Wyniki wyszukiwania dla zapytania: Akompaniament do piosenek z melodią

~ Dnia 20.03.2006 14:10 *X* pisze ~

A można zapytać jak się takie piosenki robi? Czy potrzebny jest gotowy
akompaniament (np. taki do karaoke) bez wokalu i do tego dogrywa się tylko
swój śpiew, czy też muzykę tworzycie też od początku?


   Zależy: "Ramię w ramię (z doktorem)" oraz "Wynalazki profesora" to
całkowicie nasze utwory (melodia, tekst, podkład). Podkład do "Ev'ry
Magnocraft" zrobiłem sam, "Sabotaże" to był gotowy karaoke. Gotowy
podkład będzie w nadchodzącym singlu o roboczej nazwie "Podnieś ręce".

   Aby nagrać śpiew musisz mieć względnie normalny mikrofon i program do
obróbki (np. Cool Edit Pro).





| O ile wiem to bałkańska melodia - jakby Serbom bliżej.
| Natomiast Wybicki zapewne użył melodii, któą zasłyszał i wpadła mu w
| ucho i pasowała do tekstu...

Mazurek Podlaski z 2. połowy XVIIIw. to nie bałkańska melodia.
http://212.244.184.39/opracowania/Wybicki.pdf

Najpierw był Mazurek Dąbrowskiego a potem Hymn wszechsłowiański:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Hymn_wszechs%C5%82owia%C5%84ski

WM


Nie jestem ekspertem. Widać jednak z czasem teoria się zmienia :-)
A co było PRZED 1797 rokiem? Gdyby zagrać melodię na mandolinie i z
wesołym akompaniamentem równie dobrze mogłaby być ludową piosenka włoską.
Niestety nie pamiętam źródeł, a;e w dalekiej młodości dotarła do mnie
informacja, którą poprzednio podałem.
Jestem raczej sceptyczny co do kompletności podanego opisu. W tamtym
okresie często kompozytorzy korzystali z motywów ludowych wygładzając je
na swoje potrzeby (vide choćby Chopin).
Jeśli prześledzić, na przykład losy opowieści o dwóch siostrach (jednej
dobrej a drugiej złej) to okaże sie, że istnieje kilkadziesiąt wersji w
różnych językach (Balladyna także).
Myślę, że wielu podobnych pnie da się definitywnie rozstrzygnąć.

pozdrawiam

R.


Ok spoko dzieki za uwagi naturalnie czekam na kolejne. Co do akompaniamentow to jedna piosenke nagralem z automatem ale to wyszlo wogole na spontanie. Zadko uzywam styli i po prostu pewnego dnia sobie je przesluchiwalem i do stego stylu mi jakos przypasowala taka kombinacja akordow wiec to zarejstrowalem. Pozatym to uzywam tylko perkusji z aut. akompaniamentow ale przedewszystkim z oszczednosci czasu poniwaz czasochlonne jest nagrywanie krotkiego loopu, przejsc, potem ukladanie tego w calosc... Ja w tym czasie cala melodie wymysle A moze orientuje sie ktos skad moglbym zapozyczac perkusje lepiej brzmiaca poniewaz ta w Rolandzie jest zdecydowanie za delkikatna. Nigdy nie korzystalem z VSTi i szczerze po pierwsze nie potrafie tego obslugiwac a po drugie moja karta MINT 3D chyba sie do tego kompletnie nie nadaje.

Asedas, dzięki za kolejne uwagi, nie chcę się na razie ustosunkowywać, bo zrobiłbym to na chybcika a zawarłeś tam (jak zwykle zresztą :) dużo konkretów.

Nie jestem tylko pewien do którego pliku midi odnosiła się Twoja uwaga o tym, że "za dużo chodzę". Bo jeśli do pierwszego to, tak jak pisałem, zrobiłem go z basem w walkingu, czyli tak jak NIE trzeba, ale drugi był z basem półnutowym (na 1 i 3). Także i prawa ręka w drugim takcie nie była u mnie ani razu na raz, bo konstruowałem ją w zgodzie z przysłanymi przez Ciebie przykładami rytmicznymi.

Pozy - dołączam się do podziękowań, faktycznie forum robi duże wrażenie, znalazłem też swoje Fly me

Ale - i to mnie dobija - tak jak prawie wszędzie akompaniament prawej ręki to po prostu wzbogacona harmonicznie prymka, więc nie dość, że piano dubluje melodię to jeszcze gra dokładnie w tym samym rytmie! To zresztą nie dotyczy tylko jazzu, większość piosenek jest tak zapisywana, koszmarna jest ta maniera, przecież żaden muzyk tak nie gra!


(prosiłęm o nuty fortepianowe, ale stwierdzil, że z jego zapisu nic nie rozczytam:


Większość muzyków ma "swój" sposób zapisu kompozycji lub akompaniamentu. Więc doskonale rozumiem Piotra.

A skoro znasz melodię i dostałeś akordy, to nie powinieneś mieć większych problemów z zagraniem tej piosenki.

No więc jak tu się nie zgodzić z przedmówcą.. jak samą prawdę piszę..

Dawno nie byłem w teatrze i zapomniałem, że przedstawienie to nie tylko gra aktorów, ale również gra dźwięków, światła, że to również moc scenerii ...ach.. taki realistyczny Makbet z mnóstwem nawiązań do współczesności.. można było usłyszeć słynne melodie z "Kill Billa" ..czy też słynne skrzypy z "Requiem for a dream".. czy też piosenkę "I'll survive" ..
Mnóstwo pięknych symbolicznych i subtelnych scen przy akompaniamencie odpowiedniej muzyki.. pierwsza która przykuła moją uwagę to scena kroczącej już w chwale Makbeta jakby w baśniowo - japońskiej scenerii - Lady Makbet .. i analogiczna kiedy kroczy w krwistej scenerii już w opętaniu ...
Piękne sceny z udziałem przeuroczej dziecięcej pary (chłopczyka i dziewczynki), która wprowadziła na scenę dużą świeżość.. zwiększając tym samym przekrój emocjonalny przedstawienia.. superaśne postacie wiedźm.. no i las oryginalny.. ..ech poczekam, aż mi się myśli poukładają.. ale mówiąc krótko, coś pięknego.. i
WIELKIE DZIĘKI dla pomysłodawcy Franca, i mogę was wszystkich zapewnić, którym choć przez chwile przeszła myśl by jechać.. że nie pożałowalibyście ...
Do następnego.. zatem !

Może i tak, ale zamierzałem stworzyć nowy temat, więc lepiej było zostawić informację, że dyskusja toczy się dalej, ale w innym miejscu.

Czym jest Msza św?
Odpowiedź na to pytanie jest moim zdaniem kluczowa zanim powiemy cokolwiek o Mszy św. dla dzieci. W książeczce do nabożeństwa czytam: "Msza święta jest to bezkrwawa Ofiara Chrystusa". Samo więc na myśl przychodzi, że podczas Mszy św. należy być skupionym, poważnym, oddanym kontemplacji, że ta modlitwa ma być piękna, dostojna, a ja niestety widzę jak dzieciaki podrygują na "kyrie", bo i melodia nie wiadomo czemu jest wesoła.

I tak sobie myślę, że jakby to ksiądz czy rodzic nie tłumaczył dziecku czym jest Msza, to po kilku radosnych piosenkach przy akompaniamencie gitary, klaskaniu, siedzeniu na schodach, często tyłem do ołtarza i tabernakulum - to te biedne dzieciaki i tak nie pojmą że Msza św. to Ofiara Pana Jezusa.

http://www.forum.ksm.org....ight=infantylna
Jeszcze raz zalinkuję Wam ciekawy artykuł, który był już wklejany na tym forum. Autor artykułu porusza całe mnóstwo problemów jakie się pojawiają gdy Msza jest przeznaczona dla dzieciaków (i w tym wszystkim gubi się to, że Msza winna być poświęcona Bogu). Chrześcijanin powinien być człowiekiem wesołym, ale nie znaczy to że powinien tą wesołość okazywać właśnie w tej chwili, jest do tego szereg innych okazji.

Dziewczyna poszła za jego słowami i skupiła się na otaczającej ich przyrodzie.
Słyszała świergot ptaków zamieniający się w skoczną, wesołą piosenkę, a do tego akompaniament lekkiego, zwinnego wiatru kołyszącego spokojnie liście i źdźbła trawy.
Gdzie nie-gdzie świerszcz dawał koncert wygrywając melodię na swych cienkich nóżkach. Było to cudowne...
- Piękne... - szepnęła.
Na jej twarzy rozkwitł uśmiech, gdy z podziwem patrzyła na siedzącego przed nią chłopaka.
Zarumieniła się gdy poczuła jak serce coraz mocniej bijąc stapia się w harmonii z przyrodą. Coraz wyraźniej wydawało jej się, że jest połączona nierozerwalną nicią z otaczającym ją laskiem.
- Jesteś dobrym człowiekiem... - znów szepnęła. - Źli ludzie nie słyszą przemawiającej nęcącym głosem natury. A nawet jeśli to nie mówią o niej z taką czułością.
Pochyliła się delikatnie do przodu, obejmując ramieniem podciągnięte do piersi nogi. Druga ręka zatrzymała się spokojnie nad ziemią. Harumi, zamyślając się, głaskała otwartą dłonią kępkę zielonej, soczystej trawy.

Czarnowłosa wciąż kołysała się, teraz tylko trochę mocniej. I wciąż sobie śpiewała. Teraz nastał czas na jakąś piosenkę po hiszpańsku, o wiecznych wędrowcach. Piosenka delikatniejsza, więc i ona wydawała z siebie delikatne melodie. Głos miała bardzo melodyjny. Coś za coś. Na instrumentach grać nie umiała. No, trochę tylko na gitarze, tak dla akompaniamentu. Zawsze chciała grać na fortepianie i skrzypcach, lecz nigdy nie udało jej się posiąść tej sztuki. Szkoda.
Właśnie wychyliła się mocniej, bo zobaczyła kogoś na błoniach. Podobno była odpowiedzialna i rozważna, ale o swoje bezpieczeństwo nie dbała. Bardzo ciekawe.
Piosenka dobiegała końca, niedługo miało zacząć wzejść słońce, a ona miała zamiar na nie zaczekać. W ciszy. Melodia zaczęła cichnąć i cichnąć, aż w końcu w sowiarnii zaległa kompletna cisza. Melissa wdzięcznie i bezszelestnie zeskoczyła z parapetu, zamierzając usiąść na niego i czekać na nowy dzień. I zrobiła tak. Nogi ułożyła na parapecie, głowę oparła o ścianę i zamknęła oczy. Doskonale zdawała sobie sprawę z obecności jasnowłosej dziewczyny. Dopiero po chwili otworzyła oczy i obdarzyła ją spokojnym i takim szczęśliwym spojrzeniem.
- Salve, nieznajoma. Niedługo wzejdzie słońce. Ludzie o tej porze śpią.- powiedziała bardzo łagodnym głosem i uśmiechnęła się do niej.

Wyglądało to bardzo fajnie i trochę nietypowo, bo każdy z obecnych miał okazję pobyć przez chwilę przed ołtarzem (ja osobiście pierwszy raz). Każdy z nas otrzymał świeczuszkę, kartkę z tekstem piosenki i drugą z fragmentami Pisma Świętego. Pod każdą z 14 śiweczke były numery oznaczające kolejne stacje. I tak po kolei każdy zapalał od paschału śiweczuszkę, czytał swój fragment i śpiewaliśmy tekst przypisanay danej stacji (notabene do melodii kanonu "Panu naszenu pieśni grajcie ..." ) przy akompaniamencie skrzypcowym i gitarowym m.in.ks. Krzysztofa. Ja byłam mile zaskoczona, bo pierwszy raz brałam udział w czymś takim. Podobał mi się. To tyle pozdrawiam.

1

No w tym sek, ze teraz nie mam czym nagrac...Tylko co innego wylapac melodie a obie rece:(Chociaz moze nie jest taka strasznie trudnna, bo akompaniament akordowy ale nie wszedzie....Tylko co z tgeo jak ne moge nagrac, ani sciagnac, bo nie wiem, co to jest

A sprawdzałas moze na tej stronce
http://reklamy.tv/znane?pokaz=cale
tam wpisujesz nazwe firmy z reklamy i szuka piosenki, ja tak znalazłam pare piosenek, ktore mi sie podobały

ok wiara, to kto bedzie?:)

ja od grudnia w szkocji siedze i wracam akurat na woodstock. z rodzina sie pol roku nie widzialem, wiec zjem jakis obiad, fajka zapale i na stopa do kostrzyna! zakladam, ze bedzie wioska BA, w ktorej bedzie duzo atrakcji i wariacji;) ja juz teraz obiecuje, ze przygotuje:
1) konkurs jaka to melodia (bede grac na gitarze) z cennymi nagrodami
2) pyszne sniadanie w sobote rano (13-14)

i uczyc sie tekstow piosenek na pamiec (jesli sa tu osoby, ktore jeszcze nie potrafia! ) ze szczegolnym uwzglednieniem woman with a dirty feet, to sobie pospiewamy jakies kwasne utwory przy moim akompaniamencie

trochę sobie dopowiedziałeś do mojej wypowiedzi, nawet trochę bardzo

1. moim zdaniem "Fuel" zepsuła, stała jak patyk, nie wyciągała melodii
2.Avril jest be nie dlatego że jest niska i brzydko się ubiera, jak tu zarzucileś, tylko dlatego że wyczuwam tu "fałsz w przekazie", tak jak napisałeś zarzucam jej komercyjność, Kryśka też jest komercyjna - O.K., ale różnica między nimi jest taka, że Kryśka nie mówi że nie jest, a Avril robi z siebie artystkę na miarę Janis Joplin, jaka to ona jest uduchowiona, zbuntowana (przeciwko czemu? ) i w ogóle rockowa. To jest ten fałsz w przekazie, Krycha jest komercyjna, bo taki rodzaj muzyki wykonuje, i ma to się sprzedać, Avril z założenia ma być "ambitna" z jakimś artystycznym przekazem, a jest tak samo komercyjną (w złym tego słowa znaczeniu) gwiazdą jak Krycha. Nie lubię jak ktoś mnie robi w jajo. Avril jest dla mnie plastikowym tworem, dziwię sie że niektórzy się nabierają na jej "ambitną" twórczość.
3.nie napisałam że ktoś ma słuchać chujowych piosenek dlatego że ktoś ma dobry głos, w ogóle nie napisałam że ktoś ma czegokolwiek słuchać; nie wiem również skąd wniosek że to są chujowe piosenki? Przecież napisałam że "Walk Away" to piękny utwór przy akompaniamencie fortepianu, że "Beautiful" też jest piekny (jak tytuł ), "Can't Hold Us Down" ma niezły tekst (ostry i trochę chamski ). Skąd wniosek że to są chujowe piosenki? W tym zakresie to przytoczenie Pavarottiego też jest nie miejscu . Za dużo myślisz, nadinterpretacja wypowiedzi. Dziwię się po prostu że dziewczyna z takim talentem i piosenkami jest zaszufladkowana z Britney. Ona powinna byc coś o szufladkę wyżej. Ja ją bardzo lubię.

