Wyniki wyszukiwania dla zapytania: aktywność fizyczna wpływa


Czy ktoś może coś polecić, jaka zawartość, z chromem czy bez, chodzi mi
głównie o zrzucenie mojej oponki - zaznaczam że w połączeniu z dużym
wysiłkiem fizycznym (500-800 km tygodniowo na rowerze) + siłownia,
niestety do tej pory takie ilości nie dawały wystarczających efektów
(dieta białkowo-węglowodanowa), wiem że na rynku jest mnóstwo produktów
ale jako laikowi trudno mi coś "dobrego" wybrać


Czeski Vitalmax ma dobrą promocje. 500ml l-karnityny w płynie +
drugie 500ml "gratis" za 60zł... Ale nie sądzę abyś był zadowolony
z rezultatów. Wpływ zażywania l-ki na chudnięcie jest raczej bardzo
symboliczny i zupełnie nie zgadza się z wizjami roztaczanymi przez
marketing firm ją sprzedających :)

Jeśli chciałbyś naprawdę skutecznie się wspomóc, to polecał bym
jakiś mocniejszy spalacz. Prowadzisz bardzo aktywny tryb życia i
prawdopodobnie po jego zastosowaniu spokojnie zleciał byś z ~8kg
w miesiąc.





| Dieta Ani Szafraniec

Oczywiscie.  Sa dwa czynniki wplywajace na sylwetke: islosc spozywanych
kalorii i ilosc spalanych kalorii.  Im wiecej ruchu tym wieksze
zapotrzebowanie na energie.


Czyli jak ktoś się nie umie opanować to powinien
mieć energochłonne hobby. ;)
Generalnie to nasze ciała są przyzwyczajone do ruchu,
kiedyś człowiek zużywał ok 1600 kcal na aktywność
fizyczną teraz tylko 400 (przeciętnie).

Czesto jednak widac, gdy sportowiec przechodzi na emeryture, a nie
zmodyfikowal swojej diety.  Taki pulchny od razu sie robi  ;-)


Przyzwyczajony do znacznych porcji i osiadły na wersalce,
zrobi się pulchny. Na szczęście wielu kolarzy jeździ dalej,
jest kategoria mastersów dla bardziej dojrzałych.

pozdrawiam Chaciur



| Ja tam byłbym bardziej restrykcyjny, usypiałbym wszystkich
| właścicieli takich psów (w przypadku pogryzienia)
Te - może ty jesteś porĄba? (ny)


"Ę" proszę, nie "Ą" A te te to tego jest.
Nie jestem w stanie zrozumieć postulatu różnicowania postępowania
wobec psa w zależności od: miejsca ugryzienia, pomocy osób
postronnych, aktywności, wieku, zdrowia, sprawności fizycznej
broniącej się ofiary, śliskości podłoża i całego szeregu czynników
wpływających na wynik ataku tegoż psa.
Stąd ad absurdum moje postulaty.




| A masz inna koncepcje ?
| Tutaj 11 letni cykl aktywnosci slonca.
|

No ze "too weak", to akurat sadzilem od dawna.


Ok. Ale dla globalnego ocieplenia, regionalnej zmiany klimatu, czyli
zmian dlugookresowych,
ale jak sam autor podkresla, niekoniecznie dla zmian krotkookresowych,
czyli np. zmiany pogody.
Dalej pisze, ze wlasciwie nie wiadomo jak ten krotkookresowy wplyw
badac, bo brak fizycznego modelu.

A jednak sie kreci ;) Ale to chyba wszyscy wiedza.

To ze sie kreci to jeszcze nic ale to przebiegunowanie co 22 lata mnie
interesuje.
Czy to mozna obserwowac ?

| Ciekawe sa dyskusje na grupie
| sci.geo.meteorology
| Podobno pojawiaja sie tam ludzie z Exxona, niekoniecznie akceptujacy
| raport o Ocieplaniu sie klimatu i efekcie cieplarnianym.

No bo to spisek bogatych firm ekologicznych wymierzony przeciwko biednym
koncernom naftowym.


Ladna prezentacja
http://www.physicalgeography.net/fundamentals/6h.html

Z tego rozumiem, ze Greenpeace akceptuje raport Climate Change 2007.

A co z Exxonem, jakie raporty oglosil/opublikowal
Ogladalem prezentacje Grenpeace nt. aktywnosci naukowej Exxon, ale nie
moga odnalezc linka.

Dariusz



To co piszesz jest dla mnie oczywiste. Interesuje mnie jednak głębsza natura
owych powiązań pola magnetycznego z naładowaniem elektrostatycznym
atmosfery.
Szczególnie w sytuacjach zakłóceń pola magnetycznego -typu rozbłyski na
słońcu. Ciekawa jest również zależność dobowych zmian położenia słońca /co
rzutuje na magnetosferę ziemi/ właśnie na zmiany w jonizacji atmosfery.


Od takiego pytania powinieneś zacząć, bo strasznie lawirujesz ;). Powiem tyle
że sam jestem ciekaw i pewnie sami naukowcy także. Może rzuć to pytanie
jeszcze raz na główny temat, może znajdą się jakieś konkretniejsze odpowiedzi.
Myślę jednak, że będą to tylko domysły i niesprawdzone hipotezy- jak z pogodą
na najbliższy miesiąc (zbyt wiele złożonych czynników oddziaływań). Prawda
wydaje się być taka, że aktywność słoneczna może i prawdopodobnie wpływa na
pogodę w krótkim okresie czasu,jak również w wymiarze długoczasowych
klimatycznych trędów. Zmiany w magnetosferze (wydaje się) że są przekazywane
do niższej atmosfery, gdzie mogą mieć wpływ na cyrkulację mas powietrza. Jeśli
zostaną odkryte zależności fizyczne między magnetosferą a dolną atmosferą, być
może będzie można lepiej przewidywać pogodę. Naukowcy są jednak zdania że
magnetosfera ma raczej niewielki wpływ na klimat, niemniej wiele jest jeszcze
do zbadania.  janko


witam,

mam duzy problem ! odkad pamietam w moim mieszkaniu (mieszkam w bloku)
podczas nauki, czytania lub kazdej innej czynnosci wymagajacej jakies
czynnosci wymagajacej wzmozonej aktywnosci pracy mozgu :)) ogarnialo
mnie uczucie zmeczenia i sennosci. zreszta, nie tylko podczas nauki, ale
w ogole. dotyczy to rowniez pozostalych domownikow. po prostu
popoludniowa drzemka jest koniecznoscia. czy mozliwe jest istnienie
jakis sil - zyly wodne, bioprady, etc. ktore by wplywaly niekorzystnie
na moja kondycje fizyczna - pytam powaznie !

dzieki
<W.W


Wiesz w sumie to to jest mozliwe
nie to zebym byla znawca ale wiesz czytalam o takich roznych przypadkach
a tak wogole to ja tez podczas nauki jestem spiaca i wogole jak jestem z
domu to mam jakis zly humor, a jak wychodze to od razu mi lepiej
????????
co zrobic, takie jest zycie
.efa.

----- Original Message -----

Sent: Monday, June 03, 2002 6:42 PM
Subject: chce mi sie spac !

witam,

mam duzy problem ! odkad pamietam w moim mieszkaniu (mieszkam w bloku)
podczas nauki, czytania lub kazdej innej czynnosci wymagajacej jakies
czynnosci wymagajacej wzmozonej aktywnosci pracy mozgu :)) ogarnialo
mnie uczucie zmeczenia i sennosci. zreszta, nie tylko podczas nauki, ale
w ogole. dotyczy to rowniez pozostalych domownikow. po prostu
popoludniowa drzemka jest koniecznoscia. czy mozliwe jest istnienie
jakis sil - zyly wodne, bioprady, etc. ktore by wplywaly niekorzystnie
na moja kondycje fizyczna - pytam powaznie !

dzieki
<W.W


--
Archiwum grupy: http://niusy.onet.pl/pl.misc.paranauki


mam duzy problem ! odkad pamietam w moim mieszkaniu (mieszkam w bloku)
podczas nauki, czytania lub kazdej innej czynnosci wymagajacej jakies
czynnosci wymagajacej wzmozonej aktywnosci pracy mozgu :)) ogarnialo
mnie uczucie zmeczenia i sennosci. zreszta, nie tylko podczas nauki, ale
w ogole. dotyczy to rowniez pozostalych domownikow. po prostu
popoludniowa drzemka jest koniecznoscia. czy mozliwe jest istnienie
jakis sil - zyly wodne, bioprady, etc. ktore by wplywaly niekorzystnie
na moja kondycje fizyczna - pytam powaznie !


Proponuje sciagnac ze strony www.hypnos.pl program Astral i uruchomic czrery
generatory:

1. 100, 20, 30
2. 200, 20, 32
3. 250, 20, 19
4. 300, 20, 16

Ustawiasz czas na 5 Min i zakladasz sluchawki sluchajac tego. powinno
przejsc.

Pzdr,
dj.

-
Kto ma wolny czs, tan ma nudne zycie.



W komentarzach n/t "syndromu uranowego", czynniki USA wykluczaja wpływ
promieniotworczosci zubozonego uranu na objawy chorobowe, z  drugiej strony,
ekipy w terenie chodzą z licznikami w reku! Coś tu nie gra!
Chyba, ze chodzi o toksycznosc CHEMICZNA zwiazkow uranu.


Prawdopodobnie i to i to. Przyjmuje się, że jest nieszkodliwy bo rozpada
się baaaaaaaardzo wolno w dodatku głównie rozpad alfa więc jak uczyli na
PO wystarczy "nakryć głowę gazetą". Tak jest jak jest w sztabce. Ale gdy
jest bardzo drobno rozpylony lub w postaci związków to dochodzi do
możliwości zatrucia chemicznego, jego sole są rozpuszalne. A pył może
się dostać do płuc i tam już "gazeta" nie pomoże.

Śmieszne ale po tym jak zacząłem pisać o uranie trafił mi się kryształek
z matrycą uranową, który muszę wyszlifować i wypolerować. Lepiej nie
drażnić losu i Złego :)))

Używa się słowa zubożony uran i niby wszystko jest OK. A tak nie jest bo
chemicznie jest tak samo toksyczny, fizycznie zachowuje 60% aktywności
naturalnego. Czyli nie wiele się zmienia poza tym, że nie nadaje się na
paliwo lub do bombek. Ot taki odpad przemysłowy.

Piotrek



| Martin nie zgrywaj sie. Dzialanie takie jak grawitacja temperatura
| itd, bedzie wplywala w podobny sposob na podobne jednostki.
| A wiec jednak dziala... masz odpowiedz na pytanie, czy astrologia
| dziala.
| To jest jeden z jej przejawow.
Gdzie???


Czytaj wyzej.

| Mamy wplywy wszystkiego - poczawszy od 11-letniego cyklu slonecznego,
| zacmien Ksiezyca i Slonca (i zwiazanych z tym anomalii - byles na 100%
| zacmieniu i widziales, jak zachowywaly sie zwierzeta??????????).
Zgodze sie, ze moze to miec wplyw na zdrowie fizyczne czy psychiczne
(np. aktywnosc Slonca) choc musial by to byc wplyw minimalny.


Raczej "niemierzalny fizycznie" - i tu cie boli :)

Ksiezyc tym wplywem przebil by na tyle wplyw pozostalych planet, ze
praktycznie cala astrologia powinna sie opierac tylko na Ksiezycu.


I opiera sie glownie na Sloncu i Ksiezycu :)

Zreszta zapewne nie moment urodzenia ale pierwsze chwile po poczeciu
powinny sie liczyc, bo cala ciaza to stanowczo za dlugi okres...


Totez i te tez sie licza.

Ale dalej nie moze to miec wplywu na przyszlosc!


Nie, ale na pewne zachowania - jest oczywiste.
Astrologia nie powie "14 grudnia o 13.54 bedziesz chory"
Ale ostrzeze, ze bedziesz wtedy mial obnizona odpornosc.

                  Delfino


Szanowanko
McKey
FNC Club


siema
mam pytanie czy brak wysilku fizycznegoi ogolnie rzecz biorac zadnej aktywnosci ruchowej moze niekorzystnie wplyac na moja erekcje bo zauwazylm ze jakos dziwienie sie zachowuje moj ptaszzek a nie biegalem nic nie cwicze zero ruchu od 6 miesiecy doslownie siedze i jem i sie ucze bo matura niedlugo
czy to ma ujemny wplyw bo wydaje mi sie ze tak ale chce sie poradzic

zatem musi mu byc dostatczone czegoś za dużo - jak sie myle to poprawcie ...
Nie, nie mylisz się. Tylko to nie jest takie proste, bo wpływa na to jeszcze wiele innych czynników
Ty nie tyjesz, bo u Ciebie ta granica jest wysoko, poza tym dochodzą jeszcze skłonności genetyczne, to jak łączysz składniki pożywienia, jak często jesz, w jakich porcjach, czy nie prowadziłeś kiedyś przez długi okres czasu diet nieskokalorycznych, czy jesteś aktywny fizycznie. Tak jak nawyki zywieniowe można zmienić, i pobudzić nawet najbardziej uśpiony metabolizm to za skłonności genetyczne nie odpowiadamy niestety. Tak więc Ty może jeść frytki, majonez, pizzę, ciasta, ciastka itd i będziesz szczupły a ja muszę sobie tego wszystkiego odmawiać, żeby wyglądać tak jak chcę. nie ma sprawiedliwości. Niestety.

Pole magnetyczne wywołuje efekt związany z rozszerzeniem naczyń krwionośnych, zmniejszeniem krzepliwości krwi i zwiększeniem wyłapywania tlenu. Ma to korzystny wpływ na przyśpieszenie procesu regeneracji tkanek, czyli na zdrowienie organizmu. Terapia magnetyczna odgrywa duże znaczenie w procesie odnowy biologicznej, czyli detaksacji. W jej trakcie następuje szybsze usuwanie z organizmu toksyn oraz szkodliwych produktów przemiany materii. Jest to szczególnie ważne w trakcie leczenia, po leczeniu, a także w trakcie i po wysiłku fizycznym, spowodowanym m.in. intensywnym treningiem, udziałem w zawodach, wyścigach.
Większa zdolność krwi do przenoszenia tlenu, wywołana wpływem pola magnetycznego, poprawia ogólną witalność. W okresie tzw. restytucji powysiłkowej terapia magnetyczna umożliwia szybszy powrót organizmu do stanu sprzed wysiłku. Dotyczy to głównie zwolnienia tętna, wyrównywania ciśnienia tętniczego, spowolnienia oddechu i powrotu częstości uderzeń serca.
Działanie stałego pola magnetycznego przebiega na poziomie atomowym. Powoduje wzbudzenie atomów i cząsteczek, dzięki czemu zwiększa się ich aktywność, co z kolei korzystnie wpływa na poprawę metabolizmu wewnątrzkomórkowego.

Z tych droższych i lepszych
derka ma w komplecie taki elektroniczny programator. Trzeba tam ustawić jaka jest pora dnia lub nocy, oczywiscie długość i natężenie seansu. My używaliśmy tej derki do koni ujeżdzeniowych. Bardzo ładnie zmniejszała napięcie mięśniowe. Konie po tej derce robiły się zrelaksowane. Stosuje się ją podobno też przy stanach kolkowych tylko na najwyższych parametrach. Podobno koszt takiego kompletu to ok. 8tys eu, ale tak naprawde nie wiem.

