Pozdro.

weles:

1. Powstanie było kontynuacją akcji Burza wobec jej fiaska na wschodzie. W KG AK panowało przekonanie (logiczne zresztą), że dla sowietów znacznie ważniejsze było ulegitymizowanie poprzez krew swoich żołnierzy prawa do Wilna i Lwowa skoro nawet tam na ziemiach, które sowieci traktowali jak swoje Ak była "tolerowana" jako koniukturalny sojusznik to czemuż miałaby nie być w Polsce?

2. Wg relacji świadków latem 44' atmosfera w W-wie była tak gęsta, że potrzebna była tylko iskra, sądze że 500 komunistów mogłoby ją właśnie stanowić. Czy AL w W-wie była w stanie kierować Powstaniem przez okres pozwalający mu dotrwać przybycia? Napewno nie. Spontaniczny wybuch (prowokowany zresztą przez komunistów od połowy lipca) zostałby zduszony jak pet wciągu kilku dni. AL zresztą wzięła udział w Powstaniu podporządkowywując się dowództwu AK.

3. Hamas??? (Chyba Hesbollach, który jednak powalczył a co do rozbrojenia....).

4."Bo przyznasz... nie byłoby qrestwem Powstanie ktorym kierowałby Rząd na miejscu w Warszawie? ... choć co do realizmu efektow też można by mieć zastrzeżenia... Z tym, że mogli by się wtedy zwać bohaterami na rowni z Powstańcami, ktorym należy się hołd i najwyższy szacunek..." -
- Rząd Londyński nie kierował Powstaniem ani nie podewziął decyzji o jego wybuchu. Prawo decyzji co do walki w Warszawie pozostawiono całokowicie w rękach KG AK. Decydenci więc jak najbardziej siedzieli w Warszawie i nastawiali swoje głowy. Zresztą nawet gdyby nie siedzieli to to nie działa w taki sposób o jakim piszesz - dobrze wiesz, że domeną Rządu jest podejmowanie decyzji w czasie wojny nawet takich jak decyzja o Powstaniu. Rząd konstytucyjnie zobligowany jest do obrony państwa. Nikt nie bawi się w ankiety. Zersztą gdyby taką ankietę przeprowadzono w W-wie w sierpniu 44' - to jaki byłby jej wynik?

Do pozostałych.

Raz jeszcze proszę was o nie ocenianie Powstanie przez pryzmat ofiar, które za sobą pociągnęło. Ściślej mówiąc nie możecie sądzić dowódców PW za ofiary w Warszawie. Podstawą sądów powinny być intencje decydentów ich plany i realizm tychże. Nie piszcie też o Teheranie, bo KG AK jak i Rząd Londyński nie znał ustaleń Teherańskich więc wynik tej konferencji nie był fragentem rzeczywistości politycznej w której planowano Powstanie. Zresztą powtarzam po raz nie wiem który ustalenia teherańskie nie miały charakteru ostatecznego.

Akcja będzie się działa podczas wielkiego turnieju Rycerzy Zodiaku.

Saori córka wielkiego rycerza zorganizowała turniej dla wszystkich rycerzy zodiaku , który zawsze chciał stworzyć jej ojciec i w hołdzie jego śmierci powstał ten turniej. Wszyscy najlepsi zawodnicy z całego świata po zdobyciu swoich zbrój stawili się na turnieju

Postacie do wyboru:



SEIYA - Rupik
Konstelacja:Pegaz
Wiek: 23 lat
Wzrost: 185 cm
Waga: 73 kg
Urodziny: 1. 12 (Strzelec)
Grupa krwi: B
Narodowość: japońska
Miejsce treningu: Sanktuarium, Grecja
Techniki walki:Meteory Pegaza, Obrotowy cios



SHUN

Konstelacja: Andromeda
Wiek: 22 lat
Wzrost: 185 cm
Waga: 71 kg
Urodziny: 9. 09 (Panna)
Grupa krwi: A
Narodowość: japońska
Miejsce treningu: Wyspa Andromedy
Ataki:
„Nebiura Chiieen” (Nebula Chain), Pierścień obrony , Burza Andromedy , Miażdząca spirala



SHIRYU - Athaair

Konstelacja: Smok
Wiek: 24 lat
Wzrost: 192 cm
Waga: 73 kg
Urodziny: 4. 10 (Waga)
Grupa krwi: A
Narodowość: japońska
Miejsce treningu: Rozan, Chiny
Ataki:
Gniew Smoka,Smoczy Lot, Smocza Łza



HYOGA - mati100

Konstelacja: Łabędź
Wiek: 24 lat
Wzrost: 183 cm
Waga: 70 kg
Urodziny: 23. 01 (Wodnik)
Grupa krwi: 0
Narodowość: rosyjsko-japońska
Miejsce treningu: Orientalna Syberia
Ataki:
Diamentowy pył, Spełnienie poranka, Lodowy cyklon



IKKI

Konstelacja:Feniks
Wiek: 25 lat
Wzrost: 175 cm
Waga: 72 kg
Urodziny: 15.08 (Lew)
Grupa krwi: AB
Narodowość: japońska
Miejsce treningu:Wyspa Królowej Śmierci
Ataki: Pięść Feniksa, Płonące Skrzydła Feniksa , Iluzja Feinksa

Podczas walk piszemy że wykonujemy dany cios a nie że próbujemy wykonać. Rzuty kostka nie będą oznaczały niepowodzenia ciosy tylko jego skuteczność.

Rupik dnia Wto 13:59, 25 Mar 2008, w całości zmieniany 1 raz

No cóz nie dasz mi chyba możliwości wypicia w spokoju piwka
Deficja trafna i prawdziwa Myślę ,że w przykładach podanych poprzednio pokazałem na czym polega mój obiektywizm. Ano na tym że wbrew temu co piszesz mój drogi,moja wiedza na temat wydarzeń ,osób i ich postępowania skonfrontowana jest z wieloma źródłami. Dlatego dostrzegając plusy widzę także minusy i odwrotnie. Reguły forum jak i brak czasu narzucają pewien uproszczony schemat wypowiedzi. Ja przedstawiam zazwyczaj tę drugą stronę medalu , najczęściej historii o której mało kto wie, bo tych faktów nie zamieszcza się w podręcznikach tego przedmiotu. Motywacje do takiego postepowania są różne i jak mówiła Pani Pelagia różniste.Ktoś miał dziadka powstańca warszawskiego ,więc przecież nie napisze ,że zbrodnią było wywołanie ruchawki przy pomocy odziałów gdzie broń(najczęściej marną) na 10 osob miało najwyżej trzech!Nie napisze o tym ,że dowódcy w rangach generałów założyli ,ze broń zdobędą na wrogu!Nie napiszą ,że w dziesiątym dniu powstania cywile zaczęli się buntować i wyzywać powstańców od bandytów !Nie napiszą ,że w imię mglistych przewidywań i iwłasnych interesów zkazali milionowe miasto na zagładę a 150-200 tys. jego mieszkańców na śmierć kalectwo,utratę majątku,zdrowia itp. (ostatnio Kaczor wyliczył ,że straty Warszawy to jakieś 50 miliardów dolarów- to przecież więcej niż cały dług Gierka, ktoś po wojnie musiał wypracować ten majatek ,zeby Waszawa była nadal stlicą Polski ,czyż nie?)Nie napisze,że w walach zginął kwiat polskiej młodzieży, wykształconej i patriotycznej. Bedzie raczej przekonywał,że nie mozna ich było powstrzymać,że oni sami by te powstanie wywołali. Pominie fakt ,że Armia Krajowa była prawdziwą armią w której panowała dyscyplina i karność większa niż w normalnej armii bo ukształtowana w konspiracji, gdzie za niesubordynacje ,sprzeciwianie się rozkazom można było dostać kulę w łeb nie uczestnicząc w swoim procesie(wymogi konspiracji)Będzie biadolił nad zbrodniczą postawą Stalina ,chociaż zdaje sobie sprawę ,że dowodcy AK jak mało kto, dobrze wiedzieli co wyprawiał na ziemiach polskich między 39 a 41 , wiedzieli co zrobił w Katyniu , Jak potraktował żołnierzy AK biorących udział w Akcji "Burza" w Wilnie i Lwowie. Nie trzeba być tuzem inteletu by zakładać ,że w Warszawie zrobi to samo, czyli zadba o swoje interesy.
I tak będzie ciągnął dalej swoją opowieść. Bo przecież ptaki nie srają we własne gniazdo To tylko jeden przykład na relatywizm w przedstawianiu naszej tragicznej historii. Praktycznie każde wydarzenie w naszej historii ma tę jasną i tę ciemna stronę. Ja nie zaprzeczam tej jasnej . Domagam się jedynie by ta ciemna była też znana. Jak mówił wasz góru: Prawda ,tylko Prawda was wyzwoli! Czuwaj

Polacy nie mieli zadnych szans by oprzec sie Wehrmahtowi.
Potega armi niemieckiej byla jeszcze mniejsza niz pozniej, ale na nasz armie to wystarczalo.

jedyna mozliwoscia oparcia sie agresorowiu w czasie wojny obronne '39 bylaby rownoczesna zdecydowana akcja sojusznikow i neutralnosc Rosjan.