Wybacz, Maćku! Biję się w pierś pokutnie, ale po prostu nie chcę robić apetytu, gdy nie mam jeszcze pewności co do tej niespodzianki
A z Gamerą oczywiście masz rację. Dawno to było, to popierniczyłem. Dokładnie pomiętam za to fragment piosenki, którą na cześć Gamery ułożył grający na keyboardzie chłopczyk (główny bohater): "Ima koto mamore kondo chikyu" - co, dziecięciem będąc, przetłumaczyłem ze słownikiem japońsko-polskim na "najważniejszą dziś sprawą jest: chronić Ziemię". A melodię z całym akompaniamentem jeszcze dziś jestem w stanie odtworzyć w całości

Nordi, ale z Ciebie tfardziel hiphopowy znasz się na rzeczy.

Ja z kolei słucham kilku zespołów: Folk Metalowy Blind Guardian, Red Hot Chili Peppers, Republika i Ś. P. Grzegorz Ciechowski, stare piosenki rockowe... No i akompaniament podczas gry :> Najbardziej melodie z Monkey Island i Pirates!.

Co mnie ostatnio zaintrygowało: zespół pod nazwą Franz Ferdinand... grają typ starego rocka...mieszanka, trudno powiedzieć, łatwiej usłyszeć .

Czego nie trawię: hip-hopu i techno (chyba ze dużo wypiję ale i wtedy niezbyt).

Do posta poniżej:
Po prostu pewnego dnia tak ktoś mi powiedział, a było to już w czasie kiedy skompletowałem sobie 9 płyt tego zespołu. Do dzisiaj nie obchodzi mnie jaki gatunek reprezentują (nie grają przesadnie mocno i śpiewają motywy z Tolkienowych dzieł), ale położyłem swoje zaufanie w pewnym koledze metalowcu, który mi to oznajmił. Widocznie błędnie

Od dawna równolegle z miłością do Anny Jantar kwitnie u mnie miłość i uwielbienie do Anny German, to niezwykłe że tak odmienne osobowości i talenty potrafią wzbudzać tak żywe uczucia w jednym człowieku, wiem że dużo jest takich osób.
Chcę zaznaczyć że piosenki Ani German wykonywane po rosyjsku są dużo piękniejsze i bardziej trafione pod kątem osobowości Anny. Chyba rosyjscy autorzy bardziej umiejętnie dostrzegli jak wyeksponować jej talent.
Wiele tych utworów ma wręcz magiczne melodie i piękne orkiestrowe aranżacje, które w połczeniu z głosem Anny dają niesamowity efekt.
Swoją drogą piosenki wykonane tylko przy akompaniamencie fortepianu dają też niesamowity efekt.
Polecam wszystkim rosyjskie utwory Anny, na szczęście wyszło bardzo dużo jej rosyjskich cd (o wiele więcej niż polskich niestety) i są one dostępne w Polsce np. w empiku.

Podziwiam Waszą łatwość pisania wierszem, Wasze ciekawe dysputy na tematy polityczne, inne umiejętności, których ja nie posiadam.Z tymi swoimi kamerkami i ptaszkami, chyba tutaj nie pasuję. Tak sobie właśnie siedzę i myślę...

A ja podziwiam, jak potrafisz pięknie słowa uzupełnić w akompaniament i zaśpiewać je do melodii. Tak z wierszyka rodzi się piosenka!

Każdy czegoś komuś zazdrości...

Ja jestem teraz w IV klasie II stopnia. Akompaniament zaczęłam oczywiście rok temu. Polegał on na tym, że nauczyciel dawał mi jakiąś piosenkę z funkcjami( najczęściej) i ja grałam sobie akordy w jakims rytmie a on główną melodię, od czasu do czasu graliśmy cos a vista. Od tego roku zmienił mi ie nauczyciel od akompaniamentu i razem z tym robię niby to samo ale coś innego. Teraz co lekcję "muszę" opracowywać jakąś prosta meloyjke. Nie ukrywam że lubie to robić, a odstatnio pan nawet mi powiedział że mam do tego smykałkę Mam wrazenie że to jest bardziej przedmiot kompozycji niz akompaniamentu.

Ale z tego co pisze

Moment, moment, improwiazcja czy generalnie fortepian k/s i inne suplementy muzyka ? Odpowiem z nadmiarem. Jeżeli chcesz kontynuować naukę to dobrze, że teraz a nie później, przypomnisz sobie i zaczniesz się dalej rozwijać. Co bym Ci proponował po tak długiej przerwie... Na pewno dużo wykonań kalsycznych, staraj się jakieś proste melodyjki z piosenek grać na pianinie ze słuchu i teraz w kwestii tej improwizacji, ułóż sobie akompaniament do tego, nie graj prawą ręką tylko melodii, możesz próbować grać melodię w pewnych momentach w tercjach, kwintach, sekstach, potem mieszanych z lewą czyli po prostu pokombinuj. To zdecydowanie podniesie Twoje umiejętności improwizacji, słuchaj dużo nagrań jazzowych, ale takich bardziej pod blues, bo są prostsze i łatwiej wpadają w uchu niż jak byś miała coś próbować Chicka Corea


Dla mnie żałosne. Bo dla mnie każdy przełożony, który się nie stosuje do promulgowanego (zwłaszcza przez siebie) prawa - jest żałosny. I niegodny szacunku.


Spokojnie. Jak na razie, to tylko p. Basten i s-ka widzieli papieża jak mu grają do ME. Może nie grali ME, tylko dowolną piosenkę. I może nie w czasie Mszy św., tylko audiencji. I może nie śpiewał, tylko słuchał. Tak to już jest z tą tradycją ustną. Już nam się tu kiedyś odgrażali zapisem wideo i nic z tego nie wyszło.
Świadectwo p. Bastena nt. akompaniamentu papieżowi do ME jest tak samo wiarygodne, jak informacja o spotkaniu p. Bastena z b. prowincjałem Saletynów na tegorocznej "Passze".
Świadectwo p. Bastena nt. akompaniamentu papieżowi do ME jest tak samo wiarygodne, jak informacja o spotkaniu p. Bastena z b. prowincjałem Saletynów na tegorocznej "Passze".

Jak tylko wywołam zdjęcia to chętnie Panu pokaże ks. Lesława Pańczaka
Zresztą w miarę jego możliwości ja go co tydzień widzę na Liturgii Eucharystii (jeśli obowiązki nie rzucają go gdzies w świat) w tych naszych parafialnych salkach
Notabene, ma rewelacyjny głos i jak śpiewa tę kiczowatą melodię do II ME to aż ciarki ludziom go plecach przechodzą... A jakie kazania...Kapłan pełną gębą. Na domiar złego, ponad 12 lat we wspólnocie.

Informacja zaczerpnieta z Grono.net:
Miasto: Głogów

Wstęp: Wolny

Zaprasza: Zdrapek

http://www.klubmayday.glt.pl/

Telefon

Bezapelacyjnie jeden z najciekawszych młodych zespołów. Jest ich czterech, pochodzą z Łodzi, ale poznali się w Strasburgu.

W ich muzyce słychać inspirację nowymi brzmieniami oraz The Beatles, Bob Dylan, The Velvet Undeground. To zespół, który potrafi mieszać różne, czasami pochodzące z bardzo odległych muzycznych bajek inspiracje. Niby-soulową melodię przepleść z brudnymi, garażowymi brzmieniami. Albo nieomal popową piosenkę ubarwić zaskakująco zimnym akompaniamentem instrumentów klawiszowych.

Potrafią też coś jeszcze. Złożyć z tych wszystkich elementów coś intrygującego, nietypowego, naprawdę swojego. A to już sztuka. Ich utwory odkrywają przed słuchaczami niesamowite historie.

Każdy, kto ich słyszy odkrywa kawałek po kawałku – wyborna muzyka.

www.lstadt.com
www.myspace.com/lstadt
www.nasza-klasa.pl/profile/8199620

oryginalny link do informacji:
http://grono.net/event/pub/21745/
ale tylko dostepny po zalogowaniu się

Czy może to ktoś potwierdzić?

Ja zacząłem od "piórnika" z mini gumową klawiaturką ponumerowaną od chyba 1 do 12 już nie pamiętam. Do tego była karteczka z kilkoma piosenkami z podanymi nutami (liczbami) 3 5 5 4 6 6.... . Później stary kupił mi jakieś pudełko 2 oktawy. Dalej Casio, Yamaha PSR-230, Roland EM-50, Korg TR61.

Na Casio nauczyłem się co to CDEFGAB i akordy Maj, min 7. Z nut wogóle nie umiem grać. Grałem melodie z wykorzystaniem akompaniamentu.

Dopiero od Yamahy się zaczęło. Gdy kupiłem komputer to wciągnęło mnie MIDI. Kupiłem sekwencer Magix MIDI Studio 3 Deluxe, przetłumaczyłem sam z angielskiego całą instrukcję obsługi . Wtedy zacząłem tworzyć MIDI ale znanych piosenek nie własne.

Dopiero na Rolandzie stworzyłem kilkanaście całkowicie swoich MIDI
Największą satysfakcję sprawia mi granie basu lewą ręką i jednocześnie np. pianina prawą z dodatkiem perkusji.

bądź tak łaskaw i wytłumacz, tak iżbym zrozumiał, dlaczego tak łatwo wyzbywasz się tej pieśni.


Powód: rytm tej piosenki. Z akompaniamentem gitarowym, czy jakimś bandem to ok, ale 300 ludzi w kościele z organami: NIE i jeszcze raz nie, ponieważ, żeby taka masa ludzi uciagnęła melodię łatwo i przyjemnie to melodia musi być prosta rytmicznie i posiadać znamiona melodyczne charakterystyczne dla pieśni, a nie piosenki np. same półnuty i ćwierćnuty, prosty rytm z co NAJWYŻEJ punktowanym i to czasem np. ćwierćnuta z kropką i ósemka, czy półnuta z kropką i ósemka.
Poza tym wartości nut bardzo rozciągnięte w czasie "zmartwychwstał Paaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaan", allelujaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa

melodia zwrotki - piosenka po prostu. Patrz wyżej.

Dobry wieczór!
Zastanawiam się nad kupnem nowej harmoszki. Poczytałem forum, widziałem jeden filmik Pana Draheima (przed kupnem resztę obejrzę, sądzę) i jeden tylko wniosek nasuwa się-za ok. 80 zł byleczego już nie kupię. Pytanie moje jest takie, czy opłaca mi się (TERAZ) kupić harmoszkę za te osiem dyszek. Mam już mocno sfatygowanego Blues Banda G i sprawnego Big Valley'a C. Gram całkiem poprawnie proste melodyjki (czysto dmucham w kanały, wiadomo jakieś wpadki się zdarzają), nie tyle co umiem odtworzyć piosenkę ze słuchu, co improwizując trafiam na 2, 3 dźwięki znanej mi melodii i resztę próbuję sam dokończyć, wychodzi mi to mniej więcej, nie umiem podciągów, akordami jedynie nieśmiało próbuję, lecz nie wiem, czy poprawnie to brzmi, nieźle wychodzą mi melodie dwie z akompaniamentem gitary i saksofonu. Czy opłaca mi się już kupić lepszą harmoszkę, tak, by porządnie z niej korzystać i uczyć się dalej, czy też kupić sobie kolejnego Blues Banda i jeszcze krztę na nim "dorosnąć" do takiego ośmiodyszkowca?
Pozdrawiam, nocy kolorowej i dnia też!

Shusty, chwyty gitarowe pozwalają grać podkład do melodii. Nie opisują melodii. Do takich chwytów, jakie napisałeś, mogą być dziesiątki różnych linii melodycznych. Dlatego jak masz śpiewnik, a w nim chwyty - to i tak musisz daną piosenkę znać, żeby ją zaśpiewać, a nawet zagrać. Zdarzają się śpiewniki, gdzie oprócz chwytów masz nuty - to jest dopiero zapis melodii.

Stąd wniosek: jeżeli chcesz, żeby ktoś Ci pomógł, to musisz dać linka do utworu, albo podać tytuł.

A tak z marszu: akordy C i G zagrasz na harmonijce C w całości. C: dmuchasz byle gdzie, byle szeroko. G: ciągniesz 234. W akordach a: graj dźwięki a, c, e, F: f, a, c - jak Ci będzie pasować. Może wyjść niezły akompaniament jak to wyćwiczysz. No i do rytmu! Nie staraj się zagrać dokładnej melodii, ale jakieś ozdobniki, pojedyncze nuty.

Nauka gry na gitarze skierowana jest do dzieci, młodzieży oraz osób dorosłych, pragnących rozwijać swe umiejętności bądź debiutować w roli gitarzysty. Lekcje są indywidualne, prowadzone przez doświadczonego pedagoga, nauka przebiega w miłej i twórczej atmosferze. Nauczyciel dostosowuje program nauczania do potrzeb i predyspozycji ucznia, bardzo czytelnie tłumaczy zagadnienia związane z początkami gry. Na lekcjach uczniowie uczą się gry klasycznej z nut i tabulatur, poznają tajniki gry akordowej (akompaniament instrumentalny do piosenek), a także uczą się grać swoje ulubione melodie, popularne utwory muzyczne. kontakt:gitariada@gmail.com

Da i nie da zarazem :) Melodia oparta na "sierdco drapiuszczih" rosyjskich melodiach. Piosenka smutna w a-moll. Nagrania niestety nie posiadam :( jeszcze nie mam czym nagrać marzy mi się akompaniament na siedmiostrunowej rosyjskiej gitarze. Jest tylko jeden problem nie umiem na takiej grac i nikogo umiejącego nie znam. Jeśli ktoś z Was zna takiego kogoś to bardzo proszę o pomoc.

Pozdrowienia z warszawki

REGULAMIN KONKURSU PIOSENKI SZAROSZEREGOWEJ

1. Termin

1.1 Konkurs piosenki szaroszeregowej odbędzie się dnia 16.03.2007 o godz. 18:00 w harcówce Szczepu „Dąbie” Kraków ul. Jachowicza 5.

2. Uczestnicy

2.1 Udział w konkursie mogą wziąć zespoły okazjonalne, zastępy harcerskie, uczestnicy indywidualni, pod warunkiem, iż są obecnie lub byłymi harcerzami.
(max. 7 osób w zespole)

2.2 Każdy biorący udział w konkursie prezentuje dwie piosenki szaroszeregowe lub powstańcze.

3. Za co oceniamy:

Kategoria zespoły
- znajomość tekstu przez wszystkie osoby z zespołu 0-10 punktów
- wierne odtworzenie melodii 0-10 punktów
- zaangażowanie wszystkich członków zespołu 0-5 punktów

Kategoria występy indywidualne
- znajomość tekstu 0-10 punktów
- wierne odtworzenie melodii 0-10 punktów

Punktacja dodatkowa
- akompaniament 0-5 punktów
- umundurowanie (jego jakość, stan estetyczny) 0-10 punktów
- poprawność zachowania tzw. Harcerski styl 0-5 punktów

4. Wyniki

4.1 Wyniki konkursu zostaną ogłoszone bezpośrednio po jego zakończeniu. Najlepsze zespoły zaprezentują po jednej piosence.