1) aktywność fizyczna - szczególnie ćwiczenia aerobowe
2) dobra dieta - zbilansowana (chyba nie musze rozwijać)
3) wystrzeganie się dopingu - wpływ na mięśnie
4) dbanie o wyprostowaną postawę (zapobieganie skoliozie, lordozie kifozie i płaskostopiu)
5) nie przeciążać się - unikanie 'zerwań' ścięgien (podczas noszenia zbyt ciężkich przedmiotów)
6) regularnie dostarczanie wit. D, odpowiedzialnej za wbudowywanie wapnia w tkanke kostną - niedobrów prowadzi do ubytków kostnych
7) ostrożność w zażywaniu leków przeciwbólowych - w nadmiernych ilościach powodują osłabienie pracy mięśni

Więcej nie wymyślę.

kurcze nie wiem do jakiego to tematu wsadzić, ale czy nie jedzenie mięsa wpływa jakoś na mój rozwój fizyczny ? wzrost i tak dalej straszą mnie tym, ale się nie daje
u mnie w domu jakoś nikt dziwnie na to nie zareagował "chcesz to nie jedz twój wybór"

Niekoniecznie - wystarczy, że będziesz uzupełniał żelazo, białko i co tam jeszcze mięso ma wartościowego innymi produktami pochodzenia roślinnego. Aczkolwiek w młodym wieku lepiej jeść mięso, szczególnie jeśli ktoś jest aktywny fizycznie.

hmm....co to znaczy spalisz miesnie????Ja tam robie A6W, biegam ok 4h w tygodniu chodze na treningi i jeszcze w dmu cwicze godzine dziennie i jakos nie zauwazylem zeby bieganie mialo negatywny wplyw...co prawda jezeli sie duzo biega ciezko przybrac na masie jezeli o to ci chodzilo... dokladnie, mam tak samo.
Aczkolwiek to tez zalezy od tego na ile jestes wysportowany. takie cwaniaki jak my mozemy zasuwac ile sie da ale jak ktos jest cipa,to lepiej zeby nie przesadzal z aktywnoscia fizyczna podczas weidera.
ale ani glowy ani glowki za to uciac sobie nie dam

od jakiegoś czasu trenuję iaijutsu (iaido i starsze techniki). miałem też przyjemność popróbować szermierki szablą, a także i walki mieczem "średniowiecznym". Iaijutsu traktuję jako formę aktywności fizycznej, doskonale wpływającej także na psychikę. Kwestia skuteczności w walce jest na bardzo dalekim planie.

Widziałem walki kendo i imho ta sztuka walki została niezwykle okrojona w stosunku do wyjściowej szermierki japońskiej. Moim zdaniem w walce kendoki z wąsalem ten pierwszy nie ma szans. Szabla polska oferuje tak szeroki repertuar technik, w dodatku tak jadowitych :) że trudno ją porównywać z czymkolwiek na świecie. Szabli brakuje natomiast tej warstwy duchowej, która jest ważna w iaijutsu i która przyciąga ludzi do japońskich sztuk walki. Samuraj vs wąsal - wynik wysoce niepewny, zależny wyłącznie od umiejętności, a nie szkoły.

Walkę mieczem widziałem w wykonaniu członków kilku bractw, a także i w kilku bitwach - "od środka". Wprawnych w fechtunku walczących policzyć można było na palcach jednej ręki, i to ręki pechowego szermierza ;) Pojedynki na turniejach także nie porażały poziomem. Wiem, że zbroje, nawet pełne płyty, nie krępują specjalnie ruchów, ale walki turniejowe, które oglądałem - przepraszam, ale ci ludzie ruszali się bardziej drętwo od Frankensteina. w dodatku walki te także były liczone "na trafienie" i dochodziło do akcji naprawdę kuriozalnych 8O z pewnością są ludzie doskonale fechtujący półtorakami i dwójkami, ja widziałem niewielu. dokładnie: dwóch, obaj zapaleni szabliści

te 5 % populacji trzeba by zmodyfikować przez wielkość miejscowości w której ktoś mieszka- im mniejsza miejscowość tym mniejszy odsetek ćwiczących, wpływ na to będzie mieć także odległość do dużych miast. jednak moim zdaniem aktywnie uyprawia SW mniej niż 5 % narodu, ale sporo ludzi miało styk z tą formą aktywności fizycznej w przeszłości ( dziecińtwo itp ).

Witam chciałm zapytać jak się ma sprawonośc intelektualna do silnych ciosów na głowę?
Czy silne uderzenia powodują jakieś uszkodzenia mózgu, które wpływają na naszą sprawnośc intelektualną?

nie ma to zupelnie wplywu na nasza sprawnosc intelektualna, chyba ze jak kazda inna forma aktywnosci fizycznej, pozwala lepiej dotlenic mozg i co za tym idzie wiadomo;)
Moze pociagnij to dalej Nightwolf... Moze jeszcze uwazasz, ze uderzenia pomagaja ten tlen mozgowi wlasciwie przyswoic

Obijaja Cie i potem piszesz takie posty jakie piszesz.

no najprawdopodobniej postinor moze byc przyczyna rozregulowania hormonalnego i stad moze byc wczesniejszy okres czy tez plamienia, przeciez postinor to bomba hormonalna wiec nic dziwnego ze organizm reaguje na to.
a co do mrozów...to kto wie...moze takie czynniki atmosferyczne maja wplyw na okres bo wiadomo powszechnie ze wplyw ma wiele czynnikow:niezdrowy tryb zycia, uleganie stresom, zmiany srodowiskowe, a zwlaszcza te zwiazane z przemieszczaniem sie w obrebie roznych stref klimatycznych i czasowych, niektore leki, zbyt intensywne uprawianie sportu, odchudzanie sie, srodki stosowane w leczeniu depresji, wplyw chorob,np.choroby tarczycy. A dodatkowo w czasie miesiaczki zaleca sie unkanie korzystania z sauny, goracych kapieli, nadmiernej aktywnosci fizycznej, kapieli slonecznych, solarium, picia kawy i napojow z kofeina, itp. Wiec kto wie moze krioterapia tez nie slużyć:)

Jestem w identycznej sytuacji, zazywalam te same tabletki i mialam juz 2 miesiaczki, czekam na 3 ale sie spoznia. W miedzy czasie podczas pieszczot moj partner mial pare razy wytrysk. Mam nadzieje ze to nic nie zmienilo i nie jestem w ciazy. Mam juz takiego shiza ze czytam co dzieje sie i jakie sa obiawy w 15,16 tygodniu ciazy i doszukuje sie ich u siebie. Strasznie sie boje, chociaz okres spoznia mi sie dopiero 2 dzien, chociaz zawsze byl regularny:| Straszna jest taka niepewnosc...Czekam cierpliwie na nastepna miesiaczke...


jezeli miesiączki wygladały normalnie i po zażyciu tabletki "po" nie miałaś stosunku, to nie jesteś w ciąży. a na opóźnienie okresu wpływa bardzo wiele czynników (pogoda, stres, leki, odżywianie, aktywność fizyczna itd), więc nie przejmuj sie. zresztą to dopiero 2 dni. to jeszcze nie taka tragedia. no i oczywiście zawsze w takich sytuacjach można zrobić dla uspokojenia test :)

Podziele sie moimi spostrzezeniami dotyczacymi poziomu cukru we krwi
mierzonego rano na czczo.
Otoz wg dr kwasniewskiego u optymalnych powinien on wynosic ok 100-130. I
chyba rzeczywiscie tak jest, u mnie ksztaltowal sie w okolicach 100-105,
ale - napisalem ksztaltowal sie, poniewaz teraz jest on prawidlowy ( wg
mnie ) i wynosi ok 85. Dosyc dlugo nie moglem dojsc do tego co wplywa na
ten poziom cukru i jak nim sterowac, ale w koncu znalazlem rozwiazanie.
Dla niektorych moze to byc oczywiste, ale jest to wysilek fizyczny. Tylko
nie moze to byc taka forma aktywnosci, ktora powoduje spalanie tylko
kwasow tluszczowych, musi sie spalac cukier znajdujacy w miesniach, a wiec
jakis rodzaj wysilku beztlenowego, np silownia. I nie musza to byc godziny
treningu, calkowicie wystarcza ok 20-30 min trzy razy w tygodniu. Jest to
sprawdzone przynajmniej w moim przypadku, gdy przestaje cwiczyc na tydzien
lub dluzej poziom cukru stopniowo podnosi sie do wspomnianej wartosci
100-105, jednak juz po jednym dwoch terningach spada spowrotem do ok 85.
Jeszcze moze napisze moje BTW - 120:200:100.

--
Pozdr Piotr

Odżywiam się optymalnie od ok. 1,5 miesiąca. Oczywiście schudłem co mnie
bardzo cieszy. Jestem aktywny fizycznie, tzn. codziennie pływam. Jednak bez
przyjmowania magnezu w postaci tabletek mam skurcze. Jeżeli chodzi o warzywa
to spożywam w zasadzie tylko sałatę, kapustę, brukselkę i szpinak. Z tego co
wiem wszystkie te warzywa zawierają zarówno potas, magnez i wapń (a więc to
co wpływa na mięśnie i skurcze).

Czy coś robię nie tak?
Pozdrawiam

--
Wysłano ze strony http://forum.dieta-optymalna.info/

..

"Mikołaj" <aaabbb23@wp.pl> wrote in message news:bngkdq$2u8k$1@civ.pl...
Odżywiam się optymalnie od ok. 1,5 miesiąca. Oczywiście schudłem co mnie
bardzo cieszy. Jestem aktywny fizycznie, tzn. codziennie pływam. Jednak
bez
przyjmowania magnezu w postaci tabletek mam skurcze. Jeżeli chodzi o
warzywa
to spożywam w zasadzie tylko sałatę, kapustę, brukselkę i szpinak. Z tego
co
wiem wszystkie te warzywa zawierają zarówno potas, magnez i wapń (a więc
to
co wpływa na mięśnie i skurcze).

Czy coś robię nie tak?
Pozdrawiam

--
Wysłano ze strony http://forum.dieta-optymalna.info/


Witam,wiecej weglowodanow,przy Twojej aktywnosci fizycznej
to okolo 100g na dobe.
Orzechy,pestki slonecznika,kakao,czekolada gorzka.
Szkoda watroby na chemie.
pozdrawiam
kc

..

Użytkownik "Mikołaj" <aaabbb23@wp.pl> napisał w wiadomości
news:bngkdq$2u8k$1@civ.pl...
Odżywiam się optymalnie od ok. 1,5 miesiąca. Oczywiście schudłem co mnie
bardzo cieszy. Jestem aktywny fizycznie, tzn. codziennie pływam. Jednak
bez
przyjmowania magnezu w postaci tabletek mam skurcze. Jeżeli chodzi o
warzywa
to spożywam w zasadzie tylko sałatę, kapustę, brukselkę i szpinak. Z
tego co
wiem wszystkie te warzywa zawierają zarówno potas, magnez i wapń (a więc
to
co wpływa na mięśnie i skurcze).

Czy coś robię nie tak?
Pozdrawiam


Zjadasz prawdopodobnie za mało węglowodanów , liczyłeś ile ??? wychodzi ci
na dobe ??

Slawek

..

"MORGANO / BYTOM" napisał(a):

Małysz w początkowej fazie swojej kariery odżywiał się optymalnie
jak trenował w Austrii w ośrodku optymalnym w RAMZAU.
Najlepszy dowód jakie osiągał wyniki.
Zmiana diety doprowadziła go do ruiny.
Żaden trener mu nie pomoże bo nie ma siły się odbić od progu skoczni.
Morgano


A skad wiesz, ze A.Malysz odzywial sie kiedys optymalnie?
To, ze w ostatnich trzech latach A.Malysz osiagal fenomenalne wyniki jest
dowodem tylko na to, ze jest wybitnym skoczkiem a nie ze stosowal ta czy inna
diete.
Gdyby to bylo takie proste, to wystarczyloby, zeby wszyscy polscy sportowcy
odzywiali sie optymalnie i bylibysmy potega swiatowa w sporcie.

Moze zmiana diety A.Malysza przyczynila sie do jego pogorszenia wynikow w
tym sezonie, ale sprawa jest bardziej zlozona i od samej diety Adam nie
stanie sie znow nagle najlepszy.

Tak na marginesie, gdyby DO miala tak cudowny wplyw na witalnosc i tezyzne
fizyczna to bylby to czesty temat rozmow na tym forum.

Morgano,
Czy Ty dzieki wieloletniemu stosowaniu DO jestes bardziej aktywny fizycznie
niz "statystyczny" Polak? Jesli tak to napisz co i jak czesto cwiczysz.

Pozdrawiam,
Misiek

--
Wysłano ze strony http://forum.dieta-optymalna.info/

Chciałem się podzielić moimi wnioskami odnośnie wpływu żarcia
węglowodanów na ciśnienie tętnicze. Otóż tytułem wstępu, przez rok pracy
nad sobą, m.in. diety niskowęglowodanowej udało mi się zejść ze
średniego dobowego 143/78 na 123/70 czyli osiągnąłem swój cel bez prochów.

W trakcie kuracji zacząłem dużo biegać na tyle, że mnie to wciągnęło i
obecnie po raz trzeci szykuję się do oficjalnych zawodów, gdzie liczy
się nie zdrowie tylko wynik.
W związku z tym na dwa dni przed zawodami faszeruję się wyłącznie
węglowodanami o wysokim IG aby odbudować maksymalnie zapas glikogenu -
dziś jadłem przeciętny węglowodanowy syf, którym się kiedyś karmiłem,
tj. białe bułeczki, serek słodzony, pizza, frytki, ciastka (nie ukrywam,
że smaczne to świństwo). Skutek uboczny: ciśnienie 150/75 zarówno teraz,
jak i przed poprzednimi zawodami, lekki ból głowy. Oczywiście jest też
pozytywny skutek , tj. po prostu dostaję niezłego kopa i biegam po
prostu szybciej, jednak nie sądzę, by dobrze to wpływało na zdrowie.

Niniejsze spostrzeżenie kieruję do osób walczących z nadciśnieniem -
jeżeli ktoś mi nie wierzy to niech sam spróbuje diety
niskowęglowodanowej - jest w czym wybierać (atkins, montignac,
kwaśniewski) - moim zdaniem naprawdę warto a niedowiarkom, do których
sam się kiedyś zaliczałem, po prostu radzę spróbować.

