Wyniki wyszukiwania dla zapytania: akompaniamentu do pieśni

Po wielu próbach dobierania się do archiwum pień kolejowych 18 - letniego
Stefana z 51 letnią metryką - agenta TPSA - wreszcie udało mi się ściągnąć
kilka kawałków.
Ze zdziwieniem skonstatowałem, że to chyba [ Sztefek je krakauer] kącik
foniczny muzeum Festiwali Piosenki Studenckich w Krakowie lub łódzkiej
Yapy - pseudofilozoficznych zawodzeń przy akompaniamencie źle nastrojonych
gitarek.
A może to dział muzeum Wajdów z Nowej Huty ???
Moja córka dostała konwulsji ze śmiechu słuchając tych niby kultowych pieśni
polskich MK.
Proponuję na hymn polskich MK
"Wesoły pociąg" - W. Laskowskiego (nie mylić z Januszem Laskowskim).

Buahahahahaha !

rozjazd




| Rozumiem, że organ ów nie będzie sie z Tepsą za przeproszeniem
| pierdolić, jak ze zgniłym jajem, jak to obecnie URTiP robi ?

Nie będzie. Przynajmniej nie pojawił się nikt tak odważny, kto
publicznie
gadał by, że się z eu-wyrokiem nie zgadzał, bo i nie miało by to
sensu,
wszak jest to etap ostateczny i żadnego odwłoania już nie ma. Tylko
bezahlen i to very dużo.


Ach, Rychu !
Toć to brzmi dla mnie jak najcudowniejsza pieśń anielska z
akompaniamentem Organów Hammonda ;-))) :DDD



| wszak jest to etap ostateczny i żadnego odwłoania już nie ma. Tylko
| bezahlen i to very dużo.
| Toć to brzmi dla mnie jak najcudowniejsza pieśń anielska z
| akompaniamentem Organów Hammonda ;-))) :DDD

Lubisz podwyżki?


Jeśli podwyżka będzie dla mnie korzystna - to czemu nie ???


Użytkownik "morituri"

liczyłem na inicjatywę, czytanie książek, grę w szachy...


Przyjedź do naszej wiejskiej świetlicy. Wszystko to tu znajdziesz przy miłym
akompaniamencie ludowych przebojów naszego zespołu regionalnego pieśni i
tańca. Olej Łódź.z jej orgiami.
pozdr
zebron




Przyjedź do naszej wiejskiej świetlicy. Wszystko to tu znajdziesz przy miłym
akompaniamencie ludowych przebojów naszego zespołu regionalnego pieśni i
tańca. Olej Łódź.z jej orgiami.


i to jest myśl, wreszcie jakaś odmiana, brakuje mi tej spokojnej
atmosfery remizy, GSS-owskiej sielanki przy tanim winie i wnioskowa
diety przechodzącej niedawno drogą krowy...

elka-one:
A w tamtym świecie, tamtym, wiesz,
Co dla nas ktoś wymyśli,
Będziemy kochać się, jak nikt
Tak, jak się może przyśnić.


[...]

Ja:

Motylek stamtąd przybył dziś,


[...]

Login:

Po prostu bardzo ładne !


elka-one:

Wprawdzie nie wiem, które, ale zakładam, że oba i dziękuję :-)


Dopisałem się do Twojego wiersza, bo nie umiem inaczej wyrazić, że mi
się podobał.  Nie, to nie tak, słowo ,,podobał'' potrafię oczywiście
wstukać w komputer, ale ono jest płaskie i drętwe.  Ja napiszę
,,podobał'', Ty na to ,,dziękuję'' i oboje zrobimy się płascy jak
flądry.

Loginowi na pewno podobał się Twój wiersz, mój może tak a może nie,
ale ja mam nieśmiałą nadzieję, że głównie spodobał mu się dialog.  Ty
zaśpiewałaś swoją pieśń a ja zabrzdąkałem do wtóru.  Nie jestem
pewien, czy gdzieś nie sfałszowałem; jeśli tak, to przepraszam.
Dopiero się uczę akompaniamentu i na razie wiem tylko, że polifonia
jest rzeczą trudną.  Ale jaką fajną...

 - Stefan


| Dopisałem się do Twojego wiersza, bo nie umiem inaczej wyrazić, że mi
się podobał.  Nie, to nie tak, słowo ,,podobał'' potrafię oczywiście
wstukać w komputer, ale ono jest płaskie i drętwe.  Ja napiszę
,,podobał'', Ty na to ,,dziękuję'' i oboje zrobimy się płascy jak
flądry.


Nawet nie wiesz, jakie to miłe (nie będę pisać "dziękuję", bo nie lubię być
płaska ;-)

Loginowi na pewno podobał się Twój wiersz, mój może tak a może nie,
ale ja mam nieśmiałą nadzieję, że głównie spodobał mu się dialog.  Ty
zaśpiewałaś swoją pieśń a ja zabrzdąkałem do wtóru.  Nie jestem
pewien, czy gdzieś nie sfałszowałem; jeśli tak, to przepraszam.
Dopiero się uczę akompaniamentu i na razie wiem tylko, że polifonia
jest rzeczą trudną.  Ale jaką fajną...


Też mam nadzieję, że o dialog chodziło.
A Tobie polifonia wyjątkowo dobrze wychodzi.

- Stefan


--
elka-one


a ja uważam, że w Polsce literatura organowa w czasie Mszy jest ZUPEŁNIE NIE POTRZEBNA. Mówię to z stanowczo i z całą premedytacją.

Kiedyś grałem podczas komunii (później pieśń) Recit de Nasard z II suity Clerambault'a i mniej więcej pod w 3/4 utworu słyszę księdza rozdającego komunię, który intonuje pieśń.

Muzyka organowa jest KOMPLETNIE NIEPOTRZEBNA w Polsce podczas mszy, co najwyżej zagniatanie czy miętolenie tytułem robienia tła, a przy tym zjadanie mikrofonu przez kogoś kto próbuje być organistą.

Nie wiem tylko po co buduje się wielkie niekiedy instrumenty, które później nie mogą być, czy nie są należycie wykorzystywane podczas liturgii - nie PO LITURGII, ale w czasie jej trwania, bo albo przeszkadza najczęściej coś księdzu, który bojąc się uwag parafian stawia na tzw. "święty spokój", albo miętoli totalny dyletant dla którego jest wszystko jedno czy użyje pryncypału i oktawy, czy fletu i sesquieltery z tremolem do akompaniamentu.

A ładnie śpiewają na tych kasetach? Bo mi kiedyś wpadły w ręce mp3 z kaset również zrobionych przez jakąś DMuz, ale zawierających utwory ze śpiewnika "Pieśni Chwały" - i niestety brzmiało to bieeeednie - automatyczne akompaniamenty i kiepskie wokale

[ Dodano: 23-01-2008, 01:19 ]

Oczywiście, antyfona na wejście, to raczej na jakichś "cichych mszach". Co śpiew ludu, to śpiew ludu, zwłaszcza, jeśli śpiewają tak dobrze jak w górach czy na Śląsku.

Co do muzyki organowej (solowej, a nie akompaniamentu do pieśni), to:

"dopuszczalna jest na początku, zanim kapłan przyjdzie do ołtarza, na ofiarowanie, na Komunię i na zakończenie Mszy Św."

Instrukcja Musicam Sacram, n. 65.

Myślę , ze z chórem jest podobnie.

Zresztą obecny papież, już jako kardynał pisał - i to nie tylko w jednej, ale wielu książkach, że należy pamiętać, o tym, że wierni modlą się podczas liturgii na trzy sposoby, poprzez:

1. Wspólne odmawianie modlitw i wspólny śpiew.
2. Ciszę - milczenie.
3. Poprzez postawę słuchania - czy to organów, bądź innych instrumentów, czy chóru, scholi itp.

Oczywiście pozostaje kwestia wyważenia proporcji. Mimo, iż jestem muzykiem, nie jestem zwolennikiem, by podczas liturgii robić z kościoła Filharmonię, a ze Mszy koncert. Ale myślę też, że jeśli są dobre proporcje spiewu ludu, chóru bądź LITURGICZNEJ scholi oraz solistów instrumentalnych; jeśli jest to profesjonalne, dobrze przygotowane i repertuar tychże jest pasujący do danego okresu liturgicznego czy uroczystości, to (podkreślam - w odpowiednej dawce) może to służyć wręcz zbudowaniu wienych i " podnosić umysły wiernych do Boga ispraw niebieskich" (Konst. o Liturgii, nr 120.)

Pozdrawiam serdecznie

[ Dodano: 21-12-2006, 16:45 ]

Kiedyś E.T. mówiła wszem i wobec, jak to myła okna przy kasetach Refów. (...) mycie okien jest o wiele przyjemniejsze przy takim akompaniamencie.

Wszak szanty to pieśni PRACY
Mnie szczególnie dobrze przy szantach się zmywa (zresztą nawet piosenkę o tym skrobnęłam pod znamiennym tytułem "Szanta garowa")

A wracając do tematu, czyli 4 Refów... chyba nie znalazłby się nikt, kto dałby radę cięgiem "przepracować" wszystkie kawałki z ich płyt... niejeden etat by się z tego złożył

Przy okazji serdecznie uściski i dla wszystkich członków zespołu i oczywiście dla RODZYNKI o cudooooownych nogach

Warmia to nie Mazury

5 lipca w Bałdach pod Olsztynem odbędzie się pierwsze w historii Święto Warmii. Organizatorzy chcą w ten sposób „zwrócić uwagę na Warmię myloną z Mazurami”. Data jest nieprzypadkowa. W tym dniu w 1243 roku papież Innocenty IV powołał diecezję warmińską.

Program Kiermasu:

godz. 10.00
– msza święta w kościele w Butrynach (akompaniament Ewa Alchimowicz i Lucyna Żołnierek – pieśni F. Nowowiejskiego)

godz. 11.30
– historyczna inscenizacja wjazdu biskupa Hozjusza, przejazd orszaku biskupiego z Butryn do Bałd

godz. 12.00
– odsłonięcie głazów pamiątkowych poświęconych biskupom warmińskim na Trakcie Biskupim

- wręczenie statuetki Copernicusa „Przyjacielowi Warmii” (Dom Warmiński)

godz. 12.30
– „odcapowanie” beczki miodu pitnego przez Hozjusza, oficjalne otwarcie Kiermasu

Atrakcje sceniczne
godz. 12.30
– Zespół Śpiewaczy „Reszelanie”

godz. 13.30
– Krzysztof Hołowczyc i Kapela Jakubowa w akcji „Bezpieczna Droga”

godz. 14.30
– „Ombre di Luci” włoskie przeboje z Powiatu Osnabrück, występ z Braćmi M. Jurand

godz. 16.00
– Zespół Pieśni i Tańca „Kortowo”

godz. 17.00
– Recital Krzysztofa Daukszewicza

godz. 18.00
– Czerwony Tulipan

godz. 19.30
– Zbigi Band SHOW

ok. 22.00

- pokaz sztucznych ogni

Kultura naszych sąsiadów ze Wschodu jest u nas bardzo popularna; po części dotyczy to również muzyki. Nie bójmy się jednak powiedzieć, że zawartość większości rosyjskich fonogramów, które można znaleźć w naszych sklepach, składa się wyłącznie z oklepanych biesiadnych przyśpiewek w tandetnym wykonaniu, bądź wbrew zapowiedziom nie jest folkiem. "Kalinkę" na gitarę i akordeon już znamy. Gdzie teraz szukać tradycyjnych, acz nieco mniej znanych pieśni, prawdziwych korzeni?

Ja polecam Folk-Operę pod wodzą Borysa Bazurowa. Zakres ich działalności jest szeroki, między innymi składa się jednak z przepięknych wykonań starych (chyba?:)) pieśni z towarzyszeniem takich instrumentów, jak gudok, drumla, czy lira korbowa. Jest też eksperymentalna muzyka rockowa z wplecionym archaicznym śpiewem i nie tylko. Wrażenia gwarantowane.
www.bazurov.com . Polecam piękne zdjęcia, ale empetrójkowni akurat nie.

Jest też pan Andriej Bajkaliec i płyta „Raju moi, raju”, czyli bardzo klimatyczne pieśni z akompaniamentem gęśli i jakiegoś innego chordofonu. Niestety nie udało mi się znaleźć w sieci żadnych informacji o tym artyście.

Nie pisałem tu nic przez parę dni...
Zastanawiam się, czy nie wstąpić do młodzieżówki UPRu - dowiedziałem się, że jest w moim mieście. Zamówiłem dziś sobie przetworniki do gitary (prezent). Na wtorek moja klasa ma przeczytać Quo Vadis. Pani dała nam na to 2 tygodnie. nie udało mi się. Część klasy przerabiała to w ogóle w gimnazjum - fuksiarze. 4 listopada mam mieć znowu występ z kwartetem gitarowym. Nasza pani od woku i chóru mnie zaangażowała do akompaniamentu dla chóru i mamy mieć występ 11 listopada. Materiału właściwie prawie nie muszę się uczyć, ale mi się za bardzo nie chce występować przed szkołą i jeszcze grać na gitarze klasycznej (razem z pianinem) marny akompaniament do ułańskich pieśni - nie pasuje to za bardzo. Poza tym pani chce mi odebrać próbami resztę wolnego czasu :/

88. Po rozdaniu Komunii świętej, zależnie od okoliczności, kapłan i wierni przez pewien czas modlą się w ciszy. Jeśli okaże się to stosowne, całe zgromadzenie może tez wykonać psalm lub inną pieśn pochwalną alno hymn.
Źródło : Ogólne Wprowadzenie do Mszału Rzymskiego z Trzeciego Wydania Mszału Rzymskiego, Rzym A.D. 2002, rozdział III, porodział C

65. Gra na organach czy innym uznanym instrumencie muzycznym, dopuszczalna jest we Mszy śwpiewanej i czytanej jako akompaniament podczas śpiewu zespołu i ludu. Gra solowa możliwa jest jedynie na początku, zanim kapłan podejdzie do ołtarza, na ofiarowanie, podczas komunii i na końcu Mszy świętej. Tej samej zasady, stosujac ją analogicznie, można trzymać się przy innych nabożeństwach
Źródło : "Instrukcja o muzyce w Świętej Liturgii MUSICAM SACRAM", rodział I, podrozdział VIII - muzyka sakralna instrumentalna

Na uwielbienie po komunii zawsze robię pół minuty ciszy, po czym zawsze gram pieśn. Nigdy nie gram na tej części mszy jakiejś improwizacji, głównie dlatego, ze uważam, że ta część mszy jest niedoceniana przez wiele osób. Przypomnijmy, że po komunii następuje UWIELBIENIE OJCU, nie zaś DZIĘKCZYNIENIE PANU JEZUSOWI. Myślę, ze większosc z nas to wie, ale słyszę częst, jak po komunii, gdy mnie nie ma(dwa razy podsłuchałem mszę recytowaną w kaplicy) ksiaz śpiewał raz "Chwała i dziękczynienie", drugi raz "Wielbię Ciebie". Staram się zawsze śpiewac tutaj pieśni odpowiadajace - do Boga Ojca, bądź też do Trójcy Przenajświętszej, nigdy jednak bezpośrednio do Chrystusa, równiez w odniesieniu, jako do Chleba.
Pozdrawiam

Czy to nie podpada pod miętolenie?
NIE. To jest medytacja.