Wtedy owszem, po zazartych walkach wycofac sie za bug zreorganizowac i walczyc dalej, podczas gdyAnglicy i Francuzi strzeliliby niecow od zachodu.

ale sory...
nasi zolnierze walczyli wtedy sami, przeciw dwom najsilniejszym armiom na swiecie... troche realizmu :P

i tak bylo calkiem nizle, bo zdazalo sie ze Niemcy pryskali na sam dzwiek silnikow polskich tankietek, a polska kawasleria czasem kosila ich jak dzieci.
Do tego Hitler mial uderzyc na francje od razu po Polsce, jeszcze przed zima 1939/1940.
Mimo przewgi w sprzecie ludziach, okrazeniu Polski z trzech stron i wsparciu ZSRR, wehrmacht dostal takie becki zdobywajac nasz kraj, ze nie bylo innej rady niz przesunac atak na Francje na wiosne 1940, bo niemcy zbyt sie na nas wykrwawili...

oceniajac sytuacje.
zostalismy zaatakowani przez Niemcow z trzech stron, ich uzbrojenie bylo conajmniej o 1 generacje 'z przodu', a z tylu czekali rosjanie, cud ze czesc oddzialow w ogole udalo sie wycofac przez Rumunie :P

a co do Polakow w IIWŚ...:

Norwegia
Samodzielna Brygada Strzewlców Podhalanskich

Francja 1940:
2 dywizje strzelcow pieszych i brygada pancerna.

Afryka:
Samodzielna Brygada Strzelcow Karpackich - min. walki o Tobruk
Pułk Ułanów Karpackich

Włochy 1944:
Polski 2 korpus:
3 Dywizja Strzelców Karpackich
5 Kresowa Dywizja Piechoty
2 Brygada Pancerna
wspomniani wczesniej ułani z PUK i grupa altylerii

Zachodnia Europa 1944 - 1945
Samodzielna Brygada Strzelców Spadochronowych
1. Dywizja Pancerna

Ludowe Wojsko Polskie na wschodzie

1 Armia WP:
pięć dywizji piechoty
brygada saperow
brygada kawalerii
brygada pancerna
grupa pancerna
grupa altylerii

pięć dywizji piechoty
dywizjon altylerii
brygada saperow
prygada altylerii
brygada pancerna
grupa pancerna

Armia Krajowa na ziemiach polskich oceniana byla na sile ok 400 - 500 ludzi w czynnej sluzbie, agentow i wspolpracownikow

Marynarka wojenna
2 krazowniki (Dragon i Konrad)
7 niszczycieli (Błyskawica, Grom, Huragan, Piorun, Burza, Orkan, Garland)
3 eskortowce (Krakowiak, Slazak i Kujawiak)
5 okretow podwodnych (Orzel, Jastrzab, sokol, dzik, Wilk)

Lotnictwo
pomijam lotnikow na wschodzie, ale na zachodzie bylo ich lacznie ok tysiaca.
nad anglia dywizjon 303 mial najwieksza liczbe zestrzelen, a Cyrk skalskiego sprawial, ze niemieccy lotnicy ruszali na misje lotnicze nad Tunezja jak na sciecie...

na zachodzi Polakow walczylo ok 200 - 250 tysiecy (licze tylko jednostki 'polski) polakow walczacych w oddzialach aliantow tezx troche bylo)
w Ludowym Wojsku Polskim, pod koniec wojny bylo ich ok pol miliona, do tego AK...
ponad milion ludzi na wszystkich frontach, czwarta sila po USA, GB i ZSRR.

do tego wywiad (enigma, info na temat V1 i V2...)

bitwy takie jak Tobruk, gdzie nasi i Australijczycy walczyli juz prawie zebami, Monte Cassino, ktore Polacy zdobyli po tym jak dowiodcy USA i GB po stracie masy ludzi okreslili klasztor jako 'nie do zdobyia'...
Arnhem, gdzxie wskutek niekompetencji dowodcow polscy spadochroniarze desantowali sie wprost na witajace ich olowiem jednostki niemieckie, a pozniej SBSP ratowala zycia Angolom...
Bitwy o Falaise Gap, zatopienie Bismarka...
Berlin...

Polska stracila w tej wojnie prawi 40% zaplecza przemyslowego (w tym np drogi, koleje itp) - dla przykladu Francja 1 - 2 % i 22% ludnosci czyli ok 6 milionow (polowa to polscy zydzi)
przeliczajac straty materialne i w ludnosci, Polska byla poszkodowana bardziej niz np Niemcy czy Rosja.

W nagrode Polscy zolnierze wykrwawiajacy sie na wszystkich frontach (bylismy jedyna nacja walczaca doslownie wszedzie), mieli szlaban na defilowanie podczas obchodow uroczystosci zakonczenia wojny, a Polacy w kraju w prezencie dostali komunizm.
Nie mowie juz o zabraniu kresow wschodnich, w tym Lwowa i Wilna...
Lwow byl centrum kulturalnym, miastem pod wieloma wzgledami wazniejszym niz Warszawa.

Co na to mieszkańcy i Urząd Gminy?! Slyszeliście o tym? Czy ktos zamierza dzialać? Trzeba coś robić zanim splynie z Sanem do nas!

Trucizna sączy się z Ukrainy
SIANKI, UKRAINA Już połowa mieszkańców wsi przewlekle choruje na drogi oddechowe - alarmuje miejscowa lekarka.

W 31 betonowych kontenerach, 160 metrów od Sanu, leży 11 ton żrących substancji. To bomba ekologiczna mogąca zagrozić wkrótce także Polakom. Źle zabezpieczone toksyczne pestycydy przedostają się do Sanu.
Fot: TADEUSZ POŹNIAK
Powiększ zdjęcie
11 ton toksycznych odpadów od kilkunastu lat zatruwa ludzi i zwierzęta na polsko-ukraińskim pograniczu. Betonowe pojemniki pękają, a chemikalia przedostają się do ziemi i Sanu.

Za ZSRR pestycydami obsypywano w Siankach kołchozowe pola. Gdy w 1991 r. Ukraina odzyskała niepodległość, rolny kombinat upadł. Nikomu niepotrzebne środki ochrony roślin jeszcze długo leżały rozsypane w zrujnowanym magazynie.

Często bawiły się w nim dzieci i wdychały opary ze żrących substancji. Już wtedy chemikalia spływały wraz z deszczem do odległego o 160 metrów granicznego Sanu.
Beton nie wystarczy
W 2001 r., po interwencji polskich służb ochrony środowiska, przeterminowane pestycydy umieszczono w 31 betonowych kontenerach. - Mieliśmy nadzieję, że takie zabezpieczenie wystarczy, ale w 2004 r. niektóre pojemniki zaczęły pękać - mówi Stepan Wasyleczko, wójt Sianek.

Próby wywiezienia 11 ton trucizny nie powiodły się. - Ani nasza gmina, ani powiat w Turce nie mają pieniędzy na taką akcję - tłumaczy Wasyleczko. - Rozpętałem medialną burzę, by zainteresować problemem władze we Lwowie i Kijowie. Efektu nie przyniosła.
Coraz więcej chorych
Ekologiczna bomba tyka tuż przy stacji kolejowej. Przez Sianki jadą pociągi pasażerskie i towarowe m.in. na Zakarpacie oraz na Słowację. Betonowe kontenery ogrodzone są kolczastym drutem, nie ma żadnych tablic ostrzegawczych. Każdy może tu wejść. Żrące substancje drażnią oczy, gardło i nozdrza już po minucie pobytu w pobliżu składowiska.

- W ostatnich dwóch latach dwukrotnie wzrosła liczba pacjentów skarżących się na drogi oddechowe - mówi miejscowa lekarka, którą odwiedziliśmy. - Podejrzewam, że przyczyną są pestycydy, bo wcześniej rzadko, kto miał podobne dolegliwości.

Jeśli chemikalia nie zostaną szybko usunięte, ludzie mogą zacząć zapadać na poważniejsze choroby.

Wójt Wasyleczko: - Na wschodniej Ukrainie mają budować zakład utylizacji toksycznych odpadów, tylko że to potrwa lata, a my żyjemy tu w coraz większym strachu.
Zagrożenie dla Polski
Sianki leżą w Międzynarodowym Rezerwacie Biosfery "Karpaty Wschodnie”. Z wyciekającymi z kontenerów chemikaliami mają kontakt zwierzęta, dla których wodopojem jest San. - Katastrofy ekologicznej jeszcze nie ma, ale z czasem coraz więcej pojemników będzie pękać - przestrzega Stepan Wasyleczko. - Wtedy pestycydy zagrożą również mieszkańcom przygranicznych wsi w Polsce.

Poza tym Ślepy bez dissów na Rzeszów, bo przestaniemy się lubieć

Zeby nie było, pisze to kurwa z głowy, a nie przeklejam z wiki, wiec łaskawie się wysilcie i chociaż to wzrokiem ogarnijcie.

Nazwa miasta wywodzi się od Rzecha, który podobno pomagał bronić osady przed najazdami i wdzięczni mieszkańcy nazwali ją jego imieniem.

Rzeszów ma 170 tys ludności i jest jednym z mniejszych miast wojewódzkich w Polsce, również pod względem powierzchni. Jest za to wg. różnych rankingów miastem najczystszym, z najlepiej odnowioną starówką, z bardzo niską przestępczością i dużą ilością zieleni. Poziom inwestycji zadowalająco wysoki, dobry system dróg bez dziur, jedyny w Polsce ośrodek kształcenia pilotów lotnictwa cywilnego. Szkolnictwo wyższe to przede wszystkim Politechnika rz. o całkiem niezłej reputacji, no i Uniwerek który - i tu nie ma się co oszukiwać jest kiepskawy.