5. Nagrody

5.1 Nagrodą dla najlepszych będzie sponsorowany (w 50%) wyjazd na Rajd Meksyk do Warszawy.

6. Zespoły należy zgłaszac do Grzegorza Świerczka do dnia 16.03.2007 do godz. 17:00

źródło: zerżnięte słowo w słowo z forum Szczepu

W Polce mamy Tlusty Czwartek, w Danii Fastelavn.
Jest to konkretnie niedziela , w ktorym wszyscy dunczycy jedza, pija, bawia sie , a wszystko to dlatego ze zaczyna sie Post. Wlasnie w ten dzien na ulicach mozna zuwazyc mnostwo przebierancow spiewajacych znana dunska piosenke, ktorej slow nie znam , tylko melodie. W ten dzien , wedlug dunskiego zwyczaju. do duzej drĂŠwnianej beczki wklada sie mnostwo slodyczy, wiesza sie ja na sznurku , a przebrane dzieci przy akompaniamencie muzyki , uderzaja w beczke tak dlugo az beczka peknie i wszystkie slodycze sie rozypia. Potem biegna i zbieraja jak najwiecej. Pozatym w ten dzien zjadaja sie bulkami z maslemi i pija zimne kakao, co w Danii je sie w wazne dni jak urodziny czy swieta. Pozatym w szkolach organizuje sie bale przebierancow. Dzieci uwielbiaja ten jedyny i niepowtazrzlny dzien w roku, kiedy moga sie przebrac i rozbic beczke.

Myra Ellen Amos znana jako Tori Amos (ur. 22 sierpnia 1963) - amerykańska piosenkarka i pianistka rockowa śpiewająca w stylu soft rock i alternatywny rock.
Tori Amos śpiewa czystym głosem, grając jednocześnie na fortepianie przy łagodnym akompaniamencie sekcji rytmicznej, elektrycznych gitar i niekiedy sekcji smyczkowej. Muzyka Amos klasyfikowana jest jako bardzo trudna, a jej utwory, często zbudowane w oparciu o skomplikowane środki stylistyczne, charakteryzują się metaforycznym przesłaniem i osobistym wydźwiękiem. Daje się zauważyć pewne stylistyczne podobieństwa pomiędzy jej twórczością a muzyką Kate Bush, choć sama artystka zaprzecza, jakoby czerpała z niej inspiracje. (Z Wikipedii)

Moje ulubione piosenki to: Crucify, Winter, Cornflake Girl, Baker Baker. Tata zapoznał mnie z tą piosenkarką, gdy pierwszy raz ją usłyszałam powalił mnie jej mocny, zachwycający, czasami znudzony, smutny głos. Świetne teksty i melodie.

Napisać o koncercie sympatycznych facetów z Łańcuta i jednej Lublinianki jest diablo trudno. Stanowią bowiem zespół będący pewnikiem nie tylko dla mnie czymś wyjątkowym na naszej scenie. Cały aparat pojęciowy, którym się przy opisywaniu zjawisk muzycznych posługujemy, w zasadzie w Ich przypadku bierze w łeb. Bo u Nich niby wszystko jest podobnie, tylko zdecydowanie bardziej.

Pojawili się w naszym muzycznym świecie 2 lata temu i co? Ano:
- po 1,5 roku wydają płytę i do tego nie jakąś tam, ale od początku do końca autorską;
- wczoraj w Contraście grają 3 sety i oprócz jednej, jedynej instrumentalnej mel.trad.
wszystko utwory autorskie. Nie tłumaczenia, nie adaptacje, ale własne.
Znacie może drugi zespół, który stać na coś takiego? Przy tym nie są to tuzinkowe utwory o banalnych tekstach. Aż w dołku z zazdrości ściska, jakim talentem fortuna obdarzyła Ignaca. Niektórych Jego tekstów, a i melodii to i sam Sikorski pewnie by się nie powstydził.

Najbardziej zaskakuje mnie jednak muzyka. Świetnie jak dla mnie zaaranżowana, zagrana z biglem i smakiem, ale z tak różnych muzycznych światów, tak inna od słyszanej na koncertach i płytach innych zespołów, że aż trudno się z nią oswoić; istna dżungla stylów i rytmów. Wiem, że mi się podoba, nie wiem tylko dlaczego. Pewnie jest po prostu dobra. A że inna, to też chyba dobrze, bo to przecież nie tradycyjne morskie pieśni pracy, ale piosenki żeglarskie.

Pogląd ten chyba przeważał wczoraj na widowni w Contraście, bo odbiór mieli jak mało który zespół, bardzo wielu słuchaczy zostało do końca, nie żądano czegoś znanego, a i płyt rozeszło się wyjątkowo dużo. Trzeba zaś zaznaczyć, że poza kilkoma osobami, nikt tu muzyki zespołu nie znał. A znacie to powiedzenie, że jak się może podobać coś, czego się nie zna. Dobry odbiór nowego dla słuchaczy repertuaru jest więc tym bardziej godnym odnotowania.

Po koncercie nastąpił etap integrowania się Pomorzaków z Podkarpatczykami i trwał długo. Bezsprzeczną bohaterką tej części była powabna i zwiewna Monika, która wspomagana akompaniamentem części zespołu, głównie Kasi, dała wręcz popis pięknego i profesjonalnego tańca irlandzkiego. Oj było na co i na kogo popatrzeć.

Był to bardzo miły wieczór /i kawał nocy/, za który Morże Byciom gorąco dziękujemy, a kto mógł być, a nie był, niech żałuje.

"Wszystkie śpiewy przeznaczone do użytku liturgicznego mają mieć aprobatę Konferencji Episkopatu Polski, albo przynajmniej Ordynariusza miejsca. Nie wolno w liturgii używać utworów o charakterze świeckim. (Jazz, big-beat, piosenki religijne mogą być stosowane poza liturgią w czasie specjalnych nabożeństw dla grup młodzieżowych; duszpasterze winni zadbać o religijny charakter tych nabożeństw, by z nich wypływało dobro duchowe uczestników (Instrukcja Episkopatu Polski o muzyce liturgicznej, nn. 10,20).

"Dzieci należy uczyć tradycyjnych pieśni kościelnych. Nowe pieśni, należy wprowadzać, jeżeli ich słowa i melodia są zatwierdzone wyraźnie do użytku liturgicznego przez Konferencję Episkopatu lub miejscowego Ordynariusza" ( Zalecenia duszpasterskie Episkopatu Polski w związku z "Dyrektorium o mszach z udziałem dzieci" , 9 e).

i cóż my tu mamy?

Oto dowiadujemy się, że: "piosenki religijne MOGĄ być stosowane POZA LITURGIĄ" i dalej:
"dzieci należy uczyć tradycyjnych piesni kościelnych. Nowe ... przez KE lub Ordynariusza".

No to chyba żart jakiś, albo ktoś sobie jaja robi?

Po raz kolejny powtarzam, że nie spotkałem jeszcze Mszy "młodzieżowej", która w której stosowanoby się do tego zapisu, a w Mszy "dziecięcej" w szczególności NIE.

Nasuwa się wniosek, że oto mamy dwa światy: świat konkretnych przepisów liturgicznych, mających za zadanie uporządkowanie Liturgii w ten sposób, aby nie było już żadnych wątpliwości, gdzie jest na co miejsce -ustalonych przez Episkopat i świat OAZ czy scholek, które żyją we własnym odizolowanym świecie muzyki "oazowej" i dla których przepisy dotyczące muzyki w Liturgii stanowią w sumie martwy zapis. Dlaczego tyle goryczy?
Dlatego, że niby mówi się to czy tamto, że ukłony, gesty itp. a jeśli chodzi o muzykę-INTEGRALNĄ CZĘŚĆ LITURGII, zbywa się milczeniem, albo wymijającymi odpowiedziami istotne kwestie.
Skoro nie piosenki to pieśni. Chyba się wszyscy zgodzą? Tylko w takim razie jak "ugryźć" temat akompaniamentu gitary przy piesniach np. "U drzwi Twoich"? Jakoś nie bardzo (delikatnie mówiąc) widzę tu gitarę jako instrument akompaniujący do w/w piesni. Przykłady można mnozyć. Więc co z gitarą?

To mnie razi (wracając do tematu)--- akompaniament gitary podczas Mszy Świętej.
Nie ten czas i miejsce. Poza Liturgią tak, ale podczas Liturgii- zdecydowanie NIE!

Gadająca Tykwa - myspace

O jaa, rozwaliłaś mnie tym xD Genialna muzyka!

Przykład tego, jak przekaz tekstowy zupełnie nie musi być istotny, a muzyka tworzy calusieńki klimat utworu. Posłuchajcie jak chłopaki bawią się słowami, głosem, sylabami. Gwidon Cybulski ponoć stworzył specjalny język inspirowany afrykańskimi dialektami, który wykorzystują w pisaniu części piosenek (ten trzeci i czwarty kawałek chociażby). Czyli tak też można podejść do wokalu - jako do swego rodzaju instrumentu, z ogromnym polem do eksperymentowania. Przecież sam tekst wcale nie tworzy całego wokalu, głos można wykorzystywać na wiele sposobów. Zupełnie inaczej traktuje się słowo na przykład w poezji śpiewanej, gdzie częstokroć melodia bywa dość schematyczna, z nieskomplikowanym akompaniamentem dajmy na to gitary, ale wtedy właśnie przekaz jest najważniejszy, być może ważniejszy od muzyki, która tworzy jedynie tło. Możliwości łączenia tekstu i muzyki jest wiele, panuje ogromna różnorodność i to jest właśnie najwspanialsze w tym wszystkim.
Jednak co do siły wyrazowej tekstu dość wartym zastanowienia wydaje mi się na przykład fakt, że geniusz Beethovena, dopiero w jego ostatniej symfonii, w końcowej części (IV) po raz pierwszy kazał mu skorzystać tekstu słownego. Tak jakby wychodząc od pierwszych symfonii, czysto instrumentalnych, jeszcze w klasyczym stylu stopniowo dotarł pod koniec życia do IX, będącej kulminacją, apogeum jego twórczości - i właśnie tam zapragnął dołączyć warstwę słowną. Sama muzyka nie wystarczyła. Choć wcześniej wcale tego nie potrzebował.
Taka sonata księżycowa - napisał ją będąc nieszczęśliwie zakochanym. W tej muzyce wszystkie uczucia, emocje podaje nam jak na dłoni. Zresztą posłuchajcie
Beethoven - 1 cz. Sonaty Księżycowej
Ale! Jeszcze jedno moje spostrzeżenie, sorki, że tak przydługo ;P
Ostatnio słuchałam na żywo "Kościelca" W.Kilara, to utwór na orkiestrę symfoniczą, i stwierdziłam, że kiedy brak tekstu, można pozwolić pobiec wyobraźni w dowolnym kierunku pod wpływem muzyki. Tylko odbiór takiej muzyki, to co z niej zaczerpniemy, zależy w dużej mierze od wrażliwości słuchacza - rzeczywiście, to nie tramwajowe umpaumpa. Po prostu słucha jej się w innych celach.

Pozwalam sobie nowy wątek założyć, a to dlatego, ze znalazłem źródło owych bredni o zakazie gry.
Otóż jest nim najnowsze Ogólne Wprowadzenie do Mszału Rzymskiego , często określane skrótem OWMR. Tłumaczenie jest do wydania 3-go, datowane na 2002 - 2003 rok. I zaraz mi liturgista wikary podsunął to pod nos...:(
I teraz pytanie, co jest ważniejsze...
Zresztą dla mnie dyskusja jet niestety trochę bezskuteczną.
Mój faroż wie najlepiej wszystko...
I jak tu się nie napić, pomimo Niedzieli Trzeźwości...
Ci, którzy wiedzą co i jak grałem, wiedzą, że cierpię co najmniej podwójnie...
Probst jest prawnikiem kościelnym i liturgistą (ale chyba amatorem - kto widział, żeby Te Deum grać przy byle okazji np 35 lat do ślubu, 40 urodziny i każde dalssze okrągłe...choć to temat na nowy wątek).
Bardzo też chce być "w porządku".
Podejrzewam, że gdyby w ORDO (czyli w Kalendarzu Liturgicznym) napisali, że mamy grać wyłącznie RAP, to choć z bólem, ale pierwszy by tego pilnował...
Koniec KOŃców, jak powiedział mi z uśmiechem wikary (fajny gość)..."jak nie będziecie grali wg. ORDO, to nie będziecie zbawieni".
I dopóki mój szef nie przeczyta w ORDO, lub nie dostanie z Katowic instrukcji, że grać wolno, póty będę miał udawać muzycznego kalekę...
On nawet ma zastrzeżenia do mojego akompaniamentu, gdy zamiast stojącego szeregu akordów stosuję jakąś figurację, a juz nie daj Panie zagram jakiś drugi głos w kontrapunkcie do melodii głównej.
A między pieśniami robię mu ciszę...
Także pamiętajcie o moim zdrowiu przy czy herbatce i zmówcie modlitwę za konających, względnie zaśpiewajcie "piosenkę ze strony 14: Żegnaj kolego..." - jak mówi mój przyjaciel - górnik.

Na dość krytyczne posty po mojej "wizji" ideału, jakim, zaznaczam żyje cały świat chrzescijański (chyba oprócz Polski i Włoch), mam jedno zdanie. Spwrawdziłem w praktyce, tylko z rzutnikiem, a nie ze śpiewnikiem i to po niecałym roku jak gram po człowieku, który śpiew rozłożył "na łopatki" głównie przez to, że bałaganiarsko grał, lub próbował grać (z tego co słyszałem robił to przez 10 lat !), a poza tym cały czas spiewał ponad ludzi, więc ci z czasem zostali niemalże biernymi słuchaczami, a nie aktywnymi uczestnikami , czy aktywnym Ludem Bożym w zgromadzeniu. I wiecie co? Ano, po wstępie, w którym zawsze na końcu zawarty był fragment melodii pieśni, która ma nastąpić, ludzie zaczynali śpiew i kontynuowali bez najmniejszego problemu, nawet przy małej liczbie osób na mszy wieczornej w dzień powszedni. Oczywiście zaznaczam, że próba "wciągnięcia" ludzi do śpiewu samą grą dotyczyła tych pieśni, które są dobrze znane bądź nieźle znane. Tak naprawde mogłoby to działać dalej, tylko brakło odwagi duchownych, którzy wolą mieć święty spokój i nie wysłuchiwać od "mszyc", że co to za organista co nie spiewa? Cóż, jeszcze raz: w Polsce często, albo w większosci nie liczy się organista, który dobrze gra, tylko ten który ładniej spiewa.
Więc pytam: po co organy, po co tyle literatury napisanej specjalnie z mozliwościa wykorzystania w liturgii, wreszcie po co kształcić się w improwizacji, jak wystarczy często pare akordów i "porywający" śpiew?