Żeby było jasno: miętolenie przez zagniatanie - termin często przeze mnie używany na określenie akompaniamentu organów do pieśni.
Jest sobie trochę luda w kościele, a koleś zagniata całą Mszę na 8' i śpiewa że hej.
Czasem w ramach dopustu Bożego, albo swojej zagniecionej fantazji użyje jakąś marną czwórczynę. O dwójczynie to już nie ma mowy, chyba, że jakaś większa impreza jest i więcej luda przychodzi.

Jeden tutaj się gimnastykował, jak to Trąbki 8' nie powinno się w liturgii używać.

A ja mu odpowiadam po raz enty, że jak mam do dyspozycji trąbkę horyzontalną to nawet i ją używam w czasie Mszy , oczywiście jak jest odpowiednia liczba luda.

Co do uwielbienia - tu jest dylemat
Musicam Sacram dozwala grę solową instrumentalną, cyt.:
65. Gra na organach czy innym uznanym instrumencie muzycznym dopuszczalna jest we Mszy śpiewanej i czytanej jako akompaniament podczas śpiewu zespołu i ludu. Gra solowa możliwa jest jedynie na początku, zanim kapłan przyjdzie do ołtarza, na ofiarowanie, podczas Komunii i na końcu Mszy świętej.
Wniosek z tego wysnuwam taki, że na uwielbienie po komunii powinno stosować się ciszę, bądź też grać stosowną pieśń. Jeśli nadinterpretuje, bądź jest inny przepis, który to reguluje, proszę mnie poprawić.
Jeśli mamy być w 100% poprawni, cisza winna trwać od końca rozdawania komunii do końca puryfikacji. Wtedy ksiądz sobie siązie, a my gramy pieśn na uwielbienie. Scenariusz piekny, ale dobrze wiemy, jak jest w rzeczywistości. Ja zawsze robię tak, że po rozdaniu komunii przez chwilę nic nie gram(cisza), kapłan w międzyczasie wrzuci hostie do "rezerwy"(w tabernakulum jest dodatkowy kielich z hostiami - uzywa się go wtedy, kiedy zabraknie hostii konsekrowanych w czasie bieżącej mszy), kiedy zamknie tabernakulum i zacznie puryfikację, zaczynam grać pieśń na uwielbienie. Najczęściej gram trochę długo, zatem juz kapłani są przyzwyczajeni do tego, by sobie odpocząć troszkę na krzesełku
Pozdrawiam

Jak widać - uwielbienie po komunii jest pominięte
Może nie jest pominięte, może uwielbienie nie jest osobno ujęte w tym przepisie? Może uwielbienie stanowi tu część komunii. Bo dziwne to przecież, że uwielbienia tu nie ma, skoro są tu wszystkie inne miejsca, gdzie używa się dostosowanych pieśni lub utworów.
W pierwszej części tego przepisu "ustawodawca" daje wskazanie dotyczące użycia organów. Dowiadujemy się, że organy służą jako akompaniament w całej Mszy. Póżniej uściślono jeszcze sprawę gry solowej wymieniając 4 miejsca do dyspozycji organisty. Chodzi raczej o to, by nie stosować gry solowej poza tymi miejscami, np. zamiast psalmu, zamiast sanctus, podczas modlitw księdza itp. To chyba o tego rodzaju wskazanie chodzi, a nie o wyodrębnienie uwielbienia jako miejsca gdzie nie dopuszcza się gry solowej.
Coraz więcej nabieram przekonania, że uwielbienie w tym przepisie jest pominięte jako osobny czas i należy do czasu komunii.



Organista nie śpiewa, a grą prowadzi śpiew.
Przygotowuje lud do rozpoczęcia śpiewu preludium.
Organy prowadzą odpowiednio głośno, adekwatnie do potrzeb danej zwrotki pieśni, psalmu itp.
Lud podąża za dźwiękiem organów, za 3 gł. akompaniamentem na manuale/ch,
za 4 głosowym, za 4 głosowym z solo obligato w sopranie, tenorze, basie, za trzy/czterogłosem w manuale i podwójnym pedałem i za wszelkimi innymi wykwintnymi formami akompaniamentu, których literatura rozwinięta głównie przez protestanckich kompozytorów dostarcza aż nadto.


Może trochę nie na temat, ale ciekawa jestem, czy taki wysoki poziom muzyki kościelnej jest we wszystkich Kościołach protestanckich, czy tylko w dużych miastach? Jak to wygląda na prowincji? Z pewnością inny jest również system kształcenia organistów i wiele innych miejscowych realiów. Z pozdrowieniami- J-ś.

Mój obecny pracodawca zabrania mi dzielenia poszczególnych zwrotek pieśni , gdyż uważa, że wybija to wiernych ze śpiewu.


A czy przypadkiem Ty się mu wcinasz i ingerujesz w tekst kazań??

To jeśli Ty mu nie, to jemu WARA od tego, w jaki sposób grasz pieśni.

Czy naprawdę większośc księży w Polsce musi się czepiac takich pierdół??

Mam to szczescie, że ani w Leśnicy, ani w Pogórzu nikt się nie czepiał, czy robiłem interludia między zwrotkami kilunasto-taktowe nawet, czy też czasem nie robiłem nic. Zależało od charakteru pieśni i miejsca we Mszy, kiedy się to grało...

Ale żeby ksiądz ingerował w styl akompaniamentu liturgicznego, to naprawde zakrawa na skandal!

- cala sila i moca wspierane i w_y_m_a_g_a_n_e przez komisje muzyczna (profesorow i wykonawcow muzyki (np. J. V. Michalko) i kompozytorow (np. Miroslav Bazlik), ktorzy byli w 'centralnej komisji muzycznej'),
- byl wydany jednolity spiewnik, gdzie oprocz slow jest rowniez przy kazdej piesni podana melodia


Proszę bardzo!

Ja się nie dziwię, w końcu to Kościół ewangelicki wymyśił śpiewniki, a później akompaniament organowy, tzn. prowadzenie śpiewu organami.

To, że absolwencie AM po organach grają słabo na Mszach wiąże się z tym, że:
-Kk nie potrzebuje dobrej muzy podczas swoich obrzędów,
-potrzeby diecezji nie są połaczone z edukacją organistowską różnych szczebli, w tym wydziałów instrumentalnych kierunku organy w AM.
Skoro tak jest, to albo w czasie trwania AM, albo wcześniej dany delikwent sam zdobywa praktykę pracy z ludem w kościele, albo po AM chce od razu sam rzucić się na głęboką wodę bajzlu zwanego muzyką kościelną. Jeśli miał tylko szczątkowo akompaniament liturgiczny i pobieżnie przelecianą improwizację, a sam się tym nie interesował to dupa blada. Do tego leje jakiekolwiek przepisy, bo przecież wystarczy zagrać kilka pieśni na krzyż nie?
Inna sprawa, skoro jakiś obywatel X gra w katedrze Y i puszcza nawet marsze weselne z dyskietki a o znajmości nut nawet mowy nie ma, to taki po AM se myśli, że co się będzie wysilał i zainteresowywał, skoro i tak dostanie opier..l, że koncert robi ze Mszy, więc idzie po najmniejszej linii oporu i kisi jednostki hacząc kapuchę. Nie?

Zejdźmy na ziemię! Granie literatury a akompaniowanie do pieśni to w Polsce zupełnie dwie różne rzeczy. Są bardzo dobrzy organiści liturgiczni, którzy nie wykazują zainteresowania literaturą, bo prawda jest taka, że nie ma jej kiedy grać. Po mszy? Po zakończeniu pieśni na zakończenie kościół jest niemal pusty. Wystarczy marsz Mendellsona, marsz Wagnera, niecne Ave Maria i jakiś utwór manuałowy.
A teraz z drugiej strony! Organiści grający literaturę zwykle nie potrafią wykorzystać tego w liturgii, grają z ogranych schematów, które dość ciężko adaptują do danej sytuacji. I który organista jest lepszy? liturgiczny czy nieliturgiczny? Pierwszy czy drugi? Zdecydowanie pierwszy.
A czy to będzie grane 3+P czy 4+P nie jest ważne. Ma to brzmieć. Cóż z tego, że ktoś będzie snuł peany na temat jakiegoś c.f. w takim czy siakim manuale, jak lud nie będzie śpiewał do takiego akompaniamentu. Natomiast liturgiczny organista siądzie, zagra te 4+P, dublując bas (przecież dubluje go używając innego głosu, w innej oktawie, więc chyba nie jest to zabójstwem - potwierdzam, w studium tak uczą) - wówczas lud zaśpiewa głośno i będzie obupólna satysfakcja.

Prof. Rączkowski we wstępie do harmonizacji mszy gregoriańskich, nakazuje łączyć powtarzające się dźwięki na tej samej wysokości. Rozumiem że wynika to z charakteru akompaniamentu. Często jednak słyszę w kościołach że również w przypadku "zwykłych" pieśni, organiści łączą dźwięki. Jakie jest Wasze zdanie w tej materii?

Byłem jakiś czas temu na mszy św. w katolickiej katedrze mariackiej w Erfurcie. Tam wstep (kilka minut) do pieśni jest czymś normalnym, (nawet na wyjście organista zagrał fugę na temat pieśni, po czym wszyscy włącznie z księdzem odśpiewali 3 zwrotki i po wyjsciu księdza do zakrystii zaczęli wychodzić z kościoła, choć większość została bo organista tak improwizował, że nie chciało się wychodzić). Nikt się nie denerwuje że coś za długo trwa. Ba, nie tylko wstęp do pieśni ale nawet do alleluja (mocne pleno) i to około 3 min!!!!!!!!!!!!!! Powiem tak: po tej mszy wyszedłem w "totalnie pozytywnym" (że tak powiem) szoku. Porównując muzykę liturgiczną Koscioła katolickiego w Niemczech a w Polsce, nasuwa się jedno okreslenie PRZEPAŚĆ!!!!!!!!!!! Jeśli w Polsce: wprowadzony zostanie ogólny porządny śpiewnik kościelny, będzie zniesiony obowiązek śpiewu (choćby tylko intonacji) przez organistę, a także akompaniamentu do wszelkich odpowiedzi, a do tego śpiew podczas komunii będzie tylko w czasie uwielbienia, kiedy juz wszyscy po Komunii Świętej i modlitwie zasiądą wławkach, to myślę, że wtedy muzyka liturgiczna zacznie nabierać "nowej jakości", bo na razie jakoś to wszystko wygląda niezbyt klarownie. Pozostaje jeszcze kwestia szkół muzyki kościelnej i kategorii organistów np. w w/w Niemczech są trzy A, B, C-organiści posiadający najnizsze wykształcenie.
Jako ciekawostkę podam fakt, że organista po Akademii Muzycznej w Polsce może być, np w Niemczech co najwyżej organistą kategorii C, a jeśli chce być B lub A to musi ukończyć (niełatwą) Kirche Musik-odpowiednio 4 i 5 lat. Pozdrowienia dla Wszystkich

Co do owych wstępów: na mszy w Erfurcie byłem w niedzielę, była to suma. Wstęp do alleluja nie był fugą a uroczystą fanfarą, gdy pod koniec wstępu organista zapodał melodię alleluja i skończył kadencją, po czym w unisonie całą melodię powtórzył wraz ze śpiewającym "pełną gebą" ludem, następnie mały bajtel od ambony (bez akompaniamentu organów!!!!!!) odśpiewał uroczo werset i znów alleluja organy (nie słyszałem księdza solówki do mikrofonu )+ lud, z tym że organy grały juz prawie "pełną parą", wcale nie zagłuszjąc przy tym ludzi. Poza tym msza była tak uroczysta (SUMA), że przepraszam, ale w Polsce czegoś takiego jeszcze nie słyszałem. Z całym szacunkiem dla Wszystkich Kolegów Organistów. Muzyki organowej było "w sam raz". Powtarzam też, że nie zauważyłem, żeby ktoś się niecierpliwił. Inny świat, czy co? Jeśli chodzi o dni powszednie, to nie jestem za Bóg wie jakimi formami instrumentalnymi podczas mszy, ale jeśli zamierza się zagrać jakąś pieśń, to niech ten wstęp, nawet w kilku taktach (w ostateczności kilku), będzie sensowny i wyraźnie wprowadzający w pieśń, a nie jak to często słyszę pitolenie 5 przez 9,5. Rejestracje w czasie mszy można zmieniać i trzeba nawet bardzo często, w zależności od charakteru danego fragmentu. Jak mało rejestrów, to może na niektórych 4' grać czasem o oktawę niżej? Przyzwyczajać ludzi do tego że to oni mają śpiewać, a nie organista!!!!! Co do szefa... Przypadek opisany wyżej dowodzi tego, że ktoś znalazł się nie na właściwym stanowisku. Cóż bywa. Czasem też niektórzy dmuchają w mikrofon, albo w inny sposób wykazują swoją niecierpliwość. Szczyt!

ale niech wiadome BĘdzie, że gitara NIE nadaje się do akompaniamentu pieśni.
Nie będę tutaj rozwijał wizji, że niezgodna z tradycją Kościoła, który używał takie, a nie ine instrumenty. Po prostu od czysto technicznej strony się nie nadaje i tyle.
Nikt jeszcze nie wymyślił i nie wymyśli teorii, aby to uzasadnić, że gitarą można pieśń kościelną akompaniować, ba prowadzić. I tutaj potrzeba wielkiej pokory, a nie bo Oaza to, a tamto. Owszem, nie neguję poszukiwań, zaangażowania i całej pracy włożonej w poprawność, ale użycie przy tym gitary po prostu jest prymitywne, mimo, że poza liturgią, gitara jest fajnym instrumentem, choćby w koncercie Rodrigo.

Zastanawiam się jaki repertuar byłby odpowiedni dla scholi dziecięcej. Od niedawna pod kierunkiem ks. śpiewają pieśni praktycznie te same co ja gram - czyli liturgiczne. Ludzie nie za bardzo się włączają, chyba nie wiedzą czy mają słuchać czy śpiewać, nie zawsze też dobre jest tempo i tonacja. Akompaniament jest na niskim poziomie , za to 2 dziewczynki pieją głośno do mikrofonów Panie dobry jak chleb czy coś tam innego. Zastanawiam sie po co to w ogóle? Przecież gram i ludzie śpiewają lepiej z organami niż z tym "zespołem" . Coś warto by podpowiedzieć księdzu prowadzącemu, tylko nie bardzo wiem co.

Jeszcze raz podkreślam, że akompaniament odpowiedzi i dialogów jest zupełnie niepotrzebny, bo nierzadko zamiast pomagać w śpiewie - przeszkadza, zwłaszcza w kwestii rytmu, a przy tym wybujała, czy błędna harmonia odejmuje mistyki, pewnej dramaturgii tym krótkim śpiewom liturgicznym.

Dlaczego zakładasz, że akompaniament do amenów i wszystkich innych odpowiedzi zagrany jest niepoprawnie, bez ładu i składu i zawsze z złej tonacji? Cholera... idąc tą drogą w ogóle przestańmy akompaniować do pieśni, wszak też często bywa że ten akompaniament jest niepoprawny.

Jestem jak najbardziej za akompaniamentem odpowiedzi mszalnych !! (poprawnym oczywiście)

Powietrze uchodzi?

Skąd

Po prostu uważam pewne idee za słuszne i muzycznie uzasadnione, co starałem się wyłuskać.
Co do śpiewu i ewentualnego akompaniowania psalmu u protestantów - zorientuję się jak jest jeśli jest śpiewany, bo jak dotąd znam sytuacje, że psalm jest po prostu recytowany - ludzie na przemian z pastorem, po czy Doxologia śpiewana.