Pozdrawiam

PS zdaję sobie sprawę, że moje wnioski mogą być błędne, tj. wyższe
ciśnienie wynika ze stresu przed zabiegami, ciśnienie mi się obniżyło
nie w wyniku diety tylko zwiększenia aktywności fizycznej lub innych
czynników; nie jestem ani naukowcem, który coś bada albo ideologiem,
który chce do czegoś przekonać - po prostu osobom walczącym z
nadciśnieniem proponuję spróbować obniżyć spożycie węglowodanów (w moim
przypadku ok. 100g/dobę o niskim IG) i zaobserwować wyniki, może się
uda, czego życzę zarówno chorym jak i zdrowym płacącym ZUS;)


Tytułem wstępu:
Mężczyzna, 30 lat, 191 cm, 105 kg
Siedzący tryb życia, BARDZO stresująca praca. Aktywnośc fizyczna bardzo
mała: 1-2 marszobiegi w tygodniu (7,5 km w godzinę). Nieregularne
posiłki. Okresowo prowadzone diety wspomagane chromem, błonnikiem i BIO
C.L.A.. Problemy ze zgubieniem zbędnych kilogramów nawet przy mniejszych
dawkach pożywienia i większym natężeniu ruchu. W 1996 roku przebyte
zapalenie mięsnia sercowego.
SPRAWA NAJWAŻNIEJSZA: POTWORNE OGÓLNE ZMĘCZENIE.

Wczoraj odebrałem wyniki i proszę o interpretację (w nawiasie
niski/wysoki wg laboratorium):

WBC 7.3 (4 / 10)
RBC 5,49 (3,70 / 5,50)
HGB 16,6 (12 / 16,5) powyżej normy
HCT 47,50 (36 / 50)
MCV 86 (80 / 98)
MCH 30,3 (26,5 / 34)
MCHC 35,1 (31,5 / 37)
RDW 12 (11,5 / 18)
PLT 280 (150 / 500)
MPV 7,2 (6,5 / 11)
PCT 0,201 (0,1 / 0,5)
PDW 9,5 (10 / 18) poniżej normy

I teraz to co martwi mnie najbardziej:

SUROWICA LIPEMICZNA

ALT 99,5 (5 / 49) - w badaniu z 15.09.2006 miałem 38,5
glukoza 104 (65 / 110) - w badaniu z 15.09.2006 miałem 89
cholesterol 292 (140 / 200) - w badaniu z 15.09.2006 miałem 220
trójglicerydy 612 (35 / 160) - w badaniu z 15.09.2006 miałem 118
magnez 0,62 (0,65 / 1,07) - w badaniu z 15.09.2006 miałem 0,62
TSH z 15.09.2006 - 2,33 (0,25 - 5)

Kobieta, która wydawała wyniki powiedziała mojej znajomej, że wyniki są
takie jakbym się najadł tuż przed badaniem. Badanie było o 9tej rano, a
jadłem ostatni raz koło 22giej dnia poprzedniego (w dzień lekki jeden
posiłek).

Do jakiego lekarza się udać przede wszystkim? Jakie dodatkowe badania
sobie zrobić przed wizytą u niego, żeby miał większy i lepszy podląd?
Jeśli ktoś zna jakiegoś specjalistę w warmińsko-mazurskim lub pomorskim,
który zdiagnozowałby co mi jest - prosze o namiary...

Proszeo pomoc, bo trochę mnie to wszystko zmartwiło, a ze służba zdrowia
nie maiłem styczności od 1996 roku :(...


Ta grupa dyskusyjna nie jest odpowiednia do Twojego tematu.
Zamieść cały ten post na grupie pl.sci.medycyna - tam możesz oczekiwać
kompetentnej odpowiedzi od lekarzy.

Ja na Twoim miejscu poszłabym najpierw do lekarza pierwszego kontaktu w
swojej przychodni.

codzienne odżywianie się. Co jesz naczęściej, a czego przeważnie unikasz?
Oczywiście nie chodzi mi o potrawy jako takie, czy produkty żywnościowe,
a o białka, tłuszcze i węglowodany w kontekście tych produktów, którymi
najczęściej się żywisz. I ile ich zjadasz?

Jedno jest pewne: stosowany sposób żywienia źle wpływa na Twoje
samopoczucie, więc należy je zweryfikować i zmienić na inne.

Krystyna



Mam pytanie- orientuje się ktoś może, ile można jeść dziennie (czy
tygodniowo) jajek? Jest jakiś limit?


 Wiedzma:-)

1.http://www.ncbi.nlm.nih.gov/entrez/query.fcgi?
cmd=Retrieve&db=PubMed&list_uids=2123379&dopt=Abstract

2.http://www.getyoungagain.com/yaproducts/html/articles/CholesterolISLo...
yII.html
3.http://www.stopgettingsick.com/Conditions/condition_template.cfm/7090...

Ilosc cholesterolu ktory sie zjada ma mniejszy wplyw na LDL (tzw. zly
cholesterol) anizeli ilosc nasyconych tluszczy w diecie.
Ile cholesterolu mozna bezpiecznie jesc zalezy jednak od  biezacego poziomu
LDL, innych czynnikow ryzyka (np. palenie papierosow, brak aktywnosci
fizycznej, stress itp) oraz idywidualnej wrazliwosci na cholesterol
(genetyka).
Podaje pewne interesujace linki;
1. Badania wykazaly ze jesli utrzymuje sie wartosc HDL w serum krwi jest
utrzymywany na poziomie 69-88% wartosci cholesterolu calkowitego, to
zagrozenie artherioskleroza wynosi :0-9 %,  pojawia sie natomiast ryzyko
tworzenia kamieni zolciowych: 48-84 %.
2.Pod  adresami kolejnymi podano informacje na temat zwiazku poziomow
cholesterolu z dlugowiecznoscia i zapadalnoscia na inne choroby.
Uwaza sie ze ludzie dlugowieczni dziedzicza pewien gen ktory jest
odpowiedzialny za wytworzenie duzych czasteczek HDL i LDL. Takie
czasteczki "puszyste" (potoczna nazwa)maja dzialanie ochraniajace dla
systemu naczyniowo-krwionosnego.
Gen ten czesto wystepuje w populacji  Zydow Ashkenazi i Zydow
zamieszkujacych  Wschodnia Europe (wiecej szczegolow pod zalaczonymi
adresami).

pozd. anna


1.http://www.ncbi.nlm.nih.gov/entrez/query.fcgi?
cmd=Retrieve&db=PubMed&list_uids=2123379&dopt=Abstract


2.http://www.getyoungagain.com/yaproducts/html/articles/CholesterolISLo...
t
yII.html


3.http://www.stopgettingsick.com/Conditions/condition_template.cfm/7090...
1

Ilosc cholesterolu ktory sie zjada ma mniejszy wplyw na LDL (tzw. zly
cholesterol) anizeli ilosc nasyconych tluszczy w diecie.


to dobrze dla mnie:-)

Ile cholesterolu mozna bezpiecznie jesc zalezy jednak od  biezacego
poziomu
LDL, innych czynnikow ryzyka (np. palenie papierosow, brak aktywnosci
fizycznej, stress itp) oraz idywidualnej wrazliwosci na cholesterol
(genetyka).


to już gorzej bo nie mam pojęcia:-)

Podaje pewne interesujace linki;
1. Badania wykazaly ze jesli utrzymuje sie wartosc HDL w serum krwi jest
utrzymywany na poziomie 69-88% wartosci cholesterolu calkowitego, to
zagrozenie artherioskleroza wynosi :0-9 %,  pojawia sie natomiast ryzyko
tworzenia kamieni zolciowych: 48-84 %.


ciekawy wybór;-p

2.Pod  adresami kolejnymi podano informacje na temat zwiazku poziomow
cholesterolu z dlugowiecznoscia i zapadalnoscia na inne choroby.
Uwaza sie ze ludzie dlugowieczni dziedzicza pewien gen ktory jest
odpowiedzialny za wytworzenie duzych czasteczek HDL i LDL. Takie
czasteczki "puszyste" (potoczna nazwa)maja dzialanie ochraniajace dla
systemu naczyniowo-krwionosnego.
Gen ten czesto wystepuje w populacji  Zydow Ashkenazi i Zydow
zamieszkujacych  Wschodnia Europe (wiecej szczegolow pod zalaczonymi
adresami).


dzięki, poczytam:-)

pzd. Wiedźma



| ...czyli naukowe szukanie na siłę JEDNEGO kozła ofiarnego...

" Eksperci zastrzegają, że bardzo trudno jest oddzielić wpływ
poszczególnych elementów naszej diety na ryzyko raka (...)
Uczestniczki tego badania, jedzące czerwone mięso i unikające go,
różniły się poważnie innymi czynnikami, mogącymi po części wpływać na
ryzyko rozwoju raka, takimi jak wiek, waga i stopień aktywności
fizycznej"


W tytule, iwon(K)o, w tytule jest zawarta perfidia nałukowców.
I to - "czerwone mięso" - jest obecnie na cenzurowanym, a resztę
szkodliwych współczynników radośnie się ignoruje w stale ponawianych
podobnych badaniach...
Czerwone mięso - to współczesny "kozioł ofiarny", na którego można
w magiczny sposób "zwalić wszystkie winy i wygnać na pustynię"...

| I jak zwykle NAUKOWE badanie oparte jest o metodę gadu-gadu ;)

a gdzie sie dokopalas do metodyki badania? masz jakies namiary
to podaj.


Chcesz powiedzieć, że badanie efektów jakiejkolwiek diety na ludziach
robiono za pomocą wsadzenia badanych do pomieszczeń laboratoryjnych
na pół roku, czy na kilka lat?
Czyli badania robiono inaczej niż badaniem ankietowym?
Ludzie, to nie myszy laboratoryjne, nie da się ich wyizolować ze
środowiska i odizolować od wszelkich szkodliwych czynników.

| a wnioski oparte są na domniemaniach i jedynie słusznych zdrowych
| zaleceniach, których - jak widać z owego "badania" - kobiety
| nie przestrzegają (skoro "zwiększa się ryzyko raka piersi"),
| choć wiadomo wszem i wobec, że w nie całkowicie wierzą... 8)

jw- gdzie te jedyne i sluszne widzisz?


Ty w ogóle już nie potrafisz samodzielnie myśleć...(?!)... 8(

Krystyna


| |

| To co piszesz jest dla mnie oczywiste. Interesuje mnie jednak głębsza
natura
| owych powiązań pola magnetycznego z naładowaniem elektrostatycznym
| atmosfery.
| Szczególnie w sytuacjach zakłóceń pola magnetycznego -typu rozbłyski na
| słońcu. Ciekawa jest również zależność dobowych zmian położenia słońca /co
| rzutuje na magnetosferę ziemi/ właśnie na zmiany w jonizacji atmosfery.

Od takiego pytania powinieneś zacząć, bo strasznie lawirujesz ;). Powiem
tyle
że sam jestem ciekaw i pewnie sami naukowcy także. Może rzuć to pytanie
jeszcze raz na główny temat, może znajdą się jakieś konkretniejsze
odpowiedzi.
Myślę jednak, że będą to tylko domysły i niesprawdzone hipotezy- jak z
pogodą
na najbliższy miesiąc (zbyt wiele złożonych czynników oddziaływań). Prawda
wydaje się być taka, że aktywność słoneczna może i prawdopodobnie wpływa na
pogodę w krótkim okresie czasu,jak również w wymiarze długoczasowych
klimatycznych trędów. Zmiany w magnetosferze (wydaje się) że są przekazywane
do niższej atmosfery, gdzie mogą mieć wpływ na cyrkulację mas powietrza.
Jeśli
zostaną odkryte zależności fizyczne między magnetosferą a dolną atmosferą,
być
może będzie można lepiej przewidywać pogodę. Naukowcy są jednak zdania że
magnetosfera ma raczej niewielki wpływ na klimat, niemniej wiele jest
jeszcze
do zbadania.  janko
jeszcze raz ja, chciałem tylko dodać, że duże rozbłyski na słońcu (jak


wiadomo) zakłócają odbiór fal radiowych, co może i oznacza zanik jonosfery,
która odbija te fale. janko

--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl


--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl


Astrologowie przez wieki zapewniali, że pora roku, w której dziecko się
rodzi, decyduje o jego losie. Szerokie badania przeprowadzone w ciągu
siedmiu lat wydają się potwierdzać, że dzieci przychodzące na świat zimą
z większym prawdopodobieństwem wyrosną na ludzi dużych, inteligentnych,
odnoszących sukcesy niż urodzone latem.

Pod kierunkiem naukowców z Uniwersytetu Harvarda obserwowano rozwój
21000 chłopców i dziewczynek na całym świecie. Okazało się, że jest
zależność między porą roku, w której dziecko się urodziło, a jego wagą,
długością, rozmiarem głowy i zdolnościami umysłowymi.

To badanie jest najnowszym – i największym – z serii ogólnoświatowych
projektów mających ocenić wpływ pór roku na ludzkie zdrowie,
długowieczność oraz rozwój fizyczny i umysłowy. W 2002 r. naukowcy z
renomowanego niemieckiego Instytutu Badań Demograficznych Maxa Plancka
ogłosili, że ludzie urodzeni jesienią żyją dłużej niż urodzeniu wiosną.
Mniej też chorują w podeszłym wieku.

Od wielu lat astrologowie opracowywali wpływ daty urodzenia na losy
człowieka. Obecnie zaczyna się to traktować poważniej.

Pora urodzin może też wpływać na to, czy jest się optymistą, czy
pesymistą. Dzieci letnie mają pogodniejsze spojrzenie na świat niż
zimowe zrzędy.

W Polsce badaniem wpływu daty urodzenia na losy i zdrowie zajmował się
prof. Andrzej Brodziak ze Śląskiej Akademii Medycznej. Co więcej
zajmował się on również wpływem aktywności słonecznej ("Nadchodzi sztorm
słoneczny") na życie ludzi.

Astrologia została po raz kolejny potwierdzona.


Chcialem sie dowiedziec do jakiego wieku czlowiek rosnie
oraz czy cwiczenia fizyczne maja wplyw na zachamowanie wzrostu,
slyszalem na ten temat rozne opinie


IMHO ćwiczenia fizyczne na siłowni mogą tylko zahamować wzrost. Mój brat w
wieku 14 lat zaczął "pakować" i przestał rosnąć w wieku 16-stu lat. Tu
chodzi o osiadanie i krzywienie się kręgosłupa.
Natomiast każda inna aktywność fizyczna IMO nie ma wpływu na wzrost. Ja mam
17 lat i jeszcze rosnę, ale bardzo powoli (kilka cm rocznie), a jeszcze
1,5 - 2 lata temu rosłem dobrych kilka cm miesięcznie.
Czynnikiem, który warunkuje wzrost człowieka jest hormon somatotropina i to
od jej poziomu we krwi zależy między innymi wzrost (poza tym podnosi ona
poziom glukozy we krwi, przyspiesza przemianę materii i ukierunkowuje
metabolizm na przewagę anabolizmu nad katabolizmem). Wydzielanie tego
hormonu u człowieka jest różne u dziewcząt i różne u chłopców. Dziewczęta
przestają rosnąć wcześniej, a chłopcy później, przy czym u chłopców można
wyróżnić dwa okresy podwyższonego wydzielania somatotropiny (o ile sie nie
myle to miedzy 11-12 i miedzy 15-16 rokiem zycia), wtedy chłopcy rosną
bardzo szybko (tak było ze mną)!
Do tego należy jeszcze dodać, że każdy człowiek jest inny i w zasadzie
książkowe dane to tylko duże przybliżenie. Wspomnę jeszcze o zaburzeniach w
wydzielaniu somatotropiny. Jej niski poziom powoduje karłowatość i
zatrzymanie procesu wzrostu juz we wczesnym dzieciństwie, natomiast jej
wzmożone wydzielanie może prowadzić do gigantyzmu.