Niestety jest tak jak napisał Kolega m.in w tym cytacie:
Śpiew w kościele jest odbiciem tego co się w domu śpiewa iczego się uczy w szkole.A u nas panuje w tym względzie ,,czarna magia" oświata nie ma podobno pieniędzy na godziny muzyki. W domu też raczej się nie spiewa, telewizornia gra za to cały dzień. A u naszych sąsiadów z południa - w każdej wiosce orkiestra, młodzież śpiewa piosenki ludowe aż miło ,znają po kilkanaście zwrotek. A u nas ? Sto lat i dalej juz nie potrafią.Chyba że jakieś infantylne piosenki a 'la Wiśniewski i jemu podobni lub o zgrozo disco polo.


-podział organistów na 3 kategorie,


czyli wg Kolegi:
8. Coś a la "ustawy norymberskie"...


Wybacz, ale to przesada...

Spróbuj dostać pracę w Katedrze w Niemczech albo w Szwecji albo gdzie indziej. Powodzenia!

[ Dodano: 2005-01-19, 20:24 ]
Muzyka wałkowana podczas wirtuozowskich studiów organowych ma się nijak do liturgii!!
Trzeba "czuć" ludzi, akompaniament organowy ma być dla nich pomocą, a tego na studiach nie uczą...

że nie uczą, przynajmiej porządnie to prawda, ale co sie tyczy ..."ma sie nijak do liturgii"... to bez komentarza. BEZ KOMENTARZA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1

Ale zrobił się off...

Ja trochę z innej beczki...Byłem wczoraj u rodziny i słyszałem w kościele jak organista gra coś takiego
Ja nie narzekam chociaż wiele tu nie mam, izdebkę małą i więcej nic.
Ale w wieczności w mej ojczyźnie niebiańskiej będę mieć pałac co złotem lśni.
Tam ja mam pałac tam po za górami, w tym jasnym kraju gdzie miłość wciąż trwa.
Gdzie łzy nie płyną wszystkie troski przeminą tam mi mój zbawca koronę da.

Tak, to "Pałac", piosenka pielgrzymkowa... błagam, nie grajcie tego w czasie mszy.

(Wielki Post 2006, piosenka tygodnia? WOW!)

W kwestii dyskusji dur-moll, muszę przyznać że pojmowanie dur jako radosnego, moll jako smutnego jest według mnie ogromnym uproszczeniem, często krzywdzącym. Bo po pierwsze charakter melodii nie zależy jedynie od tonacji ale od wielu innych aspektów, a po drugie mało jest takich typowych utworów. W większości pełno jest różnych wpływów, które zależnie od sytuacji można różnie zinterpretować.

Jednak z drugiej strony są takie melodie, przy których ciężko mieć wątpliwości. Ogrodzie oliwny w pierwszej części ma wyraźnie smutną melodię, ale już drugą część (tęskność, smutek...) można zagrać radośnie, wręcz tanecznie (!)

Duży wpływ ma akompaniament. Taki oparty o durową tonikę i durową dominantę będzie sprawiał wrażenie radości. Oto przykład z youtube. Według mnie w tych wykonaniach Ach mój Jezu brzmi radośnie. Owszem, zdarzają się bardziej dramatyczne momenty, ale całość wypada w dalszym ciągu pogodnie. Trudno zagrać tę pieśń tak, aby wydobyć z niej pokutny charakter. A przynajmniej trzeba się wydostać poza ciążący na niej schemat T-II-D-T.

Sentymentalna szopka w Teatrze Arlekin

19.01.2009

Tuż po jubileuszowej prezentacji siły i bardzo udanym wystawieniu "Opery za trzy grosze" Brechta 60-latek Teatr Arlekin, który przyzwyczaił publiczność, że scena lalkowa jest i dla dzieci i dla dorosłych, zaprosił na szopkę. Tytuł prowokujący: "Łódzka parada próżności". Łódź była jednak głównie miejscem akcji, a satyrę zastąpił sentymentalny duch wspomnień.

Gdy życie przerasta kabaret, satyryk zmienił się w kabaretowego księgowego. Dał sobie spokój z kąsaniem i dźganiem ostrzem, a tylko skrupulatnie spisał wyczyny awangardy życia publicznego. Najnowsza szopka (już ósma w Arlekinie), do której zgrabne teksty jak zwykle napisał Tomasz Pietrasik, przypomniała kabaret literacki. Na melodie znanych piosenek, przy akompaniamencie pianistki Marceliny Paniuty, będącej jednocześnie funkcjonariuszką ochrony, pojawiły się VIP-y.

Najazd tuzów rozpoczął prezydent Jerzy Kropiwnicki jako likwidator "Parady równości", który w zamian chce nam zostawić po sobie święto Trzech Króli. Znad dekoracji (Joanny Hrk) zarysowujących łódzkie ulice trzej mędrcy - Tuwim, Reymont, Rubinstein - czasem dziwili się, a czasem delikatnie polemizowali z tym, co na scenie.

A tam: Wałęsa, Tusk, Kaczyńscy, Gosiewski... Palikot wyznaje "jestem szalony" (oczywiście na znaną discopolową melodię), Drzewiecki zapewnia, że będą stadiony, a Pitera odsłania swoją duszę szeryfa. Nawet Joli Rutowicz nie da się nie lubić. O Dodzie, która, jak zapewnia satyryk, jednak ma w swoich zasobach coś z bielizny, tylko wspomnę.

Z łaskawością wielką przywołane zostały fakty rozłożone w mediach 2008 na czynniki pierwsze. Aktorskie gesty miały zaznaczyć, że te wszystkie numerki dostojników i celebrytów za bardzo zabawne nie były, ale uśmiechnąć się można.

Całością scenicznych zdarzeń "manipulowały" dwie dziennikarki - podtykające tylko mikrofony, dzidzie z wyglądu krzyżujące second hand z dyskoteką - więc można realizatorów wytłumaczyć z "trzymania się faktów" bez głębszej, czy prowokującej refleksji. Aktorzy: Małgorzata Wolańska, Ewa Mróz, Pavel Kryksunou, Maciej Piotrowski i Tomasz Pietrasik, starali się stworzyć żywe postacie, przykładając się bardziej do aktorskiej niż wokalnej interpretacji. Kabaretowe zaduszki w kolorowej oprawie, bez emocji, w godzinę podsumowały rok.



Renata Sas - Express Ilustrowany

Witam

Ja tu po prostu zwariuję zaraz. Adam nie zauważyłeś takiego małego przycisku "Edytuj". Nie musisz pisać nowego postu , żeby się poprawić.
Żeby nie było offtop - http://www.hopfer.com.pl/spiewnik/piosenki/ballada_o_krzyzowcu.html chwyty do Ballady o Krzyżowcu , Pan Kmicic nuty - http://www.kaczmarski.art.pl/tworczosc/nuty/pan_kmicic.png , Rapsod o Warneńczyku chwyty :
Lśni chorągiew pozłocista a e a
Chrzęści zbroja szmelcowana C G C
Jedzie, jedzie król Władysła d a F
By poskromić bisurmana F e a ,

Z XVI-wiecznym portretem trumiennym rozmowa chwyty :
Nie patrz... a G a G a
Bądźże z... d F G g A
Od twoich... d C d a
Że aż... G F d F G a

Mało wiemy... a G a G a
Węgra królem... d F G g A
Ale patrzył... d C d a
Nie zabrała... G F d F G a

A nie dałeś... F C G a
Bo przed... F C B A
By na takie... F C d a
Gdzie krew... G F d F G a

A my, co... e a e
Kolejnym... a e
Dalekośmy... C G
Od siły... a h
Po wciąż... C G
Pętamy... C D e
Kochamy... C D G
Nie znamy... C D G
Sorki , że nie dałem tego do notatnika i na serwer ale potem te pliki się kasują jak nikt nie używa , a żeby dać Wam link to byście musieli mieć konto na tej stronce więc wkleiłem. Na razie chwyty może gdzieś znajdę jakies mp3 lub midi to wrzucę. Albo Dawid może ty byś mógł poprosić tatę niech Ci to zagra , nagraj to , nauczymy się śpiewać bez akompaniamentu instrumentu bo będziemy wiedzieli jaka jest melodia .
Pozdrawiam

Jaro

2006 - rok pod znakiem kolejnego poszerzania muzycznych horyzontow ;p
z tego co mi last.fm, to pod wzgledem najwiekszej rotacji:

1. deftones - czyli standardowo, aczkolwiek zajawka juz na tendencji spadkowej, bo nowa plytka jakos tak sredniawo. ....co nie zmienia faktu ze i tak jade na koncertissimo do berlina

2. lamb of god - zespol-odkrycie roku nr.1.

3. meshuggah - zespol-odkrycie roku nr.2.

plytki, jedne odkrylem w 2006, inne musialy swoje odlezakowac na pysq, jeszcze inne utrzymuja swoja pozycje z wczesniejszych lat:
isis - panopticon (gdybym tego sluchal z prawdziwego nosnika to 10 razy bym musial poginac do sklepu po nowa)
atomship - the crash of '47 (mily dla ucha rock, szkoda ze sie rozpadli, chociaz ponoc cos tworza pod nowa nazwa)
dolorian - voidwards (kosmos, gitary przepuszczone przez mase efektow dajacych ubermroczny feeling i polamane melodie. momentami ciazkostrawne ale warto)
jesu - s/t (i dzieki niemu faza drone'ami i sunn o)
judas priest - painkiller (album z czasow kiedy solowki w piosenkach do czegos prowadzily a nie stanowily przedluzenie meskosci gitarzystow, chociaz moze to tylko moje wrazenie)
sick of it all - built to last (jeden z niewielu zespolow ktorego muzyka blyskawicznie poprawia mi humor)
red sparowes - every red heart shines toward the red sun (po isis druga przepustka do postrockowej instrumentalnosci)
rob dougan - furious angels - (solo album goscia od ost matrixa reloaded. dolujace teksty spiewane ochrypnietym glosem przy akompaniamencie orkiestry symfonicznej)
bjork - medulla (gdy mialem dosc szarpidrutow)

poza tym przejsciowe zajawki toolem, depeche mode, antigama, fear factory, dredg, from first to last, incubusem, norma jean, team sleep, mars volta, 30stm i roznymi downtempo-elektronicznymi wynalazkami takimi jak bitcrush, marumari, murcof, global communication. niesmialo probuje tez zaczac zglebiac z jednej strony jazz, z drugiej hiphop ale srednio mi to wychodzi. moze w 2007.

Adam Domagała

"Przypadki", najnowszy album Katarzyny Groniec, to przedsięwzięcie ryzykowne. Przygotowane bez patrzenia na mody i gusta tzw. masowego odbiorcy. Wszystkie utwory skomponował wrocławianin Piotr Dziubek: dziesięć do tekstów samej Groniec, otwierającą album piosenkę "Podobno gdzieś istnieje" ze słowami Jacka Bończyka i finałową, orkiestrową miniaturę "Code".

To płyta dla oddanych wielbicieli charakterystycznego śpiewania wokalistki. Melancholijna nawet w chwilach, gdy mowa o szczęściu i rozkoszy ("Będę z tobą", "Cielesna Edukacja"), chwilami przygniatająca smutkiem ("Nie zabijaj"). Singiel, który promuje "Przypadki", piosenka "Będę z tobą", to murowany hit: z prostą, chwytliwą melodią, ujmującą partią smyczków (często na albumie wykorzystywanej), rozmarzoną trąbką. Takich efektownych piosenek jest tu więcej, niektóre zaskakują pastiszowym zacięciem (kabaretowy "Poniedziałek", jazzująca "Mamo"). Kompozytor i aranżer Piotr Dziubek postawił na skromność akompaniamentu (np. "Czas" zaaranżowany został wyłącznie na głos i fortepian) i zadbał, by wyłączną bohaterką nagrania pozostała Groniec.

Pomysł, by dziesięć kolejnych piosenek poświęcić rozważaniom o Dekalogu, kojarzy się z konceptem genialnie przed laty wykorzystanym przez Krzysztofa Kieślowskiego - i ciągle wydaje się świeży. Tym bardziej że Groniec nie oddaje się teologicznym rozważaniom, a raczej snuje słowne impresje o świecie, który ją otacza: bardzo bliskim, intymnym, wyłącznie jej. Krótkie prozy poetyckie, napisane z ostentacyjnym lekceważeniem tekściarskich zasad, są dosłowne i przejmujące. I pod względem literackim dużo dojrzalsze niż te zawarte na wydanej dwa lata temu "Emigrantce".

"Przypadki", Katarzyna Groniec, Luna Music 2007

Źródło: http://www.gazetawyborcza.pl/1,76842,4061158.html

Pozdrawiam

Ha! Chyba jako pierwszy mogę odpowiedzieć Pani Admin w tym temacie

Tak lubię muzykę określaną jako dawna (chociaż ekspertem w niej nie jestem, nie podejmuje się oceniać co jest "dawną" a co jest "współczesną wariacją na temat"). Generalnie, co jest związane ze średniowieczem (nawet "inspirowane") teoretycznie znajduje się, gdzieś tam, w szerokim kręgu moich zainteresowań.

No, ale ad rem. Jakiś czas temu kupiłem sobie płytę Jacka Kowalskiego i Klubu Świętego Ludwika "Piosenki wypraw krzyżowych". Jak nazwa wskazuje, są tam utwory z okresu krucjat, śpiewane, o ile dobrze wiem, przy akompaniamencie zrekonstruowanych instrumentów z epoki. Płyta bardzo mi się podoba, piosenki nie tylko jako ciekawostka, ale jako utwory same w sobie. Puszczam ją sobie często przy malowaniu firgurek (średniowiecznych oczywiście) - dla lepszego "klimatu" .

Kupiłem też płytę z muzyką gotycką, chóralną, kościelną - nie bardzo wiem jak to fachowo nazwać, generalnie to chyba chóralne pieśni kościelne z okresu XII i XIII w. Nie napiszę teraz, kto to dokładnie wykonuje, bo nie mam płyty pod ręką, ale moge potem napisać.
Podobają mi się też chorały gregoriańskie, również kiedyś kupiłem płytę, muzyka bardzo nastrojowa, wyciszająca i co tu dużo mówić, piękna.

Ze świeckimi rzeczami trochę gorzej - podobo niewiele się zachowało "prawdziwej" muzyki z tamtego okresu. Gdyby ktoś coś takiego znalazł niech napisze.

Aha, skoro przy tym jesteśmy to ja bardzo lubię tez "Carmina Burana" Orffa. Nie jest to muzyka ściśle z epoki, bo Orff skomponował to na początku XX w., ale chyba w oparciu o średniowieczne rękopisy i teksty (podobno można też dostać utwory z Carminy do melodii średniowiecznych?). Takie "O Fortuna" przyprawia o ciarki...

Sam jestem zainteresowany tematem, jak ktoś coś wie, niech napisze.
Pzdr.