Dla mnie działanie typu akompaniament do wymagających znalezienia tonu śpiewów jest działaniem na wskroś amuzycznym i pozbawionym profesjonalizmu, poza tym, organy w takiej liturgii grają za dużo - bo wychodzi na to, że wszystko oprócz akompaniowania celebransowi. Choć bywają parafie, gdzie zapodajły "improwizują" jakieś tła w czasie prefacji z "interludiami" nawet. To jest dopiero bania!

Czyli: jestem przeciwnikiem akompaniamentu odpowiedzi i śpiewów wszelkich dobiegających z prezbiterium. Nie przekonują mnie nawet argumenty, bo u św. Piotra też akompaniują. Powtarzam: byłem i słyszałem.
Bardziej wziąłbym za lepszy przykład piękną muzykę na przygotowanie darów w najważniejszym kościele katolickim, czyli katedrze św. Jana na Lateranie - gdzie organista grał na organach z 1598 piękną muzykę i nikt go za to nie na pewno go za to nie zrugał, złajał jak psa, że nie było pieśni, choć kardynał odprawiał, czy biskup.

Może z czasem, ktoś przetestuje to sam nieakompaniowane odpowiedzi i psalm, albo przysłucha się Mszy bez organów, gdzie dużo celebrans śpiewa, łącznie z psalmem.

[ Dodano: 2008-01-12, 00:45 ]

Warto by ustalić przy tym jaką czcionkę i jaką wielkość stosować w opisach nutowych, żeby to bardziej wizualnie ujednolicić.

Oczywiście jestem jak najbardziej za harmonizacjami, ale niech będą przemyślane.
Może warto od razu kilka wersji np. c.f. w tenorze, sopranie, basie, jakaś intonacja, czy wstęp, akompaniament tylko trzygłosowy na manuale, wiecie, takie kompleksowe opracowanie pieśni. Akompaniując z takich nut, można by wykorzystać w każdej zwrotce inną wersję ... ale, musiałyby być one dość podobne harmonicznie, a nie w jednej zmniejszone kwiatki, a w drugiej harmonia renesansowa.

Jestem za, żeby się w końcu coś ruszyło. I może faktycznie tutaj na forum będzie to lepsze pod względem logistycznym.

Natomiast teraz:
Ad sprawy harmonizacji

Z harmonizacjami jest taka sprawa, że już na początku trzeba byłoby się wspólnie (tzn. z ogólem) umówić, czy zamieszczamy wszystkie poprawne opracowania, czy tylko jakieś znaczące.

W moim przekonaniu nie ma potrzeby zamieszczać kilku wersji "rączkowskich", które będą się różnić ostatecznie tylko paroma rozwiązaniami.
Chciałbym, żeby harmonizacje przedstawiały wysoki poziom, ale i styl. Np. ciekawie by było, gdyby do śpiewów gregoriańskich był akompaniament ów "rączkowski", ale też taki, który został napisany organum! Do pieśni romantycznej być może harmonizacja bardziej surowsza, chorałowa, i druga istotnie zromantyzowana. Arcyciekawe są harmonizacje modalne (pojęcie często źle rozumiane), które prezentował niedawno na warsztatach we Wrocławiu pan Tomasz Kulikowski.
Chodzi mi o to, żeby było to różnorodne, a zarazem bardzo dobre.
Być może napisałem truizmy...

Drugą sprawą jest to, że osobiście nadal uważam, że aktualny podział pieśni, bazujący na podziałach w istniejących śpiewnikach katolickich, jest podziałem głęboko niefortunnym.
Ale to już do dyskusji, kiedy coś tu się ruszy ;P

Nie, nie mam I stopnia i wiem, że wtedy egzamin wygląda inaczej. Tak tylko pytałem "z ciekawości" jakie utwory można zagrać.

"Kandydaci bez przygotowania muzycznego podlegają przesłuchaniu sprawdzającemu predyspozycje słuchowe (słuch melodyczny, harmoniczny, poczucie rytmu) oraz głosowe. Wymagane jest przygotowanie i wykonanie wybranej pieśni kościelnej - śpiew bez akompaniamentu (dla kandydatów do klas organowych). "

Nie wiem czy byłbym w stanie pogodzić III klasę liceum z I rokiem nauki w tej wspaniałej szkole.

[ Dodano: 2008-02-26, 16:42 ]

wszystkie piesni sa niesamowite. kazda jest inna... To jest wlasnie piekne a piesni wykonywane przez chor poznanski, porywaja... Niesamowicie podniosly hymn o pieczeci czy ukaz mi panie swa twarz tez maja swoj klimat
Wszystko ladnie pieknie, nieodlaczny dodatek spotkan Lednickich

Aha! a "nie boj sie wyplyn na glebie" jest piekne... U mnie spiewane jest to przy akompaniamencie gitar ale to nie to samo; za szybko i w ogole... Nie ma to jak ten subtelny, delikatny i wysoki glos kobiecy, czysty glos meski i w tle chor... uh.. idzie sie rozmarzyc... Pierwsza moja lednica, kagankowe morze ognia, ogromny obraz Jezusa Zmartwychwstalego i wiadra lez... ojeeeej...

Oficjalnemu udostępnieniu wystawy w Katedrze w dniu 11 listopada 2006 r. o godz. 18.00 towarzyszyć będzie koncert pieśni patriotycznych w wykonaniu artysty krakowskiego Jacka Wójcickiego, przy akompaniamencie Haliny Jarczyk (skrzypce) i Marcina Sanakiewicza (fortepian)

Jacek Wójcicki - aktor, śpiewak, krakowski artysta, jeden z członków nieformalnej grupy (kabaretu) występującej w Piwnicy pod Baranami.

Halina Jarczyk - skrzypaczka. Przez wiele lat współpracowała z zespołem Anawa.
Jest związana z Teatrem Stu w Krakowie. Dyrektor artystyczny Nieszporów Ludźmierskich, Harf Papuszy i Oratorium Droga, Życie Miłość. O Męce i Zmartwychwstaniu Pana. Na stałe współpracuje z kompozytorem Janem Kantym Pawluśkiewiczem.

Marcin Sanakiewicz – artysta z krakowskiej Piwnicy pod Baranami, akompaniator.

W cenie jest organista


Dla ścisłości: organista jest wliczony w podstawowym zakresie, tzn. pieśni i jakiś krótki utworek na koniec, gdy młodzi wychodzą z katedry. Oprawa złożona z utworów (np. marsze Wagnera, Mendelssohna, Ave Maria i inne) oraz dodatkwoe akompaniamenty organowe dla zaproszonych solistów (czy skrzypków) są dodatkowo płatne.

VISI
Evaldas Vycinas
Daiva Vyciniene
Egle Sereicikiene
Saule Matuleviciene
Dalia Vaicenaviciene
Edita Meskoniene
Birute Vilkauskiene
Gytis Gasperaitis
Saulius Żlinikas
Raimundas Vaiginis
Rimas Vaicenavicius

wydawca: Juosta Records

Piękny zbiór dain, których autorem jest litewski XIX wieczny poeta ludowy Liudvikas Reza. Płyta CD 18 nastrojowych utworów w akompaniamencie instrumentu kankles (cymbały to?). Ogólnie rzecz warta polecenia. Kupiłem przypadkowo w Polsce i nigdzie nie mogłem znaleźć najmniejszej nawet wzmianki o projekcie VISI Dlatego też załączam skany okładki płyty gdzie wszelkie informacje o autorze pieśni oraz wykonawcy znajdziecie. Niestety zmniejszyłem rozdzielczość, ale jak zapiszecie na dysku to ładnie je można powiększyć i wszystko jest wyraźne.



Pieśni są po litewsku. Tu zrobiłem skan z wewnętrznej strony okładki gdzie przetłumaczone są ich tytuły na angielski












Sądzę, że Bahia przesyłana w tempie 128KB/s z komputerowego głośnika przydatna jest głównie, gdy przymierzasz się do śpiewania w roda, współtworzenia baterii - lepiej solidnie przećwiczyć pieśni, aby nie zmienić czyjegoś jogo w kabaret przy akompaniamencie rozpadającego się patefonu.

Nie wątpiąc, oczywiście, w Twoje pragnienie solowego wykonania ladainhi na batizado - powtarzanie refrenu powinno zdać egzamin, przynajmniej na początku... Te z grupy aaaaaaaa-aaaa-eeee-aaa-eeee-aaa-eee-aaaaa nie powinny sprawić problemu. Jeśli chodzi o resztę, myślę, że wystarczy podejść do kogokolwiek na treningu i spytać o melodię - Mestres Bimba i Pastinha nie dysponowali raczej stałym łączem, a pieśni znali...

Słusznie Nowyy prawi - z czasem pieśni wedrą się same do głowy i żadna garda nie pomoże. Cierpliwości.

Wiersz wolny
Jest to wiersz nieregularny o swobodnej budowie rytmicznej. Nie obowiązują w nim żadne schematy; długość wersów jest zróżnicowana, brak stałej liczby sylab, stóp, zestrojów akcentowych. Najważniejsze jest w nim znaczenie słów. Poeta sam decyduje o podziale utworu na strofy i wersy.
Pozwoliłam sobie tutaj na połączenie wiersza ze zdaniowo-rymowym (zwanym też składniowo-intonacyjnym)Wers tworzy w nim pełne zdanie lub zamknięty człon zdania(jest to zatem wiersz asylabiczny).Rym uzyskuje się przez powtórzenie tej samej formy gramatycznej (np. w "Bogurodzicy" nosimy - prosimy, pobyt - przebyt). Wiersze średniowieczne recytowano zazwyczaj przy akompaniamencie muzyki (była to zatem tzw. poezja meliczna - od greckiego melos, czyli pieśń, śpiew). Idąc dalej do renesansu , przytoczę jako przykład fragment pieśni 4 Jana Kochanowskiego

Ma to twarz twoja, panno wszech piękniejsza, w sobie,
Że człowiek rad i nierad musi służyć tobie.
Ale to zaś niosą twe święte obyczaje,
Że, by kto mógł być wolen, raczej ci sie daje.

Chciałbym tak być szczęśliwy i życzyłbym sobie,
Abych już tę na wieki łaskę znał po tobie.
A bodaj ta wdzięczna twarz odmiany nie znała,
Byś dobrze i Sybillę laty przerównała.

Mam nadzieję , że nie zamieszałam zbyt mocno

Pozdrawiam cieplutko

Dwa słowa:
- chaos
- harmonia
Jakże różne, przeciwstawne. Zastanawiałeś się co to jest muzyka? Jest to usegregowanie dźwieków wegług pewnego schematu myślowego, upodobań. Ciekawe tyle upodobań ilu ludzi. Jak ciekawym zjawiskiem jest - muzyka.
Ostatnio słucham sobie płytki, którą nagrały moje kuzynki. Śpiewają pieśni żołnierskie przy akompaniamencie blusowego zespołu "Orkiestra świstaka". Kapitalna sprawa na listopadowe wieczory. Jeśli ktoś chce...
Pozdro dla Dobrego DJ - ty piszesz jakimś kosmicznym jezykiem

Mówisz, że w niczym nie uwłacza randze Mszy Świętej.
No Kolego!!!
Wiedz o tym, że ORGANY są uznane przez Kościół jako instrument stricte liturgiczny, gitara, niestety NIE. Owszem, nie jest zabroniona-akustyczna, czyli można jej uzywać. Pytanie do czego?

Więc napiszę tak.

Mam nadzieję, że z czasem Episkopat ustosunkuje się co do akompaniamentu gitarowego podczas Mszy Świętej. W chwili obecnej wygląda to tak, że PIOSENEK NIE WOLNO śpiewać podczas Mszy Świętej, a gitarę (akustyczną) można używać. Pytam: DO CZEGO? Do akompaniowania PIEŚNIOM? Kto akompaniuje na gitarze np. "Bądźże pozdrowiona" czy "Jezu miłości Twej" albo gregoriańskie "Zbliżam się w pokorze"?
Nawet z nowszych, powiedzmy "Panie, pragnienia ludzkich serc" czy słynne "Panie dobry jak chleb". Akompaniament gitarowy przy tych pieśniach może być tylko "na siłę", a jeśli już ktoś "popełni" coś takiego, to najwyraźniej z braku smaku muzycznego i wyczucia. Dyletant. Mam nadzieję, że takie produkcje nie istnieją. Zatem co, jakie pieśni? Proszę o konkrety. Jakie pieśni z akompaniamentem gitary?
Pieśni, nie piosenki...

[ Dodano: 09-04-2006, 02:39 ]

jeśli piosenki są ZAKAZANE w liturgii, to czy mozna tradycyjnym piesniom typu

Czy naprawdę nie ma nic pomiędzy tradycyjnymi piesniami a piosenkami jeśli chodzi o liturgię?
Nie twierdzę, ze wszystkie piesni brzmią najlepiej z akompaniamentem gitary, bo to by była bzdura. Ale można całkiem sporo rzeczy dobrze i ładnie podegrać tak, by to był piękny wspólny spiew. Że nie bedzie tak samo jak na organach? Nie jest powiedziane, ze musi być.

Mówię, że aby na niej akompaniować, to musi być traktowana perkusyjnie-rytmiczne powtarzanie akordów. Taki sposób akompaniamentu kompletnie nie nadaje się do piesni tradycyjnych, takich jak: "U drzwi Twoich" czy "Ogrodzie oliwymy"


Ależ oczywiście że do takich pieśni się nie nadaje. Pamiętam jak ktoś wykonywał w taki sposób "Jeden Chleb" - coś okropnego!! Ale weźmy jako inny przykład pieśń "Lud Twój Panie" (całkiem ładna pieśń eucharystyczna). Ona w przeciwieństwie to tych wymienionych wcześniej wręcz wymaga takiego akompaniamentu i brzmi z nim bardzo dobrze. Chyba zbyt radykalnie i skrajnie potraktowałeś sugestie o gitarze, zupełnie niepotrzebnie wyobrażając sobie, że jak już jest ta gitara, to pewnie będzie na niej grane wszystko i wyeliminuje się organy - co byłoby bez sensu.[/quote]

Współpracy nie widzę w sensie instrumentalnym. Ze skrzypcami, fletem, obojem, trąbką wilonnczelą jak najbardziej. Z gitara nie. Nie ta grupa instrumentów.


I właśnie to miałem na myśli pisząc, że zbyt wąsko i zbyt skrajnie patrzysz na te sprawy. Żenie chcesz grać RÓWNOCZEŚNIE z gitarzystą, to jeszcze zrozumiem. Ale to że Ty grasz akompaniament do pieśni, które źle brzmią na gitarze, a gitarzysta gra akompaniament do tych pieśni które lepiej brzmią na tym właśnie instrumencie a akurat pasowały np do tematu czytań czy z innych poważnych względów zostały wybrane (wiem - dla Ciebie to niemożliwe, ale to już kwestia subiektywna, i nie powienes akurat tej opinii próbować narzucić wszystkim odpowiedzialnym za muzykę) to rzecz całkowicie normalna i nie widzę tu żadnego problemu. Ale co tam - Twoje skojarzenia - Twoja sprawa. A "Lud Twój Panie" znajdziesz w "Exsultate Deo" który czy Ci się to podoba czy nie, również jest śpiewnikiem liturgicznym. Zresztą była w tym albo w drugim 'muzycznym' wątku wspominana.

Jeszcze raz się powtórzę - to że gitara gra w sposób bardziej rytmiczny ('perkusyjny' jak Ty to nazywasz) nie jest równoznaczne z 'rozrywkowością' czy 'świeckością'. Pieśń którą podałem ("lud Twój Panie") jest jednym z przykładów utworów z jednej strony typowo 'gitarowych' ale z drugiej strony NIE BĘDĄCYCH WCALE PIOSENKAMI.