Reasumując każdy z nas jest inny, żyje inaczej i w innym środowisku, tak
więc nie można jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie: do jakiego wieku
człowiek rośnie?

Zdroofka i szczęśliwego Nowego Roku życzy
Szachysta



1.Czy kabel glosnikowy moze miec wplyw na dzwiek zestawu audio ?


Moze. Parametry, na ktore nalezy zwrocic uwage to impedancja kabla.
Najpierw patrzymy na rezystancje kabla. Oczywiscie im mniejsza, tym
lepiej.
Jak wiadomo, w takich kablach plynie prad zmienny o dosc duzym natezeniu
i napieciu (w przypadku "grania na maxa").
Wplyw bedzie miec tu wiele czynnikow.

a) nagrzewanie sie kabla pod wplywem przeplywu pradu o wiekszym
natezeniu (stosuje sie wtedy grubsze kable) - zwiazana z tym zmiana
rezystancji.

b) "sciaganie" przez kabel roznych zaklocen, ktore "wchodza" do
wzmacniacza "od tylu", czyli poprzez koncowke mocy i powoduja
powstawanie przeroznych efektow (uwaga ta dotyczy dlugich kabli).

c) sposob umieszczenia tego kabla. Jesli bedzie on sobie np. lezal na
stacji tyrystorowej to...

2.Czy dwa kable o identycznej rezystancji moga brzmiec roznie ?


Oczywiscie. Np. kabel zwiniety w rulonik, lub nawiniety na rdzen
(szczegolnie  stalowy lub ferrytowy ;)) bedzie zupelnie inaczej brzmial,
mimo tego, ze dla pradu stalego bedzie ta sama rezystancja.

Chodzi mi o fizyczna interpretacje tych zjawisk. Poglady audiofilskie znam
juz w calej rozciaglosci.


Jest dodatkowo kilka zrodel zaklocen, ktore moze "sciagac kabel".
Jest to jednak sprawa wielce subiektywna. Sam znam (pracujac w tym
biznesie juz kilka lat), ze jeden i ten sam kabel brzmi dla niektorych
"fatalnie", a dla innych jest "idealny"...
Kiedys bawilem sie w mierzenie kabli na analizatorach widmowych itp.
sprawach. Najwiekszy wplyw ma dlugosc kabla. Po prostu im dluzszy, tym
wiecej zaklocen bedzie w coraz to nizszych pasmach od gory. Ale to
dotyczy kabli dlugich na kilkaset metrow.
Jest wiec to sprawa subiektywna.
O wiele wiekszy wplyw na odbierany dzwiek maja same zestawy glosnikowe.
To one w glownej mierze decyduja o jakosci dzwieku odsluchiwanego.
Stosuje sie przerozne cuda, aby temu zapobiegac - zwrotnice aktywne,
korektory fazy, zasilanie kazdego glosnika z osobnego wzmacniacza ze
zwrotnica aktywna...
Tak wiec pracujac nad jakoscia, zwroc wieksza uwage na zestawy
glosnikowe.
To przede wszystkim decyduje o jakosci. Jest to bowiem najslabszy
element zestawu dzwiekowego.

Z gory dziekuje


      Szanowanko!
     -+= McKey =+-



Takie a nie inne zachowanie innej osoby jest jej cechca, ktora opisuje ta
osobe.
Ja uwazam, ze nie ma stalych "okreslen", czegos co na stale jest przypisane
czemus.
Wszystko jest w ruchu, i wraz z nim sie zmienia.
Atrybut
Mozna przypisac atrybutowi liczbe czynnosci/zdarzen,
ktore wystepuja wraz z istnieniem danej istoty.
I wowczas przypisalbym zdarde.


Wymiar jest związany z atrybutem (matematycznie), przypisując zdradę
jakiemuś wymiarowi sprowadzasz go do atrybutu (np. liczby), co
niepotrzebnie i mocno spłyca złożoność psychiki i zachowania człowieka.

Wyrozniamy:
Bialka, weglowodany, lipidy (tluszczowce), kwasy nukleinowe (DNA, RNA)
Gen jest czescia DNA, zawiera od kilku tuzinow par zasad do wielu tysiecy
par zasad.
Mamy wiec zlozonosc od mniejszej do wiekszej
atom, czasteczka, zasada, grupa par zasad, GEN, DNA, komorka...
Choc czesci skaldowe i czlowieka i zwierzat sa takie same (tak jak

to jednak uklady(grupy) wzajemnych powiazan sa inne, bardziej zlozone.


DNA to kod - nośnik informacji i bez sensu jest go porównywać z atomem czy
związkami chemicznymi. On kontroluje wszystkie inne struktury włączając
swoją replikację AFAIR. Wszystko inne jest materią fizyczną o mniej lub
bardziej skomplikowanych zasadach działania, która jest kształtowana przez
geny. Inny poziom abstrakcji po prostu.

| Nieprawda, altruizm jest wymysłem cywilizacji, natura jest egoistyczna na
| wskroś.
Natura, czyli prawda fizyczna, prawda czlowiek-przedmiot, istota-istota
wsrod zwierzat jest egoistyczna na tyle na ile sa mozliwsci do realizacji.
Czlowiek moze miec wplyw na wlasne mozliwe czynnosci, tym sie
np rozni od zwierzat, altruizm nijak sie ma do instynktu.



| Przypuszczam, że Stanisław nie pojmuje zdrady jako czegoś złego, ale jako
| rzecz naturalną. To jego filozofia i należy ją szanować. Po prostu nie
| nadaje się do związku monogamicznego, być może jest w mniejszości, ale to
| nie znaczy, że należy go nawracać czy potępiać (coś jak homoseksualizm).
| Jedynym problemem jest znalezienie dla niego partnera (czy też wielu),
| którzy wyznają taką samą filozofię, ponieważ jego związki z monogamistami
| prowadzą albo do ograniczenia jego aktywności albo potencjalnego
| oszukiwania partnerki.
Wlasnie zasugerowalem, ze to jest kwestia zawartej umowy.
Jesli umowa dopuszcza takie przypadki, to nie ma problemu.


Odniosłem wrażenie, że uznajesz zdradę za zło absolutne. Więc przedstawiłem
inny model.



| Martin nie zgrywaj sie. Dzialanie takie jak grawitacja temperatura
| itd, bedzie wplywala w podobny sposob na podobne jednostki.

A wiec jednak dziala... masz odpowiedz na pytanie, czy astrologia
dziala.
To jest jeden z jej przejawow.


Gdzie???

| Natomiast
| nie da sie rozroznic fizycznie osob urodzonych w roznych znakach
| zodiaku, jezeli jest to mozliwe to niech mi to jakis astrolog
| udowodni.

A zapomnij zesz juz wreszcie o tych durnych znakach zodiaku. To tylko
pewna symbolika. Chodzi o to, czy dany czlowiek urodzil sie w okreslonym
okresie roku, znaki zodiaku sa tylko pewna nalecialoscia "historyczna".
Chodzi generalnie o caly zespol roznych czynnikow, ktore wplywaja na
danego czlowieka.
Mamy wplywy wszystkiego - poczawszy od 11-letniego cyklu slonecznego,
zacmien Ksiezyca i Slonca (i zwiazanych z tym anomalii - byles na 100%
zacmieniu i widziales, jak zachowywaly sie zwierzeta??????????).


Zgodze sie, ze moze to miec wplyw na zdrowie fizyczne czy psychiczne
(np. aktywnosc Slonca) choc musial by to byc wplyw minimalny. A i tak
Ksiezyc tym wplywem przebil by na tyle wplyw pozostalych planet, ze
praktycznie cala astrologia powinna sie opierac tylko na Ksiezycu.
Zreszta zapewne nie moment urodzenia ale pierwsze chwile po poczeciu
powinny sie liczyc, bo cala ciaza to stanowczo za dlugi okres...

Dopiero caly zespol wplywow roznych czynnikow na zachowanie czlowieka
brany jest pod uwage. Przeciez to jest oczywiste, ze na jesien-zime
czesciej jestesmy senni, niz w lecie.
Posrednio wiaze sie to z tym, ze jest mniej swiatla slonecznego itp.


Ale dalej nie moze to miec wplywu na przyszlosc!

                  Delfino



ufff... dzieki, juz myslalem ze "za dobrze" mi poszlo ;)


Niee, to tylko nasz specjalista od Tarota (ktory znow wyszedl mi z kf-a)
troszke zle zrozumial.

cwiczenia takie powoduja rozciaganie miesni, stawow, powiekszaja pojemnosc
pluc,
stymuluja krazenie, reguluja wydzielanie gruczolow i podobniez zwiekszaja
elastycznosc kregoslupa.


Jasne, ze tak, tutaj nie bede sie czepial ani dyskutowal, jest to raczej
bezsprzeczny fakt.

pomagaja harmonizowac system nerwowy oraz immunologiczny


Tutaj juz budzi sie moj wrodzony sceptycyzm. Nie bardzo rozumiem, w jaki
sposob mialyby wplywac na nasz system immunologiczny. Mozna prosic o jakies
blizsze wyjasnienia?

Tyle na planie fizycznym, co do regulacji pola bioenergetycznego to mialy
by
one regulowac aktywnosc centrow energetycznych, czyli czakramow.


Jako ze teraz moj sceptycyzm nie dosc, ze sie obudzil, to jeszcze telepie
sie w panice widzac to zdanie, po prostu chyba odpuszcze sobie komentarz.
Nie wierze w zadne pola bioenergetyczne i insze czakramy, ale oczywiscie
szanuje ludzi, ktorzy uwazaja, iz jest to prawda - powstrzymam sie wiec od
zgryzliwych komentarzy (wszak jest to zreszta grupa paranaukowa, wiec to
Panstwo sa tutaj gospodarzami, a ja tylko gosciem - co juz gdzies pisalem).

Mysle ze bylo by o wiele mniej bezowocnych awantur gdyby komus jeszcze


spodobal sie moj punkt widzenia, ale to jedynie moje

spekulacje ;))


To jest chyba sluszna koncepcja :) Nie wierze, nie rozumiem - nie wyszydzam.

Jednakze wierze ze skoro Tybetanczycy juz wieki temu nie mylili sie co do
reszty cwiczen i w zestawie umiescili rowniez tego baczka to czemus on
napewno sluzy.


E, tam :)

Pozdrawiam
Mirek


| ufff... dzieki, juz myslalem ze "za dobrze" mi poszlo ;)

Niee, to tylko nasz specjalista od Tarota (ktory znow wyszedl mi z kf-a)
troszke zle zrozumial.


A tak, juz kojaze :)

| pomagaja harmonizowac system nerwowy oraz immunologiczny

Tutaj juz budzi sie moj wrodzony sceptycyzm. Nie bardzo rozumiem, w jaki
sposob mialyby wplywac na nasz system immunologiczny. Mozna prosic o
jakies
blizsze wyjasnienia?


Gdyby nie drastyczne ciecia tekstu ktorych dokonales, nie byloby wrazenia ze
jest to moje definitywne twierdzenie ktorego jestem w jakis sposob
zobowiazany bronic, ale tak na chlopski rozum ...

Przygladajac sie cwiczeniom (nie wpomne o wykonywaniu) mozna zauwazyc ze
jest tam polozony nacisk na stymulacje rejonow w ktorych maja zwyczaj
przebywac gruczoly odpowiadajace za dystrybucje hormonow (szyja - tarczyca,
nerki - nadnercza, ledzwia - gonada). Pomijajac fakt ze ogolnie dobra
kondycja fizyczna niekoniecznie wymuszona tymi cwiczeniami, korzystnie
wplywa na wzmocnienie systemu odpornosciowego(!), to mysle ze fakt powyzszy
rowniez mozna brac jako przeslanke tlumaczaca korzystny wplyw tych akurat
cwiczen na s. immunologiczny.
Wracajac jeszcze do kolowrotka, dopiero teraz przyszlo mi na mysl ze takie
obroty moga stymolowac przysadke mozgowa, nieprawdaz?  A za co
odpowiedzialna jest przysadka?

Dcoop, czy jesli udowodnie Ci ze obroty wplywaja na przysadke, przysadka
odpowiednio inaczej wydziela wtedy hormony, a hormony poprawiaja sprawnosc
s. immunologicznego - uwierzysz w to i tym samym przyznasz ze jestes (jak to
sam okresliles) idiota?

| Tyle na planie fizycznym, co do regulacji pola bioenergetycznego to
mialy
by
| one regulowac aktywnosc centrow energetycznych, czyli czakramow.

Jako ze teraz moj sceptycyzm nie dosc, ze sie obudzil, to jeszcze telepie
sie w panice widzac to zdanie, po prostu chyba odpuszcze sobie komentarz.


Melise ???

Nie wierze w zadne pola bioenergetyczne i insze czakramy,


A kto Cie zmusza zeby WIERZYC?  Zainteresuj sie fotografia kirlianowska,
zobacz, dowiedz sie na jakies zasadzie dziala, wtedy albo bedziesz WIEDZIAL
(a nie wierzyl), albo udowodnisz ze to jakas sztuczka magiczna. Pewnie
szkoda Ci czasu na pierdoly, ale jesli reakcja Twojego sceptycyzmu jest taka
gwaltowna to moze dobrze by bylo ukoic skolatane nerwy i dowiedziec sie jak
to naprawde jest?  Jesli naprawde Cie to interesuje mozesz nawet osobiscie
poczuc lub dostrzec wlasne pole bioenergetyczne. I wcale nie chodzi o to ze
'wystarczy uwierzyc'...





[...]

Do modelu matematyczno-fizycznego trzeba by dodać element algorytmiki.
W takiej konstrukcji poszczególnym reakcjom fizjologicznym odpowiadałyby
instrukcje algorytmu.
Instrukcja parcia na ścianki pęcherza odesłałaby nasz model do pudełeczka
z piaskiem i vice-versa.
Obserwator dostrzegałby w takim modelu zachowania zgodne z oryginałem
interpretując je jako tym samym zgodne z rzeczywistością a wiec -
prawdziwe.Procesor "wiedziałby" co kot widzi i jakie będą jego potencjalne
reakcje na podstawie budowy kociego oka i jego ośrodkowego UN. którego
odwzorowanie ma w swoim programie zawierającym dane.
  Również wpływ czynników zewnętrznych i wewnętrznych procesów
fizjologicznych w formie algorytmicznej taki program mógłby z jakąś tam
precyzją przewidywać i tym samym - określać.Oczywiście nie
wszystkie.Zawsze można zaimplikować  element przypadkowości i
prawdopodobieństwa
który tłumaczy (opisuje) nieskoordynowane zachowania zwierzaka.

[...]

Wszystko być może mogołoby się odbyć dokładnie jak opisujesz, lecz pomiary
ciśnienia na pęcherz czy nawet dokładne ustalenie aktywności
neuroprzekaźników nie powiedziałyby nam NIC na temat tego, co kot
rzeczywiście odczuwa.