Lips



producent: iNiS
wydawca: Microsoft Game Studios
kategoria: familijne / muzyczna

Data Premiery:
Świat: 18 listopada 2008

OFICJALNA STRONA

Opis:
Lips to niezbyt skomplikowana gra muzyczna, pod wieloma względami nawiązująca do konkurencyjnej serii SingStar. Gracz staje przed szansą poddania ocenie swoich umiejętności wokalnych, wykorzystując zawarte w grze piosenki lub własne utwory. Opisywana produkcja jest dziełem firmy iNiS, czyli autorów dość popularnej gry Elite Beat Agents. Lips przygotowano wyłącznie z myślą o użytkownikach konsoli Xbox 360.

Podstawowym elementem odróżniającym opisywaną grę od osiągnięć konkurencji jest usprawnione sterowanie. Lips oferuje pełne wsparcie dla dwóch bezprzewodowych mikrofonów z wbudowanymi czujnikami ruchu. Pozwala to na dodanie akompaniamentu w postaci perkusji. Co ciekawe, rolę tę mogą też pełnić standardowe kontrolery konsoli Xbox. Zabawa w dalszym ciągu opiera się jednak na formie rozrywki określanej mianem karaoke, czyli śpiewaniu popularnych piosenek z wykorzystaniem podpowiedzi w formie tekstu.

Omawiany produkt ma do zaoferowania bogatą kolekcję utworów, reprezentujących takie gatunki muzyczne jak pop czy dance. Lista piosenek obejmuje między innymi klasyki pokroju „Bust a Move” w wykonaniu Young MC, jak i bardziej współczesne brzmienia – „Mercy” (Duffy) czy „Young Folks” (Peter Bjorn and John). Autorzy przewidzieli ponadto możliwość pobierania nowych utworów z serwisu Xbox LIVE Marketplace oraz tworzenia własnej i łatwo dostępnej kolekcji.

Oprawa wizualna Lips prezentuje zbliżony poziom wykonania do innych gier z tego gatunku. W tle wyświetlany jest teledysk danego utworu lub materiał filmowy wybrany ze specjalnej listy. W centralnej części ekranu pojawia się natomiast tekst. Widoczne są tu też wskazówki odnośnie prawidłowej metody zaśpiewania danego fragmentu melodii. Po każdorazowym zakończeniu zabawy można liczyć na wyświetlenie szczegółowego podsumowania. Zawiera ono liczbę punktów oraz informację na temat zdobytych medali. Gra sukcesywnie nagradza gracza za jego osiągnięcia, odblokowując dostęp do nowych opcji.
źródło:www.gry-online.pl

[quote="organicus"]Mała "diagnoza".

Zarzuty/narzekania jakie można na podstawie lektury tego Forum przedstawić względem stanu muzyki kościelnej w Polsce sformułuję ostatecznie tu:

2. ....Mikrofon dla grającego na organach - naturalna i jedna z najgorszych konsekwencji w/w.

W regulaminie dla organistów stoi wyraźnie że organista ma obowiązek grać i ŚPIEWAĆ

5. Ogólne zjawisko wyprzedzanych dźwięków - można powiedzieć charakterystyczne dla polskiej muzyki kościelnej.

6. Śpiewanie psalmu przez organistę, powtarzanie refrenu przez tego, który śpiewa psalm. Np. kalendarz liturgiczny Archidiecezji Gdańskiej TŁUSTYM DRUKIEM zaznacza, że ten kto śpiewa psalm, nie powtarza refrenu wraz z ludem, ale organiści i tak swoje, bo najczęściej też i księża się burzą, że dlaczego organista nie powtarza z ludźmi refrenu - kompletne ignorowanie problemu....
...okazuje się,że nieraz w praktyce wychodzi to inaczej niż w regulaminie....tam, gdzie jest taka potrzeba organista powinien powtórzyć, zwłaszcza, gdy refrenu psalmu nie ma na slajdach....okazuje się,że ludzie szybko zapominają....

9. Nierespektowanie zapisu nutowego w którym nie ma powtórek.
....to zalezy od parafii, gdzie ludzie uczą sie przez powtarzanie....z powodu braku slajdów...

10. Granie "Amen" na dwóch tonach, zamiast na jednym. W ogóle idea akompaniowania jest śmieszna, bo gros organistów musi wykonywać nieprofesjonalne działanie jakim jest wyszukiwanie tonu na jakim celebrans akurat śpiewa. Owszem, akompaniament śpiewów dialogowanych też pochodzi od protestantów, ale tam TON jest podawany wcześniej pastorowi, a nie, że się go szuka w czasie gdy pastor śpiewa. Pewnie, że różnie to bywa, ale generalna zasada jest taka jaką opisałem.
Oczywiście "tradycyjne" podejście wykształciło taki, a nie inny typ, więc nie ma rady: jak ktoś nie potrafi usłyszeć tonu na którym celebrans śpiewa, musi posiłkować się cichym fletem. Najczęściej jest tak, że pojęcie "cichy" jest różnie interpretowane.

Raczej zanika już podawanie tonu celebransowi, bo zdolniejsi odgrywają ze słuchu, a mniej zdolni szukają "na chybił trafił" w zależności od możliwości muzycznych kapłana-nie wszyscy potrafią spiewać w jednej tonacji i czysto....

11. Szereg błędów w melodii czy powtórkach pieśni w różnych śpiewnikach, których każdy organista ma przeważnie kilka (znów konsekwencja braku jednego śpiewnika), różne teksty w różnych wydaniach (jednym z bardziej kuriozalnych przykładów błędu,

Z tym się zgodzę, bo te różnice w śpiewnikach powodują czasem konfilkty i nieporozumienia w relacjach proboszcz-organista....czasem spor się toczy o wersję melodyczną, gdzie kaplan udowadnia pracownikowi,ze zna się lepiej na nutach....

Oczywiście przy tym repertuar ślubny czy pogrzebowy również traktowany jest bardzo dowolnie, na zasadzie: rodzina płaci i wymaga - i wielu przystaje na różną twórczość kompletnie nie nadającą się do Liturgii Mszy Świętej.

mnie raczej denerwuje fakt,że rodzina ktora proponuje mi utwór świecki wmawia mi,że muszę to zagrać, bo INNI ORGANIŚCI TO GRAJĄ>>>to nie argument,ale może być prawdą!

mało kto sobie zdaje sprawę, że organy MOGĄ akompaniować śpiewom nawet podczas Liturgii Wielkiego Piątku- nie ma być tylko muzyki solowej),

To prawda,ale wszystko zalezy od kapłanów-oni podejmują decyzje, i większość niestety nie toleruje żadnych dyskusji z organistami na ten temat....są pewne tradycje, zasady, które niwelują wszelkie przepisy....
...użycie piosenek podczas Mszy, zły dobór pieśni na różne większe lub mniejsze uroczystości ..

Bogactwo repertuaru nie może ograniczać się do pieśni z Siedleckiego których jest niestety sporo, ale w podziale na okresy liturgiczne, jest w sumie niewiele zwlaszcza w okresie zwykłym. Oczywiście nalezy mieć pod ręką spis piesni dopuszczonych do liturgii(a istnieje takowy!) i tam też są piosenki których organisci boją się jak ognia....nie wiadomo dlaczego?

Panosząca się w kościołach muzyka sakro-polo ...w wykonaniu tzw. "scholek" które nie dość, że serwują repertuar piosenkowy zakazany przez Episkopat Polski, to jeszcze rozwalają śpiew WSPÓLNOTY odzwyczajając ludzi od śpiewu...


Myślę,że nie należy uogólniać bo NAPRAWDĘ są takie scholki, które prowadzą naukę spiewu przed Mszą Świętą, tylko wszystko zalezy na ile przygotowana jest do tego typu działalności sama wspólnota parafialna, bo można się dwoić i troić, a wiermi nie wydadzą z siebie ani jednego dźwięku....bo nie wiedza, że Eucharystia to cos więcej niż tylko niedzielny obowiązek....
[/b]

Jak w temacie.

Śpiewnik powinien składać się z części ogólnopolskiej i regionalnej.

Kilka moich propozycji "technicznych":

Śpiewnik w części ogólnopolskiej tylko z nutami i ujednoliconymi melodiami, bez wyodrębniania "regionalnego". Jeśli są dwie zupełnie różne melodie, to dajemy tą która jest znana w całym kraju, a inną odstawiamy do części regionalnej.
Część ogólnopolska posiadałaby główne działy Adwent Boże Narodzenie itd. i analogicznie część regionalna ze swoimi śpiewami.

Wstęp: "instrukcja obsługi śpiewnika" łącznie z wyjaśnieniem roli wspólnego śpiewu ludu i akompaniamentu organów i związanego z tym rozpoczynania śpiewu przez zgromadzenie. Coś na temat rytmu, tempa pieśni, oddechów.
Wskazówki co do śpiewów łacińskich.
Objaśnienia skrótów występujących w pieśniach.
i inne.

1. Żadnych numerów stron , tylko DUŻE numery kolejnych pieśni, czy innych śpiewów.
Każda zwrotka ponumerowana.
2. Każda pieśń na jednej stronie. Jeśli byłaby potrzeba przewrócenia strony, żeby odczytać kolejne zwrotki, to pierwsza z tych kolejnych musi być z nutami.
3. Każdy dział rozpoczyna się od pieśni najstarszych do najnowszych.
4. Stosujemy podział w Adwencie i Wielkim Poście.
5. Pod pieśniami autor tekstu i melodii.

Propozycja działów:

Adwent od 1 do 16 grudnia
Adwent od 17 do 24 grudnia
Boże Narodzenie
Wielki Post
Wielkanoc
Wniebowstąpienie
Zesłanie Ducha Świętego
Trójca Święta
Pieśni do Boga Ojca
Pieśni do Pana Jezusa
Pieśni Eucharystyczne
Pieśni Mszalne
Pieśni Pokutne
Pieśni Przygodne
Pieśni na Szczególne Dni (Chrzest, Komunia, Bierzmowanie, Ślub i Rocznica Ślubu, Prymicje, Namaszczenie Chorych, Pogrzeb)
Pieśni Maryjne
Pieśni o Świętych
Nabożeństwa
Część regionalna (wg. rozdziałów jak w części ogólnopolskiej)
Porządek Mszy Świętej posoborowej
Śpiewy we Mszy Świętej pogrzebowej
Śpiewy łacińskie
Porządek Mszy Świętej trydenckiej
Msze + Msza Requiem
Inne śpiewy
Informacje o autorach pieśni (krótkie notki biograficzne jeśli takowe są możliwe ...), czasie powstania.
Spis treści wg. rozdziałów
alfabetyczny.

To tyle na początek.

Pierwszy dział na "warsztat" czyli Adwent.
Proszę podawać TYLKO pieśni czy psalmy. Żadnych piosenek.
Proszę podawać dane kto napisał, z którego wieku melodia i autor tzn. TEKST + data, MELODIA + data
Proszę podawać pieśni w większej ilości w formie listy.
Proszę robić to rzetelnie.
Proszę nie zaśmiecać niepotrzebnymi KOMENTARZAMI!!!

Czyli niech każdy kto chce przedstawi swoją listę propozycji na Adwent z uwzględnieniem podziału od 1 do 16 i od 17 do 24 grudnia.

Zapraszam Wszystkich chętnych do współpracy. Stwórzmy Coś, co mogłoby ewentualnie zaistnieć w polskich kościołach...
Miejmy nadzieję, że z czasem tak się stanie.

.........................................................................................................................................

ZEKI NAPISAŁ

Jeśli można wtrącić: po jasny gwint noty o autorach? Rozumiem intencje ale śpiewnik to książka użytkowa - nie chcę zaśmiecania tego pokaźnego bądź co bądź tomu. To samo odnośnie instrukcji obsługi - IMO fajnie ale coby wyłożyć w miarę sensownie i dokładnie wszystko trzeba by mały traktat napisać... Ja bym został przy samym śpiewniku mimo, że rozumiem potrzebę wyjaśniania pospólstwu zasad panujących w liturgii

PS Cieszę się Tomku, że coś ruszyłeś w tej sprawie - myślę, że mogę czuć się ojcem projektu

...................................................................................................................................................................

Czas płynął leniwie, odmierzany kolejnymi szklankami wina wychylanymi przez Ash i Iskrę. Vest brzdąkała sennie w struny cytry, w karczmie panowała spokojna, wyciszona atmosfera, która została przerwana przez...
-ZABAWA! Czas na zabawę! –wrzasnęła znienacka Iskra, wskutek czego kilku bardziej sennych gości podskoczyło i spadło z krzeseł. Asenath rzuciła szklanką o ścianę – zabrzmiał dźwięczny trzask, szkło rozprysło się w milionach migoczących drobin, a sprawczyni tego zamieszania z dzikim chichotem wyskoczyła zza stołu.
-Taaak, zabawa! Dość już tej nudy!
Vest klepnęła dłonią w pudło instrumentu i po chwili smętna piosenka zmieniła się w tętniącą życiem, skoczną melodię. Ash potknęła się o krawędź własnej szaty; usiłując złapać równowagę zawisła na ramieniu Iskry, która również zaczęła się śmiać jak obłąkana.
Bardka zaczęła wybijać rytm nogą na drewnianej podłodze – muzyka wprost zachęcała do tańca a Iskra, nie wiedzieć czemu stwierdziła najwidoczniej że najlepszym miejscem do choreograficznych popisów będzie stolik, przy którym siedział potężny ork. Zręcznie wskoczyła na szeroki blat i zaczęła stepować przy akompaniamencie wariackiego śmiechu Ash, pląsającej w wesołych podskokach po całej karczmie.

Goście wyglądali na zniesmaczonych taką manifestacją złego wychowania i upojenia alkoholowego ;). Jakiś łowca, po chwili gorączkowych szeptów z towarzyszami wstał, i chciał coś powiedzieć. Zdążył wykrztusić „Szlachetna pani..”, po czym spojrzał na stepującą Iskrę i umilkł.
Czarodziejka wyglądała, jakby naprawdę przestała nad sobą panować – i nie miało to nic wspólnego z wypitym winem. Wokół jej głowy rozległo się kilka suchych trzasków, jakby miniaturowych wyładowań elektrycznych, a po chwili po jej włosach zaczęły pełzać błękitne płomyczki.
Vest szybkim ruchem odłożyła cytrę i podbiegła do nagle otrzeźwiałej Asenath.
-Nie tutaj! –syknęła –To nie jest dobre miejsce, za dużo świadków! Nie możemy spalić tej karczmy!
-A co ja poradzę? –Ash usiłowała złapać Iskrę za skraj szaty, ale na próżno. –Widzisz, co się z nią dzieje?
Błękitny płomyk syknął i dyskretnie przeskoczył na książkę, leżącą przed orkiem. Asenath błyskawicznie zdusiła ogień i posłała orkowi przepraszające spojrzenie.

Nagle... drzwi karczmy uchyliły się ze złowrogim skrzypieniem. Przeraźliwy świst wichru wpadł do pomieszczenia, a w progu pojawiła się wysoka postać. Vest i Ash wymieniły porozumiewawcze spojrzenia. Rozmowy umilkły, ciszę mąciło tylko stepowanie, elektryczne trzaski... i kroki, gdy uzbrojony po zęby mężczyzna zbliżał się do stolika, na którym tańczyła Iskra. Był już coraz bliżej... wszyscy goście zamarli, podświadomie oczekując czegoś strasznego...błękitne płomyki zgasły bezszelestnie...w powietrzu czuć było grozę...