Jak jeszcze raz będę musiał to powtarzać, to chyba wysiądę i dodam całe działy "DM" i "DL" do ignorowanych

("lud Twój Panie") jest jednym z przykładów utworów z jednej strony typowo 'gitarowych' ale z drugiej strony NIE BĘDĄCYCH WCALE PIOSENKAMI.


Ja ten typowo 'gitarzany' twór grywam normalnie (czyli z akompaniamentem organowym). Nie słyszałem tego wraz z gitarą, ale jak to zabrzmi to akurat jestem sobie w stanie wyobrazić. No... w tym konkretnym przypadku to może i pasuje gitarogranie, choć nie widzę przeszkód by użyć organów co sam czynię. Jest to jednak tylko jedna pieśń (nie piosenka) przytoczona przez was, która zabrzmi w miarę poprawnie z gitarą (z organami na dodatek wcale nie gorzej). Zasugerować mogę, że wyjątek potwierdza regułę, że liturgicznym pieśniom gitarzenie nie służy. Skoro twierdzicie, że przepisy liturgiczne nie wykluczają z liturgii gitary, to podajcie więcej przykładów pieśni - NIE PIOSENEK - które "dobrze" zabrzmią z takim akompaniamentem.

Takie moje zdanie co do gitar w liturgii. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem stosowania tego instrumentu podczas mszy. I chociaż lubię gitarowe brzmienie, to zaakceptować go w liturgii nie mogę... może przez złe doświadczenia z różnorakimi "gitaro-graczami".

Skoro twierdzicie, że przepisy liturgiczne nie wykluczają z liturgii gitary, to podajcie więcej przykładów pieśni - NIE PIOSENEK - które "dobrze" zabrzmią z takim akompaniamentem.


JA TEŻ POPROSZĘ O WIĘCEJ PRZYKŁADÓW. Może się jadnak przekonam się do gitary podczas Mszy bo póki co to jej nie widzę jako instrumentu akompanijącego pieśnim tradycyjnym typu: "Ach mój Jezu", "Ludu mój ludu", nawet nowsze jak "Krzyżu Chrystusa", "Panie dobry jak chleb" i wiele innych.

I może jednak lepiej żeby to nie były piosenki...

Ja ostatnio grałem z chórem na prymicjach kolegi, i śpiewaliśmy normalne pieśni liturgiczne, tyle że nieco bardziej uroczyście (część na 4 głosy, akompaniament organowy itp) - w końcu to msza i należy zastosować zwykłe kryteria dobierania pieśni na nią - nie powinno się z niej robić koncertu piosenek religijnych - wszystko jedno z jakiej okazji.

Wiem że w niektórych parafiach jest zwyczaj, że na prymicjach śpiewa się pioseneczki, przy których krytykowana czasem "Barka" to istne arcydzieło (jakieś 'Sutanny' i inne takie... a fe... ) ale uważam to za bardzo szkodliwe i niegodne wspierania. Więc podaj więcej szczegółów - kto ma śpiewać, ile osób, co umieją, czy chodzi o śpiewanie na mszy czy później, itp.

BO PIOSENEK PASUJĄCYCH NA MSZĘ PRYMICYJNĄ NIE MA!!

Powiedzmy, że kiedyś usłyszałam coś na kształt średniowiecznego hejnału (obój, flet kryty, gemshorn - same prawie "pierdzące" )... jako akompaniamentu do tej pieśni. I to harmonizacja stylizowana na bliżej nieokreśloną formę pośrednią między organum a choćby motetem, skale modalne, częste interwały czyste - nie tylko w klauzuli... A że słyszałam tylko raz i nie miałam pojęcia skądby wziąć takie opracowanko, posiedziałam trochę i napisałam sobie sama. Jednak nad tym trzeba trochę posiedzieć. Dur-moll się wkręca

Male pytanko,może trochę spoza tematu-czy z ukończonym Studium Organistowskim(oprócz nauki gry na organach są wszystkie przedmioty o Liturgii i muz.liturgicznej-Chorał,liturgika,Akompaniament pieśni,polskie śpiewy liturgiczne itp)aby zostać an.muzycznym muszę mieć formację an.muzycznego?Dodam,że studium trwa 4 lata

Słów parę o warsztatach:
Prowadzone będą przez znanego i lubianego Bogdana Brachę.
Ich celem będzie przekazanie wiedzy o kulturze bojkowskiej w przystępny dla każdego sposób Możemy więc liczyć na tematyczne opowiadania, rozmowy, dyskusje.
Podstawą warsztatów będzie natomiast nauka pieśni bojkowskich. Przy akompaniamencie różnorakich instrumentów smyczkowych, innych strunowców i wszystkiego, co tylko uczestnicy zechcą przywieźć i kreatywnie wykorzystać, poznamy typowe melodie, którymi niegdyś rozbrzmiewały zamieszkane wtedy doliny. Zobaczymy też przykłady architektury Bojków.
Wszystkich chętnych zapraszamy na 7 dni bieszczadzkiej wędrówki w bojkowskich klimatach!

Cytat: Ja uwielbiam czytać Twoje i Teleskopa przeprawy religijne a przy okazji troche faktów z Twoich postów mogę zaczerpnąć

Naprawdę Twoja zgryźliwość sięga zenitu

Cytat: Chyba jasne, że się nie zgadzam, jak obrażasz moją religię...

Ale jak obrażam ? Katolicyzm jest religią strachu i to nie jest żadne obrażanie. A co do samego tematu. Naprawdę nie wolałbyś żeby msze były wesołe? Żeby naprawdę się cieszyć z boskiej miłości i łaski, tańczyć śpiewać i w ogóle ? Nie wolałbyś żeby wyglądało to chociażby jak u baptystów gdzie cały kościół aż się buja ? U nas nawet jak się śpiewa radosne pieśni to jest to w klimacie Anathemy, powolnym addagio przy akompaniamencie pijanego niespełnionego życiowo organisty Oczywiście są od tego wyjątki ale norma jest normą. To samo ze świętem zmarłych. Jeżeli wierzyć temu co religia w sobie niesie to oni teraz mają niebo lepiej niż na ziemii i Ty jako człowiek wierzący powinieneś się tym radować a nie dołować. Tylko niestety chrześcijaństwo w 90 % przypadków jest tylko na papierze i w tyłku mamy to co duchowe, liczy się tylko to że ciało do grobu złożone.

Cytat: Nie, po prostu nastrój się odziela wszystkim naokoło

Nie dziwne jak się go latami we łby wbijało.

Zgadzam się w stu procentach z Teleskopem.

W końcu cała religia katolicka opiera się na strachu przed Bogiem, przed piekłem, itd. Trzeba więc przyznać, iż jest to religia strachu. Nawet słowo "bogobojny" jest w religii katolickiej uznawane za komplement

Imprezka? Jeśli mówimy tak o mszy świętej, na której faktycznie wierni śpiewają jakieś radosne pieśni, klaszczą, itd. Ogólnie - cieszą się życiem i chwalą w ten sposób Boga, to jestem za takimi "imprezkami". Prawda jest taka, że faktycznie, msze katolickie to szare, smutne nabożeństwa z przymierającym śpiewem przy akompaniamencie nokturnowych organów. Przecież msza św. to nie tylko Ewangelia i kazanie, ale też przesłanie, że Bóg zesłał nam tu na ziemię swojego Syna, a on nam pozostawił swoje Ciało i Krew, abyśmy mogli je jeść i pić, dzięki temu dostępując łaski. Katolik powinien więc się raczej z tego cieszyć, a nie siedzieć zgarbiony w ławce i po raz tysięczny odmawiać tę samą regułkę...

Brakuje mi jakiejś sponaniczności w kościele katolickim, jakiejś naturalności na mszach. Czym złym byłby ksiądz wchodzący na mszę z gitarą w dłoni i klaszczący czy śpiewający razem z wiernymi? Niestety, wszyscy przywykli do tego, że modlitwa to parę wyuczonych na pamięć regułek, masza to coniedzielny rytuał, na którym trzeba być i dać na tacę, a ksiądz to eminencja, ktoś poważny i stojący wyżej, niż wierni.

Uf... musiałem się wyżalić, sorry za wcięcie

Śpiewanie z akompaniamentem własnej gitary hmmm. kiedys probowalem, bylo to w czasach The Shadows i The Beatles, czyli nie tak dawno haa...! Pobieralem nauki w Studium Nauczycielskim na kierunku technicznym. Wtedy od podstaw wykonalem wlasna gitare, taka elektryczna. Moi koledzy z roku, za moim przykladem, w ten sam sposob stali sie posiadaczami takich samych instrumentow. Perkusje zrobilismy ze starych werblow "pionierskich". I powstal zespol. Poczatkowo nasladowalismy w/w zespoly, pozniej pod opieka uczelnianego muzyka aranzowalismy piesni typu "Piesnia o Szczorsie" i "Raskinulos more sziroko" itp. Pierwszy koncert na akademii z okazji 50 rocznicy Rewolucji Pazdziernikowej. Nawet na chalturach zarabialismy. Dzisiaj o gitarze juz zapomnialem, czasami pogrywam na ustnej harmonijce za przykladem Con Brio. Pozdrawiam!

Wracając do kolęd - do Bazyliki w Bochni (bardzo stary kościół) wkroczyła nowoczesność - powieszono wielkie panele z wyświetlanymi elektronicznie słowami pieśni - teraz kolęd:-)
Gdyby nie one - marnie by to śpiewanie wygladało.
No - może jeszcze pierwsza zwrotka by jakoś "poszła" - ale reszta....
Śpiewają starsi ludzie - młodzi chyba sie wstydzą:-(
A może - po prostu nie umieja?

No wiesz, Dziadku Władku... jak znaczna część współczesnych młodych ludzi nie zna nawet więcej niż pierwszą zwrotkę polskiego hymnu narodowego, to nieznajomość tekstów kolęd w obliczu tego faktu jakoś niespecjalnie mnie dziwi...
Tak czy inaczej - ogromne dla Ciebie i jeszcze większy .
U nas w domu paradoksalnie nigdy nie było śpiewania kolęd przy wspólnym wigilijnym stole - paradoksalnie, bo pochodzę z muzykalnej rodziny, w której każdy na czymś gra(ł) lub przynajmniej śpiewa(ł). Pamiętam kołysanki, które mi rodzice śpiewali przy akompaniamencie mandolin, ale kolęd nie pamiętam... jedynie, jak byłam mała, każdego roku w wigilię rano przychodził do mojego pokoju mój starszy brat ze swoją książeczką do nabożeństwa, otwierał ją na tekstach kolęd i siedząc razem na łóżku, śpiewaliśmy. Może dzięki temu cyklicznie się powtarzającemu w moim dzieciństwie zdarzeniu znam kolędy? Nie pamiętam...

Trzeci, chyba zaproponuję Ci etat doradcy, bo dobrze przewidziałeś, że zechcą się do mojej lokomotywy podczepiać jakieś przeciętne wagoniki. Panie i Panowie konsultacje to i owszem, ale od sceny wara - jest moja.

Potrafię z racji wieku i świetnej pamięci sięgnąć znacznie głębiej w przeszłość, a właściwie do tradycji, niż większość z Was i właśnie przypomniałem sobie, co między innymi podśpiewywał sobie mój dziad, autentyczny Kozak Doński i nie było to o czajkach na wielkich rzekach. Utwór ten słyszałem też z puszczanej przez Niego ebonitowej płyty, datowanej na rok któryś tam po 1910, ale z pewnością przed 1917. Leciało to po rosyjsku, z akompaniamentem harmoszki i bałałajek, na 3/4, ot taki "duszoszczypatielnyj wals". Język ten nie jest mi obcy, akcent tez mam świetny, więc chyba ten tradycyjny utwór też włączę do repertuaru.

Nie będę aż tak tajemniczy, żeby swoim fanom nie odsłonić choćby rąbka tajemnicy i oto Wam objawiam pierwsze strofy: /tam, gdzie apostrof, tam akcent - po rosyjsku: udarie'nije/

Razki'nułoś mo'rie sziro'ka
I wo'łny buszu'jut w dali'
Tawa'riszcz my je'dziem dalio'ka
Dalio'ka na sam kraj ziemli'

Kto zrozumiał, ten wie, że jest to pieśń o dalekim, a nie rzecznym, czy też mazurskim pływaniu. Ciekawe, czy nasz ekspert, Taclem, coś jeszcze wie o tej pieśni?

Coś w tym jest Marto (?) - może to nie jest optymalna godzina dla młodzieży.

A czy młodzieży najmniej na 10...?
Dziwię się że tak twierdzisz, skoro mówisz, że chodzisz na 11.30,
a młodzież gimnazjalna przygotowująca się do bierzmowania zwykle po podpisy chodzi i ucieka szybko po Mszy świętej...

Co do podziałów na tzw. Msze dla dzieci itp. to są bardzo ważne...
Bo potrzebne jest specjalne podejście, przynajmniej na kazaniach, do tych dzieciaków,
też na kazaniu dla dzieciaków powinno być słowo do rodziców czy dorosłych - ogólnie ujmując.
Kiedyś osobiście wypowiadał się na ten temat i zwracał uwagę nasz ks. Robert, nota bene doktor teologii z zakresu katechetyki.

Też młodzież... co tu kryć, przynajmniej część... np. uwielbia oprawy nieliturgiczne albo śpiew schol młodzieżowych przy akompaniamencie gitar (koniecznie gitar ), bo pieśni tradycyjne są - wg nich - przedpotopowe, bez życia i w ogóle - "staroświeckie".

Wyglądało to bardzo fajnie i trochę nietypowo, bo każdy z obecnych miał okazję pobyć przez chwilę przed ołtarzem (ja osobiście pierwszy raz). Każdy z nas otrzymał świeczuszkę, kartkę z tekstem piosenki i drugą z fragmentami Pisma Świętego. Pod każdą z 14 śiweczke były numery oznaczające kolejne stacje. I tak po kolei każdy zapalał od paschału śiweczuszkę, czytał swój fragment i śpiewaliśmy tekst przypisanay danej stacji (notabene do melodii kanonu "Panu naszenu pieśni grajcie ..." ) przy akompaniamencie skrzypcowym i gitarowym m.in.ks. Krzysztofa. Ja byłam mile zaskoczona, bo pierwszy raz brałam udział w czymś takim. Podobał mi się. To tyle pozdrawiam.

Paladyn zabrał swój ekwipunek i ruszył do pokoju kiedy pieść bardki wciąż trwała. Delikatne szarpnięcia strun przy akompaniamencie pozostałych palców lawirujących po nich z niezwykłą gracją oraz głosie kobiety sprawiały że umysł słuchaczy aż prosił się o chwilowe zatracenie w marzeniach. Cohen dotarł do pokoju gdzie pozostawił swój ekwipunek i zdjął zbroję a po zmówieniu modlitwy położył się w wygodnym łóżku i wkrótce zasnął. Reggirt pozostał jeszcze przez chwilę choć kiedy pieśń powoli milknęła niemal odleciał w krainy snu gdyż dała się we znaki poprzednia nieprzespana noc. Zabrał więc swój ekwipunek a kierując się schodami w górę do pokoju widział jeszcze jak kobieta całuje delikatnie karczmarza kiedy ten tylko podchodzi do niej. Kiedy dotarł już do pokoju Cohen spał. Nie pozostało mu więc nic innego jak pozostawienie ekwipunku, zdjęcie zbroi oraz położenie się do łóżka. Dla organizmu wojownika był to stanowczo "najwyższy czas". Następnego dnia jako pierwszy z łóżka wstał Cohen. Delikatne światło wpadało przez okno choć słońce kryło się za chmurami. Reggirt wciąż był jeszcze pogrążony we śnie.