Miasto trochę się ostatnio rozrosło przez wchłonięcie kilku okolicznych wiosek. Jest bardzo specyficzne wbrew obiegowym opiniom. Rzeszowiacy mają swoją gwarę, a raczej elementy gwary, którą jednak posługuje się dość wąska grupa osób, tych których przodkowie mieszkali tutaj jeszcze przed wojną. Po wojnie napływ ludności był ogromny, co między innymi pomogło zdobyć miastu status największego ośrodka regionu. Ludność napływała głownie z regionów wiejskich, choć są tutaj również ludzie o korzeniach lwowskich, czy tzw "wilnuki". Przed wojną miasto liczyło jakieś 45 tys ludzi, po wojnie znacznie więcej - wyprzedzając tym samym Przemyśl, którego liczba od wojny utrzymuje się na stałym poziomie 60 tys ludności. Jest powodem kosy między miastami - już o tym pisalismy z bleedem - Rzeszów jest uważany przez Przemyślaków za dużą wieś która z pomocą komuchów wyrosła na główną siłę w regionie. Oczywiście fałsz - prawa miejskie mieliśmy wcześniej od nich.

Miasto miało problemy z rozwojem głownie przez najazdy, kilkanaście wielkich pożarów, nieudolnych zarządców którzy często traktowali je po macoszemu. Jako taką autonomię zyskało pod zaborem austriackim co pozwoliło na swobodną działalność kulturalną, ale gospodarczo dalej było bardzo kiepsko.

W czasie wojny niemieckie kurwy wymordowały większą część żydowskiej ludności Rzeszowa(tutaj ciekawostka - ul. 3 maja - obecnie reprezentacyjny deptak miasta kiedyś wyglądał tak że żydzi chodzili z lewej strony, a Polacy z prawej ) Zamknięto ich w getcie, starców i dzieci wywieziono do Lasów Głogowskich i tam rozstrzelały ich einsatzgruppen, natomiast resztę pociągami do obozu w Sobiborze i Płaszowie. pozostały po nich 2 syngagogi, 2 cmentarze i jedyny żydowski szpital (w całej Galicji!), ktory obecnie służy jako szpital kliniczny. Aha i był tutaj bardzo silny ośrodek syjonistyczny.

Moje miasto, tu się urodziłem, tu mnie w ziemi zagrzebią, niby małe, a idzie się pogubić. Po wojnie praktycznie jednolite wyznaniowo(Żydzi to praktycznie jednostki, a prawosławnych Ukraińców których było dosłownie kilkustek pochłonęła akcja "Wisła". Centrum miasta to typowo galicyjska zabudowa, niskie kamienice, ale wszystko ślicznie odnowione - lekko przemieszane z wszechobecnie ładowanym za komuny socrealizmem, ale miasto powoli zastępuje te koszmarki i przywraca również, śródmieściu jego dawny wygląd.

Politycznie ultraprawica, delikatne odchyły kilku % w stronę SLD, manify młodych socjalistów są okładane przez stare baby parasolkami . Jako jedni z pierwszych mieliśmy podziemie antykomunistyczne. Elektorat to PiS i LPR. Miasto psuje komunistyczny koszmarek zwany pomnikiem czynu rewolucyjnego - ale mieszkańcy tak się z "wielką cipą "zżyli, że postanowili jej nie burzyć, jest tak jakby symbolem miasta.

Kilka fot. Chętnie odpowiem na każde pytanie jako "pniok" zakochany w swoim mieście. Tekst pisany z głowy więc, drobne pomyłki tudzież przeinaczenia mogły się wkraść.

Z ciekawostek to mamy jeszcze piękny zamek lubomirskich odbudowywany przez mieszkańców praktycznie od zera KILKA RAZY, 3 największą halę sportową w Polsce, generalnie miasto teraz jest na dorobku i zapierdala tak że jak przyjeżdzam to nie nadążam ogarnąć nieraz. A i mamy dość dużo obcokrajowców - zazwyczaj studenci.

A wy co sądzicie o Rzeszowie?




1

Twoja ocena jest racjonalna tylko w Twoim przekonaniu. Osobiście nie spotkałem się nigdy z tak krzywdzącą oceną nie tyle samego powstania co ludzi, którzy brali w nim udział.

Ludzie którzy brali w nim udział to jedno - młodzi bądź głupi bądź traktowali swoje obowiązki niezwykle poważnie, chociaż wielu z nich żadnymi żołnierzami nie było. Bo gdyby byli żołnierzami wiedzieliby, że dowódcy popełniają błąd. Natomiast co do samej oceny powstania zanim się ono rozpoczęło już Naczelny Wódz gen. Sosnkowski i gen. Anders przestrzegali przed jego wybuchem. Oto fragmenty:

3 lipca 1944 r. doszło w Londynie do rozmowy między premierem Mikołajczykiem, gen. Sosnkowskim i gen. Marianem Kukielem, ministrem obrony narodowej. W protokole czytamy, iż „Naczelny Wódz ostrzegał przeciwko szerokiemu operowaniu w obecnych warunkach określeniem „collapse” Niemiec i przeciwko szukaniu analogii z r. 1918”. I dalej niezwykle trafnie konstatował: „Powstanie bez uprzedniego porozumienia z ZSRR na godziwych podstawach byłoby politycznie nieusprawiedliwione, zaś bez uczciwego i prawdziwego współdziałania z Armią Czerwoną byłoby pod względem wojskowym niczym innym jak aktem rozpaczy”.


Swoje ostateczne stanowisko gen. Sosnkowski sformułował w depeszy z 7 lipca. Pisał tam do dowódcy AK, że w istniejących warunkach „powstanie zbrojne narodu nie byłoby usprawiedliwione, nie mówiąc już o braku fizycznych szans powodzenia. Teoretycznie jednak nie sposób wykluczyć, że warunki powyższe jeszcze mogą ulec zmianie, stąd należy nadal zachować możliwość uruchomienia powstania”. I najważniejsze: „Jeśli przez szczęśliwy zbieg okoliczności w ostatnich chwilach odwrotu niemieckiego, a przed wkroczeniem oddziałów czerwonych, powstaną szanse choćby przejściowego i krótkotrwałego opanowania przez nas Wilna, Lwowa, innego większego centrum lub pewnego ograniczonego niewielkiego choćby obszaru – należy to uczynić i wystąpić w roli pełnoprawnego gospodarza”.


Pierwszy telegram, z 25 lipca, jest odpowiedzią na depeszę dowódcy AK z 19 lipca donoszącą o wydarzeniach na Wileńszczyźnie. Stanowisko Naczelnego Wodza sprowadzało się do następującego stwierdzenia: „W obliczu szybkich postępów okupacji sowieckiej na terytorium kraju trzeba dążyć do zaoszczędzenia substancji biologicznej narodu w obliczu podwójnej groźby eksterminacji”. Stąd też doradzał „Według możliwości wycofujcie oddziały na zachód w skupieniu lub rozproszeniu zależnie od warunków”. I precyzował, że chodzi mu o wycofywanie „przede wszystkim młodzieży na zachód ku granicy słowacko-węgierskiej (..) Zależnie od Waszego uznania możecie upoważnić ludzi do szukania dróg via organizacja Todta i roboty rolne w Niemczech z obowiązkiem jak najrychlejszej ucieczki do WP”


29 lipca gen. Sosnkowski wysłał jeszcze jeden telegram do Warszawy, który do Londynu dotarł 2 sierpnia, a przekazany został do Warszawy 6 sierpnia. Tu ponownie Naczelny Wódz zalecał kontynuację walki z Niemcami w formie akcjiBurza”, ale też kategorycznie przestrzegał: „Natomiast w obecnych warunkach jestem bezwzględnie przeciwny powstaniu powszechnemu, którego sens historyczny musiałby z konieczności wyrazić się w zmianie jednej okupacji na drugą”.


Gen. Władysław Anders prosił Naczelnego Wodza o wydanie takiego rozkazu w czasie jego pobytu we Włoszech, gdyż – jak wspominał – „jakakolwiek akcja przeciw Niemcom w warunkach istniejących w kraju doprowadziłaby tylko do niepotrzebnego przelewu krwi polskiej”. Po latach dowódca II Korpusu mówił Z.S. Siemaszce: „Namawiałem go, żeby dał formalny rozkaz zakazujący powstania. Odpowiadał mi: - „Oni mnie nie posłuchają, oni posłuchają Mikołajczyka”. (..) Widzi Pan, gen. Sosnkowski był wielkim mężem stanu o rozległych horyzontach, ale miał tę trudność, że nie dowodził ani batalionem, ani pułkiem, ani dywizją, z wyjątkiem krótkich okresów dowodzenia Armią Rezerwową na wiosnę 1920 r., czy też obroną Lwowa w 1939 r. Naczelny Wódz powinien mieć za sobą cały zasób doświadczenia dowódczego od najniższego szczebla do najwyższego”.