Iskra, udając nadąsaną, zeskoczyła wdzięcznie na podłogę i z bezczelnym uśmiechem spojrzała przybyszowi w twarz.
-Och, Maxwell –jęknęła teatralnie – czy ty ZAWSZE musisz psuć nam najlepszą zabawę?

--
"(...)Od pokory akord do potęgi,
od szaleństwa akord do geniuszu,
od ogromnych miechów instrumentu,
do ogromnych architektur duszy(...)"
- J.Kaczmarski
Post był edytowany przez autora dnia 08 12 2004 o godzinie 18:50

oriamos.pl
Pierwsza recenzja ADP w Polsce!

ostatnia edycja
22.03.2007

Użytkownik Polish Doll PUSSY jako jedna z pierwszych osób w naszym kraju miała możliwość wysłuchania nowej płyty Tori. Przeczytajcie jego recenzję!

W ciągu ostatnich 24h przesłuchałem chyba 15 razy całą (promo copy ma 20 piosenek, a wersja sklepowa będzie miec ich 23 +1 na DVD edycji specjalnej) "American Doll Posse".
Pierwsze, co muszę napisać to, że płycie musiałem dać kilka chwil: jakieś 4 przesłuchania.. bo to album, który rośnie, wymaga odrobiny czasu i cierpliwości. Teraz jestem od niego uzależniony. Na maxa piękna, DOBRA płyta.

Nie chce porównywać do tego, co wcześniej zrobiła Lisiczka, bo się tak w oczywisty sposób nie da tego zrobić. Zdecydowanie powiewa świeżością.

To, co jest charakterystyczne dla tej płyty, to GITARY i PERKUSJA! Naprawdę brzmią często (gitara w 90% kawałków) i bardzo intensywnie.
Kawałek "Teenage Hustling" brzmi, jakby, go Metallica nagrała! Ale zakochałem się w nim, jest boski. Tori pokazuje pazura, oj na maxa go pokazuje!

Jeśli miałbym w 1 słowie opisać charakter/klimat piosenek , to oczywiście się nie da...ale najbardziej cisną mi się skojarzenia z "God" z Under The Pink oraz "Not David Bowie" z "A Piano Collection".
Moje zdecydowane faworytki (chociaż kocham już cały krążek) to:
- Big Wheel (znany fragment z netu)
- Bouncing Off Clouds (też było w necie)
- Teenage Hustling (rockowo, oj rockowo)
- Digital Ghost (chyba jedyny kawałek z takim mrocznym, elektronicznym podkładem w tle...chyba w ogóle jedyny kawałek z elektronika tak wyraźna w tle)
- Secret Spell (znany z netu...uwielbiam)
- Body And Soul (rockowy, ale mój top3 z całej płyty ..BOSKI!)
- Father's Son (najpiękniejsza ballada Tori od lat.. łzy się cisną, jest tak naładowana melancholia, a glos Tori trafia bezpośrednio do serducha i jest piękna, naprawdę piękna melodia....chlip, chlip)
- Programmable Soda (taki kabaretowy żarcik Tori, do których nas już zdążyła przyzwyczaić, taka "Mr. Zebra", czy "Wednesday"... ale bardzo rozbudowane instrumentalium.. dużo smyczków oraz sekcja dęta!)
- Code Red
- Beauty of Speed
- Almost Rosey

Ciekawostka jest piosenka "Velvet Revolution". Tori śpiewa dziwną manierą do akompaniamentu "bałałajki" /mandoliny i fortepianu i brzmi to jak jakiś rosyjski kawałek.

Plyta uzależniajaca; jest bardzo żywa, taka 'mięsista' brzmi bardzo naturalnie, jakby była nagrywana ' na setkę'.

To są tylko literki, wiec nie myślcie, że Tori nagrała płyty ala "American Idiot" Green Day.. bo to punk nie jest hahaha.. ale jest ostro... jak jednak wspomniałem, sa ballady "Father's Son" (moja ukochana!), "Almost Rosey".

To naprawdę bardzo dobry album. Fani Tori ąna cos innego, niż Bekeeper wreszcie się doczekają.
Koncert... musi być tam gitara...bo te nowe piosenki tego wymagają, aż się proszą!
Płyta wychodzi 30 kwietnia.... czekajcie, bo WARTO!

22.03.2007, Polish Doll Pussy

[ Dodano: 2007-03-22, 14:08 ]

Żart Selene chyba nie przypadł Mythiosowi do gustu, gdyż bard wyraźnie spochmurniał. Naprawdę, w jego zachowaniu można było zauważyć wiele cech dziecka. Każda pochwała cieszyła go niepomiernie, by za moment byle uwaga sprowadzała go na skraj rozpaczy. Zdecydowanie czuł i przejmował się wszystkim bardzo intensywnie, co dodatkowo podkreślała jego obecna sytuacja. Bez dwóch zdań opinia druidki – jedynej osoby z którą mógł od dłuższego czasu rozmawiać miała dla niego całkiem spore znaczenie.

Teraz dreptał przez moment, ciężko powłócząc kurzymi – nomen omen – łapkami, ledwo nadążając za Selene. Dopiero pytanie o ballady sprawiło, iż nieco się ożywił.

- O... czy znam jeszcze jakieś? Dziewczyno, wychowałem się nad morzem w południowym królestwie! Znam setki ballad, sprośnych piosenek, tysiące tekstów o morzu... nie przesadzam, słowo! Na muzy i nuty, repertuaru mógłby mi pozazdrościć niejeden! Co powiesz na to?

Nie czekając nawet na pozwolenie, ponownie tego dnia, zaczął śpiewać. Melodia była prosta. Z resztą, bez akompaniamentu lutni lub harfy siłą rzeczy bard nie mógł sobie pozwolić na wielkie urozmaicenie występu. Mimo to, już po pierwszych słowach Selene rozpoznała prosty takt... była srebrnym elfem, wszystkie kwestie związane z melodią i śpiewem przychodziły jej z dziecinną łatwością. Mimo to nawet ona musiała przyznać, że gdyby tylko nie jego obecny kształt, Mythios mógłby z powodzeniem śpiewać nawet na zamkach i kasztelaniach.

Mówiąc krótko, miał głos i miał talent.

Ponadto miał pióra, łapki, dziób i skrzydła.

Gdy jak cień snuję się ulicami, przez park, w dół rzeki, gdzie port,
Słychać gwar kobiet, które żegnają - jak kiedyś Ty mnie w tamten dzień.
Ich twarze pełne trosk i nadziei, że wrócisz, gdy skończy sie rejs
Poczuć, że jestes znów słony smak Twoich ust, lecz Twój statek juz znika we mgle...

Wciąż pamiętam ten dzień, tamten ranek,
Twą postać na brzegu, ten żal,
Oczy mokre od łez, gdy tak stoisz we mgle,
Nigdy więcej nie ujrzałem Cię.

Tamtej wiosny, gdy kwitły żonkile, gdy kolorem i wonią odurzyły nas
I ten czar pierwszych słów wyszeptanych, ciche "Kocham" i wiersz z Twoich ust.
Byłaś moim marzeniem, mą wiarą, gdy w słońcu widziałem Twą twarz,
Nocą księżyca blask szeptał do ucha nam, że sny nasze lecą do gwiazd.

Tak daleko od siebie lecz blisko, każdej nocy przez wiatr i przez fale
Byłem ptakiem, co mknie, białym żaglem, upadłym aniołem w Twym śnie.
Może kiedyś zrozumiem dlaczego, może kiedyś znów słońce zaświeci nam...

Marsz minął jak z bicza strzelił. Samotny, pionowy słupek dymu unoszący się spomiędzy drzew zwiastował również mniej więcej miejsce, gdzie – pomiędzy drzewami, jakieś sto metrów wgłąb lasu – powinien znajdować się owy domek. Dymu wcześniej efka nie widziała... gdyż dopiero przed momentem wybił się ponad korony drzew. Najwyraźniej ktoś szykował sobie posiłek.

Na samą myśl o jedzeniu, Selene poczuła nieprzyjemny skurcz w żołądku. Nic od rana nie jadła.

no jak braku? A Siedlecki na przykład? czy uważasz, że to jest zły śpiewnik?


TAK. W obecnej formie nie nadaje się do użytku podczas Mszy.

Nie mówię bezpośrednio o treści, choć ta też zasługuje na sporą krytykę, ale na stronę czysto techniczną.

1. Pieśń nie może rozpoczynać się np. dwiema linijkami melodii na jednej stronie i kończyć na drugiej, albo na jednej stronie melodia wraz z I zwrotką, a reszta na następnej, którą trzeba przewrócić.
2. Numery stron nie mogą być tej samej wielkości co WAŻNIEJSZE od nich numery kolejnych pieśni czy innych śpiewów!!! Na dobrą sprawę numerów stron nie potrzeba, a czytelne numery kolejnych pozycji i sensowne rozplanowanie pieśni ZE WSZYSTKIMI ZWROTKAMI, a nie jak np. "Czego chcesz od nas Panie" - wybiórczo.
3. Ogólne rozplanowanie - lipa i bałagan.
4. Repertuar. Z wydania na wydanie coś zostaje wyrzucone ze starych pieśni, czasem coś dodane z nowszych.
5. Zbyt ubogi repertuar pieśni.
6. Format mógłby być delikatnie większy od obecnego.
7. Ważne byłoby też podanie, krótkich not biograficznych n/t autorów melodii czy tekstów, informacja o źródłach - choć to już występuje.
8. Mógłby być spis np. pieśni w których ostatnia zwrotka zawiera "Gloria Patri"
9. Większa propozycja chorału gregoriańskiego.
10. 150 psalmów wraz z różnymi melodiami refrenów i do tego zwrotki oparte o odpowiednio dobrane tony psalmowe.
11. Zdecydowanie więcej propozycji melodii Alleluja, których trzon stanowiłyby te zaczerpnięte z chorału, czy oparte o melodykę chorałową (można by dokomponować nowe).
12. Pieśni ekumeniczne - oznaczone np. E, czy EK.
13. Powrót do śpiewanego Credo i większy wybór melodii.
14. Kanony 2-4 głosowe.
15. Informacje teologiczne obszerniej wyjaśniające poszczególne okresy liturgiczne w tym nota o możliwości akompaniamentu organów podczas Triduum.
16. Czytelne uporządkowanie pieśni wg. okresów i przynależności tematycznej.
17. Likwidacja drugiego głosu w linii melodycznej wielu pieśni.
18. Weryfikacja melodii typu: walczyk pokutny, "O Maryjo, przyjm w ofierze" (tekst ok) itp kotletów.
19. Rozdział dotyczący sposobu śpiewania (w tym chorału) i porządku podczas wykonywania śpiewów np. podział na kantora i lud, rola organów (wstęp, akompaniament, n/t solowej muzyki i jej znaczenia podczas liturgii), o niepowtarzaniu refrenu psalmu przez psalmistę/tkę i rola w tym ludu.
20. I inne.

Potrzeba śpiewnika, który przynajmniej miałby z 1000, 1200 stron.
Jeden a dobry!!!
Oczywiście z pieśniami , a nie piosenkami w jakimś "dodatku".
Pierwsza część śpiewnika ogólnopolska, druga mniejsza regionalna.
Gdyby były śpiewniki w kościołach liturgia złapałaby "drugi oddech".

Ja nie twierdzę, że tablica jest do końca be, czy rzutnik.
Chodzi o to, że takie rozwiązanie nie wszędzie jest możliwe. Poza tym, brak nut i innych spraw które są w śpiewniku.

Do sanctus przygrywki się nie gra i sam dobrze wiem, jak to z nią jest, bo balans między 2 melodiami Piaseckiego i Pawlaka kończył się nieraz śpiewem Pawlaka, mimo, że darłem w mikrofon Piaseckiego.

Protestanci przed wiekami wymyślili śpiewnik, a później dorobili akompaniament organowy i wszelkie formy z nim związane, które Bach pchnął na wyżyny totalnej sztuki.

Skoro ktoś kiedyś wymyślił śpiewnik i akompaniament, a katolicy przejęli jedno i drugie, to dlaczego zaniechać tego, na rzecz działań które wykluczają pewne elementy ściśle związane z muzyką?

po choinkę poprawiać COŚ co jest i się bardzo dobrze sprawdza?
Chyba tylko z lenistwa, bo póki co nie doczekaliśmy się śpiewnika takiego, aby można uczciwie ludziom w całej Polsce na ławki położyć. Może w następnym stuleciu ...

Chyba Wszyscy na tym Forum rozumieją kwestię użycia czegoś o czym Episkopat Polski mówi "organy elektronowe", że pozostawać powinny one tylko jako stan tymczasowy a nie docelowy.
Większość rozumie, że piosenki zakazane są w liturgii i to też przez Episkopat.
Pozostaje kwestia użycia tablic diodowych, czy rzutników, które w Polsce zrobiły furorę i sprawdzają się, ale ...
no właśnie. Są to tylko "półśrodki", czy "3/4środki", bo tak naprawdę nikt i nic na tym świecie do użytku we Mszy nie wymyślił lepszego jak ... książka:
czy to Mszał, lekcjonarz, agenda, czy inne.
W tym zestawie brakuje tylko porządnego śpiewnika liturgicznego.
Nie "iksińskiego, bełtalskiego, pcimskiego" czy innego, tylko liturgicznego.
Ta ostatnia kwestia zdaje się być totalnie nierozumiana, czy to od strony samego śpiewnika, czy to od sposobu jego użycia, czyli "komunikacji z ludem" co do wyboru pieśni i zwrotek.
I tutaj dochodzimy do momentu, że póki co, śpiewnik pozostaje w Polsce sprawą kosmicznie odległą, a i sami zainteresowani organiści boją się tego jak ognia, no bo po jego wprowadzeniu, wypadałoby zacząć prowadzić organami, a nie dalej buczeć na kilku fletach i śpiewać do mikrofonu.
I dochodzimy do najbardziej newralgicznego rozwiązania ze śpiewnikiem:
jak ma ktoś, kto nawet w katedrze nie zna nut, zrobić wstęp po którym ludzie wejdą ze śpiewem? Jak tacy poradzą sobie z tym problemem?
Nie poradzą. Dalej pozostanie mikrofon i śpiewanie do niego.
Dalej ksiądz i organista razem w mikrofon, a lud gdzieś z boku.
Taka muzyka kościelna się nam podoba?
Nie sądzę, ale jeśli tak... to do licha, przestańmy się zachwycać wszystkimi pięknymi chorałami Bacha i innych mistrzów, bo przecież ta muzyka była pisana na potrzeby liturgii w których muzyka kościelna żyje pełnym życiem, a nie tylko miazgą kilku rejestrów i wszechobecnym śpiewem do mikrofonu...

P.S. Przypominam o kościołach gdzie zamontowanie tablic jest i nie będzie możliwe...