Proszę państwa śmiech na sali to mało powiedziane


Za mało. KUR***A, KUR**A, JA PIER***Ę!!!

WDŻ wliczany do średniej? Moja nauczycielka od tego przedmiotu ma poglądy zahaczające o średniowiecze - po ciemku, pod kołderką, 10 minut i koniecznie po to, żeby mieć dzieci...

Zresztą... na WuDeŻecie przez 4 lata nauczyłem się rysować wymarzony domek oraz być w dobrych stosunkach z rodziną. Nic, Nic, NIC o miłości!

(no dobra, może z 5 lekcji, może 6 - przez 4 lata! I to przeważnie polegało na tym, iż wszystko w rodzinie musi odbywać się zgodnie z katolickim modelem rodziny - opis patrz wyżej)

WDŻ promujący postawy katolickie.
Książki o JPII wypierające co najmniej tak samo wartościowe lektury z listy.
Proboszcz śpiewający pieśni kościelne na całe miasto przy akompaniamencie władz miejskich.
Inny proboszcz nakazuje nauczycielom - bez względu na wiarę - przygotowywać ołtarz na mszę pod groźbą przeklęcia (a niby nie wolno źle życzyć nikomu...)

I tu nasuwa się moja refleksja:

I JA, KU**A, PONOĆ ŻYJĘ W PAŃSTWIE NEUTRALNYM WYZNANIOWO?!!!

Właściwie - tak. W praktyce - nie za bardzo...

NIEPODLEGŁOŚĆ W „WEDZE”

11 listopada, w 88. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości, w klubie środowiskowym „Wega” MCKiS odbyła się patriotyczna wieczornica. Wieczór rozpoczęła kierownik klubu Wanda Ciołczyk, prosząc wszystkich o powstanie i odśpiewanie Hymnu.
W blasku świec poetycki montaż słowno-muzyczny, zaprezentowała młodzież: Ewelina Chechelska, Kamila Korzenicka, Barbara Łaciak, Kinga Jelonek, Dariusz Wolski, Kamil Duda, Mateusz Maj i Mateusz Bucki.
Rys historyczny prozą przedstawił historyk, absolwent Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego- Janusz Ciołczyk. W nieszablonowy sposób odniósł się do faktów, ze 123.letniej niewoli narodu polskiego. Słuchacze w wieku pomaturalnym odświeżyli w pamięci ważne karty historii Polski. Najmłodsi goście mieli przedsmak tego, co poznają na lekcjach historii.
Ostatnią część tryptyku wypełniły pieśni legionowe. Członkinie zespołu śpiewaczego „Ciężkowianki” głosem malowały wyobraźnię przybyłych, wydobywając ściskające za serce patriotyczne nuty, przy akompaniamencie niestrudzonej harmonistki Anny Jachimczyk.
Całość spięła w klamrę multimedialna ekspozycja tematyczna, przygotowana pod kierunkiem Barbary Chechelskiej. Pieśni legionów zlewały się z mazurkami i polonezami Chopina, tworząc niepowtarzalny klimat, który oby na długo pozostał w sercach i umysłach zgromadzonych.
Po części oficjalnej gospodarze zaprosili wszystkich na słodki poczęstunek.

Wanda Ciołczyk

He, he, prawosławni i grekokatolicy biją na głowę katolików w temacie pieśni obrzędowych a to dlatego, że na Wschodzie nie ma organów które by zagłuszały niedoróbki wokalne


No nie wiem czy to jest dobry argument zwłaszcza że średniowiecze, renesans i barok to z grubsza rzecz ujmując dominacja polifonii (czym się Zachód od Wschodu akurat nie różnił). Organy w temacie cantig to też zasadniczo sofistyka, bo akurat była to religijna ale i dworska poezja i to jeszcze z trzynastowiecznej Hiszpanii, tak więc tak więc jeśli coś to akompaniamentem mogły być instrumenty perkusyjne i strunowe (np. lutnie i ich pochodne) jakoś to niespecjalnie głośne...

Pierwszy ważny wniosek z powyższej dyskusji, że muzykę nie warto dzielić na pogańską i chrześcijańską, ludową i dworską, wiejską i miejską tylko na dobrą i złą.


Dokładnie. Tym bardziej nie rozumiem jak ktoś kto siedzi w temacie folku, muzyki obrzędowej pisze tego typu powiem wprost - banialuki. Wiejskie i pogańskie dobre - dworskie, katolickie, prawosławne, luterańskie, ateistyczne - złe - bo co? Pierwsze jest ideologicznie lepsze? Jest bardziej mojsze niż twojsze? Ma więcej cukru w cukrze lub więcej kupy w kupie? Na tej zasadzie nie mógłbym słuchać Wagnera, bo niejaki Hycler lubił, a powinienem się zachwycać np. Telemanem tylko dlatego, że opracował parę utworów na bazie tańców z okolic Krakowa? Powtórzę za Wiką - muzyka jest dobrze lub źle zagrana,a nie ideologicznie poprawna lub niepoprawna. Dyskusje ideologiczne mogą się toczyć na temat tekstów, ale tez bez przesady.

2. Oktawa, gdzie klawisz odpowiadający (normalnie) za Fis to dźwięk (w Oktawie Krótkiej) C


ale kocioł. U nas to zawsze muszą coś przedobrzyć.

Protestanci wymyślili akompaniament wielogłosowy do pieśni, to w kręgu polsko-włoskiej kultury katolickiej dodano MIKROFON, jako deskę ratunku dla wielu, którzy grać po prostu nie potrafią, ale ratują się śpiewem i lud to kupuje: "organista ładnie śpiewa".
Dodano, żeby też coś się odróżniać od protestantów. No i zaniechano oczywistej prawej ręki w śpiewie - śpiewnika.

Oktawa krótka jaka jest w całym organowym świecie znana, najwyraźniej w Polsce doczekała się kiedyś tam ( a może później niż kiedyś ) jakiejś udziwnionej odmiany.

To coś jak z torami.

W zasadzie są tory normalne (w tym wąskie) i szerokie ... w Rosji, a jakiś tam tor nawet do Polski wjeżdża dość daleko, żeby się nie cackać z przekładaniem kółek, czy czegoś tam.

Tu nie chodzi o to, żeby było to słychać, ale żeby dawało niskie alikwoty. Analogicznie w chórze – jeżeli bas profondo zaśpiewa C (wielkie) to nie będzie to za bogaty, czy też potężny dźwięk, ale jeżeli zrobi to na tle chóru to nawet 2 ludzi, przy „akompaniamencie” 80 chórzystów będzie miało ogromny, bogaty głos (tak jest np. w operze „Król Roger”, gdzie w otwierającym chórze „Hagios” 3 chłopa śpiewa Cis, na tle 90 osobowego chóru i jest to słyszalne).
A teraz w drugą stronę – jeżeli chór zaśpiewa w czterogłosie akord C – dur, to wystarczy, że jeden człowiek zaśpiewa oktawę niżej C (nawet bardzo cicho), to cały chór zyska mocy i blasku.
Można to zaobserwować na np. I części symfonii „Pieśni żałosnych” Góreckiego, w którymś z taktów (nie pomnę który), na tle obsady ok. 14 I skrzypiec, 12 II skrzypiec, 10 altówek, 10 wiolonczel, 10 kontrabasów, pojawia się jeden pulpit skrzypiec I, które dublują swoją partię oktawę wyżej (w dynamice ppp), całość nabiera 50% blasku i mocy.
Tak więc 32’ i ewentualne 64’ nie są po to, żeby było je słychać.

P.S. Chyba nigdzie na świecie nie ma realnie brzmiącej 64’, wszystkie są akustyczne.

Michale, jednak na kogo jest najwieksze zapotrzebowanie - na koncertowych muzykow, czy na liturgicznych?


Powiem tak: każdy organista grający w kościele powinien umieć zagrać:
- literaturę "przedbachowską" np. coś z polskich tabulatur, łatwiejsze utwory Scheidemanna, czy łatwiejsze chorały Buxtehudego,
- chorały z Orgelbuechlein może nie te najtrudniejsze np. "O mensch bewein", ale przynajmniej typu Jesu meine Freude, Ich ruf zu dir, Nun komm der Heiden Heiland,
- małe preludia i fugi,
- proste akompaniamenty znanych utworów jak obie Maryśki, Panis angelicus itp.
- inne utwory Bacha wedle możliwości,
- coś z literatury romantycznej i neoromantycznej o niewygórowanym stopniu trudności,
- coś ze współczesnej np. Le banquet celeste Messiaena,

Każdy powinien: umieć zaimprowizować wstęp do pieśni w ten sposób, aby po nim ludzie sami intuicyjnie wiedzieli, że trzeba rozpocząć śpiew BEZ TEGO ANI RUSZ!!!
- zaimprowizować przygrywkę chorałową z koloryzowanym c.f.
- improwizować w stylu Organo Pleno z c.f. w pedale
- znać podstawy b.c. i potrafić zaakompaniować proste utwory,
- znać podstawy rejestracji i orientować się co można a nie można w danej epoce.
- mieć pojęcie o budownictwie organowym w Polsce i w Europie,
- znać budowę organów przynajmniej w takim stopniu aby umieć nastroić głosy językowe i dokonać drobnych napraw np. gdy dźwięk się zawiesi,
- orientować się w literaturze organowej wszystkich epok.

To jest NIEZBĘDNE MINIMUM.

Musze przyznac ze Emilka ma co najmniej troche racji. Nie przeczymy, ze jest trudna sytuacja, mlodziaki wola np. futbol od Mszy Sw. Jednak, od nas w pewnej mierze zalezy zainteresowanie innych w spiewach liturgicznych. Bynajmniej nie proponuje grania kiczowatych piosenek z Arki Noego, ale czy nasze akompaniamenty / harmonizacje / registratury nie moglyby byc ciekawsze? Czy dobor piesni nie jest nudny?

Tu by sie przydalo tez moze zwerbowanie jakiejs porzadnej scholi, ktoraby urozmaicala i uswietniala uroczystosci, a tez prowadzila spiew podczas liturgii. Jak bedzie ciekawie w kosciele, mlodziaki, beda z natury ciekawskimi, tez sie zaczna wlaczac.

Przy registracji do akompaniamentu kieruję się dwiema zasadami:

1. Ilość i charakter użytych głosów odpowiedni do ilości wiernych i ich zaangażowania w śpiew.

2. Przy większej ilości wiernych registracją staram się podkreślać charakter wykonywanych śpiewów.

Nie zatem widzę przeciwskazań, by do Gloria, czy do Boże coś Polskę, czy do kolęd albo gdy ludzie solidnie śpiewają jakąś znaną pieśń np. wielkanocną czy wielkopostną - użyć mixtury i puzonu. Języki w manuale do akompaniamentu stosuję bardzo rzadko. Do Ojcze nasz zasadniczo nie stosuję mixtur, ale nie mówię że nigdy. Na Pasterce jest to po prostu konieczne (oczywiście mam na myśli jakiś niewielki szarff z pozytywu a nie od razu mixturę Hauptwerku).

Tak, wiem. Przy pełnym kościele zmieniea się zała akustyka. Z Qbą się zgadzam-Tutti niezabardzo pasuję do akompaniamentu. No chyba, że ktos gra na 10-głosowym instrumencie Ja lubię i staram się garć bardzo różnorodnie. Np. do odpowiedzi księdza włączam jakieś flety +pryncypał, gamba itd, natomias do pieśni, Glorii, części stałych Mszy św. np. Alleluja, czy psalm używam calkiem innych zestawów. Przy wyborze kieruję się melodnią pieśni, ilością wiernych, wielkością instrumentu oraz okresem w jakim gam (np. na Wielki Post gram dość mocno).
Pozdrawiam, Paweł:)

Z drugiej strony, jeśli chodzi o 16tki w manuale, to używałbym ich bardzo rozważnie - ponieważ 'brudzą' kiedy słabo obsadzimy brzmienie pozostałymi głosami.
W kwestii zestawień - zawsze dobrze zabrzmi pryncypał 8' + flet 8' + flet 4', lub pryncypał 8' + flet 8' + pryncypał 4' (jeśli jest delikatny), chociaż na dużych instrumentach w dużych kościołach "w niedzielę" będzie to na pewno za mało.
Według mnie wszelkie niestandardowe brzmienia (np. zestaw 'francuski' na językach +/- miksturze)* i radykalne zmiany (chociażby z rodziny pryncypałów na rodzinę fletów) będą brzmiały korzystnie.
Trzeba też dostosować rejestrację do charakteru pieśni (zestaw * dobrze zabrzmi przy "Chrystus wodzem", ale nie sprawdzi się przy np."Lulajże Jezuniu") i harmonizacji.
Na pewno użycie tremola w akompaniamencie pieśni jest naganne.

Nie wiem czy do końca mogę się zgodzić z tym, że tremolo w liturgii jest niedopuszczalne, nie słyszałem też żeby istniały jakieś przepisy które tego zabraniają.
Na przykład grając jakiś utwór z głosem solowym w ramach liturgii (kiedy jest to dozwolone), myślę że śmiało można używać tremola. Pokusiłbym się nawet czasami o zastosowanie go do wersetów psalmu resposoryjnego, pod warunkiem że ma odpowiednią amplitudę i dość dużą częstotliwość.
Uważam jedynie, że w akompaniamencie pieśni, przy sporej obsadzie głosów brzmi to.. powiedzmy sobie szczerze kiczowato. A nie mogę się zgodzić na kicz w liturgii

Tak, zmienianie rejestrow jest dobrym pomyslem, tylko trzeba zaplanowac uzytek, np. pierwsza zwrotka pleno, druga flety, trzecia jakis rozek czy jezyk, czwarta 16 + 4 albo 2, itd, a ostatnia moze byc tutti.

Ale jak pisza przedmowcy, zalezy od piesni, i tez od ilosci wiernych w kosciele, bo organy to zasadniczo jest i akompaniamentem do spiewu, i glosem przewodzacym spiewem.

No i nie zapominajmy, ze duzo tez zalezy od instrumentu na ktorym sie gra. Inaczej sie operuje wiekimi organami 40+ glosow, a inaczej jednomanualowym instrumentem.

Czy w czasie mszy można używać piszczałek języczkowych??

Niekolorowany c.f. jak najbardziej. Jeżeli masz rozśpiewany lud, to możesz przenieść temat do basu (np. Puzon 16'+Trompette 8'+Clairon 4') przy akompaniamencie manuału w stylu francuskiej Toccaty.
W pieśniach/hymnach w stylu modalnym dobrze brzmi przenieśenie c.f. do tenoru - wtedy język jest niezastąpiony (Np. Obój/Trompette harmonique).

Otóż to. Oczywiście inaczej registruję, jak jest w niedziele na mszy o 9:00 full ludzi i kościół pęka w szwach, a inaczej generalnie jak jest w tygodniu 12 czy 15 osób w duuużym kościele.... Niemniej staram się, jak powiedzieli przedmówcy, nie trzymać utartych stereotypów. Mam ładne mikstury , alikwoty i piękne głosy językowe - i używam ich do akompaniamentu liturgicznego!!

A kto powiedział, że nie wpolno grać pieśni z językami czy miksturkami??

Można i jak to brzmi!!!!

Poza tym, są miejsca podczas Mszy św, które z natury grywam "głośniej" , a są takie, które gram ciszej.