Więc może nie bawmy się w wielkie słowa i chwile uniesienia tylko dokonajmy prawdziwej analizy tego co się stało.
PS Rupert - temat o powstaniu więc wiadomo było, że na to zejdzie

Sam bym chciał widzieć, na jakiej podstawie (bo jakiś akt prawny by się przydał) wojsko niszczyło cerkwie.
Pięć razy wyżej informowałem Szanownych Panów, że uważam te decyzje za złe i ich wykonawców za bezrozumnych.
I tu się zgadzamy.
Nie staram się jednak być od nich mądrzejszych, bo przyszło nam żyć w dużo łatwiejszych czasach, niż dwudziestolecie międzywojenne.
Tutaj zaś ja (i Darth, jak sądzę) uważam, że nasi decydenci - dla dobra kraju jako takiego, a nie jedynie dominującej narodowości - mogli, a nawet powinni to zrobić inaczej. I tu się z tobą nie zgadzamy.
Ja wiem, że teraz - mając o wiele bardziej dojrzalsze społeczeństwo i do tego niemal mononarodowe (o zgrozo, dzięki przesiedleniom) - możemy szerzyć pojednanie między narodami bez większych przeszkód. Im było trudniej? Tak, było - świeża pamięć o Lwowie i masy tych, którzy dzielili innych według kryterium - czyta Mickiewicza czy czyta Tarasa Szewczenkę. Ale był to wysiłek, na który można się było zdobyć - co pokazują choćby pozytywne przykłady wymieniane wcześniej. Ale ciężkie od wolności umysły skąpiły tej wolności innym. Gdyby było inaczej, może Polscy i Ukrańscy partyzanci walczyliby wspólnie już w 1940 roku, a nie pięć-sześć lat później.
Nawiasem mówiąc zwiedzałem na wakacjach w 2006 r. Lubelszczyznę i - zdaje się w Dołhobyczowie, obok posterunku naszej straży granicznej stoi piękna cerkiew. Imponująca budowla, na wzgórzu, ale dojść się nawet nie da, bo zarośnięta chaszczami, krzewami i Bóg wie jeszcze czym. Może jakby nie padające deszcze to jakoś bym doszedł. I tu powstaje pytanie. Po co cerkiew w miejscowości, w której nie ma prawosławnych? Burzyć nikt nie ma serca, na utrzymanie obiektu nie ma pieniędzy, katolikom nie trzeba, bo kościół mają, i bądź tu mądry - znajdź rozwiązanie. Na Chełmszczyźnie było dużo trudniej je znaleźć...
??? ... skoro wyznawcy i popi je znajdowali, to chyba nie było aż tak źle. Aktualna sytuacja nie ma tu przełożenia na lata międzywojenne, bo zagęszczenie wyznawców prawosławia na tych terenach spadła niemal do zera po "transferach" z lat czterdziestych.
A zabytek pozostaje zabytkiem - wiele cerkwi i kościółków niszczeje po ostępach, ale jest też coraz więcej ludzi, którzy z własnej inicjatywy dokonują renowacji. Lokalne samorządy też się czasami budzą. W moim mieście jest zabytkowa synagoga. Nie ostał się tu raczej żaden z naszych starszych braci w wierze, ale czy to powód, aby jej nie remontować? Co jakiś czas jakiś człowiek o IQ poniżej 50 pisze na niej sprejem coś o Polsce dla Polaków, ale dość szybko napisy znikają. Z czysto kapitalistycznego punktu widzenia patrząc - zabytek generuje zyski. Ten w głuszy także - ale mniej przeliczalne, stanowiąc jeden z elementów upiększających krajobraz i także przyciągających turystów. Ale że trudniej jest jego "wydajność" policzyć - dłużej będzie czekał na remont. Ale powinien się doczekać.

Z drugiej strony - do lat trzydziestych wracając - czy wojsko miało nadwyżki w budżecie, aby je marnować na takie akcje - szeroko bądź co bądź zakrojone?

Pozdrawiam
Krzysiek

Roterik
Walka zaczęła się na dobre. Po pierwszej udanej akcji Naramis zauważalnie przystopował - Roterik także miał się na baczności. Teraz mógł być już pewnym, że dobrze ocenił umiejętności swego przeciwnika. Ciosy padały szybko, jak błyski piorunów podczas burzy. Na zewnątrz zaczął padać deszcz, lecz ryk tłumu zagłuszał jego bębnienie. Nie można było stwierdzić, kto kogo dopingował - ludzie cieszyli się po prostu wspaniałym widowiskiem.
Szermierz poruszał się jak w transie, jego stopy lekko stąpały po ziemi, gdy ten wyprowadzał ciosy. Część z nich dochodziła do celu i zostawiała lekkie rany na ciele Naramisa, lecz starszy wojownik nie ustępował pola. Jego ruchy były pełne gracji i jednocześnie ukrytej siły. Znakomicie dostosowywał się do sytuacji i ciosy Roterika często mijały go o włos. Sam zaś uderzał rękoma - niektóre uderzenia trafiały szermierza i ten miał wrażenie, że bez problemu przebiłyby kamienny mur - gdyby trafiły precyzyjnie. Umiejętności walczących sprawiały, że żaden nie był w stanie osiągnąć początkowo zdecydowanej przewagi. Lecz i nie próbowali - początek walki służył wypróbowaniu przeciwnika. Obaj mężczyźni kochali walkę i w tamtej chwili nie chodziło o wygraną czy przegraną, lecz raczej o same ruchy, o doskonałość, o adrenalinę i emocje.
Wreszcie jednak nadszedł moment, gdy przeciwnicy przyspieszyli. Ludzie z pierwszych rzędów nie dostrzegali już poszczególnych ruchów, lecz zamazane smugi, którymi stały się ramiona i nogi. Ciosy stały się mocniejsze, obaj wojownicy byli zlani potem i naznaczeni krwią. Mimo zmęczenia ich walka nie straciła swej magii - wciąż przypominała taniec, wciąż poruszali się harmonijnie, rozsypując stopami piach Areny. Stopniowo widoczna była także przewaga Roterika - wykonywał popisowe uniki, a jego ciosy często dochodziły do celu. Szermierz wyprowadził kolejny atak, ostrza zawirowały w jego dłoniach - Naramis nie zdążył odskoczyć i padł na jedno kolano. Jego pierś unosiła się w ciężkim oddechu, po twarzy spływał pot. Wojownik powstał i ukłonił się z szacunkiem w stronę Roterika:
- Jesteś prawdziwym mistrzem. Nie dopuść tylko, by zwycięstwo na Arenie stało się twoim celem - możesz dokonać zaiste wielkich rzeczy... - powiedział i skrzyżował ramiona. Gest pokonanego...
Tłum ryknął jeszcze głośniej. Fala wiwatów zdawała się nie mieć końca...

Redus ver Girin
Drogę do portu odszukałeś bez większych problemów. Tam spytałeś się kilku napotkanych marynarzy i ci wskazali właściwe miejsce. Po krótkim spacerze dostrzegłeś charakterystyczny szyld - Lew Morski. Od razu wszedłeś do środka.
W głównej sali nie było zbyt wielu ludzi. Po prawej jakaś jednolicie ubrana grupka rozmawiała przyciszonymi głosami, oprócz tego przy stoliku przy ladzie siedział długowłosy mężczyzna i młoda, atrakcyjna kobieta o złotych włosach.

Dyskusja pokazuje, że ani ciężar argumentów ani ilośc nie „zabijają”. Martwi wstają i nękają. Żeby nam dali spokój musielibyśmy oddać im organizację, inaczej nie będzie spokoju, chyba, że postawimy twierdzę, która umożliwi oderwanie się od działań wojenno-obronnych i pozwoli żyć normalnie, gdyż wojny nie są dobre dla funkcjonowania społeczeństw. Rodowity syn Prabhupada walczył jak lew o Iskcon po odejściu Prabhupada, uważał, że należy się jemu, miał wizję, że ojciec zostawił firmę a nie organizację. Jest prosta zasada, jeśli chcesz zmieniać świat to nie zapomnij zacząć od siebie. Często w życiu jest tak, że mleczowie, yavanowie, przyczepiają się do nas, abyśmy im coś dali, ci którzy nie chcą przyznać się do swoich pozycji uważają, że świat powinien należeć do nich i próbują robić przewrót. Bez zalogowania się na swojej pozycji nie można robić faktycznego postępu, można za to siać niepokój, niepewność co do swoich pozycji, skoro wszystko wywraca się do góry nogami.
A historia uczy, że tak naprawdę tu nikt nie wygrywa, zazdrośni o władzę i ci, którzy są nią pijani, ani wszyscy inni. Dlatego dojrzałe organizacje to rozumieją i mimo różnic poglądów skupiają się na otrzymaniu rezultatów ze swojego procesu, a kto praktykuje swój proces ten nie ma czasu na wojny. Tej wojny nie można wygrać, bo nie można zabić wroga, nie można wziąć do niewoli, nie można aresztować, chyba że zaczniemy używać środków prawnych ale to zabawa na kilka lat a i tak nic z tego nie wyniknie.

Vrinda nie tylko wprowadza w błąd bhaktów z Hare Kryszna, ale też np. dowiedziałem się niedawno, że jest zamknięta dla bhaktów z Ritvik. Więc obraz, który vrinda kreuje, jako strony „dla wszystkich sang od Prabhupada jest fałszywy. Są tam Tripuraricy i zapraszani bhaktowie z Hare Kryszna ale raczej w charakterze owcy, a jak piszą swoje zdanie to kasują, wyrzucają, ponieważ Tripuraricy nie mają dużej tolerancji ani odporności na inne zdania. Dla nich inne zdanie jest obrazą za którą trzeba zapłacić... bo nie godzi się aby zostawiono kogoś w spokoju. Nie można mieć zdania ISKCON na vrindzie, można mieć zdanie Tripurariego ewentualnie inne niezrzeszone, jeżeli nie wchodzi za bardzo w drogę. Innymi slowy nie ma tej wolności słowa na vrindzie, którą vrinda się chwali. Są za to bezpardonowe wojny, żeby wciągnąć w swoje gry. Jak widzimy argumenty logiczne nie trafiają, bo druga strona działa na platformie inteligencji emocjonalnej oraz instynktów i tam należy uderzać ewentualnie. Ale najlepiej zablokować, tych, którzy nawracają i obrażają, tak jak zrobilibyśmy to z grupą dominikanów, gdyby zrobili taką akcję tutaj. Ale nawet dominikanie nie są tacy. Nawet oni... Naturalne jest, że każda grupa dąży do odrębności. Tak też zrobili tripuraricy, poszli do Tripurariego. A teraz przyszli z przesłaniem twierdząc, że nie ma rożnic, chcąc burzyć rożnice, chcąc współpracować. Koń trojański. Ja do siebie nie wpuściłem....