To się po prostu musiało kiedyś wydarzyć.
Jedni marzyli, drudzy namawiali...

Ostatnio wszyscy śpiewają covery. I może to i dobrze - bo bieżąca "produkcja" muzyczna jest coraz mniej strawna Płaski, plastikowy, monotonny, zaśmiecony plagiatami - taki jest nasz muzyczny świat. Dokonania bardziej ambitne - jak ostatnia płyta Janusza Radka - z wielkim trudem i oporami przebijają się w świecie mediów, nastawionych na lansowanie tego, co łatwo sprzedać i ... łatwo stworzyć. Bo ani talentu, ani pracy wiele nie potrzeba do zmiksowania na nowo po raz en-ty tych samych, bezpłciowych i mdłych elementów.

A ten program - w samym swoim zamyśle, jest IDEALNY Bo oparty na połączeniu legendy polskiej piosenki z największym obecnie talentem w tej dziedzinie.

Czesława Niemena znają wszyscy i (co wcale w tym wypadki nie jest złe)... lubią Go
Parę pokoleń wychowało się muzycznie na jego twórczości - zmieniającej się, ewoluującej i nadążającej za upływającym czasem. Nawet te wczesne, z pozoru proste piosenki stawiają duże wymagania wokaliście, który się na nie porywa. A pamięć tamtych, dawnych wykonań stwarza wzorzec, z którym trudno się zmierzyć.

Janusz Radek już próbował... I to z takim skutkiem, ze nawet zatwardziałym wielbicielom Niemena świta czasem myśl, że "Dziwny jest ten świat" to on śpiewa nie gorzej ... a może nawet lepiej... To z resztą uczucie, które często towarzyszy słuchaniu jego wykonań. Kiedyś miewano do niego pretensje, ze nie ma własnego repertuaru, że podpiera się sprawdzonymi hitami. Ale ostatnio pokazał, że nie tylko śpiewa swoje, ale nawet całkiem udanie pisze ... Więc nie ma nic złego w tym, że przy pracy nad kolejnym materiałem autorskim znalazł też czas na szperanie w dawnych zbiorach muzycznych... W końcu jest historykiem z wykształcenia

I przecież nie o zawody czysto wokalne tutaj chodzi - a o pokazanie, że tkwi w tym materiale wartość ponadczasowa. Że Niemen to nie tylko moda tamtych lat, ale bardzo konkretny wkład w polską muzykę, w muzykę w ogóle, w kulturę... Że można pisać piosenki, których melodie "chodzą" za słuchaczem a teksty są "o czymś". A niezwykły talent interpretatorski Janusza Radka i skłonność do mieszania śpiewu z aktorstwem - może nadać tym utworom także zupełnie nowe oblicze. Odkurzyć i uwspółcześnić - z całym poszanowaniem dla ich muzycznego piękna - czemu posłuży pewnie także orkiestrowy akompaniament.

To ogromna szansa dla obu Artystów. Jeden ma okazję na dotarcie do szerokiej publiczności i zaprezentowanie wszystkich swoich walorów w repertuarze ambitnym, wymagającym i po prostu znakomitym. W piosenkach, które wielu słuchaczy zna, pamięta i do których tęskni. A Drugi ma to szczęście, że jego spuścizna nie wpadła w ręce przedsiębiorczych producentów muzycznego chłamu, lansujących kolejne beztalencie. Ktoś prędzej czy później zrobiłby podobny program . Dobrze, że robi go Artysta niezwykle utalentowany, profesjonalny i wrażliwy. Artysta na miarę Tamtego.

PS. Ktoś mógłby powiedzieć, ze nie należy chwalić czegoś, czego nikt jeszcze nie widział i nie słyszał Pewnie nie jedno zaskoczenie nas jeszcze w tej Opowieści Niemenem (swoja drogą ten podtytuł brzmi intrygująco...) czeka - bo taki już jest Janusz Radek Ale jest to także Artysta, którego można kupować w ciemno - gwarancja jakości i poziomu. I przy takim tworzywie jedyna niespodzianka jaka nas na pewno nie spotka, to ta zła...

Ja widzę ogromnie nie zrozumienie intencji! Albo może i niestety braki w przepisach liturgicznych Zasady są naprawdę jasno określone:

"Skoro tak wielka jest godność i skuteczność muzyki sakralnej i śpiewu religijnego, należy wszystkie jego części tak starannie i pieczołowicie ułożyć i uporządkować, aby można było szczęśliwie osiągnąć zbawienne skutki. W pierwszym rzędzie swój wzniosły cel powinien osiągnąć ten śpiew i muzyka sakralna, które się ściśle łączą z liturgicznym kultem Kościoła. Ta zaś muzyka musi posiadać te cechy, co liturgia; w pierwszym rzędzie świętość i piękność formy, z których koniecznie wypływa inna cecha: powszechność. Ma być święta, czyli nie może zawierać nic światowego ani w swej treści ani w sposobie wykonania. " /Encyklika Biskupów oraz innych ordynariuszy o muzyce kościelnej "Musicae sacrae disciplina"/

"...o tyle kompozycja jakaś dla kościoła przeznaczona jest świętsza i bardziej liturgiczna, o ile więcej w przebiegu swym, w natchnieniu i smaku zbliża się do melodii gregoriańskiej, o tyle zaś mniej jest godna świątyni, o ile więcej z tym najwyższym wzorem staje się niezgodna." /Motu Proprio Św. Piusa X o muzyce świętej "Inter pastoralis officii solicitudines"/

" Pierwszeństwo przed wszelkimi innymi instrumentami w świętych obrzędach mają organy. Ich brzmienie bowiem nadzwyvczaj harmonizuje ze śpwiewem i obrzędami sakralnymi dodając wspaniałości i artyzmu ... Oprócz organów dopuszczalne są jeszcze inne instrumenty muzyczne, przyczyniające się skutecznie do osiągnięcia wzniosłego celu, jaki ma przed sobą muzyka sakralna. W użyciu ich nie może być nic hałaśliwego czy krzykliwego, gdyż to uchybiałoby świętym czynnościom oi powadze miejsca." /Encyklika "Musicae sacrae disciplina"/

"Poza organami wolno używać w liturgii innych instrumentów z wyjątkiem tych, które są zbyt hałaśliwe lub wprost przeznaczone do wykonywania współczesnej muzyki rozrywkowej. Wyłącza się z użytku liturgicznego z zgodnie z tradycją, taki instrumenty jak fortepian, akordeon, mandolina, gitara elektryczna, perkusja, wibrafon" /Swięta Kongregacja Obrzędów - Instrukcja o Muzyce w Świętej Liturgii "Musicam Sacram"/

Podałem główne przepisy prawa kościelnego, które mogą zrozumieć zagadnienie.
Pierwszeństwo ma chorał i organy. Nikt nie wyklucza tu gitary akustycznej, jeżeli spełnia warunki - "nie może zawierać nic światowego ani w swej treści ani w sposobie wykonania" i "W użyciu ... nie może być nic hałaśliwego czy krzykliwego"
Oczywiście dotyczy to gitary akustycznej bo gitara elektryczna jest zabroniona w liturgii.
Tu trzeba wyczuć sprawę. Jednak w dużej mierze muzyka na Mszach Sw. tzw. młodzieżowych brzmi bardziej jak spotkanie przy ognisku, w którym słyszy się tą światowość i hałaśliwość. To może prowadzić do zgorszenia. Ale w wielu sytuacjach słyszałem gitarę akustyczną jako bardzo dobry i delikatny akompaniament co nie przypominało mi ogniska czy szant. To miało świętośc formy. Muzyka kościelna ma mieć charakter świętosci i czegoś poza żiemskiego - niebieskiego. Jestm członkeim Stowarzyszenia Muzyki Sakralnej "Musica Sacra: ( www.musicasacra.com.pl ) i uważam za swój obowiązek Wam to przekazać.
Zreszta Podkomisja ds Musyki Kościelnej przy Komisji Epsikopatu ds. Liturgii jako ciało doradcze Episkopatu Polski krytycznie się odnozisło się do śpiewu piosenek i używaniu gitar . Oczywiście chodzi nie o całkowity zakaz używania gitar ale wyczucia sprawy. Mam nadzieje, że teraz wyczuwacie intencję. Ten krok naprawczy zrobiła Diecejza Warszawska: a cappela ale i zdarza się na komunię delikatny akompaniament gitary. Wszystko w duchu w/w przepisów prawa kościelnego

Na koniec posłanie do tych którzy w jakikolwiec sposób animują śpiew:
"Wszyscy wiec, którym Chrystus Pan powierzył szafarstwo duchowymi skarbami Kościoła, maja obowiązek pilnie strzec tego drogocennego skarbu, jakim jest śpiew gregoriański i hojnie przekazywać go ludowi chrześcijańskiemu." /"Musicae sacrae disciplina"/

Generalnie wyznaje zasadę, że ograniczanie sie do apru gatunków jest... eee.. ograniczone xD. Ale jakś tak wychodzi, ze najczęściej słucham celtyku [z mrrr mm mniam boskim The Chieftains na czele - całym moim czarniutkim serduszkiem polecam] i country [tutaj górują klasycy - Johnny Cash pierwszy wśród nich].
Ten pierwszy gatunek jest generalnie bardzo żywiołowy, szczególnie w słuchanje przeze mnie jego irlandzkiej gałęzi, a i bywa melancholijny, podniosły, głęboki. Tu polece trzy bosskie utworki

- "Foggy Dew" The Chieftains z gościnnie występującą Sinnead O'Connor. Boski wokal [słuchałem zwyczajowej muzyki tej pani i naprawdę aż żal jak marnuje ona swój talent], dopracowane do perfekcji wejscia instrumentów [bodajże dwie kobzy, bębny i jakieś tam piszczały xD] tu wszystko bardzo wniosłe i klimatyczne - w ramach rekomendacji powiem, że jeszcze żadna z osób którym to wysłałem nie zareagowała inaczej niż zachwytem xp. W razie czego, zgłaszać się śmiało.
Sam tekst opowiada o wolnościowym Powstaniu Wielkanocnym które miało miejsce w Iralndii w 1916 r

- "Finnegan's Wake" The Dubliners, tradycyjna irlandzka piosenka do picia mówiąca o stypie pewnego gentelmana, baaardzo wesoła, energiczna i z przytupem xD. Wręcz niemożliwe jest powstrzymać sie od uśmiechu na ustach gdy słyszy się ten kawałek.

- "Rocky road to Dublin" The Chieftains & [uwaga, uwaga!] The Rolling Stones. Co prawda nie mój faworyt, ale większość ludzi ktorym wysyłąłem trochę muzyki zakochiwała się w tym utworku, wiec chyba jednak warto polecić. Wokal, rzecz jasna, świetny i doskonale pasujacy do tego specyfinczego klimaciku. Sama piosenka jest bardzo, bardzo energiczna, żywiołowa i co najmniej nietypowa jak na ten gatunek.

Dalej pora na moje sweet country ; D. Gatunek baardzo cierpiący od stereotypów i uogólnień - najzabawniejsze jest, ze większość osób nie lubiących go nigdy nie słyszała żadnego utworku country. Muzyka, gdy wsłuchać się w tekst, bardzo "kozacka",a przy tym najczęściej melancholijna. No cóż, to chyba po prostu trzeba czuć... ; p

- "Time of the preacher" Johnny Cash & Jerry Cantrel, czyli utworek który zachecił mnie do tego gatunku. Powolny, raczej smutny, z tekstem prostym acz bardzo ciekawym. No cóż, bardzo klimatyczne jeśli oczywiscie lubi się to ; p. Taka piosenka do pośpiewania sobie w akompaniamencie trzeszczącego radia podczas przemierzania wielkiej teksańskiej autostrady swoim 7 litrowym, metalowym potworem ; D. Ewentualnie do pośpiewania w zapomnainym przez Boga saloonie podczas partyjki w pokera z paroma pistoleros ; D.

- "Why Aye Man" Mark Knopfler, to z kolei coś bardziej nietypowego. Utworek raczej świeży, nie trzymajacy sie starej szkoły gatunku, jakby dobrze się przysłuchać to zauważyć można pewne wpływy muzyki indiańskiej - co jest bardzo, bardzo dobre. Oryginalne, energiczne, nastrojowe - i do tego zaśpiewane angielskim łamanym z niemieckim ; D.

- "Beer for my horses" Toby Keith: tu mamy przykłąd kozackiego, typowo texańskiego country. Piosenka z cojones, łatwa do podśpiewywania no i z rozbrajajacym tekstem ["We'll raise our glasses against evil forces, singing: Whiskey for my men, beer for my horses!"] xD

Nie mogę znieść disco - polo i mam nadzieję, że nie muszę tłumaczyć, dlaczego. Podrzędni amatorzy wyśpiewujący kilka linijek bedziewskiego tekstu w jakimś nudnym rytmie, który można usłyszeć praktycznie w każdej piosence. Ja nie wiem, czym jedna piosenka rozni się od drugiej Shocked Druga pozycja na liście do odstrzału to country - czemu? Patrzeć wyżej na to co napisałam o disco.

To zabloało O_o. To naprawdę, naprawdę zabolało... Sniff.. Wiesz gdzie uderzyć, zeby zranić uczucia mężczyzny, to pewne... ;_;
W ramach pokuty odsłuchaj te trzy kawałki i wtedy spróbuj mi powiedzieć, że country to nudna, powtarzająca się w wszystkich kawałkach melodia ; p.

Nie ma raczej jakiś gatunków których specjalnie bym nie lubiał, ale z całą pewnością przeważąjacej, żeby nie powiedzieć przytłaczajacej, części popu i hh nie trawię zupełnie. Hip hopu i rapu czasem posłucham sobie dla śmiechu - nie jest to jakaś negatywna uwaga, po prostu wg mnie do tego ta muzyka jest dobra ; D.
Techno słucham rzadko - zazwyczaj podczas jazdy samochodem, wtedy to się sprawdza ; p. Cięższe odmiany metalu, chociaż doceniam fakt, że wiele z nich ma wcale niezłe teksty, po prostu odstarszają mnie włąśnie tą "ciężkoscią" - wybaczie, to nie na moje delikatne uszy ; D. No i jakoś odstręczają mnie wszelkie piosenki w których "główny bohater" użala się nad sobą jak to mu strasznie ciężko i zaraz pójdzie się pociąć/zabakać do nieprzytomności - czyli z miejsca odpada tu większość hh i death metalu [to chyba ta gałąż, nie jestem pewien o__O]. O disco polo nie piszę, bo to rzecz raczej oczywista.
No i nijak nie podchodzi mi Enya - pojedyńcze piosenki tak, ale gdy słucham całej płyty nie ejstem w stanie rozróżnić gdzie kończy się jeden utworek a zaczyna drugi o.o Co nie oznacza, że to zły zespół, słucham sporadycznie, ale słucham ; p.




Podwójne życie Veddera

Od prawie dwóch dekad Eddie Vedder daje czadu z Pearl Jam. Teraz zapragnął zrobić coś na własny rachunek i wydaje pierwszy solowy album, muzykę do filmu "Into The Wild".