Ciszej generalnie gram "AMENY", głośniej gram : pieśń na wejście (b. ważna jest i pełni bardzo ważną rolę dla Zgromadzenia Liturgiocznego, zwłaszca niedzielnego), czasem zakończenie w CHWAŁA, zazwyczaj głośniej gram ALLELUJA przed Ewangelią, i ... OJCZE NASZ (nie rozumiem organistów, którzy grywają Modlitwę Pańską cichuteńko, żeby przypadkiem ich nikt nie usłyszał... przecież to jedna z najważniejszych modlitw podczas Mszy!).

Aha - jeśli podczas uroczystych celebracji gram potrójne AMEN, wówczas też gram je głośniej i dosadniej

itd., itp.

[ Dodano: 2009-02-01, 13:31 ]

Celestis ogólnie nie pasuje do akompaniamentu. Fajnie brzmi np. razem z Gambą i można jakąś fajną przygrywkę zapodać, albo jakieś ciche postludium po wykonanej pieśni. Ja znam gościa co Celestis ma włączony cały czas, do tego flety i inne głosy. Efekt chyba wszyscy znamy. Znam też innego gościa z kolei, który całą mszę potrafi zagrać z tremolem. Nóż się w kieszeni otwiera Ja u siebie mam tremolo ale do tej pory z niego nie korzystałem. Spróbuję go użyć po mszy, gdy już będę grał coś cicho po pieśni na zakończenie

Zrobiło się nam forum antygitarowe. Muszę powiedzieć, że bardzo lubię brzmienie gitary klasycznej w przeróżnych składach i solo ...ale nie w liturgii. Słyszałem natomiast bardzo fajnie śpiewane kolędy,pieśni wielkopostne , wielkanocne czy też inne pobożne z b.dobrze zrobionym akompaniamentem gitary klasycznej /np. CD Bartka Jaskota, kolędy E. Adamiak itd. /. Ale nie wyobrażam sobie tego w czasie Eucharystii jak są organy.
Parę razy zetknąłem się ze śpiewającym na Mszy chórem gospel - rozpacz jeśli chodzi przede wszystkim o poziom. Ale za to bardzo ładnie rytmicznie klaszczą. Tylko że na "występ" czegoś takiego zgodę wyraża główny liturg parafii - proboszcz. Bez komentarza.

Karolu drogi, mylisz sie nazywajac gitare konskim instrumentem. Koniami sa ci ktorzy graja (nie wszyscy) a konie tez graja na organach.

Masz racje, nie kazda piesn sie nadaje do gitar, i mozna ladnie "zachwiac" organami jak kadzidlem. Sam to robie.

A mozna tez z dobrym skutkiem wykonywac dialogi liturgiczne na gitarze. Grajacy musza tylko dobrze znac liturgie, a akompaniament tez moze byc jak to nazywasz, "miodzio".

Tylko trzeba miec umiejetnych grajkow, czy raczej, muzykow, a nie szarpistruny.

No i stało się... dziś po południu dostałem telefon z prośbą o zagranie (2-giej już jak się okazuje) historycznej w Łodzi Mszy w tzw. rycie trydenckim... bo w całej Łodzi generalnie jest 3-4 organistów zdolnych w ogóle zaakompaniować śpiewy chorałowe (a wspólnota jeszcze zbyt niepewna w śpiewie by poradzić sobie z chorałem bez akompaniamentu czy dobrego kantora). Ot, obraz muzyki kościelnej w Polsce: duże miasto z Akademią Muz. i tzw. "studyjum diecezjalnym" oczywiście i... 3-4 ludzi potrafi zaakompaniować Mszę VIII... koniec świata bliski...

Msza Św. planowana jest na godz. 20.30. Miejsce: k-ł Św. Józefa (najstarszy w Łodzi, translokowany) przy ul. Ogrodowej (obok pałacu Poznańskiego) - wyraźnie zaznaczam, bo jest jeszcze drugi w Łodzi pod tym wezwaniem na tzw. Rudzie Pabianickiej. Podczas Mszy planowane jest wykonanie śpiewu Asperges..., Mszy VIII, Credo III oraz tradycyjnych polskich pieśni kościelnych. Dalsze szczegóły mają być jeszcze uzgadniane.

Co do pieśni "Chrystus zmartwychwstan jest" - wolę ją jednak w charakterze zaproponowanym przez Jacka. Mocne, konkretne preludium w formie zdobionych akordów, zakończone akordem bez tercji, niejako surowe, podkreślające i oddające wg mnie wielką siłę tekstu i przesłania oraz podobny w wymowie akompaniament.

Ale Kasiu - gratulacje za bardzo udane pomysły

Tak przy okazji - skoro w tym temacie ma być m.in. o śpiewie ludu, to chciałem opowiedzieć o dosyć ciekawym wydarzeniu, jakie mi się przydarzyło w Wielką Sobotę - ogólnie używam niewiele mikrofonu (przy znanych pieśniach jedynie incipit intonuję, początki nowych zwrotek i ewentualnie powtórki refrenów). A tak się akurat złożyło, że w "ferworze walki" gdzieś po śpiewie Sanctus (nie mam pojęcia kiedy) - widocznie nieświadomie wyłączyłem mikrofon i tak przeszło Ojcze nasz, wszystkie odpowiedzi, potem Baranku Boży, a wreszcie prawie cała komunia, kiedy wreszcie podczas śpiewu "Radośnie Panu", kiedy trzeba było śpiewać zwrotki, zorientowałem się, że chyba mam wyłączony mikrofon Okazało się, że po moich przygrywkach ludzie wszystko zaczynali SAMI ja tylko grałem i przerzucałem slajdy, i byłem przekonany, że nie słyszę siebie pewnie tylko dlatego, że jest tyle ludzi w kościele. Intonowałem pieśni w zasadzie sam dla siebie. Był to bardzo ryzykowny, aczkolwiek udany eksperyment
Raczej nie zrobiłbym tego z premedytacją
Warunki to jedynie "potężny śpiew całego ludu" i znane pieśni. I naprawdę można

Za tydzień jadę na egzamin do Lutomierska. Musze tam zaśpiewać pieśń z własnym akompaniamentem. Zastanawiam się nad pieśniami : "Oto jest Baranek Boży", "O mój Jezu w hostii skryty" i "Boże me serce jest gotowe, chcę grać i śpiewać Tobie". Chciałbym się zapytać czyja harmonizacja tych pieśni będzie najlepsza. Pieśń muszę zagrać na fortepianie lub na organach. Jeżeli będę grał na organach to bez pedału.
Nie jestem leniwy, zazwyczaj sam harmonizuje, ale ksiądz w sekretarjacie powiedział mi, że to musi być czyjaś harmonia.

Chciałbym zaproponować temat dotyczący sposobów rozliczania ślubów w Waszych miejscach pracy. U mnie sprawa ta wygląda dość zawile i wynikają z tego tylko niesnaski i pretensje młodych, planuję więc rozmawiać z szefem na ten temat w najbliższym czasie. A mianowicie mam grać na każdym ślubie, niejako mając je tak obowiązek "w etacie". Para młoda dostaje (a przynajmniej powinna dostawać, w praktyce bywa różnie) kartkę z opisaniem zasad płatności. Otóż ślub w wersji minimum, od którego nie ma odprowadzanej opłaty dodatkowej obejmuje tylko śpiewy pieśni, żadnych marszów, Ave Mariów i innych utworów. Jeśli para chce coś więcej - jakieś utwory czy akompaniamenty, mają kontaktować się ze mną i uiścić ofiarę. Nie muszę dodawać, że praktyce robi się z tego niezły galimatias, część par informacji wogóle nie dostaje i potem są wielce zdziwieni, czemu nie mieli marsza, część udaje że nie wiedziała, licząc że jakoś im się upiecze. Skutkiem tego ludzie przychodzą potem na skargi do proboszcza i robi się tylko niepotrzebny bałagan.
A jak wygląda to u Was?

Para młoda dostaje (a przynajmniej powinna dostawać, w praktyce bywa różnie) kartkę z opisaniem zasad płatności. Otóż ślub w wersji minimum, od którego nie ma odprowadzanej opłaty dodatkowej obejmuje tylko śpiewy pieśni, żadnych marszów, Ave Mariów i innych utworów. Jeśli para chce coś więcej - jakieś utwory czy akompaniamenty, mają kontaktować się ze mną i uiścić ofiarę.


Przyzaje że okropny galimatias masz z tymi ślubami U mnie sprawa jest prosta: każdy ślub/pogrzeb = 100 zł. Nie jest to ofiara ale opłata stanowiąca uposarzenie organisty i tak to jest zapisane w umowie o prace. Co do "repertuaru ślubnego" o najczęściej jest to nieliturgiczny standard: marsze i aveMaryśki. Jak jest jakis skrzypiacz czy śpiewak to za akompaniament nie pobieram dodatkowej opłaty.

Najbardziej mnie Jakubie dobija to określenie : "ofiara dla organisty". "Ofiarę" to mozna sobie złozyć na kwiatki, utrzymaie kościoła itp. a organista pobiera WYNAGRODZENIE. Dlatego mój proboszcz nigdy nie mówi żeby złożyć ofiare u organisty ale żeby "opłacić naleznośc za granie na ślubie" to od razu konkretnie ustawia sprawę

i jeszcze jedna sprawa: znam sytuacje kuriozalne gdy organista gra śluby/pogrzeby "za pensję" a probi pobiera od zainteresowanych kasę za organistę i najczęsciej wychodzi na tym bardzo na plus / z tych opłat odłozy na pensję organisty i jeszcze mu kaski zostaje ! /. Dlatego polecam Ci spsób jaki u mnie funkcjonuje: kasa do ręki i bezpośredni kontakt z zainteresowanymi.

Pozdro !

U mnie jest tak, że wszyscy muszą się pofatygować na chór i załatwić sprawy finansowe. Stawkę odziedziczyłem po poprzedniku (300). Gram 2 marsze i pieśni "tematyczne" Za dodatkowy akompaniament solistom nie biorę dodatków ale i nie mam od kogo brać bo na wiosce takich ślubów raczej nie ma. Tak samo jeśli chodzi o specjalne życzenia: Mendelsonik to szczyt marzeń i jeśli o coś proszą to właśnie o to. Trochę żałuję bo taka impreza to mobilizacja żeby pograć... Czasem są tacy co nie zapłacą to wtedy minimalistycznie grywam czyli: 1 marsz i mniej "tematycznych" kawałków.

W moim kościele ślubów jest jak na lekarstwo (tzn. zwykle mniej niż miesięcy w roku), cóż od Starego Miasta 15 min. tramwajem i większość par chce mieć śluby w zabytkowych kościołach. Co do rozliczania to pary zgłaszają się do mnie i wszystko uzgadniają i regulują. Stawka jest miejska ok. 150 PLN. Czasem ktoś da więcej a czasem się targują. Standartowo gram Wagnera na wejście (przed pieśnią), Mendelejewa na koniec i Maryśkę na Komunię bo tak się utarło, trudno wierzgać przeciw ościeniowi. Jeżeli ktoś ma jakieś inne życzenia (np. akompaniament czy inny zestaw utworów) to jeżeli nie wymaga to mojej dodatkowej pracy to nie podbijam ceny, a raczej nie zdarza się żeby ktoś miał jakieś nietypowe życzenia.

[ Dodano: 2007-02-03, 13:40 ]

ale jak zacznie śpiewać (trochę wyć) do mikrofonu z całej siły mój boss, to ja kapituluję.


Otóż to. Strasznie denerwuje mnie paskudny nawyk duchowieństwa, widoczny szczególnie przy pieśniach śpiewanych w czasie podania darów. Otóż organista rozpoczyna pieśń, lud "załapuje" tempo i charakter i wszystko idzie pięknie i ładnie do momentu, gdy kapłan nie skończy modlitwy nad darami. Wtedy włącza się ni z gruchy, ni z pietruchy przekrzykując i organistę i lud, przy tym rozwlekając i nierzadko fałszując niemiłosiernie. Sprawa dotyczy także innych śpiewów liturgicznych. Starałem się już wytłumaczyć parokrotnie księżom, że najlepiej jak się tylko intonuje i lud sam śpiewa, gdy ten jednak nie radzi sobie z utrzymaniem tempa, wskazane jest prowadzenie śpiewu przez kantora lub organistę, czyli przez JEDNĄ OSOBĘ. Księża jednak z uporem wtórują rozkładając na łopatki cały śpiew. No ale co się dziwić gdy przykład idzie z góry - gdyby ktoś z Was chciał zobaczyć jak ten proceder kwitnie to zapraszam na Msze św. celebrowane przez kościelnych VIP-ów w łódzkiej katedrze. Chlubny wyjątek stanowi Arcybiskup, który w tym względzie postepuje wzorcowo - co do niego należy to intonuje, a pozostałe śpiewy prowadzi kantor od ambonki (kleryk seminaryjny) z akompaniamentem organisty.

[Chlubny wyjątek stanowi Arcybiskup, który w tym względzie postepuje wzorcowo - co do niego należy to intonuje, a pozostałe śpiewy prowadzi kantor od ambonki (kleryk seminaryjny) z akompaniamentem organisty.

Kubo, Tobie to dobrze, nie dość, że ordynariusz rozśpiewany, to jeszcze i kantora masz. Ja niestety w swej posłudze skazany jestem na bycie akompaniatorem, psalmistą, kantorem i intonować wszystkie śpiewy i części stałe...
Bardzo lubię grać na Mszach, które odprawia nasz Ks.ppłk. Andrzej P - kapłan o dobrym głosie, słuchu muzycznym, u którego często grywam na zastępstwa za miejscowego organistę.
Ale są niestety też tacy kapłani, którzy nie dość, że nie pomogą, ale i przeszkodzą w pieśni:
Niegdyś grałem w parafii, której proboszczem był staruszek nader niecierpliwy. Pewnego razu po ogłoszeniach i błogosławieństwie zacząłem grać pieśń na ite Missa est, ksiądz udał się w kierunku zakrystii, ludzie ładnie śpiewali, proboszcz jednakże przypomniał sobie, że czegoś zapomniał dodać w ogłoszeniach, więc powrócił na ambonkę, a lud był w trakcie śpiewu połowy pieśni, więc myślę sobie "Trzeba zakończyć zwrotkę i niech się ksiądz dopowie", nom, ale kapłanowi naprawdę się śpieszyło, bo nie patrząc na to, iż jest środek pieśni zakrzyknął do mikrofonu: "Proszę przestać grać! Organista nie widzi, że ksiądz chce coś jeszcze powiedzieć?...". Wpieniłem się nieziemsko i gdy skończył, zacząłem śpiewac od momentu, w którym gorliwy parochos przerwał (w środku zdania, sic!), czym ująłem parafian i proboszczowi zaakcentowałem tak, że więcej nie przerywał, i czekał, a zapominanie było jedną z jego domen...