Z zasłyszanej , starej piosenki:

Nie zrobią ze mnie wariata,
nie zabiorą mi mojego świata,
jestem Polakiem (bhaktą) i chcę być wolny,
zawsze wolny, zawsze wolny.

Niech żyje Związek Radziecki (Tripuraricy),
ale za swoje, ale za swoje.

A może napisać do Tripurariego list, co wyczyniają jego uczniowie?

31 lipca:

* 1853 - Ignacy Łukasiewicz zapalił publicznie lampy naftowe na sali operacyjnej szpitala miejskiego we Lwowie.


I.Łukasiewicz i jego lampa.

* 1919 - Sejm RP ratyfikował traktat wersalski (-główny układ pokojowy kończący pierwszą wojnę światową, podpisany 28 czerwca 1919 roku przez Niemcy, mocarstwa Ententy i państwa sprzymierzone i stowarzyszone. Został ratyfikowany 10 stycznia 1920 roku i z tą datą wszedł w życie. Traktat ustalił wiele granic międzypaństwowych w Europie oraz wprowadził nowy ład polityczny).

* 1920 - Armia Czerwona zajęła twierdzę Brześć nad Bugiem (dawniej Brześć Litewski (biał. Берасьце, Брэст, jid. בּריסק, ukr. Берестя. ros. Брест) – miasto na Białorusi, na Polesiu, nad Bugiem, u ujścia Muchawca.

* 1924 - rząd polski i radziecki podpisały w Moskwie ostateczny protokół w sprawie przebiegu linii granicznej pomiędzy oba państwami.

* 1928 - w Amsterdamie na Letnich Igrzyskach Olimpijskich,Halina Konopacka zdobyła dla Polski pierwszy złoty medal olimpijski w rzucie dyskiem na odległość 39,62 m.Był to wówczas rekord świata.


Halina Konopacka (ur. 26 lutego 1900 w Rawie Mazowieckiej, zm. 29 stycznia 1989 w Daytona Beach) - polska lekkoatletka.

* 1932 - Janusz Kusociński zdobył na Letnich Igrzyskach Olimpijskich w Los Angeles złoty medal w biegu na 10 km z wynikiem 30 min 11,4 s.


Janusz Kusociński, pseudonim Kusy (ur. 15 stycznia 1907 w Warszawie, zm. 21 czerwca 1940 w Palmirach) – polski lekkoatleta, złoty medalista olimpijski w biegu na 10 km,również srebrny medalista pierwszych mistrzostw Europy na dystansie 5000 m rozgrywanych w dniach 7-9 czerwca 1934 w Turynie na "Stadio Communale".

* 1934 - Stefan Starzyński nominowany na komisarycznego prezydenta Warszawy.


Stefan Starzyński (ur. 19 sierpnia 1893 w Warszawie, zm. ok. 17 października 1943 prawdopodobnie w KL Dachau) – polski polityk, ekonomista, publicysta, w latach 1934-1939 prezydent Warszawy.

Hm...w Szczecinie,prawie w centrum miasta,mamy ulicę jego imienia.

* 1944 - dowódca AK Tadeusz Bór-Komorowski wydał rozkaz rozpoczęcia 1 sierpnia 1944 powstania warszawskiego (wystąpienie zbrojne przeciwko okupującym Warszawę wojskom niemieckim zorganizowane przez Armię Krajową w ramach akcji "Burza", połączone z ujawnieniem się i oficjalną działalnością najwyższych struktur Polskiego Państwa Podziemnego).


1 sierpnia 1944 r. godzina "W" (17:00). Patrol por. "Agatona" z batalionu "Pięść".

* 1955 - w Warszawie rozpoczął się V Światowy Festiwal Młodzieży i Studentów na Stadionie Dziesięciolecia.

Stadion powstał w wyniku rozpisanego w 1953 konkursu SARP.Do budowy korony stadionu użyto gruzów pozostałych po powstaniu warszawskim. Miał to być wzorowy obiekt olimpijski; ukończono go w roku 1955. Celem było przeprowadzenie igrzysk V Światowego Festiwalu Młodzieży u Studentów.



* 1959 - Ministerstwo Handlu Wewnętrznego PRL ogłosiło zarządzenie, zgodnie z którym poniedziałek stał się "dniem bezmięsnym".

* 2004 - otwarto Muzeum Powstania Warszawskiego.



Ciekawostki ze świata:

1498 - Krzysztof Kolumb odkrył wyspę Trynidad.

1954 - szczyt K2 w Himalajach został zdobyty po raz pierwszy przez ekspedycję włoską pod przewodnictwem Ardito Desio.



Dragan Mihajlo Sotirović, fr. Dragan Michel Sotirovitch, ps. Draża, X, Michał (ur. 1912, zm. 5 lub 6 czerwca 1987 w Salonikach, pochowany w Zurychu) – serbski czetnik, kapitan armii jugosłowiańskiej,Serb, dowódca polskiego oddziału partyzanckiego Armii Krajowej, kawaler orderu Virtuti Militari V klasy.
Był adiutantem gen. Dragoljuba Mihajlowicia. Został wzięty do niewoli w Jugosławii, przebywał wraz z innymi oficerami jugosłowiańskimi w obozie jenieckim nr 325 w Rawie Ruskiej, a później w Stryju. Symulując chorobę (zapalenie wyrostka robaczkowego), został przeniesiony do szpitala, z którego uciekł13 stycznia 1944. Skontaktował się z polskim ruchem oporu, który tymczasowo skierował go na przechowanie do Zubrzy pod Lwowem.
Po sprawdzeniu tożsamości (jego brat był pracownikiem ambasady jugosłowiańskiej w Londynie), został skierowany pod koniec marca do tworzonych właśnie oddziałów leśnych Okręgu Lwów AK. Został zastępcą dowódcy 14 pułku ułanów - por. Andrzeja Chołoniewskiego ("Korczak", "Ładyga").
Brał udział w pacyfikacji ukraińskiej wsi oraz likwidacji kwatery UPA we wsi Szołomyja[1], [2] , [3], [4]. Dowodził oddziałami 14 pu podczas wyzwalania Lwowa w czasie akcji Burza - atakując główną linię obrony niemieckiej na wschód od miasta. Za zasługi w czasie akcji został odznaczony 27 lipca 1944 przez gen. Władysława Filipkowskiego orderem Virtuti Militari.
31 lipca 1944 został aresztowany przez NKWD, zbiegł wraz z innymi oficerami Okręgu Lwów AK. Dowodzone przez niego oddziały w sierpniu 1944 wycofały się na lewy brzeg Sanu, wchodząc w skład Zgrupowania Warta, w którym "Draża" objął dowództwo kompanii D-14 w batalionie D. Jedna z jego kwater mieściła się w Lalinie. 5 marca 1945 został przypadkowo aresztowany przez NKWD pod Dynowem. W czasie próby ucieczki wyskoczył z drugiego piętra łamiąc kości stopy. Nierozpoznany (podawał się za oficera francuskiego nazwiskiem Jacques Roman, powracającego z obozu w Odessie), został odwieziony do szpitala w Rzeszowie, skąd został uwolniony przez organizację "NIE". Na przełomie kwietnia i maja 1945 dołączył ponownie do oddziału.
Jego oddział współdziałał z SOO NSZ, której dowódcą był Antoni Żubryd oraz lokalną Samoobroną antyukraińską z Grabówki, której dowódcą był Mieczysław Bielec ps. "Bystry".
Jego oddział brał udział w walkach z UPA, a on sam doprowadził 29 maja 1945 do podpisania w Siedliskach zawieszenia broni pomiędzy UPA i polskimi oddziałami partyzanckimi, uznającego Sowietów za wspólnego wroga. Do zawarcia formalnego, trwałego porozumienia jednak nie doszło, ale zmniejszyło ono cierpienia polskiej i ukraińskiej ludności cywilnej.
W czasie służby w AK został awansowany do stopnia majora.
Ostatnią akcją jego oddziału był atak 25 czerwca na tabory sowieckie koło Domaradza.
Po rozwiązaniu Zgrupowania Warta przedostał się w sierpniu 1945 do Francji, później zamieszkał w Monaco, gdzie żył na emigracji pod zmienionym nazwiskiem Jacques Roman. Zmarł nagle podczas corocznej pielgrzymki na górę Athos.

1.
W dniu 1 września 1939 r. nad całą Polską (od Chojnic po Lwów, od Poznania po Wilno, od Krakowa po Bydgoszcz) wisiała gęsta mgła. Można dowiedzieć się o tym analizując różne, powszechnie dostępne wspomnienia (co też żmudnie robiłem ostatnimi czasy). Z tego np. powodu Niemcy zbombardowali Poznań dopiero koło południa, gdyż nie widzieli miasta. Z tego powodu również nie wyszła Hitlerowi spektakularna akcja bombardowania Warszawy dokładnie o świcie (4:45) - odwołano ją wyłącznie z uwagi na pogodę. Można o tym przeczytać w książce Zenona Szymankiewicza "Poznań we wrześniu 1939 r." (Wydawnictwo Poznańskie 1985), gdzie wspomina m.in. Adam Szwedkowski - ówczesny komendant cywilnego lotniska Ławica w Poznaniu, a więc osoba kompetentna w sprawach lotnictwa i pogody.