Jak widzimy że kot się odlewa, to wnioskujemy, że to dlatego, że mu się
chce.  Prawdopodobnie mamy tu rację, ale to tylko dlatego, że nam się też
'chce' od czasu do czasu.  Tak na prawdę to nic nie wiemy o kocich
odczuciach i dopuszczamy się tu antropomorfizmu.  Pomiary nie oddaja
subiektywnego 'chcenia', kota a jedynie na nie wskazują - jeśli jesteśmy
skłonni jedno z drugim utożsamiać.  Many więc do czynienia z relacją
pośrednią.

Kot, być może, jest pozbawiony jakiegokolwiek 'chcenia'.  Nie jest
wykluczone, że kot to tylko bardzo skomplikowana maszyna, która 'działa'

neuroprzekaźniki, mózg, i reszta fizjologii będą funkcjonować nienagannie.

Algorytm może to wykazać, tak jak badania ciśnienia w pęcherzu czy innych
kocich organów.  To są jednak pomiary bądź modele obiektywnych procesów,
które mogą, lecz nie muszą posiadać subiektywny, świadomy odpowiednik.  A
nawet jeśli go posiadają, to jescze nie oznacza, że to jedno i to samo.

Ciąg doznań świadomych na pewnym odcinku ma JAKIŚ związek z procesami
fizjologicznymi, ale czy nimi jest?  Pomiar jest tylko pomiarem tych
procesów.  Świadomość kota jest tu paralelna i znana tylko kotu.

.


Mam tak:
stężenie zmierzone 'przed' i 'po' egzaminie (czyli w stresie i bez)
dodatkowo mam: płeć, jakość snu, ocenę stresu, aktywność fizyczna
(była/nie
było). Poza płcią :-) wszystkie zmienne opisujące mogą się różnić 'przed'
i
'po'. To gdzie tu jest zmienna sterująca..??


jak na razie to tu nic nie ma.
jaka jest struktura?
co jest egzogeniczne a co nie?
jak wszystko zalezy od wszystkiego i nie masz nalozonej apriori struktury
(dokladnej charakterystyki ortogonalnych szokow) to nic nie da sie zrobic.
w szczegolnosci nie ma sensu pytanie jaki wplyw ma jedna zmienna na druga.

jezeli nie mozna roznicowac, tzn. ze zmienne egzogeniczne nie sa tak
naprawde zmiennymi egozogenicznymi
ale zaleza od zmiennych bardziej fundamentalnych.
Najprostrza metoda rozwiazania tego problemu to zalozenie, ze zmienne
objasniajace zaleza od jescze bardziej fundamentalnych zmiennych, ktore
sobie nazwalem sterujacymi.

W tym przypadku sa w zasadzie trzy mozliwosci
1. wszytskie zmienne objasniajace sa ortogonalne, wtedy wszystko bedzie
bardzo proste, ale zalozenie to prawie na pewno jest falszywe.
2. Przyjac a priori, ze pewna grupa zmiennych (o ktorej tez nalezy przyjac,
ze sa ortogonalne) nie zalezy od pozostalych zmiennych, ale pozostale
zmienne objasniajace i objasniane od niej zaleza. Tej grupy zmiennych
fundamentalnych nie da sie identyfikowac.
3. Przyjac, ze wszystko zalezy od wszystkiego. Jak jest wiele obserwacji to
to sie jeszcze nadaje do prognozowania, ale do niczego wiecej ze wzgledu na
brak struktury. Jezeli bedziesz chcial okreslic co na co i jak wplywa to
staniesz przed takimi samymi problemami jak przy strukturalnych modelach
typu VAR - trzeba bedzie przyjac a priori schemat identyfikacji szokow
strukturalnych od ktorego wszytsko zalezy. W przypadku nawet dobrze
rozpoznanych problemow nie wiadomo jak to zrobic a co dopiero tutaj.


http://www.ochwat.pl/seminaria.html

Kurs korekcji kopyt z dr Strasser
Krokowa woj. pomorskie 2-4 maja 2008

Seminarium skierowane jest przede wszystkim do właścicieli koni i kowali. Uczestnicząc w nim będziesz miał możliwość nauczenia się prawidłowej samodzielnej korekcji kopyt. Część teoretyczna obejmuje zasady prawidłowego i zdrowego utrzymania konia oraz wiedzę na temat prawidłowej korekcji kopyt. Zajęcia praktyczne pozwolą Ci na przeprowadzenie korekcji pod okiem jednego z najlepszych fachowców w tej części Europy. Aby samemu prowadzić kopyta swojego konia potrzebujesz jedynie noża i pilnika. Regularne poprawne korygowanie uchroni konia przed wieloma schorzeniami a twoją kieszeń przed wydatkami. Dr Strasser specjalizuje się w leczeniu koni poochwatowych, trzeszczkowych i zacieśnionymi kopytami. Skutecznie leczy i przywraca do pełnej aktywności końskich pacjentów uznanych za przypadki nieuleczalne.

Program seminarium:

Dzień I
Omówienie potrzeb środowiskowych koni, identyfikacja szkodliwych warunków tradycyjnego utrzymana koni. Anatomia, mechanika i funkcjonowanie końskiego kopyta, znaczenie tych funkcji i wpływ kucia na kopyto.
8:30-9:00 - rejestracja
9:00-17:00 - wykłady

Dzień II
Podstawy anatomicznie i fizycznie prawidłowej korekcji kopyt. Prawidłowa korekcja koni zdrowych jak też korekcja lecznicza koni po ochwacie, trzeszczkowych i z przykurczem. Zdrowe prowadzenie nieokutych koni, w tym koni wyczynowych.
9:00-17:00 - wykłady

Dzień III
Praktyczne rozczyszczanie koni. Zajęcia na martwych kopytach.
9:00-17:00 - zajęcia praktyczne

Seminarium zaplanowane jest w KROKOWEJ woj. Pomorskie w dniach 2-4 maja 2008.

Odpłatność 600 zł za trzy dni, bez wyżywienia i zakwaterowania.

Możliwość rezerwacji noclegów (w cenie 25-30 zł) i zamówienia pełnego wyżywienia na miejscu.

Podczas seminarium kawa, herbata oraz zimne napoje - bez dodatkowych opłat. W drugi i trzeci dzień - dla chętnych galopy o wschodzie słońca po nadmorskiej plaży (nieodpłatnie). Wyjazd tylko dla osób dobrze jeżdżących - taki teren trwa 2,5 godziny.
Po zajęciach codziennie zapraszamy na nieodpłatną jazdę konną. Wieczoram ognisko.

Seminarium będzie tłumaczone na język polski, uczestnicy otrzymają materiały szkoleniowe w języku polskim.

Zgłoszenia i pytania prosimy przesyłać na adres: ochwat@ochwat.pl

Droga Ewo (F-ka'o),

Myślę, że z klaczą, którą tu opisujesz jest wszystko w porządku. Klacze, z którymi jest coś nie tak:
a) przejawiają wszystkie elementy samczego zachowania płciowego we właściwej kolejności i we właściwym kontekście tj. próbują klacze (obwąchują, podszczypują) a dopiero potem je obskakują
b) zachowanie przedkopulacyjne i kopulacyjne wykazują w stosunku do klaczy w rui
c) ich zachowanie ma charakter powtarzalny, względnie stały a nie przypadkowy (bo testosteron w ich krwiobiegu jest ciągle)

To co opisujesz wygląda raczej na zabawę (domyślam się, chociaż może błędnie, że to jest grupa młodych klaczek). Źrebięta i młode konie obu płci często obskakują się nawzajem, w dokładnie taki sam sposób jak robią to ogiery podczas stanowienia. Jest to forma zabawy a nie aktywności płciowej mimo, iż u ogierków może występować w tej sytuacji erekcja. Takiemu obskakiwaniu nie towarzyszą inne zachowania przedkopulacyjne, a zatem jest ono ‘wyrwane z kontekstu płciowego’ czyli stanowi formę zabawy. Podobnie jak walki sparingowe młodych ogierów czy zabawy młodych kotów w polowanie na rodzeństwo itp. są szeregiem wyrwanych z kontekstu wzorców ruchowych. Nie służą one osiągnięciu konkretnego celu (przepędzenia rywala, zjedzenia brata czy siostry) ale rozwojowi sprawności fizycznej i zachowań społecznych.

Niezwykle trudno jest mi się wypowiedzieć czy sąsiedztwo grupy ogierów mogło mieć wpływ na zachowanie tej klaczy. Nie znam faktów naukowych sugerujących, że ‘mogło’. Nie znam też takich które skłaniałyby mnie do twierdzenia, że ‘na pewno nie mogło’. Po prostu, na temat wielu aspektów końskiego życia my ludzie wiemy bardzo niewiele. Jednym z nich jest uczenie się przez naśladownictwo. Myślę, że z braku atrakcyjniejszej koncepcji można założyć, że to był przypadek. No chyba, że ktoś z forumowiczów posiada informacje, które mogłyby wnieść coś do aktualnego stanu wiedzy, to proszę się podzielić....

Dominique,
Tak, zarówno otoczkowiak jak i Zespół Feminizacji Jądrowej wsytępują u psów. Obojnactwo może się przytrafić każdemu Nie posiadam natomiast wiedzy na temat androgenizacji u ciężarnych suk.

Pozdrawiam
Magda

_Mithrandrin odnośnie trybu życia: iść spać nie później jak o godzinie 23, spać minimum 8 godzin na dobę, nie opuszczać posiłków, spożywać więcej pokarmów bogatych w białko w godzinach rannych a mniej pod koniec dnia, unikać jedzenia w stanie podniecenia nerwowego, przeprowadzać regularne badania w ramach profilaktyki kardiologicznej i onkologicznej. Znajdź w tygodniu czas na jakąś aktywność sportowa 30-40 minut 3 razy w tygodniu, bo z racji grupy krwi masz wysoki poziom wyjściowy kortyzolu (hormonu stresu), więc na pewno łatwo się stresuje, a to jest przyczyna wielu dolegliwości fizycznych, zaś wysiłek sportowy jest takim jakby wentylem który pomoże upuścić Ci cały ten stres, wbrew pozorom.

zalecenia dietetyczne: jedz więcej posiłków, ale mniejszych niż dotychczas (w zależności od tego ile czasu jesteś na nogach 5 lub 6 posiłków dziennie). Unikaj mięsa (ale nie całkiem oczywiście), ogranicz spożycie kurczaka i indyka do 2-3 posiłków tygodniowo, jako główne źródła białka traktuj produkty sojowe, fasole i świeże owoce morza, TŁUSTE ryby (makrela, łosoś, dorsz, karp etc.) ( jednak unikaj ryb mrożonych, kupuj tylko świeże), uwzględniaj w diecie umiarkowane ilości kefirów, jogurtów, maślanek i serów, unikaj natomiast produktów ze świeżego mleka, unikaj pszenicy (jeśli masz problem z nadwaga lub tendencje do wydzielania nadmiernie śliny), jedz jak najwięcej warzyw i owoców (czyli micha warzyw do każdego posiłku, uzupełniona oliwa z oliwek lub olejem lnianym), jedz dużo orzechów i nasion (orzechy ziemne, włoskie, siemię lniane, masło orzechowe) wpływa to bardzo korzystnie na serce, pij zielona herbatę dla dodatkowego wzmocnienia układu odpornościowego (ze względu na antyoksydanty w niej zawarte), jedz pokarmy bogate w witaminę A, takie jak marchew, szpinak i brokuły, by podnieść poziom jelitowej fosfatazy zasadowej. WARZYWA KTÓRYCH POWINIENEŚ UNIKAĆ: Kapusta, pomidor, ziemniak. WARZYWA KTÓRE SĄ CI SZCZEGÓLNIE ZALECANE: brokuły,cebula, chrzan, cykoria, czosnek, dynia, kalarepa, koper, marchew, por, rzepa, sałata, seler, szpinak.

profilaktyka odnośnie tego, że jesteś mężczyzną: przed snem cynk, magnez i witamina b6 (najlepiej w postaci chelatowanej), można to kupić połączone razem pod nazwa handlowa ZMA. Magnez najlepiej spożywaj też w ciągu dnia, jeśli prowadzisz stresujący tryb życia (nie przekraczając dawki 600mg) wynika to z tego, że nawet 20 minutowy stres jest w stanie pozbawić Cię całej dziennej dawki magnezu.

Mówiąc o sporcie, który rozwinął się w czasach kapitalizmu, nie miałem na myśli jakieś formy aktywności fizycznej która była zawsze, ale tą cześć związaną z rywalizacją. Chodziło mi bardziej o nasilenie tendencji w wychowaniu i kulturze, którą wprowadził kapitalizm. Najlepiej to widać w U.S.A. Współczesnego wychowanie w dużym stopniu opiera się na uczeniu rywalizacji, byciu za wszelką cenę lepszym od innych, nie opiera się na rozwijaniu indywidualnych zdolności, potencjału, nie poszukuje się u młodego człowieka jego użyję górnolotnego słowa powołania, ale raczej robi się z niego masowego konsumenta, który ma dużo kupować i konsumować. Współczesny sport jest tylko cześcią większego zjawiska społecznego świata zachodu, w którym funkcionujemy. Czy rywalizacja jest wpisana w naturę człowieka?, a może jest wynikiem socjalizacji?, a może wpływa natura i kultura?, ale w jakim stopniu?.
Przeciwstawiam aktywność fizyczną jaką jest sport(choć nie jestem jej przeciwny, sam gdy mogę uprawiam sport), od praktyki Budo, ponieważ tę praktykę traktuję jako odnalezienie siebie prawdziwego, takim jakim jestem, może jako zwierzę, które chce kogoś zabić, a może jako altruistę. Sport moim zdaniem tego nie daje, bo nie takie ma cele. Budo dla mnie to "esencja życia, to więcej, jak życie, to wyjście poza narodziny i śmierć, to bycie życiem i śmiercią, w tym momencie, w tej chwili, to przebywanie w stanie całkowitego przemienienia i obecności sprzeczności. Budo to tradycja, przez którą objawia się: prawdziwa esencja, tego co można nazwać: duch wyzwolenia, duch nieskrępowanej wolności, duch, który, mówi, że śmierć, to naturalna sytuacja, że śmierć to stan umysłu, który pozwala, przekroczyć ego i spowodować inaczej, głębiej spojrzeć na świat, samego siebie. Prawdziwe budo to kwintesencja ducha prawdy, modlitwy, mądrości, współczucia, harmonii, sprawiedliwości, współodczuwania, współistnienia to duch pełni".