A propos partactwa; używano tego słowa w dawnym Gdańsku jako nieobraźliwego. Nie uważam Ciebie za partacza w dzisiejszym tego słowa znaczeniu; w zasadzie organista po akademii, w której nie ma czegoś takiego jak rzetelne przygotowanie do liturgii, jest też po części "partaczem".
Jeśli chodzi o liturgię to jestem za modelem, który uważam za najlepszy z możliwych:

-ogólnopolski ujednolicony, z wyraźnymi numerami kolejnych pozycji (a nie stron-może dwa kolory, jak w lekcjonarzach?) śpiewnik + wyświetlane numery pieśni, czy wykładane na tabliczkach,
-organista bez mikrofonu,
-odpowiedzi w czasie nabożeństw bez akompaniamentu organów,
-psalm tzn. kolejne wersety również bez akompaniamentu organów-psalm powinien śpiewać ktoś (ksiądz, ministrant-kantor) od ambony,
-pełniejsze wykorzystanie organów,
-ksiądz nie śpiewający solo do mikrofonu,
-konkursy na organistę w większych kościołach miejskich,
-podział organistów na 3 kategorie,
-rozwiązanie kwestii nauczania nowych pieśni
-dla parafii z "urzędu" nakaz większej troski o instrumenty i materiały nutowe,

Niestety, żeby to zaistniało potrzeba w Polsce niemalże "rewolucji", zarówno w szkolnictwie artystycznym (brak typowych szkół wyższych muzyki koscielnej) jak i zdecydowanych kroków episkopatu w dziedzinie muzyki w liturgii. Chwała za to, że pojawiają się dialogi w rodzaju Kongres Muzyki Liturgicznej czy coś tam. I co z tego? Albo synody diecezjalne... Zmienia się coś po nich?

Polecam dotarcie do listu bp siedleckiego na z okazji dnia Św. Cecylii z 2004 roku. Jego słowa w tym liscie to już jest COŚ!!!

-odpowiedzi w czasie nabożeństw bez akompaniamentu organów

-organista bez mikrofonu,


Jak to rozumieć?
Możesz mnie oświecić?
Przecież to chyba projekt kolejnej REWOLUCJI

Jeżeli organista nie będzie miał mikrofonu, to kto będzie intonował pieśni?

Przepraszam, jeśli uważasz moje pytania za głupie, ale dla mnie jako początkującego organisty to na prawdę rewolucja

DROGI ORGANICUS'ie!
1. Jeśli jesteś takim przeciwnikiem śpiewu organisty i slajdów to powiedz jak uczysz nowych pieśni.
2. Skoro psalm bez akompaniamentu to po co ułożono melodie?
3. Też pilnuje aby śpiew był w tempie i rytmicznie ale jest wiele pieśni w których trzeba robić pauzy oddechowe bo inaczej "wierni" po jednej zwrotce by się udusili.
4. Sprawa wykształcenia - popieram ale znam "uczonych" których parafianie nie mogą znieść, a po Mszy św. sypią się .......uje itp.
Była sytuacja - w Krakowie na Wawelu na zstępstwo grał "Dr." Po Mszy padły słowa proboszcza: "proszę tego Pana nie brać więcej na zastępstwo"
Pytanie - co jest lepsze dla wspólnoty?

POZDRAWIAM GORĄCO

należy do prezentacji refrenu używać "cichych brzmień". Ja najczęściej stosuję Gedect 8', lub Gedect 8' + Salicjional 4' lub Gedect 8' + Flute Amabile 4', czasem dodaję Fugarę 8'.

Ja stosuję śpiewanie refrenu (pierwszy raz) bez akompaniamentu. I moim zdaniem jest to wyjście dobre i jedyne stylowe - ze sie tak wyrażę.
A i tak mam zawsze refren wyświetlony na ekranie.
Chyba, że spiewam z ludem psalm na sposób ciągły. No to nie ma wtyedy refrenu w ogóle.

Mi się jeszcze nie zdarzyło - w jakim kolwiek kościele grałem - zaśpiewać odpowiedzi wyłączając wyjatki.
A wyjątki są takie:
Przed prefacją - czasami zaśpiewam.
Jesli ksiadz zaśpiewa inne Ite missa est niż to najbardziej popularne. Choć ludzie u mnie te inne świetnie znają mi się zawsze wydaje, że i tak muszę im "pomóc"

Jeśli chodzi o śpiewanie piśni. Są takie, które baby bez problemy same śpiewają - są to szczególnie pieśni o klarownej rytmice, małym zróżnicowaniu tegoż, zblizone rytmiką i melodyką do chorału protestanckiego (albo w rzeczy samej są nim) (który [chorał] z tego powodu wielbię i wprowadzam jak najwiecej)
a są też pieśni, przy których za chłolierę (przynajmniej narazie) nie mógłbym przestać śpiewać bo się robi sodomia gomoria.
Na prawdę różne są przypadki: Choćby takie "kochajmy Pana" - muszę śpiewać i koniec.

W ogóle jak czasami słucham jak niektórzy księża spiewają bez organisty, jak baby śpiewają bez organisty... To mi się strasznie robi...
Skąd takie pomysły interpretacyjne?!?!

Nie rozumiem chyba istoty sporu.

W watku chodzi o przygrywki, a widze, ze wchodzicie w problemy, ktore do przygrywek maja sie nijak.

Wiec jeszcze raz. Normalnie rzecz traktujac, przygrywki byly od zawsze, czy to sie podoba komus czy nie, kiedy protestanci wprowadzili akompaniament organow.
Chcac uprawiac muzyke koscielna jak nalezy, powinno sie do kazdej piesni grac nie tylko intonacje, ale normalne preludium choralowe (w jakiej formie? - obojetne, czy 2 glosowe bicinium, czy medytacja, czy cos na pleno, czy rytmizowane itp. itd. do woli)... tylko ze w rzeczywistosci, gdzie lud nie korzysta ze spiewnika wszelkie ... "PRZEDGRY" sa zupelnie niepotrzebne, ale ... skoro juz ktos mimo wszystko gra przygrywki (intonacje, czy preludia choralowe), to musi uwazac aby zje.y (niestety) nie dostac za to ze przedluza liturgie...
Tutaj racjonalnym byloby naprawde, albo grac krocuitkie intonacje, albo nie grac ich w ogole, tylko rozpoczynac gre tla wraz ze spiewem do mikrofonu. Ot co.

Chyba właśnie o tym rozmawiamy... trzeba tak grać, żeby wszystko było jasne. Zapraszam do Bydgoszczy - u mnie w kolędach nic się nie rozjeżdża, wręcz przeciwnie.

Dobry akompaniament sprawia, że nikt nie ma wątpliwości. A jak pieśń jest mniej znana, to tak dobieram akordy, żeby podpowiadały co będzie dalej w melodii. Więcej dominant wtrąconych i czy innych naturalnie brzmiących zestawień. Ciekawszą harmonię stosuję w utworach dobrze znanych i śpiewanych (przede wszystkim Gorzkie Żale).

[ Dodano: 2008-01-15, 17:07 ]

Dlatego ja mam taki wywrotowy, kontrrewolucyjny pomysł. Wprowadzić egzamin (no nie państwowy z nazwy, ale taki ogólnokrajowy). Nie było by to tamto, każdy gra, dostaje noty i kwalifikacje, niezależnie czy kończył AM, DSO, ma doktorat czy stopień oficerski. Taki egzamin musiał by być anonimowy (no i tu problem logistyczny, jak parę tysięcy osób egzaminować praktycznie). Obejmował by "zagranie" mszy (kolejny problem, znaleźć księży, którzy sami nie popełnili by gaf, tak żeby wszystko było *profeszynal*), wykonanie z góry ustalonego utworu, wykonanie podstawowego akompaniamentu i prostej literatury a'vista. To jako całość dało by pole do oceny przekrojowej, od jakości harmonii, doboru pieśni, przez znajomość nut i zdolności interpretacyjne.

Tylko to mrzonki, nie na te czasy i ten kraj.

Miałem przyjemność wybrać się wczoraj do pobliskiej parafii na Mszę św. i przy okazji posłuchać chyba najlepszego organisty w okolicy. Człowiek ukończył DSO, "biegle" siedzi w temacie, prowadzi chór. Akompaniament liturgiczny na bardzo dobrym poziomie. Witać było przy tym dużą pewność siebie nawet przy graniu mimo wszystko trudniejszych części stałych (niestety nie wiem czyje) i pieśni. Głos bardzo pełny. Instrument mechaniczny przed remontem, ale daje radę.
Jak widać zwróciłem uwagę na tą pewność oraz zdecydowanie takiej osoby. Nie przeczę, że samokształcący się również wielokrotnie wykonują swoją robotę jak prawdziwi fachowcy, nieustraszeni. Wydaje mi się jednak, że trudniej im (nam) dojść do takiego zdecydowania.
Kiedy gram przy kimś, kto wiem, że nie ma wykształcenia i niekoniecznie prezentuje dobry poziom, to spokojnie "robię swoje". Gdy mam już okazję pokazać coś przy osobie obytej, z papierkiem to wszystko zaczyna mi się trząść a stres powoduje u mnie nawet złe odegranie dialogu do prefacji od "g" ( ) To już tragedia.
Naprawdę, podziwiam tych ludzi za ich warsztat. Nawet jeśli wkradnie się gdzieś przypadkowo dźwięk wyprzedzany, albo nieco podłamie się tempo przy skrzeczących babciach, to mimo wszystko, gdyby w naszym Kościele tylko takie można by spotkać wpadki, to wiecie jakby muzyka liturgiczna wyglądała dzisiaj.

Pozdrawiam

Wspomnę jeszcze o jednym niebezpieczeństwie - wszelkie wydawnictwa począwszy od zwykłego Siedleckiego (z samą prymką) po skomplikowane harmonizacje pisane są po prostu za wysoko.

No właśnie, wszystkie dostępne opracowania są stanowczo "za wysokie". W takim razie, jeśli ktoś chciałby wykorzystywać opracowania do akompaniamentu liturgicznego, to powinien je sobie najpierw przepisać niżej. Coś mi się wydaje, że takie przepisywanie okazać się może pracą bardzo żmudną i zniechęcającą. Może się okazać, że mniej czasu zajmie intensywna nauka harmonizowania niż przepisanie na własny użytek większości pieśni potrzebnych w roku liturgicznym.
Będzie chyba najlepiej, jeśli opracowania zostaną dla nas źródłem inspiracji, a dla początkujących treningiem palców i poprawnej harmonii. W Studium Organistowskim we Włocławku te opracowania są podstawą repertuaru dla wielu uczniów. Zwłaszcza tych, którzy jak najszybciej chcą grać zawodowo w kościele. To chyba dobrze, powinni grać tego jak najwięcej. Oczywiście byłoby idealnie, gdyby później każdy z tych uczniów umiał sam poprawnie harmonizować.

Adamie. To, że wszędzie gdzie to tylko możliwe dowala się akordy alterowane najlepiej jeszcze z septymami i noną wcale nie jest oznaką geniuszu i wyjątkowych umiejętności. Istnieje coś takiego jak estetyka epoki – np. „Z dawna Polski Tyś Królową” jest pieśnią o estetyce romantycznej w związku z czym tutaj gęsta faktura quasi Regerowska sprawdzi się bardzo dobrze. Jednak granie gregorianki („Ojcze nasz”), która winna być dostosowana do stylu modalnego w harmonii dur-moll jest już nadużyciem. Brzmi wręcz komicznie – na wszystko jest czas i miejsce. Można sobie poszaleć w quasi barokowej harmonii grając „Anioł pasterzom mówił”, można również grać modalnie „Chrystus zmartwychwstan jest”, jednak mieszanie tych stylów (żeby się popisać) jest (przynajmniej dla mnie) jest tanim efekciarstwem.
Co do grania gregorianki, to polecam radę Flora Peetersa:
„Chorał greoriański = PROSTOTA akompaniamentu” (z książki: „Methode pratique pour l’accopmpagnement du Chant Grgorien”).

Karolu słyszałeś może o enharmonii? Na organach w przeciwieństwie do smyczków, czy też blachy nie ma różnicy między Eses a D.

Śpiewajmy Bogu - akompaniamenty organowe do pieśni kościelnych
Proszę o recenzję tego wydania. Zarówno pod względem merytorycznym jak i technicznym ( jakość wykonania książki)

Jest to pozycja przydatna w pracy, zwłaszcza początkującego organisty. Proste opracowania. Błędów nie tropiłem przez szacunek dla nazwiska autora. Nie ma tu harmonizacji specjalnie zagęszczonych i przyznam, że kiedyś byłem nieco nimi rozczarowany z powodu ich prostoty, bo przecież F. Rączkowski wydawał wcześniej ciekawsze opracowania. Ta edycja jest już poprawiona po pierwotnym wydaniu w formie kserowanego rękopisu. Zawiera więcej zwrotek pieśni, aniżeli poprzednia. Okładka b. solidna i trwała. KUPUJ!

....ale do prowadzenia samymi organami
Dokładnie, i moje zdanie jest podobne, w tej pieśni mażna pozwolić sobie na dużo wryaźniejsze prwadzenie czterogłosu. Wygląda to na akompaniament do śpiewu scholi prowadzącej śpiew z ludem.

[ Dodano: 2008-11-05, 08:49 ]


Ostatnimi czasy ograniczam śpiewanie do ślubów i pogrzebów kierując się "normami uninymi". Na zachodzie organista akompaniuje, nie ma na chórze nawet mikrofonu... U nas pokutuje zasada, iż śpiewa, czasem wyręczając "wierny Lud Boży", a przecież nie tędy droga...
Organista prowadzi śpiewy, intonuje je i podtrzymuje, jednakże nie śpiewa za ludzi, lecz ma obowiązek pomagania im w śpiewie, by to właśnie oni śpiewali... A jak nie chcą śpiewać, to lepiej zagrać coś z literatury, lub jakieś preludium (polecam Chlondowskiego)...
Pamiętajcie, moi drodzy - jeśli nauczycie ludzi tego, że śpiewacie - będą słuchali, ale jeśli się nauczy ich śpiewać samodzielnie, to i gardło dłużej wam posłuży...


Kurcze, o co to ja walczyłem nie jeden raz na tym forum kłócąc się wręcz z niejednym???

Na zachodzie przede wszystkim są śpiewniki z prawdziwego zdarzenia, a i świadomość uczestnictwa tych co przychodzą na nabożeństwa jest o wiele wyższa niż w Polsce.
Jeszcze raz przypominam wszystkim, którzy nie znają tematu: organista jest od gry na organach i tylko od tego. Wszelki śpiew do mikrofonu czy nawet bez jest działaniem ubocznym, tyle, że w Polsce nieodzownym najczęściej.
Jeśli organista nie potrafi samą grą doprowadzić do rozpoczęcia śpiewu przez ludzi , to powinien zrewidować stan swoich umiejętności gry na organach i przyjrzeć się uważniej zagadnieniom rytmu w muzyce. Często to właśnie brak rytmu w akompaniamencie pieśni prowadzi do strasznego spustoszenia i bałaganu, a bywa, że to ludzie porządnie śpiewają i daliby sobie radę bez organów.

Popieram Maćka M.! Znam jedną krakowską parafię, gdzie organista ma zwyczaj nader nachalnie rozśpiewywać jednostki ludzkie w kościele. Przyłazi taki 10 minut przed mszą, wysuwa ekran ze ściany (taki śmieszny patent), zapodaje pierwszą lepszą pieśń na rzutniku (zdarza mu się np. "Królowej Anielskiej", albo "Weż w swą opiekę" na ofiarowanie, jak mu konceptu braknie...). No i się zaczyna:

- komentarz typu "na wejście śpiewamy ... przećwiczymy sobie"
- śpiew przez organistę owej pieśni przy nader potężnym akompaniamencie
- stwierdzenie organisty: "Słabo, słabo! Jeszcze raz!"
- pieśń
- między zwrotkę a refrenem zdarza się dygresja typu: "Wszyscy śpiewamy" lub "Mocniej", "Głośniej" itp., lub też "Śpiewamy! Żeby nam to ładnie brzmiało"

To jest po prostu komedia! Gość przekomaża się z ludźmi, że za cicho, że żle, za wolno itp... faktem jest, że w tamtej parafii ludziki rozśpiewane są bardzo, jednak tego typu praktyka mi się nie podoba

http://pl.youtube.com/watch?v=NKaOq2Fft68

Proponuję, żadnych śmiechów, a konstruktywną dyskusję na rzecz uświadomienia CO JEST ŹLE i poprawy tegoż.