2.
Świt tego dnia nastąpił w stolicy Polski wg danych z kalendarzy 1939 r. o godz. 4:45 - 4:48. Dokładnie, z uwzględnieniem refrakcji, wg współczesnych, dokładnych danych (system "Horizons", Solar System Dynamics Group, Jet Propulsion Laboratory, California Institute of Technology, NASA, baza efemeryd z roku 2000), przejścia Słońca przez horyzont (wschody) miały miejsce 1 IX 1939 r. w czasie UT+1 ("zimowym polskim"):
- w centrum Warszawy (N 52,2298º; E 21,0118º) - 4:45:30 (+/- 5 s),
- na Westreplatte (N 54,4047º; E 18,6680º) – 4:51:00 (+/- 30 s),
- w Wieluniu (N 51,2211º; E 18,5708º; 180 m n.p.m.) - 4:57:00 (+/- 5 s)
- na lotnisku Nieder Elguth (N 50,4899º; E18,1200º) – 5:00:00 (+/- 30 s)
- w Berlinie (N 52,5186º; E 13,4083º) – 5:16 (+/- 30 s)
Uzupełniając te informacje należy dodać, że w Wieluniu o godz. 4:40 Słońce znajdowało się 2,7 stopnia pod horyzontem (azymut 71,7 st.), natomiast o 5:40 było na wysokości 5,9 st. nad horyzontem (azymut 83,4) a teoretyczny (dla nieba bezchmurnego) współczynnik masy atmosfery wynosił 8,94 .

3.
Istotnie mgły poranne rozpraszają się na skutek nagrzania atmosfery od wschodzącego Słońca, co w warunkach bezchmurnej pogody następuje PO przejściu Słońca przez linię horyzontu. Proces ten trwa w najlepszym wypadku co najmniej kilkanaście minut, ponieważ wschodzące Słońce nie dostarcza aż tak dużo energii, by nagrzanie nastąpiło w mgnieniu oka - ilość energii słonecznej docierającej do powierzchni Ziemi jest proporcjonalna do sinusa wysokości Słońca nad horyzontem. Przy przechodzeniu przez bezchmurną atmosferę ilość ta ulega dodatkowej redukcji, proporcjonalnej do współczynnika ekstynkcji (dla silnie nagrzewającej podczerwieni wynosi on 0,939) podniesionego do potęgi równej współczynnikowi masy atmosfery. Zatem zrzednięcia mgły nad Wieluniem nie należy się spodziewać wcześniej, niż realnie o 5:15. Jednak tego dnia mgły nad całą Polską zalegały do późnych godzin porannych, co na pewno oznaczało opóźnienie "odparowywania" mgły w Wieluniu. Wg wiarygodnych danych, w Sokolnikach k. Wielunia gęsta mgła na pewno utrzymywała się jeszcze o godzinie 8:00, a prawdopodobnie nawet do południa (świadek, ówczesny chłopiec - fascynat lotnictwa, dopiero po południu zobaczył lecące wysoko na niebie niemieckie samoloty, które przez kilka godzin wcześniej z powodu gęstej mgły jedynie słyszał).
W takiej sytuacji pogodowej jest wręcz nieprawdopodobne, by akurat nad centrum miasta Wielunia we mgle była dziura - oznaczałoby to wyjątkową złośliwość Opatrzności a może i działanie sił nieczystych. Tym bardziej, że miasto leży w dołku, a mgły uwielbiają zalegać w zagłębieniach terenu.

4.
Dokładna analiza Dziennika Poznańskiego z 1939 r. pozwala stwierdzić, że wiosna aż do płowy czerwca była zimna, mokra i powodziowa. Lato nastało gwałtownie koło 20 czerwca i było upalne, z temperaturami do 27 st. C, przez co było bardzo burzowe i z silnymi, gwałtownymi opadami deszczu. Nie było dnia, by gazeta nie donosiła o podtopieniach polskich miast, o powołaniu kolejnej komisji do ustalenia rolniczych szkód powodziowych (np. w powiecie kępińskim nad Prosną, w okolicach Wilna, w Małopolsce), o pożarach spowodowanych burzami, o tym, że Niemcy musieli wypompowywać wodę z zalanej linii Zygfryda, o kilkudziesięciu tysiącach ofiar powodzi w Chinach, stratach materialnych w Belgii, Austrii, Czechach, Rumunii, na Ukrainie. Sytuacja na niemieckiej wtedy Opolszczyźnie żywcem przypominała pamiętny lipiec 1997 r., choć do podtopienia Wrocławia nie doszło. Trzecia fala powodziowa na Warcie opuściła Ziemię Sieradzką pod koniec I dekady sierpnia, a mniej więcej w tym samym czasie strażacy mieli pełne ręce roboty z wypompowywaniem w Poznaniu wody z zatopionych piwnic. Zatem w całej Polsce miało co parować z nasączonej jak gąbka ziemi i mgły miały prawo się tworzyć nawet z dala od zbiorników wodnych. W dniach poprzedzających 1 września wiał wiatr południowy i południowo - wschodni, co oznaczało napływ gorącego, BARDZO WILGOTNEGO powietrza znad Morza Czarnego. W prasie był opisany tylko jeden wyjątek: kiedy cała Polska "pływała", na Mazowszu była susza do tego stopnia, że w Warszawskich kościołach dawano na mszę w intencji deszczu.

Jedną z najsprawniejszych organizacji partyzantki antyhitlerowskiej i antyfaszystowskiej w okupowanej Europie była Armia Krajowa (AK), będąca siłami zbrojnymi Polskiego Państwa Podziemnego podlegającego Rządowi Emigracyjnemu w Londynie. Polskie Państwo Podziemne miało większość atrybutów normalnego państwa – centralną administrację, armię (AK) i produkcję zbrojeniową, wymiar sprawiedliwości, bogate życie kulturalne (podziemne wydawnictwa) oraz namiastkę administracji w każdym powiecie (powiatowi delegaci rządu). W 1944 AK liczyła 380 tysięcy żołnierzy. Żołnierze AK mieli znaczny udział w wyzwoleniu Wilna i Lwowa, samodzielnie wyzwolili szereg mniejszych miejscowości w ramach akcji Burza. Wywiad AK dostarczał znaczące ilości wysokiej jakości informacji wywiadowczych dla wywiadu brytyjskiego, m.in. o "cudownej broni" Hitlera pociskach rakietowych V-1 i V-2 (podał miejsce prowadzenia nad nimi badań, co zaowocowało zbombardowaniem i zniszczeniem tego punktu) oraz niemieckiej broni chemicznej. Od 1 sierpnia do 2 października 1944 trwało największe wystąpienie zbrojne ruchu oporu w Europie – powstanie warszawskie, w którym, poza AK, udział wzięły także oddziały innych organizacji zbrojnych takich, jak NSZ, AL oraz ochotnicy z 1. Armii Wojska Polskiego. Jego celem było wyzwolenie stolicy i utworzenie rządu niepodległej Polski. Rosjanie, których armia zbliżała się do Warszawy, nie udzielili powstańcom pomocy. Stalin był przeciwny utworzeniu władz niepodległej Polski, ponieważ dążył do całkowitego podporządkowania państwa. W tym celu utworzył w Moskwie podległy sobie rząd polski, który następnie został przeniesiony do Lublina. Powstanie upadło z powodu słabego przygotowania oraz braku pomocy z zewnątrz, której się spodziewano. Ludność stolicy została wysiedlona, a miasto zburzone.

Łącznie z innymi organizacjami niepodległościowymi, takimi jak Bataliony Chłopskie, Narodowe Siły Zbrojne czy komunistyczna Armia Ludowa, w polski ruch oporu było zaangażowanych ok. 1 mln osób, co czyniło go największym tego typu ruchem w okupowanej Europie.

Silne oddziały partyzantów walczyły także w Jugosławii i Grecji. W Jugosławii, zajętej przez Hitlera w 1941, partyzanci komunistyczni pod dowództwem Josipa Broz-Tity i wspierani przez aliantów, rywalizowali z partyzantami Drazy Michailovića, lojalnymi wobec króla i rządu na uchodźstwie w Londynie. Podobnie było w Grecji. Jesienią 1944 Ludowa Armia Wyzwoleńcza Tity liczyła 500 tysięcy żołnierzy. W 1944 Armia Czerwona wkroczyła do Jugosławii, jednak całe terytorium kraju zostało wyzwolone przez partyzantów Tity. Stąd wzięła się zimnowojenna niezależność Jugosławii od Moskwy.

W 1940 r. Wielka Brytania założyła SOE. Była to organizacja mająca na celu wspomaganie partyzantek we wszystkich krajach okupowanych przez Hitlera. W 1944 r., gdy sprzymierzeni wylądowali w Normandii, ważnych danych o plażach, na których mieli lądować, dostarczył francuski ruch oporu.

Silne oddziały partyzanckie tworzyli Sowieci – były podporządkowane Centralnemu Sztabowi Ruchu Partyzanckiego w Moskwie. Silne oddziały partyzanckie konne i piesze dokonywały głębokich rajdów na terenach okupowanych (np. rajd konnicy Kowpaka z okolic Kijowa do Karpat). Partyzanci radzieccy byli zaopatrywani drogą lotniczą. Głównym ich zadaniem było paraliżowanie linii komunikacyjnych na zapleczu frontu poprzez niszczenie torów, mostów i wykolejanie pociągów. Pod koniec wojny także zwalczanie niekomunistycznej partyzantki.

Najaktywniejsi partyzanci działali w Grecji, Jugosławii i Francji.

DKF Socjologów ‘Pod Spodem’

zaprasza serdecznie na pierwsze pokazy w Nowym Roku, a zarazem wydarzenie specjalne przygotowane we współpracy z Kinem Lab i pod patronatem Ambasady Stanów Zjednoczonych w Polsce:

Woody Allen – mini-przegląd starszych filmów.