Witam,

Prorock ma swieta racje.

probowalem troche w domu ("swiatlo yogi" yengara - szczerze polecam), pozniej u nauczyciela (ten "nauczyciel" to slowo troche na wyrost, ale i tak dowiedzialem sie w tydzien wiecej, niz przez pol roku w domu - jak zwykle diabel tkwi w szczegolach asan, ktore trudno samemu wychwycic). chalturzyc w domu mozna, ale dopiero przy nauczycielu, "czujesz" prawdziwy wysilek. IMHO joga jest fantastyczna jako uzupelnienie MA, lub nawet jako samodzielna aktywnosc fizyczna. wiekszosci ludzi joge kojarzy sie z rozciaganiem, ale jest tam mnostwo asan wzmacniajacych miesnie (w naturalny sposob: z obciazeniem wlasnego ciala). nie bedziesz po tym wyciskal na silowni wiecej, ale za to cialo bedziesz mial elastyczne jak... sam nie wiem co, ale przede wszystkim bedzie cie to cialo "sluchalo". generalnie, ja sie tym zajmowalem intensywnie (intensywnie jak dla mnie of course ) przez pol roku, i przyznaje, ze przez te pol roku (plus pol roku wczesniejszego chalturzenia w domu), cialo staje sie jak swietnie nastrojony instrument - panujesz nad nim perfekcyjnie. moge sie tylko domyslac co moze czlowiek osiagnac, gdy temu poswieci pare ladnych lat. to moze byc zabawa do poznej starosci bez obaw o kontuzje.

druga sprawa - nigdy nie slyszalem o jakichkolwiek negatywnych efektach ubocznych (a praktycznie wiekszosc sportow takowe ma: stawy, kregoslup, nawet plywanie jakos tam niespecjalnie wplywa na zatoki) jogi.

trzecia sprawa: religia. mi sie wydaje, ze to raczej system filozoficzny (azjatyckie religie/filozofie tak maja, ze sie dosc silnie przenikaja). ja osobiscie jestem typowym europejskim barbarzynca i zajmowalem sie tylko fizycznymi aspektami . nikt nas nie zmusza, zeby praktykujac joge zaczac w cos wierzyc, czy postepowac wg ichniejszych nakazow (inna sprawa, ze gdyby wszyscy wg nich postepowali, to swiat bylby calkiem, calkiem ).

ide teraz na bjj (psiakrew, bardziej dla mojej psychiki - mam fobie "spoleczno-uliczne", niz dla wielkiej milosci do MA, acz troszke lubie), ale po pierwszej powazniejszej kontuzji, wracam do jogi z zalozeniem, ze joga do konca zycia (lub zdrowia).

w necie mozna znalezc wiele informacji nt. dobroczynnego wplywu jogi na zdrowie - po moich probach sklonny jestem im wierzyc.

gdy temu poswieci pare ladnych lat. to moze byc zabawa do poznej starosci bez obaw o kontuzje.
(...)
druga sprawa - nigdy nie slyszalem o jakichkolwiek negatywnych efektach ubocznych (a praktycznie wiekszosc sportow takowe ma: stawy, kregoslup, nawet plywanie jakos tam niespecjalnie wplywa na zatoki) jogi.
(...)
w necie mozna znalezc wiele informacji nt. dobroczynnego wplywu jogi na zdrowie - po moich probach sklonny jestem im wierzyc.
W necie rzeczywiście nie znajdziesz niczego negatywnego o jodze, ale to nie znaczy, że te ćwiczenia nie mają negatywnych aspektów, ale sprawa nie jest taka różowa.

Wszędzie znajdziesz artykuły o tym, jaki to dobroczynny wpływ miała joga na wirtuoza skrzypiec Yehudi Menuhina. On sam piał peany na cześć jogi. To typowy przykład wyznawcy, któremu wiara zaćmiła osąd rzeczywistości. Miał on kłopoty ze zdrowiem i gdy spotkał wilekiego guru hatha yogi Iyengara, został jego uczniem. Guru nauczył go asan, jego zdjęcia wykonującego świecę i inne asany ukazały się w Newsweeku i Timesie, od czego zaczął się triumfalny pochód jogi na Zachodzie. Kłopoty Menuhina ze zdrowiem jednak się wcale nie skończyły. To, że nauczył się robić świecę, nie uchroniło go przed zwyrodnieniami, a wielu skrzypków łączy to, że im bardziej Menuhin angażował się w jogę, tym bardziej ubożały jego możliwości wirtuozerskie. O ile fascynaci jogi są zachwyceni tym, że taki wirtuoz uczył się jogi, o tyle dla skrzypków jest to poważne ostrzeżenie, bo gdy Menuhin zaangażował się w jogę, skończył się jako skrzypek.

imho jednak - tak na chlopski rozum - jak dlugo i uparcie mozna cos wykonywac, ze prowadzi to do odksztalcenia kosci (bo chyba o kosci chodzi? bo ze kregoslup, stawy czy sciegna sie rozciagaja czyli odksztalcaja, to raczej in plus niz in minus, nieprawdaz?).

Niestety to nie do końca prawda. Każda przesada jest niezdrowa. Jeśli ćwiczysz coś rekreacyjnie godzinkę dziennie, odpuszczając sobie święta, weekendy i dni, gdy ci się po prostu nie chce, to takie ćwiczenie jest zdrowe. Joga uzależnia podobnie jak każda inna aktywność fizyczna, jak np. sztuki walki. Przypadki zwyrodnień są częste.

Witam,

Cytat:
W necie rzeczywiście nie znajdziesz niczego negatywnego o jodze, ale to nie znaczy, że te ćwiczenia nie mają negatywnych aspektów, ale sprawa nie jest taka różowa.

(...)

Każda przesada jest niezdrowa. Jeśli ćwiczysz coś rekreacyjnie godzinkę dziennie, odpuszczając sobie święta, weekendy i dni, gdy ci się po prostu nie chce, to takie ćwiczenie jest zdrowe.

Znów musze przyznac racje Prorockowi - może też zbyt bezkrytycznie wypowiadam się nt temat, ale bazowalem raczej na swoich (w zasadzie niewielkich) doświadczeniach: 3-4 razy w tygodniu po 1,5h, i spotykałem się z ludźmi tak ćwiczącymi (tyle, że od wielu lat) - stąd moje zachwyty. Na mnie to mialo wplyw wręcz cudowny (zaznaczam, że codziennie 9h spędzam przed PC), na sprawność i samopoczucie in general. zrozumialem sens wyswiechtanego powiedzenia: w zdrowym ciele zdrowy duch.

Poświęcając taki czas (1,5h) na praktykę jogi, IMHO raczej nie sposób sobie zrobić krzywdy. Spójrzmy realnie - kogo stać na większą inwestycję czasową obecnie? O ile się nie mylę mówimy wciąż o uzupełnieniu i rekreacji, nie sposobie na życie. Ergo - joga jest zdrowa w naszych realiach.

O Menuhinie muszę doczytać. Najbardziej banalna odpowiedź jaka mi się nasuwa w pierwszym odruchu, to czas pracy ze skrzypcami, ktory zaczął Menuhin poświęcać jodze. Wirtuoz ~~ to doskonala technika i interpretacja, nie KOMPOZYCJA (no, chyba że się mylę) ==> czas poświęcony na tę pracę jest chyba drugim czynnikiem po zdolnościach, ktory wyznacza sukces. Może to tak...?

Nadal podtrzymuję tezę, że joga to najmniej kontuzyjna, z największym dobroczynnym wpływem na zdrowie aktywność fizyczna.[/quote]

Akahige,
faktycznie strasznie zofftopowalismy (może jakiś mod wydzieli ten wątek, który nijak ma się do rozważań o Sistiemie?)

Różnica między nami polega na tym, ze ty dopatrujesz się podobieństw miedzy różnymi formami walki, ja skupiam się na różnicach. Oczywiście na jakimś poziomie ogólności istnieją podobieństwa między grą w szachy, przyjacielskim pokerem, paintballem, pojedynkiem bokserskim, walką UFC, starciem na ulicy i wojną. W każdym przypadku dążymy do pokonania przeciwnika, a algorytm który opisałeś ( rozpoznanie silnych i słabych stron przeciwnika, ukrywanie swoich prawdziwych zamiarów, ograniczanie aktywności przeciwnika, realny atak, powtórzenie ataku i zakończenie walki) wydaje się mieć sens w każdym przypadku.

Dla mnie jest jednak zasadnicza różnica między zabawą w walkę, na która zgadzają się obaj przeciwnicy, są do niej przygotowani, wiedzą na co się godzą (reguły), i w których nie chodzi o fizyczne zrobienie krzywdy przeciwnikowi za wszelka cenę, a prawdziwą walką, w której człowiek jest znienacka napadnięty i musi walczyć o przetrwanie. I wie, ze jeśli przegra, to przeciwnik nie poda mu ręki i nie powie "dobra walka", tylko będzie dalej kopał leżącego. I wtedy włączają się zupełnie inne mechanizmy, najbardziej pierwotne mechanizmy przetrwania, a precyzyjne wyuczone ruchy biorą w łeb. Dlatego nie pisz mi o walkach Royce Gracie w UFC. Royce wiedział, ze nawet jeśli będzie niezdolny do walki, to sędzia ją przerwie. Stawką były prestiż i pieniądze, nie przetrwanie. I obaj się godzili na ryzyko kontuzji, lecz kontuzja nie była celem sama w sobie. Jeśli myślisz, ze to wszystko nie wpływa na psychikę walczących a przez to na ich sposób walki, to bardzo się mylisz.

Autorzy na których się powołuję nie maja stopni naukowych, nie są profesorami ani doktorami. Są za to praktykami, często byli wykidajłami, ochroniarzami lub policjantami. Prawdziwą walkę znają z własnego doświadczenia. I wybacz, ale zdanie praktyka cenię bardziej niż zdanie teoretyka nieważne jak bardzo utytułowanego.
Zgadzam się natomiast z tobą, że warto badać jakie formy ataku na ulicy występują najczęściej i opracowywać formy treningu pozwalajace sobie radzić w takich sytuacjach. Nie mówię tu o technikach, lecz o metodach symulacji stresu adrenalinowego występującego przy nieoczekiwanym napadzie. Ale to temat na kolejny offtop

Pozdrawiam, Thufir

przy cyklu 30dniowym raczej nie, ale nigdy nie wiesz, czy jeden cykl nagle się nie skróci. organizm to nie maszyna i nie jesteś w stanie tego przewidzieć a na cykl wpływa masa rzeczy (stres, dieta, aktywność fizyczna, zmiana klimatu, leki, choroby itp)

Artykuł na onecie (ktoś jakiś czas temu o to pytał):


Im mniej śpisz, tym bardziej tyjesz

Kobiety sypiające najwyżej po pięć godzin na dobę przybierają na wadze średnio więcej niż te sypiające dłużej - poinformowano podczas międzynarodowej konferencji American Thoracic Society w San Diego.
Związek ilości snu i tendencji do przybierania na wadze ujawniono w badaniu 68 tys. 183 kobiet w średnim wieku, uczestniczących w Nurses Health Study (trwające od 30 lat wszechstronne badanie zdrowia Amerykanek). W 1986 r. zapytano je, po ile godzin najczęściej sypiają. Poproszono też, aby co dwa lata informowały o swojej wadze. Obserwacje trwały 16 lat; później opracowywano wyniki.

Na początku badania kobiety sypiające najwyżej pięć godzin na dobę ważyły przeciętnie prawie 2,5 kg więcej niż panie sypiające po siedem godzin.

W ciągu kolejnej dekady obserwacji kobiety niedosypiające przybrały średnio 0,72 kg więcej niż ich dłużej śpiące koleżanki.

"To wygląda na bardzo niewiele, trzeba jednak pamiętać, że to średnia. Niektóre panie przytyły o wiele więcej, a już nawet mała różnica wagi ciała może u pewnych osób zwiększyć ryzyko pojawienia się problemów ze zdrowiem, takich jak cukrzyca czy nadciśnienie" - podkreślił kierownik badań Sanjay Patel z Case Western Reserve University w Cleveland (USA).

Aby jak najpełniej wyjaśnić różnice w przybieraniu na wadze, naukowcy uwzględnili nawyki żywieniowe kobiet i to, czy one ćwiczą.

"Wcześniejsze badania wykazały, że już po kilku dniach ograniczenia snu hormony kontrolujące apetyt powodowały, że ludzie czuli się bardziej głodni" - przypomniał Patel. "Dlatego sądziliśmy, że kobiety niedosypiające mogą jeść więcej".

"W rzeczywistości one jedzą mniej. Można więc sądzić, że u kobiet mało sypiających za przybór wagi odpowiadają nie apetyt ani dieta" - dodał.

Naukowcy uznali też, że większej skłonności do przybierania na wadze pań niedosypiających nie można wyjaśnić brakiem aktywności fizycznej.

Badanie nie dało odpowiedzi, dlaczego ograniczenie snu zwiększa przyrost wagi - przyznał Patel. Jego zdaniem związek ten zasługuje na dalsze badania. Badacz sugerował, że ograniczenie snu może wpływać na liczbę kalorii spalanych w stanie spoczynku.


http://wiadomosci.onet.pl/1328036,16,item.html

Myślałem, że po 10 latach będzie można wreszcie zakończyć skrupulatne liczenie i zająć się czymś innym. Widocznie taki nasz los, że się nie da.
Po pierwsze spytajmy, czy to już wszystko? Czy w bilansie nie umknęły jakieś megabole i energizery?

B:T:W=100-133 : 200-300:40-80 ma tyle samo wspólnego z dietą optymalną, co przydomowy ogródek z begonią w doniczce. Jeżeli przyjmiemy że graniczne wartości spożycia składników zmieniają się jednocześnie w tę samą stronę z powodu zwiekszonej lub zmniejszonej aktywności fizycznej, a tak w przybliżeniu jest zgodnie z prawem Hessa, to otrzymamy
dla dolnej granicy proporcję 1:2:0,4
a dla górnej 1: 2,3: 0,6
Polecam lekturę w Optymalniku mojej analizy tego, co naprawdę zalecał Doktor. Powyższe proporcje były uznawane za przejściowe, dla odchudzających się, jako zawierające zbyt małą ilość tłuszczu dla dojrzałych optymalnych. Właściwą proporcją było na gram białka trzy gramy tłuszczu, a najlepiej wzorem starożytnych siedem gramów. Trzy gramy tłuszczu na gram białka już powodują lekką i stałą ketonurię, dwa gramy jeszcze nie, więc granicą zmiany jakościowej
metabolizmu jest 1:2.
Ponadto 100 - 130g białka w otoczeniu dra było zawsze uznawane za herezję. Do dzisiaj zastraszeni lekarze ze świty odważają się tylko czasem powiedzieć, że być może niekiedy powinno się zjeść tego białka trochę więcej niż 70g.
70g białka to ilość ledwo wystarczająca dla przeciętnej kobiety o masie 60kg.
Tak więc trudno uznać to za żywienie optymalne.

A może zgodnie z zasadą brzytwy Ockhama rozwiazanie jest prostsze, niż proporcja?
Może chodzi o to, że w przypadku stanów zapalnych jelit pozytywny wpływ wywiera wyeliminowanie pszenicy i żyta z pożywienia? Ich białka są odpowiedzialne za większość nietolerancji pokarmowych.
Jeżeli jeszcze do tego wyeliminujemy bialka z mleka krowiego, to jelita odpoczną.

Do czego są potrzebne węglowodany? Jeżeli chcemy przybrać masy mięśniowej, węglowodany stymulują trzustkę do wydzielania insuliny. To najsilniejszy hormon anaboliczny, zwiększający również masę mięśniową przy uprawianiu ćwiczeń. Obecnie niektórzy kulturyści z tego powodu wstrzykują sobie insulinę.
Pozdrawiam
Witold Jarmołowicz

Widzisz, zastanawiajace jest to, ze przy omawianiu skomplikowanego
rownania, jakim jest organizm zywy, jedne jego czesci traktujesz w sposob
uprzywilejowany, a drugie starasz sie zupelnie pominac. Metabolizm to
proces przemiany materii w energie. Z jednej strony dostarczamy energie w
postaci zwiazkow chemicznych, z drugiej strony ja zuzywamy na procesy
zyciowe. To pierwsze to dieta, to drugie - aktywnosc. Metabolizmu nie da
sie rozpatrywac tylko z jednej strony, a Ty ten blad popelniasz:
twierdzisz, ze dieta na metabolizm wplywa, ale juz aktywnosc - nie. Mylisz
sie.