Moje uwagi generalnie do tych "produkcji".

1. Każda odpowiedź z tzw. "wyprzedzanym dźwiękiem" - to jest BARDZO DUŻY BŁĄD - niestety charakterystyczny . Należy akompaniament odpowiedzi rozpoczynać wraz z ludem i w RYTMIE z uwzględnieniem cezury między śpiewem celebransa, a odpowiedzią ludu i organów.

2. Kompletny bałagan rytmiczny!

Proponuję najpierw każdą melodię pieśni zagrać bez harmonizacji - PRZY WŁĄCZONYM METRONOMIE - w odpowiednim tempie. Podczas gry uwzględniać naturalne oddechy, które muszą być wprowadzane RYTMICZNIE!

Generalna uwaga: BRAK RYTMU.

Co do barwy głosu powiem tyle, że każdy ma głos jaki ma, a poza tym organista nie może być oceniany ze względu na śpiew, a właśnie na grę organową.

Tutaj tylko jeszcze uwaga, żeby wystrzegać się tzw. "podjazdów" w śpiewie.

do gry w naszym kościele potrzeba więcej umiejętności i wiedzy, bowiem u nas wszystko jest bardziej rozbudowane...

Ośmielę się wtrącić, albowiem bzdury totalne Waść piszesz.
Na Mszę katolicką idziesz i grasz, albo "grasz", bez kwitów, po prostu, a często siadasz i przed samą Mszą nie jesteś pewien co zaśpiewasz za chwilę (bo przecież nie zagrasz...).
O jakich Ty umiejętnościach piszesz?
Zapewniam Cię, że idę na Mszę nie robię żadnych wstępów, głośno śpiewam i wszystkim to lotto, czy była jakaś muzyka solowa czy nie. Wystarczy, że tło jest i pan organisty ładnie śpiwo.

U protestantów ... cóż... przed każdym nabożeństwem musisz zagrać utwór, podczas którego ludzie siedzą i słuchają. Tak samo na końcu, a często i po kazaniu, nie wspominając o komunii - tutaj coś ala elevatione, albo improwizacja.
Każda pieśń MUSI ... być poprzedzona wstępem, a do pieśni tygodnia wstęp powinien być bardzo rozbudowany.
Jest mile widziany wszelaki (czyt. bogaty i różny) rodzaj akompaniamentu, który jednocześnie prowadzi śpiew.

Więc nie pisz proszę, że w katolickim trzeba większych umiejętności.
NIC NIE TRZEBA, nawet nut nie znać!!!

Wystarczy coś tam zapitolić, a i tak to nie ma znaczenia.

Sorry, to ja wolę "katolickie" odpowiadanie księdzu w różnych tonacjach...

Tzn polsko-włosko-watykańskie (a props ... w bazylice św. Piotra "pukają, aby znaleźć" ton).
W Kościele katolickim NIGDY organy nie akompaniowały, a tym bardziej do odpowiedzi, aż do poł. XIX w. (mniej więcej). Jak już wszedł akompaniament do pieśni, to poszli "za ciosem" i zaczęto akompaniować dialogom, ale nie tak jak protestanci, tylko po swojemu, czyli NAJCZĘŚCIEJ (bo nie mów, że w każdym kościele organiści trafiają 100%) poprzez szukanie dźwięku w czasie gdy celebrans śpiewa. Jeden szuka cicho, ale dla drugiego owe cicho jest innym "cicho" i są jaja i zwracanie uwagi ludu na to co się dzieje na chórze, a nie skupianie się na tym co w danym momencie wyśpiewuje kapłan w modlitwie.

Tłumacz ten niuans, a większość i tak w zaparte swoje.

Zabawnie.
Pojawiliśmy się, jak ksiądz proboszcz kazał - o 18. Wchodzimy do kościoła, a tam... różaniec - świetnie. I jak tu próbować sprzęt... Nieważne.
Poszliśmy na chór, poznałem "Pana tego chóru", który nieco się wystraszył (nieco bardzo), kiedy dowiedział się, że skrzypaczka będzie coś grać i liczy na akompaniament. Powiedział, że "jeszcze nie akompaniuje". W związku z tym został pouczony, że wobec tego na mszy będzie siedział na chórze, a akompaniować będzie ktoś inny.
Później, 4 minuty przed mszą skończył się różaniec, co spowodowało zmożone nerwy i rozkładanie nut przez organistę, jednak nie przeszkodziło mi w tym, żeby go podsiąść i zaakompaniować parę taktów marsza Wagnera i Ave Maryi Bach/Gounod.
Mniej więcej w połowie chciał mnie zepchnąć z ławki, ale kazałem się uspokoić i wytrzymał... Jakoś.
Ksiądz już nie czekał (wikary) na pieśń na wejście, tylko zaczął mszę. Zdążyłem szepnąć organiście, żeby "I z duchem Twoim" odegrał w F, ale... tylko odśpiewał.
Wytrzymałem jedno "amen" i uciekłem.

Ślub będzie ciekawy, zaiste...


A ja mam problem, bo ludzie żadnej pieśni o Trójcy Świętej nie znają


10 minut przed mszą wyszedłem do ludzi i nauczyłem "Jeden w naturze". Melodia prosta (jedyny problem: kończyli na prymie zamiast na tercji - wyjaśniłem co i jak i wszystko grało), tekst na rzutniku. Pierwsza zwrotka z dołu, potem wgramoliłem sie na chór i z akompaniamentem prześpiewaliśmy 2 razy całość. NAUCZYLI SIĘ !! Tylko du... ruszyć trzeba, a nie pisać, że nie znają.

Do tej pory do ludzi nie wychodziłem, grałem pieśni przed mszami: raz, za tydzień drugi, osłuchali się i jakoś tam próbowali. Ale efektywność takiej metody w porównaniu z normalnym 'łopatologicznym' uczeniem pieśni nawet po jednym wersie, jest znikoma. To co do tej pory zrobiłbym w dwa tygodnie udało się w 5 minut. Do ludzi

W tych śpiewnikach jest ta piosenka/pieśń* Exsultate Deo, Kraków 2004 i Chorał Śląski t.II (roku nie pamiętam, ale coś 2000 z hakiem).


Przecież Wielbić Pana chcę to jest polski przekład śpiewu z Taize Bless the Lord my soul - uważam, że jednego z bardziej trafionych. Podobnie w przypadku śpiewu Pan jest mocą swojego ludu (oryginał El Senor est la meva forca). Natomiast mając na względzie fakt, iż na tym forum jest wielu oponentów wykonywania śpiewów z Taize na mszach św. w Polsce, trzebaby się zastanowić. Nie wiem też, skąd wypłynęła wersja 5-zwrotkowa - jest to nadużycie uderzające w ostinatowy (= medytacyjny) charakter tego śpiewu. Skądinąd faktem jest, m. in. słyszalnym u mnie w parafii, że ludzie śpiewają to bardzo chętnie, nawet jak ich poduczyć - na głosy Uważam też, że przy wykonaniu jednogłosowym bezwzględnie powinno się zachować oryginalną harmonię w akompaniamencie - stanowi ona bowiem integralny składnik tych śpiewów i wszelkie, najmniejsze nawet odchylenia czy samowolne zmiany, niweczą ich charakter.

No u mnie będą za tydzień. A proboszcz rzekł dziś, że tej orkiestry dętej to on nie zna, nawet nie wie, co mają zamiar wykonywać. Czyli pełen spontan...


Nie stresuj się za bardzo. Trzeba się skontaktować z kierownikiem orkiestry i wszystko ustalić: jakie pieśni, kiedy co grają itp.
Jeśli orkiestra ma akompaniować do śpiewu, to trzeba zadbać o dobre jej usytuowanie w kościele. Ja z reguły robiłem tak, że jeśli orkiestra akompaniowała do pieśni, to ''instalowałem ich'' w Kaplicy Miłosierdzia znajdującej się z przodu kościoła po lewej stronie, natomiast przy akompaniamencie chórowi, zawsze na chórze. I to zdawało egzamin - nie było ani za głośno, ani za cicho. Jeśli akompaniują do pieśni, warto zapytać o tonację utworów - z reguły grają w raczej wysokich tonacjach. Nie zdziw się jak usłyszysz tonacje Des - dur, Ges - dur, es - moll.
Zapytaj, czy w trakcie 'podniesienia' coś zagrają. Jeśli będzie wejście procesyjne to co wtedy będą grać i tak dalej. Do mnie zawsze wcześniej przyjeżdżali kierownicy orkiestr i wspólnie ustalaliśmy repertuar na mszę św. Skontaktuj się z nim i zaproś do kościoła. Przy okazji zobaczycie gdzie i jak najlepiej będzie usytuować zespół.
Aha... zapytaj czy robią przygrywki do pieśni. Czasem jest tak, że orkiestra po prostu zaczyna pieśń i już. W takiej sytuacji musisz znać tonację w jakiej grają, wziąć pierwszy dźwięk z organów (chyba że jesteś absolutem), popatrzeć na dyrygenta no i.... dalej już wiesz.
Życzę miłej współpracy z orkiestrą.

Dziś w WSPOMNIENIE WSZYSTKICH WIERNYCH ZMARŁYCH będąc u rodziny w sąsiednim mieście, w jednej z małych pilskich parafii, pieśni na wej i ofiarowanie to odpowiednio „Zwycięzca śmierci” i „otrzyjcie już”. Czy to poprawnie???? Zdziwiło mnie to troszkę.

A tak na marginesie w tym samym kościele na sumie "organista" na innej na mszy (około rok temu) zagrał Baranku Boży z akompaniamentem syntezatorowym, chyba slow rock - tak jak się gra disco polo (byłem, słyszałem, myślałem że wyjdę z kościoła).

Wiele bedzie zalezalo od tego jakie beda glosy (mysle o SATB), ale nawet jezeli sa nie wyrobione, mozesz aranzowac na dwa glosy, np. meskie i zenskie partie. Jezeli wogole nie umieja spiewac czy tez sie boja, zacznij unisono, a co do repertuaru, nie ma nic zlego z zwyklymi piesniami np. z Siedleckiego. Uzyj schole jako prowadzaca spiew w kosciele, a nie jako wystep scholi.

Co do akompaniamentu, oczywiscie jest dobrze jezeli uzywasz organy, ale jezeli chcesz uzyc gitary czy keyboardu, to sie nie wstydz, tylko upewnij sie ze masz porzadnych muzykow, a nie "szarpidrutow", bo tacy sprowadza prezentacje spiewu do poziomu stajni. NB. czy myslales o uzyciu i organow (jakies cichsze flety) i gitary razem?

Zycze powodzenia w zamiarach!

Chciałbym się podzielić moimi rozważaniami na ten temat.
Po pierwsze - wydaje mi się,że schola jest potrzeba w parafii. Tym bardziej jesli nie ma chóru. Ale niech to będzie schola LITURGICZNA.
Po drugie - do akompaniamentu używam tylko i wyłącznie organów. W scholi liturgicznej gitara czy inne dziwno-liturgiczne instrumenty nie wchodzą wg mnie w grę.
Po trzecie - repertuar. Polecam śpiewnik NIEPOJĘTA TRÓJCO wydawany przez Dominikanów. Jest on dość dobrym zasobem pieśni. ( Z wyjątkiem wielogłosowego psalmu responsoryjnego gdyż powinien on być wykonywany jednogłosowo). Proponuje także stosować pieśni jednogłosowe psalmodyczne np Idzie na cały świat... Refren spiewa schola, następnie powtórka z ludzmi, zwrotki schola itd.
Po czwarte - zapraszam na przegląd schol liturgicznych diecezji opolskiej do pod opolskich Wrzosek! Tam zobaczycie poziom.
Pozdrawiam wszystkich!

A ja wprawdzie śpiewam, ale z mocnym akompaniamentem - bo ciche tło wg mnie nie ma sensu - tylko przeszkadza... W końcu, oprócz modelu "zapiewajło z zagniatanym tłem" i "instrument w roli kantora" można też wyobrazić sobie model "utwór wokalno-instrumentalny" - w którym mamy kantora (czy to grającego, czy osobnego), ale instrument nie służy tylko podania tonacji czy zrobienia tła, ale stanowi równorzędną z głosem warstwę wykonywanej pieśni. I uważam, że akompaniament powinien być po prostu dopasowany do pieśni, z wykorzystaniem wszystkich dostępnych środków, niezależnie od tego czy się śpiewa czy nie (nieśpiewając jest łatwiej, bo można się skupić na grze, i nie trzeba trzymać głowy przy mikrofonie )

Uważam, że jeśli cały czas śpiewasz, to organy powinny być ciszej, np. przy "Cóż ci Jezu damy". W tym wypadku nie prowadzisz organami, tylko głosem więc nie potrzeba, wręcz niewskazane robić tyle "hałasu".


Pozwolę sobie się nie zgodzić z tą opinią - chyba kiedyś wyjaśniałem czemu W skrócie - dla mnie akompaniament to nie tylko prowadzenie śpiewu (co w tym przypadku i w większości naszych kościołów robione głosem) ale również podkreślanie charakteru czy też przekazu pieśni, i jeżeli jest to np podniosły hymn czy radosna pieśń uwielbienia, to nie wyobrażam sobie grania jej delikatną rejestracją i ograniczania się do "tła" nawet jeżeli prowadzenie jest przy pomocy głosu.

Dla mnie największym problemem jest nie śpiew organistów, ale właśnie owo ograniczanie akompaniamentu do "tła" i jakiejś harmonicznej masy... Jeżeli akompaniament jest prowadzony porządnie, to śpiew grającego mi nie przeszkadza (no chyba że nie umie śpiewać / ma paskudny głos)

Pozwolę sobie się nie zgodzić z tą opinią - chyba kiedyś wyjaśniałem czemu W skrócie - dla mnie akompaniament to nie tylko prowadzenie śpiewu (co w tym przypadku i w większości naszych kościołów robione głosem) ale również podkreślanie charakteru czy też przekazu pieśni, i jeżeli jest to np podniosły hymn czy radosna pieśń uwielbienia, to nie wyobrażam sobie grania jej delikatną rejestracją i ograniczania się do "tła" nawet jeżeli prowadzenie jest przy pomocy głosu.


Ast, widzę, że nie do końca akceptujesz stan w którym organy miały by służyć do "ludo-continuo". Ja też jestem za odważniejszym rejestrowaniem, wg. potrzeb na daną chwilę, ale weź pod uwagę, że jeżeli śpiewasz i Twój głos jest mocny, dobrze słyszalny we wnętrzu przestrzeni sakralnej budynku kościelnego, to ludzie nie słuchają organów, tylko PROWADZĄCEGO głosu i jego wszechobecności. W tym czasie organy mogą być TYLKO tłem; lekko mocniejszym, lekko słabszym, ale góra 8 plus 4 ale nie oktawa. Tyle.
Jak mniej ludzi to tylko do 8.

Jeśli chcesz mocniej rejestrować, proszę bardzo, solo na trąbce plus nawet fagot 16, albo na horyzontalnej jeśli masz, ale wówczas śpiewanie do mikrofonu jest kompletnym nonsensem. Albo prowadzą organy, albo głos na podbudowie organów. Jednoczesne prowadzenie i głosem i organami jest bzdurą. Do tego jak się jeszcze celebrans włączy do mikrofonu ... ohyda spustoszenia gotowa.
Albo jeden dyrygent, albo wcale.