Przegląd obejmie trzy wieczory, na których pokażemy 5 znakomitych filmów nowojorskiego reżysera, które nigdy nie miały polskiej premiery kinowej i do dzisiaj są trudno dostępne na legalnych nośnikach:

5.01(czw): Miłość i śmierć, godz.19.15
6.01(pt): Wnętrza & Wrzesień, godz. 19.15
7.01(sob): Zelig & Wspomnienia z gwiezdnego pyłu, godz. 18

Miejsce: Dom Sztuki, ul. Wiolinowa 14 (stacja Metro Ursynów)
Bilety: pokaz czwartkowy - 6zł, pokazy piątkowy i sobotni - 10zł, karnet na wszystkie pokazy – 22zł

O filmach:

Zelig (1983)

Jeden z ciekawszych filmów Mistrza absurdu, tym razem przyciągający uwagę nie tylko ze względu na wyśmienity humor, ale i na formę. Allen zrobił film w konwencji dokumentów z lat 30. z autentycznymi postaciami w tle. Jest to historia dziwacznego człowieka, który natychmiast upodabnia się do otoczenia i do osób, które są wokół niego, co wywołuje komiczne sytuacje i zwroty akcji. Równoległy wątek to usiłująca "złapać" Zeliga dr psychiatrii Eudora Fletcher (M.Farrow), i nieunikniona w filmach Allena miłosna gra zarówno słów jak i gestów pary bohaterów. Zabawny ale i pouczający film o ludziach, ich słabościach a także wpływie osobowości na bieg zdarzeń zarówno historycznych jak i z kręgu tzw. pop-kultury.

Miłość i śmierć (1975)

Piąty, w pełni autorski (scenariusz, reżyseria, główna rola) film Woody'ego Allena "Miłość i śmierć" (1975) jest swoistym pomostem między jego wcześniejszymi filmami, parodiującymi poszczególne gatunki kina, a późniejszymi, "autobiograficznymi". Pomieszał w nim gagi dla szerokiej widowni z subtelnym ujęciem problemów społeczno-filozoficznych. W warstwie fabularnej to pełna sympatii parodia historycznych filmów Sergiusza Eisensteina i "Siódmej pieczęci" Ingmara Bergmana oraz arcydzieł literatury rosyjskiej autorstwa Lwa Tołstoja i Fiodora Dostojewskiego.
Borys Gruszenko (Allen) od wczesnego dzieciństwa kochał swą kuzynkę Sonię (Diane Keaton), ona jednak nie odwzajemniała jego uczuć. Kochała się w jego bracie, ale na złość wszystkim, a najbardziej sobie, wyszła za mąż za nudnego kupca, który zresztą wkrótce umarł. Borys, zmuszony do pójścia na wojnę z Francuzami, przypadkowo unika ran i wraca jako bohater, aby poślubić Sonię. Oboje wikłają się w spisek zmierzający do zabójstwa Napoleona - jest okazja do zmiany historii, co jednak nie następuje

Wnętrza (1978)

Wnętrza: Jeden z najważniejszych i najpoważniejszych filmów Allena. We „Wnętrzach” zainteresowanie ludzką kondycją nie ogranicza się do czystej farsy i slapstikowych gagów. Film - inspirowany twórczością Ingmara Bergmana - opowiada historię trzech sióstr Joey (Mary Beth Hurt), Renaty (Diane Keaton), i Flyn (Kristin Griffith), i ich matki Eve (Geraldine Page). Kiedy ojciec porzuca żonę na rzecz Pearl, młodej, wesołej i kontrastowo innej od zimnej i surowej Eve, odsłonięte zostają chłodne relacje między trzema dorosłymi córkami. Kobiety za wszelką cenę próbują się porozumieć, aby pomóc zdruzgotanej matce. Powracają tu charakterystyczne dla Allena tematy - iluzoryczność szczęścia, obojętność upływającego czasu, czy złożoność relacji w rodzinie.

Wspomnienia z gwiezdnego pyłu (1980)

We "Wspomnieniach z gwiezdnego pyłu" Woody Allen złożył hołd sławnemu filmowi Federico Felliniego "Osiem i pół". Znajdziemy w nim gorzkie spojrzenie na sławę, popularność i sukces. To pesymistyczne dzieło nie pozbawione jest jednak wątków humorystycznych, zabawnych sytuacji i dialogów. Sandy Bates (Allen) zdobył popularność jako autor scenariuszy, wzięty komik i reżyser kasowych filmów komediowych. Po latach taniej sławy pragnie poświęcić się bardziej ambitnej produkcji. Jednak jego najnowsze dzieło nie wzbudza zainteresowania producentów. Reżyser przeżywa głęboki kryzys. Właśnie w hotelu Stardust u wybrzeży New Jersey odbywa się festiwal jego starych filmów, gromadząc tłumy wielbicieli, znajomych i byłych kochanek. Zgiełk wokół jego osoby skłania Batesa do zastanowienia się nad swą przeszłością i karierą.

Wrzesień (1987)

Akcja "Września", respektująca trzy klasyczne jedności, trwa kilkanaście godzin nocnych, przeciętych gwałtowną burzą. Jej miejscem jest dom w plenerze, a w nim kilka osób. Wszystko wskazuje na słoneczną, jesienną harmonię. Ale tej harmonii zagraża zamiar sprzedania domu. To zagrożenie staje się katalizatorem przyspieszającym i odsłaniającym to wszystko, co drzemie we wnętrzach ludzi. Poznamy wówczas ich prawdziwe uczucia i charaktery, bowiem sytuacja zmusi ich do wykonania znaczących gestów samookreślenia.
Allen skonstruował bardzo pesymistyczny ale, jak się wydaje, bardzo wiarygodny, zbiorowy portret inteligencji amerykańskiej

"Prawda jest taka, że żołnierze AK zaufali przywódcom Powstania, że poprowadzą ich do zwycięstwa, a ci poprowadzili ich do z góry ZAPLANOWANEJ KLESKI, która miała być wyrazem protestu wobec oddania Polski pod but sowiecki i wstrząsnąć sumieniem świata.

Wydanie rozkazu do walki tysiącom ludzi bez zapewnienia im broni i GWARANCJI pomocy z zewnątrz oraz bez liczenia się z represjami wobec ludności miasta – to nie było szaleństwo, to było po prostu draństwo. Generał Anders orzekł, że to była zbrodnia."

Totalne kłamstwo rodem z PRLowskich podręczników - powstanie było dokładnie zaplanowaną akcją zbrojną obliczoną na osiągnięcie krótkotrwałego sukcesu w wymiarze taktycznym, który w zamyśle planistów miał być operacyjnie wykorzystany przez sowietów. Gen. Anders powiedział co powiedział ale jego wypowiedzi należy postrzegać przez zażartą walkę polityczną toczącą się w tamtym czasie w łonie "londyńczyków". Gen. Anders (któremu broń Boże nie chcę niczego ujmować) prywatnie był raczej określany delikatnie mówiąc jako człowiek z wybujałymi ambicjami a jego słowa przytoczone przez w51 to część polityczno - prywatnej rozgrywki, która prowadził z Sosnkowskim.

Cała reszta postu w51 to bełkot...

"Więc dlaczego Ak podjęło akcję zbrojną? Z logicznego punktu widzenia należało szukać wsparcia. A najlepszym wsparciem była wspólna akcja z armią na praskim brzegu. 2. Mogli liczyć na oddziały radzieckie czy polskie z tamtego brzegu. Tylko dlaczego do tego nie doszło! 3. Woleli sami wyzwolić Warszawę licząc na pomoc z Zachodu? Na jaką pomoc? Rząd Londyński na pewno rozmawiał o tym z sojusznikami i wiedział, na jaką pomoc mogą liczyć powstańcy. Prawie na żadną! Warszawa została sprzedana już wcześniej rosjanom. Więc rząd londyński mógł liczyć tylko i wyłącznie na siebie i rozkaz z Londynu był... właśnie tym. Powstańcy mogli liczyć na pomoc na to, że Londyn wie co robi i na tyle."

Żadna wspólna akcja nie była możliwa i to nie z powodu AK a ze względu na stanowisko sowietów. We wcześniejszym stadium operacji Burza, AK wspóldziałało z Armią Czerwoną w operacji wileńskiej, wołyńskiej, przy oswobadzaniu Lwowa i na lubelszczyźnie wszędzie tam po walce oddziały AK były rozbrajane Ci co stawiali opór byli mordowani reszta przymusowo wcielana do 1AWP. W świat szła wiadomość, że oto Armia Czerwona odniosła kolejny wilelki sukces. Taka taktyka niweczyła jeden z najistotniejszych aspektów operacji Burza czyli jej wymiar propagandowy. Po prostu sowieci nie dopuszczali aby świat się dowiedział o istnieniu walczącej AK. Warszawa musiała zostać wyzwolona samodzielnie a sowieci powitani w niej jako armia sojusznicza na terenie niepodległego państwa, zresztą gdyby nawet powstanie odniosło skutek - sowieci szybko by zrobili porządek z AK ale to juz nie uszło by uwadze światowej opinii publicznej i wymiar propagandowy zostałby zachowany. Zresztą Bór - Komorowski w liście do żony w przeddzień powstania pisał, że jak wszystko dobrze pójdzie to za kilka dni będzie jechał w bydlęcym wagonie na sybir...