Ale zeby byc w mniejszym czy wiekszym stopniu aktywnym najpierw trzeba
dostarczyc energie a nie odwrotnie.
Jezeli dostarczasz energie w malej ilosci lub o niskiej jakosci to organizm
najpierw ja zuzyje na to co niezbedne
a dopiero to co zostanie moze zuzyc na aktywnosc fizyczna- moze to jest
jedna z przyczyn niskiej aktywnosci niektorych ludzi
(i zupelnie pomijam tu jaka diete kto stosuje- w sensie ktora jest lepsza)

Większość profesorów medycyny, również od chorób wewnętrznych nie zna
się na związkach przyczynowo skutkowych żywienia na organizm, ustrój
czowieka. Bo niby skąd, tego nie uczy żadna szkola medyczna.

No tak, o tym mozna przeciez przeczytac jedynie w ksiazkach jasnie
oswieconego Jana Kwasniewskiego. Nie zdajesz sobie nawet sprawy z tego,
jak smieszny jestes piszac takie rzeczy.

Nie wiem jak wyglada program studiow na medycenie- moze ktos mnie oswieci i
powie ile czasu jest poswiecane odzywianiu i wplywowi tegoz na zdrowie?

A i jeszcze jedno, czy ktokolwiek z Was jest zdania ze odzywianie w
szpitalach jest dobre, odpowiednio zbilansowane i dostarczajace wszystkich
niezbednych
skladnikow do zycia?
Bo chyba nie znajdzie sie nikt kto bedzie twierdzil ze to co jest podawane
na talerzu pacjentowi szpitala nie ma kompletnie wplywu na jego stan zdrowia
(i znowu pomijam to ktora z diet jest lepsza-

Pozdrawiam
Wojtek

Użytkownik "Alex Kay" <alexkayusunto@poczta.onet.pl> napisał w wiadomości
news:d15n64$ab1$1@ns41.serveradmin.pl...
To że JK ma się dobrze i jest zdrowy to napewno cieszy nas wszystkich.
Jeśli
natomiast chodzi o kiwanie głową z politowaniem, to ja osobiście wolałbym
usłyszeć od JK coś konkretnego w ramach polemiki z dr Panomarenką, który
napisał bardzo rzeczową i pełną wiadomości książkę, której nie da się zbić
żadnym politowaniem.


Pan Ponomarenko napisał książkę, krótko po spotkaniach z optymalnymi, gdzie
występował razem z dr. Kwaśniewskim. Popierał Jego teorię w Jego obecności.
Mówił tam, że zbytnie ograniczanie białka w diecie jest nieporozumieniem, że
wpływa na to np. aktywność fizyczna, stan zdrowia itp. Dr. Kwaśniewski był
przy tym. Dr. Ponomarenko jest osobą dowcipną, medialną, nawiązującą
bezpośredni kontakt z publicznością, posiadającym ogromną wiedzę. Spotkanie
miało miejsce w Bytomiu, jesień 2003r. O ile wiem, podobne spotkania
odbywały się jeszcze kilka miesięcy potem. Na jesień 2004, dr. Ponomarenko
wydał z pomocą p. Trojanowskiego książkę rąbiącą dietę optymalną w każdej
postaci i formie. Polecił tam pewne proporcje, zalecając je jako
niskowęglowodanowe. Wylał kupę pomyj na optymalnych, swoje wcześniejsze
poglądy a przede wszystkim na dr. Kwaśniewskiego. Sens książki podważył
wszystkie osiągnięcia dr. Kwaśniewskiego. Nie powiem, też mnie to zmroziło.
W podobnym czasie wydał swoją książkę dr. Kwaśniewski. Nie tylko zmienił w
niej wcześniejsze, swoje, teorie (np. wzrost człowieka, gdzie kiedyś
twierdził, jakoby człowiek powinien być niski. Jako dowód podał długość
rdzenia kręgowego. Jest tam też wiele innych zmian). Opisał też, bardzo
nieszczęśliwie, inne diety (np. Atkinsa, Diamondów). W sumie, powstał pewien
zamęt. Zamęt w który wpisuje się pismo "Optymalnik" i coraz bardziej mdła
gazeta "Optymalni".

"jacekplacek" <jbab@tlen.pl> wrote in message
news:d1fkao$kd6$1@ns41.serveradmin.pl...
Użytkownik "Alex Kay" <alexkayusunto@poczta.onet.pl> napisał w wiadomości
news:d15n64$ab1$1@ns41.serveradmin.pl...
To że JK ma się dobrze i jest zdrowy to napewno cieszy nas wszystkich.
Jeśli
natomiast chodzi o kiwanie głową z politowaniem, to ja osobiście
wolałbym
usłyszeć od JK coś konkretnego w ramach polemiki z dr Panomarenką, który
napisał bardzo rzeczową i pełną wiadomości książkę, której nie da się
zbić
żadnym politowaniem.

Pan Ponomarenko napisał książkę, krótko po spotkaniach z optymalnymi,
gdzie
występował razem z dr. Kwaśniewskim. Popierał Jego teorię w Jego
obecności.
Mówił tam, że zbytnie ograniczanie białka w diecie jest nieporozumieniem,
że
wpływa na to np. aktywność fizyczna, stan zdrowia itp. Dr. Kwaśniewski był
przy tym. Dr. Ponomarenko jest osobą dowcipną, medialną, nawiązującą
bezpośredni kontakt z publicznością, posiadającym ogromną wiedzę.
Spotkanie
miało miejsce w Bytomiu, jesień 2003r. O ile wiem, podobne spotkania
odbywały się jeszcze kilka miesięcy potem. Na jesień 2004, dr. Ponomarenko
wydał z pomocą p. Trojanowskiego książkę rąbiącą dietę optymalną w każdej
postaci i formie. Polecił tam pewne proporcje, zalecając je jako
niskowęglowodanowe. Wylał kupę pomyj na optymalnych, swoje wcześniejsze
poglądy a przede wszystkim na dr. Kwaśniewskiego. Sens książki podważył
wszystkie osiągnięcia dr. Kwaśniewskiego. Nie powiem, też mnie to
zmroziło.


Bardzo ciekawie to opisałeś. Czy masz jakies sugestie dlaczego tak się
stało. Czyżby to nieporozumienia rodzinne (taką opinię już kiedys usłyszałem
i to z bardzo wiarygodnego zródła).

> W podobnym czasie wydał swoją książkę dr. Kwaśniewski.

O której ksiązce piszesz?

Nie tylko zmienił w
niej wcześniejsze, swoje, teorie (np. wzrost człowieka, gdzie kiedyś
twierdził, jakoby człowiek powinien być niski. Jako dowód podał długość
rdzenia kręgowego. Jest tam też wiele innych zmian). Opisał też, bardzo
nieszczęśliwie, inne diety (np. Atkinsa, Diamondów).


Dlaczego nieszczęśliwie?

W sumie, powstał pewien
zamęt. Zamęt w który wpisuje się pismo "Optymalnik" i coraz bardziej mdła
gazeta "Optymalni".


Mógłbyś to bardziej skomentować?

Pozdrawiam, Olek K



"Jerzy Zieba" <bartim@optushome.com.au> wrote in message
news:aqagpi$2gb3$1@tryton.plocman.pl...

> To jeszcze malo , ta sama autorka lek. med. Anna Pieczarowska

w opisie "Bialka" http://mediweb.pl/html/wyswietl.php?id=203 "jedzie " nam
tak :

" ...Około 98% białka pochodzenia zwierzęcego, oraz około 80% białka
roślinnego jest wchłaniane z przewodu pokarmowego.
Zapotrzebowanie na białko zależy od danej osoby i jej dziennej aktywności.
Wzrost tkanek, który wynika ze wzrostu całego organizmu, zranienia, ćwiczeń
siłowych, czy ciąży ma wpływ na zapotrzebowanie na białko. W czasie choroby,
białko jest wykorzystywane nie tylko do naprawy, ale również jako źródło
energii. Osoba dorosła powinna spożywać od 65-100g białka na dobę (0,75-0,8
g/kg masy ciała) w zależności od płci, wieku, stanu fizjologicznego i
aktywności fizycznej.

W trakcie przemian białka dochodzi do produkcji azotu, co powoduje
zwiększone obciążenie nerek i wątroby, które są odpowiedzialne za jego
usuwanie. Może dojść do odwodnienia, ponieważ nerki potrzebują więcej wody
do rozcieńczenia azotu. Z kolei odwodnienie może wpływać na wydajność pracy.
Dlatego jest ważne, aby zapewnić odpowiednie nawodnienie podczas spożywania
dużej ilości białka.

Odchudzanie prowadzi do tego, że organizm zaczyna zużywać białko jako źródło
energii, czasem nawet do tego stopnia, że niszczone są ważne dla życia
tkanki, takie jak narządy czy mięśnie. Nadmiar białka, które nie może zostać
zużyte na naprawę tkanek, wzrost, czy jako źródło energii jest
przekształcany w tłuszcz i przechowywany..."

No.. to juz wiemy jak sie odzywiac ..

J

..

Przesyłam wam wybrane tematy prac doktorskich obronionych w latach 1990-1999 na
polskich wyższych uczelniach. Nie matura a chęć szczera....
Pozdrawiam ProFun

1. "Konceptualizacja Miłości w tekstach uczniów siedemnastoletnich (w świetle
współczesnej teorii pomiaru dydaktycznego)." [językoznawstwo]
2. "Metody określania struktury węglowodorów kutykularnych wybranych gatunków
owadów"
3. "Modelowanie i eksperymentalna analiza wieloelementowych aerokulowych
układow wsporczych o sterowalnej stateczności"
4. "Przeszkody w procesie tworczym. Analiza empiryczna dotycząca wykonawców
muzyki" [muzykologia]
5. "Wybrane elementy osobowości polskich nauczycielek w świetle badań
empirycznych"
6. "Benzochinony i saponozydy triterpenowe w Lysimachia vulgaris L.."
7. "Czynniki wpływające na aktywność śluzu i surowic karpi w stosunku do
proteaz Aeromonas hydrophila."
8. "Postawy personelu medycznego oddziałów położniczych i neonatologicznych
wobec technik porodowych zawartych w deklaracji WHO z 1985 roku"
9. "Przepowiednie meteorologiczne jako gatunek mowy"
10. "Leksykalne korelaty schematów wyobrażeniowych. Analiza na przykładzie
schematu Centrum-Peryferia i schematów siły."
11. "Graduał ms. 61n z Biblioteki Kapitulnej we Wrocławiu w świetle polskiej i
zachodnioeuropejskiej tradycji liturgiczno-muzycznej."
12. "Ocena efektów muzykoterapii aktywnej jako formy kinezyterapii w dystoniach
krążeniowych"
13. "Ocena i modelowanie ewolucyjnego zmęczenia w elementach konstrukcji
stalowych"
14. "Wpływ wydajności pracy i struktury dnia roboczego na wybrane cechy
sprawności zawodowej pilarzy zatrudnionych przy pozyskiwaniu drewna w
trzebieżach"
15. "Rolnicze i ekologiczne skutki nawożenia mieszanek trawiastych gnojowicą"
16. "Ciało i jego destrukcje we współczesnym horrorze filmowym."
17. "Ekologiczne konsekwencje środowiskowego rozmieszczenia kokoszki wodnej
Gallinula chloropus na Górnym Śląsku"
18. "Wybrane problemy algorytmizacji i automatyzacji opisów fonologicznych"
19. "Wyznaczniki warunkowości i kontrafaktyczności struktur syntaktycznych. Na
materiale chińskim."
20. "Przydatność ziół w żywieniu rosnących świń."
21. "Relacje interpersonalne wyrażane przez orzeczenia syntetyczne
konstytuujące elementarne struktury zdaniowe i otwierające pozycje dla
wykładników dwu argumentów osobowych"
22. "Osiągnięcia szkolne i zachowania młodzieży licealnej cierpiącej na bóle
głowy typu napięciowego oraz ich wybrane korelaty osobowościowe"
23. "Twórczość plastyczna dzieci przedszkolnych na tle badań historyczno-
porównawczych"
24. "Wpływ adaptogennych substancji roślinnych na homeostazę organizmu knura
oraz jakość nasienia"
25. 'Profilaktyczne zastosowanie fitopreparatu u macior w okresie
okołoporodowym a występowanie syndromu obniżonej mleczności."
26. "Wizualizacja atraktorów afinicznych IFS metodą sledzenia promieni"
27. "Metoda rejestracji zachowania gracza podczas gry w piłkę nożną." [kultura
fizyczna]
28. "Różniczkowe gry pozycyjne w opisie dualnym."
29. "Sieciowe modelowanie metodyki nauczania ćwiczeń gimnastyki sportowej
mężczyzn" [gimnastyka sportowa]
30. "Wykorzystanie czasu wolnego w wybranych typach gospodarstw domowych w
regionie na tle zmian w strukturze konsumpcji" [handel i marketing]
31. "Narodziny i rozwój endoskopii górnego odcinka przewodu pokarmowego w
Polsce." [historia medycyny]
32. "Choroby weneryczne w Wojsku Polskim w latach 1914-1946." [historia
medycyny]
33. "Stosunek środowiska lekarskiego polskiego do problemu alkoholizmu w
okresie rozbiorow." [historia medycyny]
34. "Wpływ knurów rasy pietrain na użytkowość tuczną i rzeźną oraz
mikrostrukturę tkanki mięśniowej potomstwa."
35. "Miejsce rekreacji fizycznej w czasie wolnym matek posiadających dzieci w
wieku przedszkolnym." [rekreacja]
36. "Neurobiologiczne podłoże nabywania pierwszych doświadczeń seksualnych
przez samce szczurów."
37. "Badania porównawcze skuteczności wypełniania kanałów korzeniowych
gutaperką metodą kondensacji bocznej i ćwiekami Thermafil."


Zainteresowana sugestia Marcina bardzo prosze OPTYMALNYCH o odpowiedz na
pytanie:


Malo troche tych odpowiedzi, wiec moze zadowoli Cie cos, co ma do
powiedzenia wegetarianin ;)

1. Jakie sa skutki nadmiernego przyjmowania bialka?


- potencjalne pogorszenie ukrwienia miesnia sercowego i zwiazane z tym
zwiekszone ryzyko zawalu,
- nadmierne obciazenie watroby i nerek,
- ryzyko wystapienia osteoporozy
(szczegoly tutaj: http://my.webmd.com/content/article/2731.2238)

O osteoporozie wywolanej nadmiernym spozyciem bialka zwierzecego informowala
tez swego czasu PAP:

PAP, WYDANIE nr 911, WARSZAWA 29 grudnia 2000:

"Białko zwierzęce może zwiększać ryzyko rozwoju osteoporozy

Spożywanie nadmiernych ilości białka zwierzęcego zwiększa ryzyko rozwoju
osteoporozy i złamań kości u starszych kobiet - donoszą uczeni
amerykańscy na łamach "American Journal of Clinical Nutrition".