"Kiedyś Sean Penn wpadł do mnie ze swoim nowym filmem. Siedliśmy na podłodze, paliliśmy papierosy i oglądaliśmy. Byłem tak poruszony, że o mało się nie popłakałem. To był naprawdę piękny obraz" - wspomina w wywiadach Vedder. Obydwaj panowie przyjaźnią się od czasów filmu "Przed egzekucją", do którego Vedder nagrał dwie piosenki. Teraz dostał od Penna wolną rękę.

Fabuła filmu ukazującego autentyczną historię 24-latka Christophera McCandlessa, który po studiach porzucił dom, pozbył się pieniędzy i zaszył samotnie na Alasce, okazała się tematem na cały album. To przecież ulubiony temat Veddera. Artysta zbudował wokół siebie mit zagubionego nastolatka, który uciekł od rodziców i poświęcił się muzyce. Potem podobni skonfliktowani z życiem bohaterowie wielokrotnie przewijali się w jego tekstach, jak chociażby w wielkich przebojach "Jeremy" czy "Alive".

Niestety, zaledwie 30 minut muzyki to za mało, by sprostać głośnemu hasłu reklamowemu - "solowy debiut Veddera". Wśród 11 utworów dwa to covery, z czego singlowy "Hard Sun" brzmi nuta w nutę jak oryginał Gordona Petersona sprzed 18 lat! Natomiast wśród pozostałych utworów dynamiczne "Setting Forth" czy "Far Behind" do złudzenia przypominają ostatnie nagrania Pearl Jam, z tą tylko różnicą, że tym razem to Vedder musiał nagrać partie wszystkich instrumentów. Klasę w układaniu chwytliwych melodii pokazał w kameralnym i oszczędnym "Guaranteed", zagranym tylko na gitarze akustycznej oraz "Rise" z akompaniamentem mandoliny. Tych najlepszych momentów jest jednak za mało, bo półgodzinną ścieżkę dźwiękową dopełnia jeszcze kilka standardowych szkiców instrumentalnych, które zainteresują co najwyżej kilku fanów filmu.

Vedder od wielu lat prowadzi podwójne życie lidera rockowego zespołu oraz wagabundy, który niczym Marlboro Man w wytartych spodniach z kapeluszem lekko opuszczonym na czoło i kilkudniowym zarostem jeździ po Stanach z gitarą. Występuje na imprezach charytatywnych oraz zupełnie spontanicznie na przypadkowych koncertach. Na przykład po finałach ligi NBA w 1996 roku razem z koszykarzem Dennisem Rodmanem pojechał na Hawaje. Wieczorem trafili do klubu, w którym jakiś amatorski zespół piłował właśnie covery Pearl Jam. Eddie niespodziewanie wtargnął na scenę i dołączył do muzyków, a potem sam zagrał kilka utworów.

Wciąż jednak Vedderowi marzy się kariera na miarę jego wielkich idoli Neila Younga czy Toma Petty. Dlatego zaczął pracować teraz na swoje nazwisko. Niedawno napisał dwie nowe piosenki do dokumentu Phila Donahue "Body Of War" opowiadającego o 25-letnim weteranie wojny w Iraku. Jego autorstwa jest też cover "All Along The Watchtower", który pojawi się na soundtracku do filmu "I’m Not There" poświęconego Bobowi Dylanowi. Co ciekawe na płycie pojawi się on w towarzystwie takich uznanych twórców młodego folku, jak Jeff Tweedy (Wilco) czy Cat Power. To na pewno przyda blasku jego solowej karierze, a może nawet pozwoli dotrzeć do nowej publiczności.

Eddie Vedder
Into The Wild

No więc tak. 29 i 30 września mieliśmy próbę/sesję, na którą dojechała Jolanta (dzięki wielkie Jolu!) oraz Makenzen (takoż wielkie dzięki). Z Jolą robiliśmy najpierw -- no powiem co, żebyście nie myśleli, że Bóg wie co -- Lipcowy Księżyc (utwór Grzywy). Utwór jak się okazuje, technologicznie niełatwy, a tu by się zdawało, że prosta piosenka żeglarska. Nagrania zrobione przy współudziale wina węgierskiego czekają na obróbkę i miks. Miałem plan, żebyśmy Jola i ja śpiewali dwa podobne ale nie identyczne teksty w dwugłosie, ale to nie wyjdzie, bo te dwa teksty się po prostu gryzą. Więc będzie "wersja dziewczęca" i "wersja męska", ale to sporo pracy w domowym studio.

Przybyła z szylą z koncertu Banana Boat Makenzen rozpoczęła drugi dzień od zawodowej rozgrzewki wokalnej zespołu. Znakomity pomysł. Nagraliśmy szalenie sympatyczny ślad do nowej wersji "Bretońskich dziewcząt". Makenezen nagrała ponownie "Lament opuszczonej" w dwugłosie z Jolantą. Wykorzystała tutaj swoją przepiękną nową gitarę elektryczną zwaną "Czortem". Muszę wspomnieć, że zzieleniałem z zazdrości, kiedy Makenza pozwoliła mi na Czorcie zagrać. Gitara ma przepiękne brzmienie tak z czystym dźwiękiem jak i z przesterem, jest przewygodna i bardzo ładna. Pomyślałem sobie, że gdybym 30 lat temu miał coś takiego, byłbym dzisiaj chyba znanym muzykiem punkowym

Już po wyjeździe Jolanty nagraliśmy nową piosenkę -- "Karaiby". Opowiem o tym utworze.

Podobnie jak "Nie jest źle", melodia jest pierwotnym utworem zespołu The Boors (później Kryzys i Brygada Kryzys) z 1978 roku. Utwór był grany chyba tylko na próbach, między innymi dlatego, że oryginalny tekst był.... heh, szczeniacki i chłopcy mieli tego świadomość Tytuł "Karaiby" wziął się od solo gitarowego Roberta Brylewskiego, które jakoś się wszystkim z tamtym regionem kojarzyło... Tekst napisalem z szylą nad Balatonem, w Szantovie.

Prezentujemy szybki miks piosenki "Karaiby".

Technicznie... heeeeeh No cóż, wszystkie ślady są "na żywca", w sensie takim, że nie bawiłem się w jakieś próbkowanie. Jak coś zagrane czy zaśpiewane -- tak weszło do miksu. Najbardziej w kość dostała Makenzen, którą zmusiłem do nagrania jej partii z własnym akompaniamentem gitary elektrycznej "na setkę" w ekspresowym tempie. z kolei szyla stopniowo rozgrzewała się z wokalizami i myślę, że niedługo przejmie "chórek wiodący" na własność Za to jest to nagranie spontaniczne, a mam nadzieję, że sama piosenka się Wam spodoba.

Pozdrawiam serdecznie,
Antek
P.S. Solo gitarowe nagrałem przy użyciu gitary Stagg Brzmienie jak w salach prób w latach 1970tych

1.16 KARAOKESTEPPING

Karaokestepping to zmora każdego początkującego stepmakera (jeszcze większa niż doublestepping). Dlaczego? Bo nie da się tu utworzyć ścisłych reguł, każda piosenka i każdy wokal to unikalna kombinacja.

Problem polega na tym, że nie zawsze można układać kroki pod wokal. Tak, dobrze słyszałeś. Często podkładanie strzałek pod śpiew wokalisty jest niewskazane. Trudność polega na tym, by umieć ocenić kiedy odwzorowywanie krokami wokalu jest dla sima korzystne, a kiedy najlepiej puścić go mimo uszu. Ogólnie mówiąc: w tańcu chodzi o to, by stawiać kroki do muzyki, a nie wystukiwać stopami sylaby wokalu.

Na początek chciałbym przypomnieć to, o czym pisałem w rozdziale o holdach. Nigdy, przenigdy, nie używaj krótkich holdów do odwzorowywania przeciągniętego wokalu. Takie kroki od razu idą do kosza.

Całe Twoje kroki powinny opierać się na rytmie piosenki. Jeżeli w pewnym momencie cały akompaniament milknie, niech gracz również się zatrzyma. Jeżeli rytm wchodzi powoli, niech strzałki również stopniowo się rozpędzają. Kroki powinny oddawać nastrój piosenki w danym momencie.

Jak to wygląda w praktyce? Wszystko zależy od piosenki, do której projektujesz układ. Zajmijmy się najpierw przypadkami w których nie powinieneś robić karaokesteppingu.

Pierwszy przypadek, to piosenka, która posiada bardzo mocny beat i dużo głośnych, rytmicznych instrumentów, a wokal funkcjonuje tylko jako melodia w tle. W takiej piosence zdecydowanie powinieneś skupić się na partii instrumentalnej. Użyj tego, co w danym momencie najbardziej się wybija, jest na pierwszym planie. Jeżeli piosenka kipi energią, nie każ graczowi skakać do smętnego wokalu.

Przykład:
Tak wyglądają kroki zrobione na uderzenia rytmu:
Przykład 09a - Bez Karaokesteppingu
Są bardzo żywe i energiczne. Jak by ta piosenka wyglądała gdyby zrobić karaokestepping? Obejrzyj drugi filmik:
Przykład 09b - Z Karaokesteppingiem
Nuda, nie uważasz? Z bardzo tanecznej piosenki zrobiło się jakieś ślamazarne byle co.

Drugi przypadek, gdy karaokestepping się nie sprawdza, to piosenki z nieregularnym wokalem. Jeżeli wokalista śpiewa nierówno z rytmem, przeciąga niektóre sylaby albo robi jakiś inny freestyle, nie próbuj odwzorowywać jego radosnej twórczości za pomocą tęczowych strzałek. To wywoła tzw. "oversync" w twoim charcie (próba zbyt dokładnego oddania wokalu). Nie zastanawiaj się, czy bardziej pasuje strzałka różowa czy zielona. Ułóż kroki na instrumenty, nie przejmuj się wokalem.
Przykład:
Przykład 10 - Oversync

Trzeci przypadek, to piosenki gdzie wokal jest używany tylko jako instrument. Cały śpiew to sampel jakichś kobiecych jęków. Oczywiście, nigdy nie układaj na niego kroków.

Na szczęście, karaokestepping nie zawsze jest zły . Przejdźmy teraz do sytuacji, kiedy tak ułożone kroki działają na korzyść sima.

Po pierwsze, gdy wokalista śpiewa równo z instrumentami w tle i gdy nuty akompaniamentu pokrywają się z nutami wokalu. Wtedy kroki na poszczególne sylaby będą funkcjonować bardzo dobrze. Jeżeli wokal jest żywy i rytmiczny, spokojnie możesz na niego ułożyć strzałki.

Druga sytuacja, to piosenka w której wokal jest bardzo mocny i pełni rolę pierwszoplanowej linii melodycznej. Generalnie, jeżeli nie słychać nic wyraźnego poza wokalem, możesz spokojnie układać na niego kroki.

Obejrzyj przykłady simów, które z karaokesteppingu robią dobry użytek:
Przykład 11 - Karaokestepping (poprawny)

Podsumowując, zawsze gdy będziesz chciał robić karaokestepping, najpierw się zastanów. Czy na pewno nie ma w tej piosence nic ciekawszego, mocniejszego, rytmiczniejszego? Jeżeli na wszystkie trzy pytania odpowiedziałeś "nie", układaj kroki na wokal.

Na tym kończy się część kursu dotycząca układania kroków. Jeżeli przeczytałeś i zrozumiałeś wszystkie rozdziały, powinieneś być w stanie stworzyć sima, który nie ustępuje swoim poziomem piosenkom z oryginalnych miksów. Zatem, do dzieła!

od dluzszego czasu dumalem o kim by tu napisac, czego moze jeszcze nie znacie, az dzisiaj wygrzebalem i odkurzylem sobie to:


Tego ze Siehan mnie nie uprzedzil jestem o tyle pewien, ze na haslo CRASS Records reaguje alergicznie, tak wiec jedziemy:
KUKL to jeden z wczesnych okolopunkowych projektow slawnej dzis na caly swiat wokalistki Björk Guðmundsdottir, jednak znajduje sie on w jakims dziwnym "posrodku" - nie jest to juz wogole punk sensu stricte tak jak to mialo miejsce w Tappi Tíkarrass i innnych punkowych grupach Bjork (ponoc w swoim pierwszym bendzie byla perkusistka); choc daleko mu jeszcze do popowatosci the Sugarcubes. Wspomniane Tappi Tíkarrass rozpadlo sie na dwie konczyny: Purrkurr Pillnikk oraz Þeyr - co do pierwszych to slyszalem z wiarygodnych ust zapewnienia iz jest to jeszcze lepsze od KUKL, pomimo iz z bjorkowa nie ma to juz nic wspolnego.

Muzyke KUKL mozna by pokrotce opisac jako dziwacze i mroczne zimnofalowe piosenki z echem folku (dosc lekkim echem). Jerry - pisales ostatnio o tym jak w tobie zaskoczylo Deerhoof, racjonalizujac to sobie kontrastem wyniklym z zestawienia finezyjnosci wokalu z energia "akompaniamentu" (o ile dobrze zrozumialem) - tu mamy do czynienia z pochodnym kontrapunktem. Glos Björk wyspiewuje melodyjne nuty nierzadko nasaczone juz jej raczkujaca maniera wokalna, a bend jakby porywa te melodie ze swiata domkow dla lalek, i umiejscawia je w z gola innym kontekscie, jakiejsc mrocznej krainie. Przy czym utwory KUKL pozostaja piosenkami, ale takimi "zakreconymi piosenkami" (tyle ze ich zakreconosc nie wynika z polamanych struktur, a raczej z oglonej atmosfery, z dziwacznych aranzacji). Nie wiem czy teraz nie przeklamuje troszke, piesze ten tekst pod wplywem najmelodyjniejszego kawalka z plyty Eye, a mianowicie Dismembre, gdzie linia wokalu przypomina dzieciece zabawy na podworku, a w koncu nie brak tam rowniez pojekiwan i samurajskich okrzykow - ale nie o to tez chyba chodzi bym podjal sie w tej chwili najrzetelniejszej analizy, grunt zeby zasadzic ziarenko, to moze zakielkuje

Teraz garsc faktow, znam dwa albumy KUKL:

the Eye

...o ktorym tu sie rozpisywalem.... oraz:

Holidays in Europe

...ktorej jak dotad nie za wiele sluchalem - nie wiem czemu. Dyskografia KUKL obejmuje jeszcze pare plyt, szczegoly znajdziecie w linkach. Jakies mp3 za chwile znajdzie sie na skrzynce 3ucha, w razie problemow z poszukiwaniami, moge wrzucic powyzsze albumy do pokoju, tyle ze raczej nie rychlo.

linki:
ze strony Björk
http://unit.bjork.com/77island/77island/kukl/index.htm
podstrona Southern Rec. (m.in. spadkobiercy wydawnictw Crass Rec.)
http://www.southern.com/southern/band/KUKLL/guide1.html
teledysk do kawalka z plyty Holiday in Europe
http://www.southern.com/southern/band/KUKLL/vids/kukll.mov