Jeżel rozpatrywać powstanie w wymiarze taktycznym to właśnie działanie na silnie bronionej przez jednostki frontowe Pradze nie miało sensu. Logicznym działeniem było wzniecenie na stosunkowo słabo bronionym bezpośrednim zapleczu oddziałów przeciwnika na Pradze. Taką też decyzję podjęło dowództwo AK przesuwając "ciężar" powstania na lewobrzeże - gdyby powstanie odniosło sukces - oddziały niemieckie na Pradze i tak skazane byłyby na porażkę.

Pomoc zachodu mogła być i powinna być bardziej wydajna. Powstańcy jako część sojuszniczej koalicji mogli się spodziewać dostaw od pierwszych dni. Szczególnie, że wtedy udało im się opanować większość lewobrzeżnej W-wy i posiadali incjatywę więc zrzuty byłyby o niebo bardziej skuteczne od tych które miały miejsce w drugiej dekadzie sierpnia i później. Były propozycje zrzucenia do Warszawy brygady Sosabowskiego, można by się pokusić o próbę przewidzenia coby się stało gdyby dotego doszło - Gdyby powstanie zostało wspartę w pierwszych dniach taką siłą, prawdopodobnie odniosłoby sukces, prawdopodbnie udałoby się opanować Okęcie i połączyć ze zgrupowaniem w Kampinosie, z drugiej strony walczące bądź co bądź regularne oddziały aliantów w Warszawie nie mogłyby być tak ostentacyjnie ignorowane przez sowietów. Niestety do tego nie doszło ale to nie jest wina AK!! Oni mieli prawo spodziewać się, ba być pewnymi pomocy swych sojuszników.

Jaga...

Pamietam PRL... Z tym rzucaniem winnego było też różnie. Zapewne też pamiętasz że tow. Gomółka... symbol komuny też siedział... potem wyszedł i władał... Następni podobnie. Ilu komunistów wycinało komunistów (dosłownie)?...
Śmiem wątpić, że dziś w polityce jest inaczej. Sposoby, metody i samo działanie Partii jest podobne z tym, że już nie ma obąwiązku w tym uczestniczyć . Jago. Prawo musi działać... Przecież będąc u władzy, podejmując decyzje ma się świadomość iż istnieje Prawo. Jeśli działamy jako wybrańcy(z własnej woli też) to nie możemy sobie pozwalać na jego łamanie. Można być pięknym i sympatycznym... ale kraść nie wolno.

Prawo nie jest Pozorem Jago. Ono ma być podstawą. Pod pozorem Prawa... dość (przyznasz) niedookreślona sytuacja w terminologii. Nawet trudno takie coś zakładać skoro są dowody łamania Prawa, wielu świadków, zachowane rygory procedowania... Nie można zakładać, że sędziowie to przestępcy... Każdy złoczyńca może czuć dyskomfort(i raczej czuje... ale ofiara też)... i jak jeszcze sympatyczny, to wielu ulegających sympatiom też(i tu ofiara ma do tyłu). Nie wdając się już w rozważania nie można tłumaczyć każdego przekrętu pomyłką, niewiedzą, przypadkiem. My coś spieprzymy... dostajemy po kulasach, inni winni być tak samo rozliczani. To nie przedszkole. Ktoś za to płaci i rozlicza za efekty...

Argument chrześcjański, który przytoczyłaś nie może być podstawą do uchylenia działania Prawa, tym bardziej że kara śmierci i rzucanie Lwom wyszło z mody. Ale konfiskata w niewytłumaczalny sposób zdobytego mienia(co można weryfikować) nie jest złem na miarę tragedii zapodanych, ale dowodem na wykorzystywanie swojej dość wysokiej pozycji, która z niniejszym faktem rodzi podejrzenia o przekręty co oczywiście winno być po sprawdzeniu karane. I tu nie ma zmiłuj... Przytaczanie przykładów z minionej epoki jest raczej nie zasadne jako argument ale istotne aby ówczesnych metod unikać (np. odpowiedzialności Partyjnej... za czym trochę argumentujesz). Sądzę Jago że czasy są inne... i tamte metody to raczej historia...(nie wykluczam skrajności... co na świeczniku jest trudne do przeprowadzenia).

Niezależny...

No cóż... Z właściwym sobie wdziękiem nazywasz Balcerowicza Kontrowersyjnym... No cóż. Szpicbródkę też tak w zasadzie można... Porównania z Dzierżyńskim to nie ta skala... Co takiego złego zrobił Kaczor? Wywalił paru prezesów, zarządów, z administracji? Przecież to norma u nas od lat 17-tu, każda opcja to robi a opozycja święta... :D Robi w konia PO?... Tu każdy każdego robi w konia. A w ogóle śmieszne jest to wszystko... Nie ma już bardzo co przekręcać, ideały też się zapodziały... W ogóle teraz ryzykiem jest się brać do władzy. Czy ktoś wierzy w cuda? Nakradli i śmieją się Jak tak dalej będzie to prędzej czy później znajdzie się krewki wybawca... i nie będzie wesoło...

I nazywanie rozliczania, urojeniami, łapankami... to niepoważne. Po każdej kadencji powinno się rozliczyć poprzeników.. Nie tylko politycznie... ale Prawnie. Byłoby to normą a nie z konieczności akcją... Mamy wystarczająco sądów i służb aby to przeprowadzać bez spec-kosztów. Komuś na tym zależy aby siać takie bzdury. Nie stosując tych niby urojonych propagowanych zasad możemy burzyć więzienia... Polska stanie się wolna dla wszystkich... ... dosłownie . I hulaj dusza... Niezależny. Musimy sprawić żeby Prawo nie było urojeniem ale faktem. Dlaczego? Sytuacja Polski nie jest urojeniem...

Pozdro...

No chyba i bez prowokacji polskie zolnierze mieli powody by traktowac czerowonoarmiejczew jako wrogow, czy nie?


Problem polega, że właśnie nie! AK tuż przed wkroczeniem wojsk sowieckich zorganizowała Akcję "Burza". Polegała ona na tym, że Polacy atakowali miasta zajęte przez Niemców, tak aby ich wyprzeć tuż przed wkroczeniem ACz. Chodziło o to, aby postawić Sowietów przed faktem dokonanym - że oto w danym mieście są już polskie oddziały, przedstawiciele rządu polskiego w Londynie.
Ci polscy żołnierze nie wiedzieli wtedy, że celem wojsk Stalina nie jest tylko wypędzenie Niemców, ale także podbój i okupacja Polski. Kilka przykładów, czym skończyło się dla żołnierzy AK współdziałanie z ACz przeciwko Niemcom:
1. 13 czerwca 44' oddziały AK pod dowództwem płk. Aleksandra Wilka-Krzyżanowskiego zajęły Wilno i oczyściły go z Niemców. Na budynkach zawisły polskie flagi. Po zbliżeniu się do miasta czołówek wojsk ACz zaproszono na "sojusznicze spotkanie" dowódców polskich. Nikt z Polaków nigdy nie wrócił z tego spotkania. Wilno przejęli Sowieci i rozbroili resztę żołnierzy.
2. Po wspólnym wypędzeniu Niemców z Białegostoku i okolic przez żołnierzy AK i ACz Sowieci otoczyli polskie oddziały (5 tysięcy ludzi), rozbroili ich i wywieźli w głąb CCCP, gdyż odmówili wstąpienia do wojska ludowego.
3. 27 czerwca 1944 r. oddziały AK zajęły Lwów we współpracy z oddziałami Armii Czerwonej. Płk Filipkowski i delegat rządu w Londynie ujawnili się wobec dowództwa sowieckiego, które natychmiast zażądało rozwiązania udziałów AK i złożenia broni. Żołnierzom zezwolono na wstąpienie do armii Berlinga lub Armii Czerwonej. Płk Filipkowski próbował interweniować, ale został aresztowany przez NKWD wraz ze wszystkimi oficerami.
Takie sytuacje powtarzały się za każdym razem. Najsilniejszy w kraju okręg lubelski AK, którym dowodził płk. Kazimierz Edward Tumidajski, opanował w lipcu 1944 r. Bełżec, Lubartów i Kock, a wespół z oddziałami sowieckimi: Białą Podlaskę, Chełm, Łuków, Radzyń, Puławy, Dęblin, Zamość i Lublin.
Wszędzie AK traktowała ACz jak sojuszników w walce z Niemcami, ale jednocześnie wykonywała rozkazy legalnych władz polskich w Londynie - na wyzwalanych z Niemców terenach zaczynała budować polską administrację, ale wtedy do akcji wkraczało NKWD i niekiedy wybuchały walki.

Pozdrawiam

Edit.
Tym, którzy kłamią na temat zorganizowanych przez AK ataków na żołnierzy sowieckich można przeciwstawić bardzo prosty dowód logiczny.
Taki celowy atak natychmiast zostałby wykorzystany przez sowiecką propagandę i przedstawiony na Zachodzie jako dowód na istnienie "faszystowskiej Polski".
Sojusznicy zachodni natychmiast wykorzystaliby to przeciwko Polsce, gdyż i tak im już Polska zawadzała na drodze większych ustępstw wobec Stalina. Zwłaszcza Roosveltovi. Media zachodnie rozszarpałyby Polaków, gdyby okazało się, że "AKowcy mordują żołnierzy sowieckich bohatersko walczących z nazistami". łatwo sobie wyobrazić takie krzyczące tytuły w głównych gazetach... Jestem prawie pewny, że na Zachodzie nastąpiłaby zgoda nawet na wcielenie Polski do CCCP jako kolejnej republiki, właśnie "za karę".
Zachód miał wtedy bzika na punkcie miłości do CCCP. W Wielkiej Brytanii zakazano wydania Orwelowi "Rok 1984", aby Wujek Jo się nie zdenerwował.