     Uczeni z Uniwersytetu Stanu Kalifornia w San Francisco
przeprowadzili badania wśród 1 tys. kobiet w wieku pomiędzy 65 a 80
rokiem życia.
Badania opierały się na ankiecie, w której wymieniono 64 typy pokarmów.
Uczeni starali się ustalić, jaki procent białka spożywanego przez osoby
badane stanowi białko pochodzenia zwierzęcego, a jaki białko pochodzenia
roślinnego.

     Na podstawie uzyskanych wyników uczeni podzielili badane na trzy
grupy, tj. spożywające duże, średnie i małe ilości białka zwierzęcego.

     Wstępne badania gęstości kości nie ujawniły różnic pomiędzy
kobietami. Zmiany w gęstości kości były następnie śledzone przez badaczy
w ciągu
kolejnych siedmiu lat.

     U kobiet, dla których źródłem białka były głównie produkty
pochodzenia zwierzęcego (mięso i sery) masa tkanki kostnej i jej gęstość
uległy w okresie 7 lat trzykrotnemu zmniejszeniu. Ponadto u kobiet tych
3,7 raza częściej w porównaniu z kobietami z grupy spożywającej białka
pochodzenia roślinnego występowały złamania kości biodrowej.

     Biorąca udział w badaniach prof. Deborah Sellmeyer podkreśla, że
uczeni wykluczyli wpływ innych czynników na uzyskane wyniki.

     Przyczyną negatywnego wpływu białkowych produktów zwierzęcych na
kości może być, jak tłumaczy prof. Sellmeyer, fakt, że zawierają one
duże ilości różnych kwasów niszczących tkankę kostną. Kwasy występują
też w produktach roślinnych, ale są tam neutralizowane przez dużą ilość
dwuwęglanów, tj. związków o odczynie zasadowym.

     W organizmie człowieka organem, który odgrywa kluczowa rolę w
usuwaniu kwasów są nerki. Jednak wraz z wiekiem nerki stają się coraz
mniej wydajne w usuwaniu kwasów z naszego organizmu. Prawdopodobnie
minerały tworzące kości (głównie sole wapnia), które mają odczyn
zasadowy, są wykorzystywane do neutralizacji kwasów w organizmie. Proces
ten postępuje stopniowo, w tym czasie związki wapnia budujące kości są
zużywane, kości tracą na masie, stają się kruche i podatne na złamania -
rozwija się osteoporoza.

     Uczeni z Kalifornii sugerują, że zmiana w diecie białka pochodzenia
zwierzęcego na białko roślinne może wpływać na poprawę stanu kości
zwłaszcza u starszych kobiet. Prof. Sellmeyer podkreśla jednocześnie, że
białko jest bardzo ważnym składnikiem diety, istotnym dla prawidłowej
budowy mięśni i kości, dlatego kobiety nie powinny ograniczać spożycia
białka zwierzęcego, a jedynie zwiększyć spożycie warzyw i owoców. Inni
uczeni sugerują też, że spożywanie dużych ilości wapnia może zmniejszyć
negatywny wpływ białka zwierzęcego na kości. Ważna jest przede wszystkim
dobrze zbilansowana dieta."

2. Czy normalna porcja bialka dla osoby, ktora przez wiele lat go
unikala..
tez powoduje takie skutki?


Nie mozna calkowicie unikac bialka, bo to jest prosta droga do zgonu. Jesli
jednak chodzi Ci o przypadek, w ktorym ktos przez dlugi okres czasu zjadal
relatywnie niewielkie ilosci bialka (ale na tyle odpowiednie, ze nie wpedzil
sie w jakas chorobe), to najprawdopodobniej okazjonalne zjedzenie jego duzej
ilosci nie spowoduje zadnych skutkow ubocznych, no moze jakies detale ze
strony ukladu trawiennego. Orientacyjna wielkosc zapotrzebowania na bialko u
zdrowej, doroslej osoby o sredniej masie ciala i umiarkowanym stopniu
aktywnosci fizycznej (czyli np. cwiczacej sporadycznie lub wcale, pracujacej
raczej umyslowo) to jakies 60 gram na dobe. Wieksi potrzebuja wiecej,
podobnie chorzy, dzieci i osoby z wieksza aktywnoscia fizyczna (cwiczacy lub
pracujacy fizycznie).

Pozdro,
Cooler


...czyli naukowe szukanie na siłę JEDNEGO kozła ofiarnego...

I jak zwykle NAUKOWE badanie oparte jest o metodę gadu-gadu ;)
a wnioski oparte są na domniemaniach i jedynie słusznych zdrowych
zaleceniach, których - jak widać z owego "badania" - kobiety
nie przestrzegają (skoro "zwiększa się ryzyko raka piersi"),
choć wiadomo wszem i wobec, że w nie całkowicie wierzą... 8)

Ot, takie - "wierzące, ale niepraktykujące"... ;)

Nie wiem, jak Angielki, ale z moich obserwacji (także tej grupy dysk.)
wynika, że Polki - to "wierzące, niepraktykujące ale ustawicznie
poszukujące... oczywiście "zdrowej diety" ;)

-------------------------------------------------------------Cytat:
http://www.esculap.pl/goniec/?key=455299344288901100&link=19

Czerwone mięso zwiększa ryzyko raka piersi

Do takiego wniosku doszli naukowcy z University of Leeds, którzy przez
ponad siedem lat obserwowali 35 tys. kobiet.

U tych starszych, które codziennie zjadały porcję mięsa (niecałe 60 g),
o 56 proc. rosło ryzyko raka piersi - w porównaniu z paniami nie
jedzącymi
tego rodzaju pokarmu.

Ryzyko rośnie jeszcze bardziej w przypadku mięsa najbardziej
przetworzonego (np. bekonu, kiełbas, szynki lub pasztetu). Ryzyko raka
piersi u jedzących je pań było o 64 proc. większe niż u kobiet, które
unikały takich potraw.

Zarazem wcześniejsze wyniki tego samego badania wykazały, że panie przed
menopauzą, zjadające najwięcej błonnika, o połowę ograniczają ryzyko
rozwoju raka piersi.

Kierująca pracami prof. Janet Cade zauważa, że spożywanie dużych ilości
czerwonego i mocno przetworzonego mięsa nieznacznie zwiększało ryzyko
raka piersi także u pań przed menopauzą.

"Mięso jest bogate w tłuszcze nasycone, a te wpływają na ilość
cholesterolu wytwarzanego przez organizm. Cholesterol zaś jest
prekursorem estrogenu, który ma związek z podwyższonym ryzykiem raka
piersi" -
tłumaczyła Cade.

"Gotowanie mięsa w wysokiej temperaturze może dodatkowo powodować
tworzenie związków kancerogennych" - dodała.

Kobietom jedzącym stosunkowo dużo czerwonego i przetworzonego mięsa
badaczka radzi "by zastanowiły się nad ograniczeniem jego ilości".

Eksperci zastrzegają, że bardzo trudno jest oddzielić wpływ
poszczególnych elementów naszej diety na ryzyko raka. Przypominają,
że wcześniejsze badania nie dały przekonujących wniosków.

"Uczestniczki tego badania, jedzące czerwone mięso i unikające go,
różniły się poważnie innymi czynnikami, mogącymi po części wpływać na
ryzyko rozwoju raka, takimi jak wiek, waga i stopień aktywności
fizycznej"
- komentuje dr Alexis Willett z charytatywnej organizacji Breakthrough
Breast Cancer, działającej poprzez prowadzenie badań, kampanie i
edukację.

"Eksperci szacują jednak, że około 30 proc. wszystkich przypadków raka w
krajach Zachodu ma związek z dietą" - przypomniała.

Zaleca się, by kobiety utrzymały w normie wagę ciała, regularnie
ćwiczyły i unikały systematycznego spożywania tłustych pokarmów -
przypomniał Henry Scowcroft z brytyjskiego Cancer Research.

PAP
Esculap   2007-04-05
---------------------------------------------------Koniec cytatu.

Krystyna



W tamtych warunkach nie moze byc
mowy o stalym o.p.r., bo tam substancji promieniotworczej nie ubywa, a
wprost przeciwnie.


Okres półrozpadu to nie cecha ogólnej aktywności układu, ale konkretnego
nuklidu. To, że "substancji promieniotwórczej" przybywa nie ma wpływu na
procesy rozpadu tej "przybywającej" substancji. Czas życia nuklidu
zależy wyłącznie od parametrów jądra: jesli warunki zewnętrzne nie
wpływają na nie - o.p.r. pozostaje wielkością stałą.

O procesie powstawania pierwiastkow promieniotworczych zazwyczaj
myslimy, ze wymaga on zawsze jakichs ekstremalnych warunków, a w
rzeczywistosci takie ekstremalne warunki nie zawsze sa potrzebne.
Wystarczy długotrwale prazenie w temp. ok. 1700 kelwinow mieszaniny
roznych substancji, np. tak jak to sie dzieje przy produkcji cementu
portlandzkiego, aby znacznie podwyzszyc promieniotworczosc otrzymanego w
ten sposob produktu.


Gdyby tak było, nie trzeba by budować tokamaków... Tu prawdopodobnie
wchodzi w grę efekt kumulowania się izotopów promieniotwórczych w wyniku
tego, że różne izotopy tego samego pierwiastka mają ciut różne własności
fizyczne lub też dlatego, że w wyniku obróbki zwiększa się zawartość
minerałów zawierających izotopy promieniotwórcze, podczas gdy w
normalnych warunkach koncentracja tych minerałów jest znacznie mniejsza.
Nie ma to natomiast nic wspólnego z reakcjami jądrowymi, prowadzącymi do
przemiany jednych pierwiastków w inne.

Czyli warunki istniejace przy prazeniu substancji w
obrotowych piecach do produkcji cementu rowniez nie naleza do tych, w
ktorych kazdy rodzaj promieniotworczego rozpadu zachodzi przy stalym
o.p.r.


Gdyby nawet w owych piecach zachodziły reakcje jądrowe, to i tak nie
miałoby to wpływu na o.p.r. powstających izotopów. O.p.r. nie zależy od
sposobu powstania izotopu.

Proces rozpadu atomow pierwiastkow promieniotworczych jest w
rzeczywistosci niezmiernie czuly na otaczajace warunki, ale oczywiscie
zalezy to takze od tego, jakie to sa warunki.


Być może są warunki, które wpływają na proces rozpadu. Może we wnętrzu
gwiazd neutronowych czy czarnych dziur... Ale są to warunki tak
egzotyczne, że "zwykła" fizyka jądrowa nie musi ich uwzględniać. Tym
bardziej, że warunki tam panujące są w zasadzie jedynie w sferze
domniemań.

Z takim przykladem zmiany o.p.r. pierwiastka
promieniotworczego mamy do czynienia w zegarze atomowym, ktory porusza
sie z duza predkoscia na pokladzie superszybkiego samolotu. Zegar ten
zwalnia swoj bieg (czyli wydluza sie okres polowicznego rozpadu
substancji promieniotworczej) stwarzajac wrazenie, ze spowolnieniu ulegl
bieg czasu.


Ale jeśli będziemy wyznaczali o.p.r. w układzie związanym z poruszającym
się zegarem, to pozostanie on bez zmian. Logicznym jest, że o.p.r.
zależeć będzie od układu odniesienia - podobnie jak każdy czas. Ale
również logicznym jest założenie, że o.p.r. wyznaczany jest w układzie
związanym z badanym jądrem, tzn. w takim, w którym jądro spoczywa (bądź
porusza się z prędkościami nierelatywistycznymi).

Pozdrawiam



Witam !

Apropo wątku "Polak po raz kolejny w kosmosie ..."
zerknąłem na stronę http://www.zeto.czest.pl/astro/astros/esakorp.htm
i ze zdumieniem stwierdziłem że korpusie astronatów że przeciętna
wieku to 40-50 lat.

Czy taki a nie inny wiek astronaty ma swoje uzasadnienie ?


Ma. Dzis juz znana jest biofizyka lotu w kosmos na tyle, ze wiadomo, jak
selekcjonowac kandydatow, aby nie bylo powaznych problemow zdrowotnych i
wiadomo, ze nie ma specjalnych preferencji dla mlodego organizmu porownujac.
Spojrz tu:
http://baza.polsek.org.pl/faq/atyka_topic_2.html#_2_6

A lataja dzis w kosmos na ogol juz ludzie doswiadczeni (spece misji maja
najczesciej doktoraty), wiec nie ma miejsca na wozenie ludzi, ktorzy chca
tylko poleciec i udowodnic, ze sie da (nie tyczy sie turystow a szczegolnie
Cindy Crowford ;)

Czy wpływ na to mają osiągnięcia naukowe (dwa doktoraty, profesura) ?


Tak. Lataja ludzie, ktorzy maja cos do zrobienia w kosmosie, albo sa
doswiadczonymi pilotami czy specami od EVA - osobami w ktore duzo
zainwestowano i im sie ufa.
Nic nie stoi na przeszkodzie, aby polecial ktos, kto ma 25 lat, ale musi byc
to celowe.

Według mnie najlepszy wiek dla astronaty do od 30 do 40 lat .
Sądzę ze powinno to być zwiazane z tym że w okresie 35 roku życia
osiąga się maksimum możliwości intelektualnych, aktywność
psychoruchowa jest wciąż młodzieńcza :) , do tego dochodzi
doświadczenie zawodowe, naukowe. 45 latków jestem jeszcze w stanie
zrozumieć ale osoby w wieku ponad 50 lat wysyłać na tak odpowialne
zadania ?


Nie jest az tak zle, ale co powiesz, jesli ma ktos 35 lat i zaczyna
uczestniczyc w duzym i dlugim przedsiewzieciu kosmicznym jak np. budowa ISS?
Ma poleciec RAZ, a pozniej maja latac mlodsi?
Poczytaj biografie Siergieja Krikalowa - ten to sie nalatal w kosmos, a
zaczynal bardzo mlodo (mial 30 lat) i lata nadal (bedzie niebawem na ISS
znowu).
http://www.zeto.czest.pl/astro/astros/209.htm

Mogę się mylić może ktoś naprostuje mnie dlaczego astronauci są w
wieku 40-50 lat i dlaczego nie ma młodszych 30letnich ?


Za dluga kolejka czekajacych :))
Aby zostac astronauta nie wystaczy "zdac na prawo jazdy". To zajmuje kilka
lat, a pozniej czeka sie na misje kosmiczna. Jesli zas ktos wykaze sie
unikatowymi umiejetnosciami lub w czyms wyspecjalizuje (np. Voss w EVA
http://www.zeto.czest.pl/astro/astros/259.htm) to latac moze tak dlugo, jak
zdrowie mu pozwoli.

Konkluzja: Mlodzi nie lataja, bo nie ma dla nich dzis wyzwan w kosmosie,
takich jakie byly za czasow pionierskich, gdzie sprawnosc fizyczna i gotowosc
ponoszenia ryzyka byla priorytetowa.
Moze dopiero wyprawa na Marsa spowoduje koniecznosc zasilenia zalogi w paru
"pistoletow" chetnych do walki z Marsjanami do ostatniej kropli krwi - jakby
co ;-)

(STS)